Szkoła Biblijna

Studium Biblijne – wykład 8

 

Teologia Ewangelii św. Jana

Niezwykle trudnym zadaniem jest ukazać problematykę teologiczną IV Ewangelii. Wydaje się jednak, iż idąc za myślą S. A. Panimolle można podzielić tematy teologiczne Czwartej Ewangelii na trzy główne zagadnienia: Objawienie miłości Boga w osobie Słowa Wcielonego – Jezusa Chrystusa, wiara będąca odpowiedzią człowieka na objawienie miłości Boga, oraz zbawienie, które jest celem objawienia i Boga i wiary człowieka[1].

  1. Objawienie

W zamiarze autora IV Ewangelii, Jego dzieło jest świadectwem konkretnego i historycznego wydarzenia objawienia się Syna Bożego. W określonym czasie Jednorodzony Syn stał się człowiekiem i przyjąwszy ludzką naturę udziela światu objawienia. Objawiającą działalność Jezusa wyrażają takie słowa, jak: mówić (zob. J 3,11.34; 8,26.28; 12,48n.; 14,10; 16,25; 17,13; 18,20), oznajmić (zob. J 15,15; 17,26), świadczyć (zob. J 3,11.32; 18,37), pouczyć (zob. J 1,18), objawić (zob. J 14,21n.; 2,11; 7,4; 17,6), ukazać (zob. J 5,20; 10.32).

Na podstawie użytych zwrotów możemy stwierdzić, iż objawienie Jezusa dokonywało się za pomocą słów, jak również za pośrednictwem czynów zwanych przez Ewangelistę znakami i całego Jezusowego ziemskiego życia. Przedmiotem objawienia jest Jezus jako uosobienie Bożej miłości względem ludzi. Treścią więc objawienia Jezusa jest przede wszystkim ukazanie Siebie oraz swojej misji. Jezus objawia swoją chwałę (2,11), objawia samego siebie (7,4). Objawia, swoje synostwo Boże, stąd też jest jedynym Objawicielem imienia Boga (17,6) i Jego miłości. Tylko Syn może przynieść objawienie, ponieważ tylko On jest „na łonie Ojca” (1,18).

1.1 Jezus objawia się przez słowa

Swoje zadanie Objawiciela Jezus realizował przede wszystkim swoim słowem. Przy różnych okazjach wskazywał, iż jest Synem Bożym. Czynił to nie tylko wobec uczniów, ale także wobec wszystkich, nawet wobec wrogów.

Pierwszy raz objawienie synostwa Bożego widzimy w opisie oczyszczenia świątyni (J 2,13n.). Jezus oświadcza, iż świątynia, będąc domem Boga, jest także domem Jego Ojca (J 2,16). Bóg więc jest Ojcem Jezusa, Jezus zaś Jego Synem[2]. W passusie tym Jezus stwierdza, iż ma moc na nowo odbudować zburzoną świątynię (swego ciała). Ma On, jako Syn Boga udział w mocy Bożej, który jako jedyny może wskrzeszać umarłych (zob. 5,21). W tym fragmencie Jezus objawia również, iż Jego ciało stanowi świątynię Boga. Słowo Wcielone jest zatem miejscem obecności Boga, miejscem, gdzie jest Ojciec, gdzie oddaje się Jemu cześć w Duchu i Prawdzie (4,23n.).

Jezus stara się przekonać słuchaczy o swojej godności Syna Bożego po uzdrowieniu chorego nad sadzawką Betesda, gdzie ogłasza, iż Bóg jest Jego Ojcem (5,17n.). Wyjaśnia, że Jego postępowanie odpowiada w pełni postępowaniu Ojca niebieskiego, który działa nieustannie. Działanie Ojca jest wolne od wszelkich ograniczeń (także ograniczenia szabatu). Gdyby było inaczej, świat nie mógłby istnieć. Bóg nieustannie zbawia człowieka, i w tym zbawczym działaniu Boga uczestniczy Jezus. Jego działanie unaocznia działanie Boga. Każde więc uzdrowienie należy pojmować jako działanie Boga samego. Jezus będąc prawdziwym Synem Boga (5,19n.), w swoim działaniu podobnie jak działający Ojciec, nie jest związany szabatem. W w. 21 Jezus stawia się na równi z Bogiem Ojcem stwierdzając, że jak Ojciec wskrzesza, tak też i On sam wskrzesza umarłych. Działanie więc Ojca i Syna to jedno i to samo działanie. W zbawczym działaniu Jezusa objawia się Bóg, który wskrzesza umarłych, i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia.

Jezus w swoim działaniu jest wolny i suwerenny tak jak Bóg. Poza tym dodaje, ze Syn, ustanowiony sędzią całego świata, godzien jest tej samej czci, co Ojciec (5,22n.). W 5,19-30 rzeczownik „Syn” pojawia się osiem razy, natomiast tematem całej perykopy jest ogłoszenie i wykazanie, że Jezus jest Synem Bożym.

Również w rozdziale 8 znajdujemy objawienie boskości Chrystusa, Jezusowe wypowiedzi: „Ja jestem”. Jezus trzykrotnie stwierdza: .Ja jestem” (w. 24.28.58). Wypowiedzi te wskazują, że Jezus jest objawieniem Boga na ziemi. W Nim Bóg objawia się, a zarazem jest w Nim ukryty. W szczególności w J 8,58 znajdujemy wyraźną deklarację bóstwa Jezusa, która będąc czytelna również dla żydów, wzburza ich prowadząc do zamiaru ukamienowania Jezusa (8,59)[3].

Z powyższych wskazań można więc wnioskować, iż celem pierwszorzędnym słów Jezusa w Ewangelii Jana jest proklamacja Synostwa Bożego oraz ukazanie misji zbawczej w stosunku do grzesznego świata. Tego rodzaju wypowiedzi pojawiają się wielokrotnie (por. 8,12; 9,1n.; 11,1n.; 13,31-17, 26). Szczególnym zaś potwierdzeniem jest uroczysta deklaracja Jezusa, który w odpowiedzi na pytanie Tomasza w czasie mowy pożegnalnej, stwierdza, że jest drogą, prawdą i życiem (14,6). Choć pamiętać należy, iż ta formuła objawienia była różnie interpretowana. Np. Ojcowie, zwłaszcza greccy, rozumieli ją w tym sensie, ze Jezus jako człowiek jest droga, prowadząca, do prawdy i życia (w ten sposób wskazywał, np. św. Augustyn).

Analizując to wyznanie Jezusa, możemy jak się wydaje wskazać, iż Jezus jest drogą prowadzącą do Boga. Jezus ogłasza siebie także prawdą, nawiązując przez to do prologu, gdzie czytamy, że Słowo Wcielone jest pełne łaski prawdy (1,14). Jezus stwierdza również, że jest doskonałym objawicielem Ojca, ponieważ żyje w Ojcu, mieszka w Ojcu i wyraża Ojca stanowiąc z Nim jedno (por. 10,30.38). Aby poznać i zobaczyć Ojca. wystarczy poznać i zobaczyć Jezusa, ponieważ jest On żywym objawieniem Ojca (14,7). Ojciec żyje w Synu. dlatego kto widzi Syna. widzi także i Ojca (14,9n.).

Jezusowe mowy objawiające znaleźć możemy w całej Ewangelii. Mamy w nich do czynienia z objawieniem się Chrystusa w słowach. Tak więc w monologu Jezusa następującym po dialogu z Nikodemem Jezus mówi o objawieniu miłości Boga w darze Syna wywyższonego na krzyżu dla zbawienia świata (3,11-21). W dialogu z Samarytanką (4,7n.) Jezus ukazuje się jako jedyny dawca wody żywej, tj. jedyny Objawiciel słowa Bożego dla zbawienia człowieka. Przemówienie w Kafarnaum (6,26n.) stanowi objawienie Wcielonego Słowa, chleba niebieskiego, który karmi ludzkość łaską prawdy, zaś objaśnienie bramy i pasterza owiec (10,1n.) ujawnia życiodajną i zbawczą funkcję Chrystusa. Wreszcie mowa pożegnalna stanowi objawienie natury boskiej Jezusa (13,31-17,26). Można więc powiedzieć, iż Ewangelia Jana jest przede wszystkim Ewangelią objawienia. Jej sedno tworzą przemówienia, dialogi oraz wypowiedzi objawiające osobę Jezusa jako Syna Bożego.

1.2. Jezus obawia przez znaki

Ewangelia Jana ukazuje nam cuda czynione przez Jezusa. Istnieje jednak różnica w rozumieniu ich przez IV Ewangelię i przez synoptyków. Dla synoptyków cuda są znakiem potęgi Jezusa ustanawiającego Królestwo Boże (zob. Mt 11,20; Mk 6,2), natomiast u Jana są one znakami ukazującymi, kim jest Jezus. Objawiają one Jego boską chwałę.

Jednym ze znaków, poprzez które Jezus objawił się jako Mesjasz-Król, jest rozmnożenie chleba (6,1-15). Celem tego cudu jest nie tyle okazanie miłosierdzia tłumom, jak wskazują to synoptycy (zob. Mk 6,32n.), ale objawienie mesjaństwa Chrystusa. Jezus przedstawiony jest jako rzeczywisty Gospodarz i Pan mesjańskiej uczty rozdzielający hojnie boskie dary[4]. Wprawdzie tłum błędnie pojmuje misję prorocką Chrystusa (Pwt 18,15n.), sądząc, że będzie On królem politycznym uwalniającym Izraela od zależności politycznej (6,15). Stąd też Ewangelista podkreśla, że misja prorocka Chrystusa polega na głoszeniu słowa Bożego i objawianiu woli Bożej. Jezus jest prawdziwym prorokiem oczekiwanym przy końcu czasów. Mojżesz był jedynie niedoskonałym pośrednikiem objawienia Bożego, był zwyczajnym człowiekiem, przez którego zostało dane Prawo. Jezus jest więc nowym o wiele potężniejszym Mojżeszem.

Łaska prawdy nadeszła za pośrednictwem Jezusa (1,17), tą łaską jest właśnie sam Jezus (14,6). Również inne znaki, jak zamiana wody w wino (2.1-12), czy uzdrowienie syna urzędnika królewskiego (4,46-54) ukazane są w IV Ewangelii jako znaki objawiające boskość Jezusa.

Pierwszy znak w Kanie stanowi początek boskiego objawiania się Mesjasza. Znakiem tym zostały zapoczątkowane zapowiedziane przez proroków czas godów mesjańskich, na których miała być obfitość chleba, wina, oliwy, gdzie będzie można się cieszyć szczęśliwością przyniesioną przez Boskiego Mesjasza – Oblubieńca. Nowe wino podarowane przez Jezusa pochodzi z wody, ze stągwi służących do żydowskich oczyszczeń (2,6). Woda symbolizuje, w rozumieniu Jana, objawienie starotestamentalne. Również szczegółowa informacja „sześć” wzmacnia symbolikę, wskazując na niedoskonałość ekonomii ST. Woda Prawa Mojżeszowego otrzymuje swoje pełne i autentyczne znaczenie jedynie wówczas, kiedy jest przemieniona i dopełniona przez wino Ewangelii, tj. łaskę prawdy. W tradycji mądrościowej wino oznacza mądrość zawartą w Prawie Mojżeszowym (zob. Prz 19,1-5; Iz 55,1-3). W przekonaniu Ewangelisty wino objawienia eschatologicznego ofiarowane zostało jedynie przez Jezusa. Nieprzypadkowo wino jest w ogromnej ilości. Według wypowiedzi prorockich szczęśliwa epoka mesjańska cechować się będzie obfitością wina, oliwy i pszenicy (Am 9,13; Jl 2,23n.). Wino ma służyć całej ludzkości na podobieństwo rozmnożonego chleba, ponieważ tak wino jak i chleb cudownie rozmnożony symbolizują pełne i doskonałe objawienie Chrystusa – łaskę prawdy.

Również uzdrowienie syna urzędnika królewskiego (4,46-54) przedstawione jest przez autora czwartej Ewangelii jako znak (w. 54) – cud objawiający boską chwałę Chrystusa. Jako znak wskazuje on na Jezusa jako na dawcę pełni życia. To objawienie było tak przekonywające, że ojciec chorego chłopca, poganin, uwierzył wraz z całą swoją rodziną (w. 53). Wiara urzędnika, która w 4,50 odnosiła się do słów Jezusa, po wypełnieniu się znaku zwrócona jest ku osobie Jezusa. Jezus objawia się jako Pan życia wyzwalający człowieka od śmierci oraz niewoli.

W innym miejscu poprzez wskrzeszenie Łazarza (11,1n.) Jezus dokonuje znaku szczególnie wyraźnie objawiającego swoje synostwo Boże – chwałę Syna Bożego. Jest to ostatni znak dokonany przez Jezusa. Nikt bowiem z ludzi nie może przywołać do życia człowieka zmarłego i złożonego do grobu. Jedynie Bóg może wskrzeszać umarłych. Poprzez ten znak Jezus objawił się jako Pan życia i śmierci (11,25n.). Jezus będący zmartwychwstaniem i życiem zrywa więzy śmierci swoją boską mocą. Zmartwychwstanie i życie nie są darami, które można oddzielić od Jezusa. Ten, kto otrzymuje zmartwychwstanie i życie, żyje dzięki Niemu i przez Niego (6,57). Poprzez Jezusa życie Boże, staje się życiem człowieka. Stąd też Łazarz, przyjaciel Jezusa, żyje nawet kiedy umarł. Dlatego na końcu Marta wyznaje, ze Jezus jest Synem Bożym, który na ten świat przyszedł (11,27). W Jego osobie życie Boże obecne jest w świecie.

1.3. „Godzina” – kulminacyjny moment objawienia

Jezus objawiał swą boskość za pomocą znaków, słów, jak również całym swoim życiem, którego szczytem jest „godzina”. „Godzina” Chrystusa stanowi największy wyraz miłości Ojca względem grzesznej ludzkości: dar Syna wywyższonego na krzyżu (3,14-16). Przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezus objawił wielkość swojej miłości dla uczniów (13,1n.) oraz całego świata. Przez swoją ..godzinę” Jezus nie tylko umiłował do końca uczniów (13,1). ale doskonale wypełnił Pisma (19,28.30). ukazując w sposób konkretny, jak Bóg umiłował świat w darze Syna (3,14n.). Podobnie scena przebicia boku Jezusa (19,34) wskazuje, iż ukrzyżowany Jezus jest najwyższym wyrazem miłości Boga. Z przebitego boku oprócz krwi wypłynęła woda. Krew wyobraża całe życie Jezusa ofiarowane w posłuszeństwie Ojcu dla człowieka, natomiast woda jest symbolem daru Ducha, którego świątynią i źródłem był Jezus (2,13-22). Jej udzielenie zapowiadał Jezus i zapewniał, że dla tego, kto będzie ją pił, będzie ona źródłem życia wiecznego (4,14). Jezus ukrzyżowany z przebitym sercem ukazany jest jako najdoskonalsze objawienie miłości.

Czwarta Ewangelia jest więc przede wszystkim księgą objawienia. Jezus ukazany jest jako Syn Boży i eschatologiczny Objawiciel. Objawia On w sposób miłość Boga względem grzesznej ludzkości. Objawienie jest tu rozumiane nie tyle jako odsłonięcie tajemnic, co jako wydarzenie zbawcze. Wraz z eschatologicznym objawieniem Syna dokonuje się zbawienie świata; posłanie Objawiciela oznacza zbawienie (3,17; 12,47), a całe zdarzenie zbawcze osiąga swoją pełnię w wywyższeniu i uwielbieniu. Wywyższony Chrystus jest w mocy ofiarować życie za wszystkich, których dał Mu Ojciec (17. 2b).

  1. Wiara

Odpowiedzią człowieka na Boże objawienie jest wiara. W Ewangelii prawda ta ukazana jest w sposób niezwykle wyrazisty[5]. Wprawdzie także inne pisma NT pojmują objawienie jako otwarcie się Boga w Chrystusie dla zbawienia ludzi (np. 1 P 1,10-12: Hbr 1,1n.), ale postawę wiary u człowieka raczej zakładają niż wyraźnie jej się wymagają. Jedynie w IV Ewangelii potrzeba wiary wiąże się ściśle z objawieniem Jezusa Chrystusa. Jezus domaga się od człowieka wiary, aby mógł on otrzymać życie[6]. Nie wszyscy jednak przyjmują objawienie Syna, zamykając się przed światłem świata. Są też i tacy, którzy czynnie sprzeciwiają się objawieniu miłości, prowadząc walkę z Chrystusem. To odrzucenie objawienia Jezusa Chrystusa osiąga punkt kulminacyjny w wydarzeniu na Kalwarii.

2.1. Potrzeba Wiary

W pierwszym zakończeniu IV Ewangelii (20,30n.) Ewangelista stwierdza, że przedstawione znaki ,,zostały zapisane, abyście wierzyli, ze Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym”. Stwierdzenie to ukazuje wyraźnie, iż celem zasadniczym dzieła jest doprowadzenie do wiary w Jezusa tych, którzy Go nie znają, oraz pogłębienie wiary u tych, którzy Go już przyjęli. Słowa epilogu łączą się z podobnym sformułowaniem prologu i tworzą w ten sposób rodzaj inkluzji obejmującej całą Ewangelię (J 1,7: „Przyszedł on na świadectwo…, aby wszyscy uwierzyli przez niego”). Inkluzja ta jest wskazaniem, iż tak jak świadectwo Jana Chrzciciela miało na celu doprowadzenie ludzi do wiary i do przyjęcia Syna Bożego, tak też celem Ewangelii jest doprowadzenie do wiary w bóstwo Jezusa Mesjasza.

2.2. Natura wiary Janowej

Czasownik ,,wierzyć” (pisteu,ein) pojawia się w Ewangelii aż 98 razy. Treścią wiary ma być Jezus – wcielone Słowo. Jeden tylko raz (14,1) jest mowa o wierze w Boga; a to zapewne dlatego, iż wiara ta jest w środowisku żydowskim zakładana i niejako oczywista. Aspekt dynamiczny wiary dochodzi do głosu w często stosowanym przez autora czwartej Ewangelii wierzyć w…. Wierzyć w Jezusa oznacza ukierunkować całe swoje życie na Jezusa. Wierzyć w Jezusa oznacza dać się przez Niego pociągnąć (zob. 7,37n.), oznacza ścisłą osobową łączność z Jezusem. Wiary takiej nie można ograniczać do akceptacji, uznania czy zaufania, ponieważ człowiek w swej osobowej łączności z Objawicielem winien być zaangażowany nie tylko intelektualnie lub uczuciowo, ale całym sobą. Przez wiarę przyjmuje się objawienie ze wszystkimi konsekwencjami. Jest to przyjęcie objawienia nie tylko teoretyczne, ale przyjęcie w posłuszeństwie i miłości. Konsekwencją jest zatem życie orędziem ewangelicznym. Przypomina o tym Jezus w 8,30-32 mówiąc, iż ci, którzy uwierzyli, aby być autentycznymi uczniami, powinni trwać w Jego słowie (5,38).

Częstotliwość użycia czasownika „wiara” w sposób absolutny (30 razy) w IV Ewangelii świadczy, że termin ten stał się pojęciem utrwalonym o jasno zarysowanej treści. Z kontekstu zawsze wynika, że idzie o wiarę w Jezusa, Chrystusa i Syna Bożego. Wiara ta daje się wypowiedzieć w zdaniach. Są to zazwyczaj zdania chrystologiczne, tj. koncentrują się na osobie Jezusa, oraz na Ojcu (5,24), Piśmie (2,22) czy Mojżeszu (5,46). Także i w tych przypadkach ośrodkiem wypowiedzi jest Jezus, ponieważ świadkowie są przywoływani dla uzasadnienia wiary w Jezusa.

Duże również znaczenie w rozumieniu wiary w Czwartej Ewangelii ma element intelektualny. Uczniowie po zmartwychwstaniu Jezusa zrozumieli i uwierzyli słowom Pisma mówiącym o gorliwości Jezusa o dom Boży oraz Jego słowu o powstaniu z martwych (2,17.22). Samarytanie nawróceni słowem Jezusa wyznają wiarę w Zbawiciela świata (4,42). Urzędnik królewski objawia mocną wiarę w słowa Nauczyciela, przyjmując Słowa Jezusa bez najmniejszego wahania.

Wiara w rozumieniu Jana ma różne stopnie. Żydzi, choć uwierzyli w Jezusa, nie są uważani za prawdziwych uczniów Chrystusa. Ich wiara jest powierzchowna (8,30n.) i podobna do wiary mieszkańców Jerozolimy, którzy uwierzyli w Jezusa, ponieważ widzieli nadzwyczajne znaki, ale nie dostrzegli w Jezusie Syna Bożego i objawiciela miłości Ojca (2,23; 3,2.11n.). Przywódcy Żydów, którzy przy końcu działalności Jezusa opowiedzieli się za Nim. okazali niewątpliwie mocniejszą wiarę. Ulegli jednak względom ludzkim i obawiając się faryzeuszów nie wyznali swej wiary (12,42n.). To właśnie było świadectwem powierzchowności ich wiary.

Apostołowie natomiast okazali autentyczną wiarę w mesjaństwo i bóstwo Nauczyciela (6,68n.; 16,27.30; 17,8). Jezus zachęca ich jednak do jeszcze pełniejszej wiary (14,1.11). Rzeczywiście, wiara uczniów w czasie męki nie okazała się dość mocna, aby przezwyciężyć zgorszenie krzyża, co Jezus zapowiedział w mowie pożegnalnej (13,38; 16,31).

Wiarę mocną i stałą okazują uczniowie, gdy trwają w słowie Jezusa (8,31) i wierzą bez pomocy nadzwyczajnych znaków. Tacy nazwani są błogosławionymi w przeciwieństwie do Tomasza, który uwierzył dopiero wówczas, kiedy na własne oczy zobaczył Zmartwychwstałego. Można zatem zauważyć, ze Ewangelista zakłada istnienie różnych stopni wiary. Pierwszym stadium jest wiara powstała w wyniku oglądania znaków: jest to wiara ograniczająca się do niejasnego wyobrażenia o boskim pochodzeniu Jezusa; stadium drugie oznacza wiarę, która wyraża się w przylgnięciu do osoby i słów Jezusa, ale opiera się na dokonywanych przez Jezusa znakach. Trzecie stadium wiary, pozbawione ziemskiego oglądania Jezusa, wyraża się w przyjęciu łaski prawdy w osobie Syna Bożego.

Istotnym przejawem wiary Janowej jest ukierunkowanie egzystencji człowieka ku osobie Syna Bożego, co dokonuje się poprzez nawrócenie. W niektórych wypowiedziach czasownik „wierzyć” jest synonimem nawrócenia (4,39.41.53; 9,35-38; 12,11.42; 17,20). O takim właśnie nawróceniu czytamy w opisie pobytu Jezusa w Samarii (4,39-42). Dialog Jezusa z Samarytanka, sprawia, ze kobieta powróciwszy do swoich, mówi wszystkim o niezwykłym człowieku, którego spotkała, i wszystkich ku Niemu kieruje (4,28n.). Samarytanie przyjmują świadectwo niewiasty i udają się do Jezusa (4,30). Ich droga wyobraża drogę wiary. Fragment końcowy (4,38-42) mówi wyraźnie o zmianie postawy Samarytan. Uznają oni w Jezusie Zbawiciela świata (4,42). Innym tego rodzaju epizodem jest uzdrowienie syna urzędnika królewskiego z Kafarnaum (4,46-54). Poganin ten przedstawiony jest jako wzór prawdziwego ucznia, który wierzy natychmiast słowu Jezusa bez domagania się gwarancji.

W całym tym tryptyku (3-4) Żydzi, stróże ortodoksji jahwistycznej, odrzucają objawienie Słowa Wcielonego pomimo wielu cudów dokonanych przez Jezusa w Jerozolimie (2,23n.). Samarytanie uwierzyli w boskie mesjaństwo Jezusa jedynie dzięki słuchaniu Jego słów (4,39n.).

Prawdziwym jednak wzorem wiary, która ochotnie i natychmiast przyjmuje słowa Jezusa, jest urzędnik królewski – poganin. Także opowiadanie o uzdrowieniu ślepego od urodzenia bardzo jasno przedstawia proces wiary. W pierwszym momencie dla niewidomego Jezus jest zwyczajnym człowiekiem (9,11), wkrótce jednak uznaje w Nim proroka (9,17), kogoś, kto przychodzi od Boga (9,33). Wreszcie oddaje Mu cześć jako Synowi Człowieczemu, jako temu, który jest Objawicielem Ojca (9,35-38). Dlatego wyznanie wiary w. 38 stanowi punkt kulminacyjny perykopy.

Jan opowiada o nawróceniu wielu jeszcze innych osób (12,11.42). Ich wiara nie jest jednak równie mocna i odważna jak wiara niewidomego, ponieważ ukrywają swoje przekonanie z obawy przed Żydami (12,42n.).

2.3. Przymioty wiary

Poszczególne elementy wiary: aspekt dynamiczny, egzystencjalny, chrystocentryczny itp. nie są wyłączne dla czwartego Ewangelisty. Wypada więc wskazać na wyłączne cechy wiary w ujęciu Janowym.

– Tajemnica wiary

Najważniejszym i najbardziej wyróżniającym przymiotem wiary w ujęciu Jana jest jej tajemnica, misterium. Z jednej bowiem strony cnota ta ukazywana jest jako dar Boga, z drugiej podkreśla się mocno znaczenie wolności ludzkiej w przyjęciu lub odrzuceniu Wcielonego Słowa. Jezus wyraźnie oświadcza, że nikt nie może przyjść do Niego, kto nie jest pociągnięty przez Ojca (6,44), nie może również uwierzyć w Syna Bożego, jeśli nie otrzyma daru od Ojca (6,65). Zarazem jednak w tym samym kontekście autor mówi, że Bóg powołuje wszystkich do zbawienia przez swego Syna i pragnie wszystkich pouczyć, aby poprowadzić ich do Chrystusa (6,45). Tak więc wiara jest darem Boga a zarazem łaską Ojca. Jest również oczywista odpowiedzialność człowieka za odrzucenie tego daru. Dlatego Ewangelista przedstawia niewiarę świata jako wolny wybór ciemności w miejsce światła (3,19). Ten aspekt wiary zostaje podkreślony w Kafarnaum. Jezus ukazuje wiarę jako podstawowe dzieło, które człowiek ma do wykonania (6,29). Zbawiciel zaprasza wszystkich do wiary, aczkolwiek nie zmusza nikogo do przyjęcia Jego wezwania. Wiara jest rzeczywistością tajemniczą wymagającą odpowiedzialności człowieka.

– Potrzeba słuchania

Czwarta Ewangelia mówiąc o wierze, podkreśla niezwykle mocno potrzebę słuchania słowa Bożego. Samarytanie uwierzyli w Jezusa, ponieważ słuchali Jego słów (4,42). W 5,24 słuchanie słowa jest synonimem wiary. Niewiara ze swej strony pojmowana jest jako niemożność słuchania słowa Jezusa (8,42-47). W 8,47 podana jest racja niemożności słuchania Bożego słowa przekazywanego przez Jezusa. Żydzi nie słuchają, ponieważ nie są z Boga, inaczej posłuchaliby tego, kto przychodzi od Boga. Tajemnica niewierności znajduje swoją podstawę i początek w złym duchu, od którego pochodzą wrogowie Jezusa. Ich ojcem jest diabeł, ojciec kłamstwa. Wierzyć w Syna oznacza zatem słuchać słowa Boga, i przyjąć je do serca (8,47): „Kto jest z Boga. słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, ze z Boga nie jesteście”. Ten, kto pochodzi od Boga, słucha Bożego słowa i wierzy w nie.

– Widzieć

Charakterystycznym rysem wiary w rozumieniu Jana jest ścisły związek pomiędzy widzeniem a wiarą. Z jednej bowiem strony Autor czwartej Ewangelii podkreśla znaczenie widzenia, które ułatwia wiarę (20,8), z drugiej zaś – chwali wiarę uczniów, którzy wierzą bez oglądania (20,25.29). Wypowiedzi 1,50 oraz 11,40 dotyczą natomiast odwrotnego procesu: ten, kto wierzy, zobaczy cuda Boże. Tak wiec Natanael wierzy natychmiast, kiedy Jezus dał mu dowód swej boskiej wiedzy (1,58n.). Jezus obiecuje mu widzenie rzeczy większych (1,50), tj. oglądanie chwały Wcielonego Słowa począwszy od znaku w Kanie aż do znaku Krzyża i zmartwychwstania (2,11n.). Również Marcie Jezus obiecuje widzenie chwały Boga pod warunkiem, że uwierzy (11,40). W ten sposób Jezus zaznacza, że dla oglądania chwały w zmartwychwstaniu Łazarza konieczna jest wiara (11,40). Jedynie ten, kto wierzy, może w cudach dokonywanych przez Chrystusa oglądać Jego bóstwo. Dla tych zaś, którzy trwają w niewierze, jak przywódcy żydowscy, znaki dokonywane przez Jezusa stają się powodem tym ostrzejszego wystąpienia przeciw Jezusowi i Jego skazania (11,47n.).

– Znaczenie znaku

W kontekście wskrzeszenia Łazarza autor czwartej Ewangelii podkreśla kolejny element wiary: walor znaków. W 11,15-42 Jezus oświadcza, że znak w Betanii umocni wiarę uczniów oraz tłumu, zaś w J 11,45 Jan zaznacza, że wielu Żydów widząc Łazarza, który powstał z grobu uwierzyło w Jezusa. Także umiłowany uczeń uwierzył, kiedy zobaczył pusty grób (20,8.), podobnie i apostoł Tomasz (20,27n.). Tak więc widzenie znaków pomaga wierze (2,11: 11,15: 20,30). Z drugiej jednak strony Ewangelista sławi wiarę, która nie potrzebuje oparcia w znakach (por. 20,29). Jednakże O ile bowiem w czasach Jezusa wiara łączyła się z widzeniem, to w czasie Kościoła uczniom winno wystarczyć świadectwo apostolskie.

– Wiara a świadectwo

Innym aspektem właściwym dla Ewangelii Jana jest związek wiary ze świadectwem. Wielu Samarytan uwierzyło w Jezusa opierając się na świadectwie kobiety. To świadectwo było wystarczające dla rozpalenia w duszy wiary. Żydzi natomiast pomimo świadectwa czynów Jezusa nie chcieli uwierzyć w Niego (5,36.39n.; 10,25). Pomimo, iż Ojciec i Pisma wydają świadectwo Jezusowi, Żydzi nie chcą uwierzyć w Jego bóstwo (5,37n.). Uczeń umiłowany daje świadectwo o wydarzeniach dokonujących się podczas śmierci Jezusa. Mają one obudzić i umocnić wiarę odbiorców Jego dzieła. Świadectwo skierowane jest zatem na wywołanie i obudzenie wiary w Syna Bożego. Taki też był cel świadectwa Chrzciciela (1,7.31n.).

– Charakter eschatologiczny

Kolejnym przymiotem wiary w Ewangelii Jana to jej wymiar eschatologiczny. Wierząc w Jezusa, Syna Bożego, wchodzi się w posiadanie dóbr zbawczych (por. 3,14n.). Kto wierzy w Chrystusa, przechodzi ze śmierci do życia (5,24). Przez wiarę stajemy się dziećmi Bożymi (1,12), otrzymujemy życie wieczne i zbawienie. W teologii Janowej można dostrzec napięcie pomiędzy aktualnym posiadaniem dóbr eschatologicznych a posiadaniem pełnym i doskonałym w przyszłym Królestwie Bożym.

2.4. Niewiara

Autor czwartej Ewangelii przedstawia również negatywną odpowiedź ludzi na objawienie miłości i życia. Świat odrzucił światło wybierając ciemności niewiary, grzechu.

Temat niewierności i wiary ukazany jest już w prologu najpierw w odniesieniu do świata w ogóle (1,5), następnie w odniesieniu do narodu żydowskiego, do którego przyszło Słowo, ale nie zostało przyjęte (1. 11). Odrzucenie Chrystusa, który jest światłem świata, wyraziło się w walce świata ciemności uosobionych w Żydach oraz uczniu-zdrajcy przeciwko Słowu Boga. Ta walka zakończyła się pozornie zwycięstwem wrogów. Ciemności jednak nie potrafiły ogarnąć światłości i Syn Boży wstał z grobu i żyje w chwale po prawicy Ojca.

W dialogu z Nikodemem (2,23-3,21) Jezus odsłania niewierność swego ludu w stosunku do objawienia Bożego. Ta niewierność scharakteryzowana jest wyrażeniami: „czynić zło”, „miłować bardziej ciemności niż światło”, „nienawidzić światła”. Te określenia są znamienne, gdyż początkowe reakcje mieszkańców Jerozolimy względem Jezusa były pozytywne. Ewangelista zaznacza, iż wielu Żydów uwierzyło ze względu na znaki, jakich Jezus dokonywał (2,23n.). Ta sympatia w stosunku do Mistrza z Nazaretu opierająca się jedynie na cudach oceniana jest jako niewierność (3,11n.). Stąd też w rozmowie z Nikodemem Jezus mówi: „nie przyjmujecie naszego świadectwa”, „nie wierzycie”, „jak możecie wierzyć” (3,11 n.), stwierdza, iż żydzi przedkładają ciemność ponad światłość, nienawidzą światła (3,19n.).

Jezus ukazując siebie jako prawdziwego Boga posiadającego taką samą władzę jak i Ojciec (5,19-30). Powołuje się na poczwórne świadectwo: Jana Chrzciciela, świadectwo dokonywanych cudów, świadectwo Ojca oraz Pisma (5,31-40). Świadectwa te powinny były pomóc Żydom w przyjęciu wysłannika Ojca, oni jednak odrzucają Mesjasza (5,40).

Ten, kto nie przyjmuje Jezusa, jest ślepy, a światłość Jezusa potęguje to oślepienie. Jednakże to człowiek jest odpowiedzialny za swoje zaślepienie, ponieważ jest ono owocem i znakiem podstawowego odrzucenia Boga: „Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego trwającego w was” (5,37-38). Taki człowiek nie szuka chwały Boga i sam stawia się poza ewangelią. Decyzja człowieka jest zawsze wolna.

Temat niewierności jest centralnym w ostatniej sekcji mowy apologetycznej (5,41-47). Żydzi zachowują się jako przeciwnicy Chrystusa, ponieważ nie mają w sobie miłości Boga (w. 41) i szukają chwały świata (w. 44). Dlatego nie potrafią uwierzyć w Syna Bożego. Nie wierzą także Mojżeszowi i dlatego będą sądzeni przez niego. tj. przez tego, w którym pokładają nadzieję (ww. 45n.). Szukanie chwały ludzkiej przeszkadza uwierzyć w Jezusa i w Pisma. Na tym polega tragedia Żydów. Sprzeciwiając się Jezusowi, w rzeczywistości występują przeciw Mojżeszowi i przeciwko Bogu.

2.5. Owoce wiary

Podstawowymi owocami wiary wg Ewangelisty są:

– dziecięctwo Boże, które otrzymują Ci, którzy stali się dziećmi Bożymi przyjmując słowo Boże

– życie wieczne – kto wierzy w Syna Bożego, nie podlega sądowi potępienia, ale ma życie wieczne (3,15n.), kto słucha Słowa i wierzy, przeszedł ze śmierci do życia (5,24). Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem, kto wierzy w Niego, nie umrze na wieki (11,25n.)

– wolność. W 8,30-32 Jezus oświadcza, że aby stać się prawdziwym Jego uczniem, należy trwać w Jego słowie, dzięki któremu będzie można wniknąć głębiej w objawienie Jezusa. Trwanie natomiast uwalnia od wszelkiego zniewolenia. Przyjmując Słowo Wcielone człowiek żyje w wolności dzieci Bożych wyzwolonych od niewoli grzechu.

– zwycięstwo nad złem. Słowo przyszło na świat po to, aby uwolnić człowieka od ciemności –panowania szatana i grzechu.

  1. Zbawienie

Naród Wybrany w czasach Jezusa oczekiwał przyjścia mesjasza, który by dokonał przede wszystkim przemiany politycznej. Takie ujęcie zbawienia akcentowało czas teraźniejszy.

Niektórzy jednak przesuwali rzeczywistość zbawienia ku końcowi obecnego świata. W tym ujęciu zbawienie było rozumiane jako przyszłe wydarzenie apokaliptyczne. W przyszłości wybrani mieli się stać szczęśliwymi dziedzicami ziemi i żyć jak aniołowie w niebie. Takie patrzenie w eschatologiczną przyszłość poza judaizmem nie było zupełnie nieznane, ale prawdą jest, że w hellenizmie i gnozie zbawienie pojmowane było zasadniczo jako obecne, ofiarowane człowiekowi za pośrednictwem odpowiednich rytów albo przez poznanie.

Wydaje się, iż Ewangelista zaznajomiony był z judaistyczną oraz hellenistyczną wizją zbawienia. Zarazem jednak daje wyraźnie do zrozumienia, iż źródło jego poglądów na ten temat znajduje się w ST i judaizmie: ,,Zbawienie pochodzi od Żydów” (4,22). Ewangelista przyjmuje wyraźnie judaistyczny punkt wyjścia, jakkolwiek niekiedy posługuje się językiem wskazującym na hellenistyczne i gnostyckie tendencje: „A to jest życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (17,3).

Jednak zapowiedź zbawienia dla chrześcijan częściowo już się wypełniła, stąd też nie może być ono opisywane wyłącznie jako przyszłe. Zbawiciel rzeczywiście zstąpił już z nieba, dokonał zbawczego dzieła i powrócił do nieba. Jego poznanie oznacza życie wieczne. Wspólnota Janowa wierzyła, że Jezus pozostawił ryty, poprzez które może się nadal udzielać człowiekowi.

Janowy opis chrześcijańskiego zbawienia jest bogatszy niż synoptyczne przekazy, ponieważ IV Ewangelista za pomocą judaistycznej i hellenistycznej terminologii mógł wyrazić to, co od początku zawierało się w chrześcijańskim wyznaniu wiary. Jeśli porównamy Janowe pojęcie życia z synoptycznym, zauważymy, że o ile dla IV Ewangelisty życie wieczne, zbawienie jest przede wszystkim rzeczywistością obecną, o tyle dla synoptyków (może z wyjątkiem Ewangelii Łukasza) zbawienie jest rzeczywistością przyszłą, którą osiąga się poprzez wejście do Królestwa niebios. Jan nie zapominając o przyszłościowym wymiarze życia wiecznego, akcentuje aspekt teraźniejszości.

3.1. Symbole zbawienia i życia

Symbolika zajmuje ważne miejsce w teologicznym języku Jana. Za pomocą zwyczajnych, codziennych przedmiotów i zjawisk Ewangelista ukazuje tajemne i niezwyczajne sprawy Boże. Chleb, woda, wino i światło symbolizują często zbawcze objawienie Syna Bożego. Również dar zbawienia symbolizowany jest za pomocą obrazów. Jan mówi zatem o chlebie życia, wodzie żywej, świetle życia dla zobrazowania zbawienia dokonanego przez Chrystusa.

Ważnym symbolem życia Bożego jest woda tryskająca (przeciwieństwie do wody stojącej). W dialogu z Samarytanką Jezus przedstawia się jako dawca wody żywej, wody tryskającej na życie wieczne (4,13n.). Jezus przedstawia się jej jako Objawiciel eschatologiczny, który daje zbawienie człowiekowi przyjmującemu Jego słowo[7].

Innym symbolem jest chleb niebieski przedstawiany jako chleb życia. W przemówieniu w Kafarnaum wielokrotnie Jezus łączy dar życia z chlebem niebieskim. Prawdziwy chleb nie został dany przez Mojżesza, ale dopiero Ojciec daje chleb, którym jest Ten, kto z nieba zstępuje i daje życie światu. Jezus objaśnia swoja, myśl – chlebem Bożym jest On sam, i On sam jedynie może udzielić doskonałej szczęśliwości. Jego ciało jest na życie świata (6,51). Słowo Wcielone jest chlebem niebieskim, tj. słowem Bożym, prawdą, objawieniem, które daje zbawienie całej ludzkości. W przeciwieństwie do manny spożywanej na pustyni, ktokolwiek spożywa chleb niebieski utożsamiany zostaje z Chrystusem i będzie żył na wieki.

Trzecim symbolem Janowym wskazującym na życie wieczne jest światło. Kiedy Jezus ogłasza siebie światłem świata, stwierdza, że ten, kto idzie za Nim, będzie miał światło życia (8,12). Chrystus jest żywym obrazem życia i miłości Ojca. Swą własną osobą objawia i przekazuje zbawienie. Aby zatem nie błądzić w ciemnościach i mieć światło życia, należy iść za Jezusem (8,12). Uczniowie Chrystusa są wyrwani z ciemności, i pozostają poza wpływem świata – dlatego są zbawieni. Chrystus przez swoje słowo oraz swoją osobę jest źródłem pełnego i doskonałego zbawienia.

3.2. Chrystus źródłem życia wiecznego

Ewangelia św. Jana naucza, że Jezus jest źródłem życia – On sam jest życiem (por. 11,25; 4,6). W prologu Jan wskazuje, że Słowo Boga jest źródłem życia: „To, co się stało, w Nim było życiem” (1,4). Syn Boży oświecając człowieka przekazuje mu życie Boże – wieczne zbawienie. W ten sposób Ewangelista przeciwstawia się przekonaniom judaistycznym, że prawo Mojżeszowe jest jedyną drogą by otrzymać zbawienie. Biblia hebrajska oraz pisma żydowskie podkreślają Torę jako źródło życia, identyfikują ją z życiem Bożym. Jan niejako polemizuje z tym poglądem. Życie pełne, doskonałe i ostateczne zawiera się jedynie w Synu Bożym, Słowie Ojca.

Słowo jest źródłem zbawienia: stało się ciałem, aby dać życie w pełni. W przemówieniu o dobrym pasterzu Jezus stwierdza, że przyszedł na świat po to. aby przynieść życie w obfitości dla swej owczarni. W przeciwieństwie do fałszywych pasterzy, Jezus przyszedł na świat, aby owce miały życie w obfitości (10,10). Celem Wcielenia Syna było Bożego więc przynieść światu zbawienie (3,17).

W IV Ewangelii Jezus wielokrotnie utożsamia się z życiem. Do płaczącej siostry Łazarza mówi uroczyście: ..Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem!” (11,25) Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak Ten, kto ma w sobie naukę Jezusa – Syna, posiada i życie. Prawdę tę podkreśla Jezus w przemówieniu pożegnalnym, nazywając siebie życiem (14,6), oświadcza, że jest „drogą, prawdą i życiem” (14,6).

3.3. Eschatologia

Specyfika eschatologii w Ewangelii św. Jana wyraża się podkreślaniem jej aspektu teraźniejszości. Ewangelista podkreśla czas obecny życia i zbawienia, nie zapominając oczywiście o aspekcie przyszłościowym zbawienia. Taka perspektywa jest obecna również w Ewangelii Łukasza (Łk 19,9 – historia Zacheusza). Jednakże Jan jest jedynym autorem nowotestamentalnym, który niezmiernie wyraźnie podkreśla aktualne zapoczątkowanie i teraźniejszość zbawienia dzięki wierze w Syna Bożego.

Wyraźną proklamację zbawienia zapoczątkowanego przez spotkanie Syna Bożego widzimy w dialogu z Nikodemem. Kto przyjmuje Chrystusa jako Syna Bożego, już ma życie wieczne. Kto zaś odrzuca, już jest osądzony (3,14-18). Jezus na krzyżu daje zbawienie całej ludzkości. Życie wieczne otrzymuje jednak jedynie ten, kto wierzy w Jezusa kierując ku Niemu spojrzenie wiary i całą swoją egzystencję (zob. 19,37). Ten. kto wierzy w Syna, ma już życie wieczne. Bóg bowiem nie posłał Syna na świat, aby świat potępić, lecz aby go zbawić (3,17).

Podobnie, ten, kto odrzuca Syna Bożego, już został osądzony i potępiony. Sąd i potępienie dokonuje się w momencie decyzji wiary człowieka. Nie trzeba więc oczekiwać momentu śmierci, czy Paruzji Chrystusa, aby wejść do życia, bądź być potępionym.

Łączność aktualnego już teraz posiadania życia wiecznego z jego przyszłym wymiarem występuj m.in. w apologii Jezusa po uzdrowieniu chorego przy sadzawce Betezda (5,19-30). Widzimy tu dwa aspekty zbawienia człowieka: obecne posiadanie życia Bożego i oczekiwane zbawienie wszelkiego stworzenia w ostatnim dniu dziejów. W drugiej części apologii (5, 24) Jezus oświadcza, iż wiara w Boga uwidoczniona w słuchaniu słowa, przynosi dar życia oraz przejścia ze śmierci do życia. Wierząc w Ojca i Jednorodzonego Syna człowiek dostępuje zbawienia pełnego i doskonałego: „ma życie wieczne i nie idzie na potępienie, ale przeszedł ze śmierci do życia”. Dar życia nie jest więc zastrzeżony dla czasów eschatologicznych, ale znajduje się w teraźniejszości. Podkreślony więc zostaje wymiar obecny życia. Zbawienie autentycznego ucznia Chrystusa dokonuje się w momencie jego fundamentalnej opcji dla Boga i Jego Syna. Życie jednak, jakkolwiek już teraz posiadane, osiąga pełny swój kształt w zmartwychwstaniu ostatecznym (5,29). W dniu ostatecznym nie tylko dusza, ale i ciało wejdzie do chwały Pana i cieszyć się będzie wieczną szczęśliwością (5,27n.), ponieważ Syn Człowieczy zawezwie spoczywających w grobie. Wskrzeszenie umarłych jest jednym z dzieł Ojca, które On przekazał Synowi (5,21).

3.4. Zbawienie całego człowieka

Zbawienie w Ewangelii Jana, obejmuje również zmartwychwstanie umarłych. Nie tylko więc dusza, ale i ciało jest przedmiotem zbawczego dzieła Chrystusa. W rozumieniu Jana, życie wieczne obejmuje zbawienie i pełną szczęśliwość wierzącego również w części cielesnej. Taka eschatologia ma swoje źródło w chrystologii. Jezus jest Bogiem-Człowiekiem, pełnia życia, źródłem całkowitego zbawienia, gdyż nie tylko daje życie wieczne, ale wskrzesi zmarłych w dniu ostatecznym.

Chrystus mówi, że: „to zachowuje moje słowa, nie ujrzy śmierci na wieki” (8,51). Widzimy tu uzależnienie nieśmiertelność człowieka od słuchania i praktykowania mesjańskiego orędzia Jezusa. Zachowywanie objawienia Słowa Wcielonego jest źródłem życia i nieśmiertelności. Kto wierzy w Chrystusa, nawet jeśli doświadczy śmierci doczesnej, uniknie śmierci wiecznej i zmartwychwstanie w dniu ostatnim (5,28n.; 6,39n.) uczestnicząc w chwale Syna Bożego (17,24). Słowo Jezusa jest przyczyną i źródłem życia wiecznego.

O ile w rozdziale 8 występuje wzmianka o pełni zbawienia ofiarowanej przez Chrystusa wierzącemu, o tyle w innych miejscach ta myśl wyrażona jest w sposób bardziej bezpośredni. Z wypowiedzi w 5,19n. oraz w Kafarnaum wynika, ze Słowo Wcielone zbawia człowieka w sposób pełny i doskonały, ofiarując mu życie wieczne, wskrzeszając go w dniu ostatecznym. Po stwierdzeniu, że Jezus jest chlebem niebieskim – chlebem życia (6,32n.), który przynosi światu ostateczne słowo Boga, przedstawia On siebie jako narzędzie pełnego zbawienia stwierdzając, że nic nie zgubił z tego, co Ojciec Mu przekazał. Chrystus zbawia więc w sposób pełny i doskonały, ponieważ Jego działanie dotyczy także ciała człowieka, który w Niego wierzy. Kto wierzy w Syna Bożego i wyraża wiarę przez uczestnictwo w sakramencie Eucharystii przyjmując Ciało i Krew Chrystusa, dostępuje zbawienia doskonałego i pełnego, z którego nie jest wyłączone ciało, które przy końcu czasów powstanie do uczestnictwa w chwale Bożej. Znakiem pełnego zbawienia obejmującego także cielesną stronę człowieka jest wskrzeszenie Łazarza (11,1-44)[8]. W wydarzeniu tym Jezus, ukazując siebie, jako źródło życia i zmartwychwstania, ukazuje swoją moc zwycięstwa nad śmiercią, wyprowadzając z grobu Łazarza. Wskrzeszenie Łazarza w Betanii (11,1-44) ukazuje się jako znak zbawienia całego człowieka, którego jedynie Syn Boży może dokonać, ponieważ tylko On jest Zmartwychwstaniem i życiem.

Chrystologia Czwartej Ewangelii

Chcąc nadać tytuł Czwartej Ewangelii, można by zapisać jedno zdanie, które odzwierciedla, jak się wydaje, całość Ewangelii: „Kim jest Chrystus?” Postawa i przepowiadanie Mistrza z Nazaretu zmusza do refleksji nad tajemnicą Jego życia na Ziemi, przed przyjściem na ziemie i po zakończeniu czasu Jego ziemskiej obecności. W samym centrum nauki Umiłowanego ucznia stoi oczywiście uwielbiony Syn Człowieczy, zbawiciel i dawca Bożego Synostwa.

  1. Tytuły chrystologiczne

Główne założenia chrystologiczne Ewangelii Jana zostały zawarte w tzw. pierwszym epilogu, gdzie autor wyjaśnia cel napisania dzieła: „wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym i abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20,30-31). Przytoczony tekst wskazuje adresatów Ewangelii, od ustalenia których zależy zrozumienie wielu konkretnych fragmentów tekstów ewangelijnych. Nie byli nimi wcale niewierzący, którzy dzięki poznaniu treści Ewangelii Janowej mieli uwierzyć w Chrystusa, lecz raczej członkowie wspólnoty chrześcijańskiej, których wiarę trzeba było umocnić i ustrzec przed fałszywymi pasterzami „Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10). Zgromadzenie, do którego kieruje się Ewangelista ma trwać w Chrystusie (J 15,4), a zatem ono już jest wspólnotą chrześcijańską.

Kolejną cechą charakterystyczną, na którą zwróciliśmy uwagę, jest obecność polemik w dziele Janowym. Zazwyczaj mówi się o trzech rodzajach polemiki: przeciw gnostykom, przeciw sekcie Joannitów oraz przeciw Żydom. Jeśli idzie o polemikę przeciw gnostykom, to Jan rzeczywiście posługuje się terminami obecnymi w gnozie, wskazując jednocześnie na Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Pasterza, Wysłannika i Krzew Winny (1,14; 6,53-54; 19,34). Na podstawie tego co wiemy dzisiaj o doktrynie Cerynta (z którym Jan głównie miałby toczyć polemikę według Ireneusza: o różnicy między górnym a dolnym Bogiem, o Duchu opuszczającym Jezusa przed męką) nie można twierdzić, że czwarta Ewangelia została napisana jedynie w celu przeciwstawienia się jego doktrynie, ponieważ jej zainteresowania są znacznie szersze. Kolejne polemiki, według niektórych komentatorów mające wpływ na kształt Janowej Dobrej Nowiny były ze zwolennikami Jana Chrzciciela. Zwolennicy tej hipotezy potraktowali niektóre teksty Ewangelii (zob. 1,8.15.20-27; 3,26-30; 5,7.33-36; 10,41) jako echo sporu między zwolennikami Jezusa a stronnikami Jana Chrzciciela. Uczniowie Jana Chrzciciela stanowiliby grupę współzawodniczącą z uczniami Chrystusa, która na początku przeceniła znaczenie Jana Chrzciciela i dlatego trzeba było wyraźnego stwierdzenia, że Chrzciciel nie był prorokiem ani Mesjaszem i że we własnym mniemaniu nie był godny rozwiązać rzemyka u sandała Jezusa. Patrząc na całość Ewangelii wg św. Jana trzeba jednak zauważyć, że fragmenty dotyczące Jana Chrzciciela odgrywają w niej całkiem służebną, drugorzędną rolę. Według innych w Czwartej Ewangelii odnaleźć możemy echo polemik z Żydami, którzy byli przeciwnikami i nieprzyjaciółmi pierwotnego Kościoła. Chrześcijanie, którzy na początku byli członkami wspólnot żydowskich, zostali z nich oficjalnie wyrzuceni, a niektórzy nawet pozbawieni życia. Jan najostrzej ze wszystkich Ewangelistów wydaje się występować przeciw Żydom, którzy od początku chcieli zniszczyć Jezusa i Jego dzieło (5,16.18.37-38.45; 7,1.19; 8,22-24.37-59; 10,31-39; 19,7). Stąd też zamiast o naszym Jezus mówi o waszym Prawie, co miało być dla niego świadectwem ostatecznego rozdziału między Jezusem a tradycją żydowską. Wynika z tego, że pod koniec I w. po Chr. podział między synagogą a Kościołem chrześcijańskim był już faktem dokonanym, lecz nie można zapominać, że polemika Jezusa z Żydami jest – według Jana – polemiką ze światem niewiary. Polemika z Żydami jest symbolem wszelkiego oporu, jaki niewiara stawia orędziu Jezusa.

Przypomniawszy tło Czwartej Ewangelii możemy wskazać chrystologiczne idee teologiczne.

Tematyka chrystologiczna niemal w całości jest obecna w sposób skondensowany w Prologu do czwartej Ewangelii, następnie w mowach, jakie Jezus wygłasza, prowadząc ciągły dialog ze swoimi zwolennikami i przeciwnikami, szczególnie zaś w mowach, w których Chrystus używa charakterystycznego zwrotu Ja jestem. W sposób szczególny jest rozwinięta myśl o pochodzeniu Jezusa, o Jego dziele i o powrocie do Boga, wywodząca się ze starotestamentalnego wyobrażenia Boga, mądrości Bożej, a także Słowa Bożego. Syntezę chrystologii Jana widzimy w tytułach, jakie nadaje on Jezusowi (Logos, Syn Boży, Syn Człowieczy, Baranek Boży, Mesjasz).

 

1.1. Logos

Logos, tytuł ten nie pojawia się u Jana z większą częstotliwością niż u synoptyków, jednakże Jan używa Go w sensie osobowym. W Starym Testamencie nie występuje nigdzie tekst mówiący o Słowie Bożym jako o osobie, choć często mówi się tam o samodzielnych działaniach jakiegoś przymiotu Boga (hipostazy). Pośredni stopień między Starym Testamentem a Janem w drodze do osobowego pojmowania Logosu wydaje się prezentować Filon z Aleksandrii, który mówi o bycie pośrednim między Bogiem a stworzeniem, ciągle jednak nie w takim znaczeniu, aby Logos mógł być uważany za Boga. Podobnie rzecz przedstawia się w gnozie, gdzie jest mowa o cechach osobowych Logosu, ale w sensie mitycznym i pogańskim. Warto też zwrócić uwagę na sposób, w jaki literatura międzytestamentalna (m.in. Qumran) łatwo przechodzi od przymiotu Bożego do osoby i od osoby do przymiotu Bożego (np. Duch). Przemawia to za tym, że tytuł Logos na określenie osoby Jezusa wyrasta u Jana z teologii judaizmu. Dla wielu Logos z Prologu jest podstawowym tytułem chrystologicznym, który zostanie następnie wyjaśniony przez kolejne terminy pojawiające się w czwartej Ewangelii. Z pewnością jest to punkt wyjścia Ewangelisty do rozważań nad początkiem działalności historycznej Jezusa. Autor czwartej Ewangelii używa słowa Logos w różnym znaczeniu (powiedzenia, mowy, tego co powiedział Jezus, Słowa Bożego, Prawdy), ale tylko w Prologu mówi o tym, że Logosem Bożym jest Chrystus. Poza dwiema wypowiedziami: Bogiem było Słowo oraz Słowo stało się ciałem reszta stwierdzeń Prologu da się zrozumieć w oparciu o pojęcie Słowa stwórczego i prorockiego występującego w Księgach Starego Testamentu. Słowo to przyszło do swego ludu za pośrednictwem Mojżesza i proroków, lecz wielu je odrzuciło, chociaż część Izraela je zaakceptowała. Natomiast dwie wymienione przed chwilą wypowiedzi nie dadzą się w całości wytłumaczyć tylko w oparciu o koncepcje starotestamentalne. W wyrażeniu Bogiem było Słowo (theos en ho logos) gdzie termin Bóg postawiony jest na pierwszym miejscu w celu jego podkreślenia. Brak rodzajnika przed rzeczownikiem Bóg wskazuje na jakość osoby, na jego naturę. Logos nie jest więc tu określany na sposób hellenistyczny jako boży (theion) albo jakiś bóg (theos tis), ale jako jest to prawdziwy Bóg. Tą samą myśl wyrazi Tomasz: Pan mój i Bóg mój (J 20,18), czy też autor 1 J 5,20: Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym. Pierwsze wyrażenie (Bogiem było Słowo) należało do niezwykle ważnych w polemice z arianami. Drugie wyrażenie, Słowo stało się ciałem (ho logos sarks egeneto) wskazuje na to, że Bóg stał się zwykłym człowiekiem. W języku biblijnym wyrażenie ciało oznacza bowiem nie tylko część materialną człowieka (którą my zwykliśmy nazywać ciałem), ale całego człowieka wraz z jego naturą ziemską, stworzoną, podlegającą cierpieniu i śmierci, będącą Bożym stworzeniem. O ile jednak w odniesieniu do każdego ciało oznacza człowieka, który bez odrodzenia się z Ducha nie może żyć życiem wiary (ciało na nic się nie przyda – 6,63), to w odniesieniu do Jezusa ciało jest miejscem objawienia się Jego chwały, świątynią Słowa wśród ludzi (1 J 1,1-3). Wyraźnie jest tu widoczny antygnostycki charakter tego tekstu (Słowo stało się ciałem – 1,14), który leży u podstaw doktryny chrześcijańskiej o Wcieleniu Chrystusa i jego dwóch naturach. Dzięki tym dwom wypowiedziom (Słowo stało się ciałem, Bogiem było Słowo) termin Logos osiąga swoistą kulminację w Nowym Testamencie. Logos z Prologu Ewangelii św. Jana, to niejako wstęp teologiczny do pozostałej części Ewangelii, streszczenie wydarzeń historycznych, które zostaną opisane w dziele Jana.

1.2. Syn Boży

Tytuł chrystologiczny: Syn Boży, nawiązuje do starotestamentalnych sposobów przedstawiania związku Boga z Izraelem. W Starym Testamencie Bóg uważany jest za Ojca narodu izraelskiego i każdego pobożnego Izraelity. Według Jana Jezus pozostaje w podobnym synowskim stosunku z Ojcem, od którego wszystko otrzymał (5,20) i którego wolę wypełnia, jak sprawiedliwa część Izraela. Z drugiej jednak strony związek Jezusa z Ojcem przekracza zwykły związek duchowy, jaki istnieje między Bogiem a sprawiedliwym Izraelitą (Ja i Ojciec jedno jesteśmy – 10,30; 17,11.21.23). On nie pochodzi ze sfery ludzkiej (Wy jesteście z niskości, a Ja z wysoka – 8,23). Istniał wcześniej, zanim pojawił się na świecie (Zanim Abraham stal się, Ja jestem – 8,58; Jednorodzony Syn, który jest w łonie Ojca – 1,18). Sam Jezus powie o sobie: Jestem Synem Bożym (10,36). Zna on Ojca (7,29) i dzięki niemu również świat może poznać Ojca (18,37). Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego (14,9), pragnie i wykonuje to, czego pragnie Ojciec (4,34; 5,17; 6,57), Jego słowa i dzieła są słowami i czynami Ojca (8,28; 10,38; 14,10). Ojciec miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni (5,20). Jak Ojciec ma życie w sobie, tak również sprawił, żeby i Syn miał życie w sobie samym (5,26). Syn Boży obdarza wolnością od grzechu tych, do których został posłany (8,36) i może ożywić kogo zechce (5,21). Przyjście Syna Bożego na świat ma przynieść światu i ocalenie wszystkim, którzy uwierzą w Niego. Dla pozostałych będzie karą odpowiadającą pozbawieniu życia wiecznego (3,36). Tym samym Syn Boży przejmuje nie tylko cechy dawnych proroków, którzy byli przedstawicielami Boga, wysłanymi do ludzi i posiadającymi władzę rozsądzania między dobrem a złem, między sprawiedliwymi a niesprawiedliwymi (Am 3,7; Iz 6,8; Jer 1,10; 6,8), ale ukazuje cechy samego Boga, który jednych ożywia, a innych uśmierca. W Synu objawia się chwała Ojca (5,23; 14,13; 17,1), ponieważ między nimi istnieje jedność, Chrystus bowiem jest u, przy, blisko (para) Boga, jest od (apo) Boga i z (ek) Boga. To co wiąże odwiecznie Ojca z Synem, tj. agape, miłość, wyraża się w słowach i czynach Jezusa, które dają ducha i życie.

1.3. Syn Człowieczy

Następnym tytułem nadanym Jezusowi jest Syn Człowieczy (1,51; 3,13-14; 5,27; 6,27.53.62; 8,28; 12,23; 13,31). W Starym Testamencie określenie to jest po prostu zwykłym synonim terminu człowiek, chociaż nie zawsze. W Księdze proroka Daniela (Dn 7 – jakby Syn Człowieczy) dochodzi bowiem do głosu pojęcie bardziej złożone, wyrażające treści eschatologiczne, które jedni interpretują w sensie zbiorowym (odpowiednik niewielkiej, sprawiedliwej Reszty Izraela, świętych, którzy zostali straceni przez nieprzyjaciół Boga, lecz otrzymali życie wieczne i sądzą, tzn. skazują swoich prześladowców), inni w sensie indywidualnym (odpowiednik pojedynczego męczennika, sługi Jahwe, który zginął z rąk niesprawiedliwych – Iz 50,4-9; 52,13-53,12). Autor czwartej Ewangelii posługuje się tym tytułem w sensie indywidualnym, odnosząc go wyłącznie do Jezusa Chrystusa w sensie eschatologicznym (godzina Syna Człowieczego), albo eucharystycznym (ciało i krew Syna Człowieczego). W pierwszym wypadku chodzi o tego, który zstąpił z nieba (3,13) i powróci, ale przedtem zostanie zabity przez ludzi (8,28), a jego śmierć przyniesie życie wieczne tym, którzy w Niego wierzą (3,14). Jan mówi nie tyle o śmierci zastępczej Syna Człowieczego za wielu, ile o odejściu Jezusa i przygotowaniu przez Niego miejsca u Ojca dla tych, którzy są Jego uczniami. Również sam Jezus zapowiada, że sprawiedliwy zostanie zabity (6,62; 12,34), że godzina śmierci będzie godziną Jego uwielbienia (12,23; 13,31). Dzięki temu, że jest sprawiedliwym Synem Człowieczym otrzyma razem ze swoim wywyższeniem władzę wykonania sądu (5,27) nad wszystkimi zmarłymi, a Jego głos przywoła jednych do zmartwychwstania życia, innych do zmartwychwstania potępienia (5,29). Ci którzy zmartwychwstaną do życia, są tymi, którzy spożywali Ciało Syna Człowieczego i pili Jego krew, pokarm dający życie wieczne (6,27.53). Jak kiedyś manna dała na pustyni życie doczesne, tak eucharystia, pokarm otrzymany od Syna Człowieczego, daje już teraz życie wieczne.

1.4. Baranek Boży

Po tytule Logos w Prologu Ewangelii św. Jana pojawia się nowy tytuł nadany Jezusowi przez Jana Chrzciciela, Baranek Boży. Zazwyczaj zwraca się uwagę na związek tego tytułu z kontekstem paschalnym. Jan, inaczej niż synoptycy, stara się utożsamić godzinę śmierci Jezusa z godziną ofiarowania baranka w świątyni (18,28), nie zapomina również o tym, że jak barankowi paschalnemu nie wolno było łamać kości, tak stało się z Jezusem (19,36). Jak krew baranka paschalnego, tak i krew Jezusa ocala od zagłady. Wspólne cechy pozwalają łączyć ofiarę baranka paschalnego z tą, jaką składa dobrowolnie sprawiedliwy Sługa Jahwe (Iz 53,7) i chociaż nie wszyscy są co do tego zgodni, to jednak istnieje możliwość traktowania Jezusa w czwartej Ewangelii jako nowego Sługi Jahwe dzięki podobieństwom między nim a Barankiem Bożym, który za nasze grzechy, za nasze winy został obarczony naszym cierpieniem i naszymi boleściami, został zabity za grzechy swojego ludu i usprawiedliwi wielu (Iz 53,4-12). Ten, który nie otworzył ust swoich, jak baranek na rzeź prowadzony, winien być identyfikowany z pojedynczą osobą, ponieważ trudno sobie wyobrazić, aby część narodu, Reszta Izraela, oddawała życie na ekspiację za wielu z Izraela. Chodzi więc raczej o pojedynczego sprawiedliwego i jego zasługi. Tak rozumiane zadanie Baranka jest bliższe temu co wyraża tytuł Syn Człowieczy niż np. Logos.

1.5. Mesjasz

Hebrajskie masziah oznacza Namaszczony, Pomazaniec, można oddać greckim christos (Znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy Chrystusa – 1,41). Tytuł ten występuje u Jana niezwykle często (1,20.25.41; 3,28; 4,25.29; 7,26.27.31.41.42; 9,21; 10,24; 11,27; 12,34; 20,31), o wiele częściej niż w innych Ewangeliach. Jego ważność w Ewangelii Janowej podkreśla pierwszy epilog, mówiący, że celem napisania księgi jest to, abyście uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem (20,31). W żadnym innym piśmie Nowego Testamentu – nawet w Ewangelii wg św. Mateusza – nie spotykamy tak jasnego wskazania na Jezusa, który ma władzę mesjańską. Jego władza jest ukazywana najczęściej w konfrontacji z Żydami. Mesjasz jest Królem Sprawiedliwym, Pomazańcem Pańskim – konkretnie królem judzkim (nie izraelskim): czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z miasteczka Betlejem? (7,42), z miejscowości pochodzenia Dawida. Galilea nie może być miejscem pochodzenia Mesjasza, ponieważ z Galilei nie pochodzi dynastia królewska Judy (7, 41). Jan ani Żydzi nie mieli wątpliwości co do kwestii pochodzenia Dawida. Różniły ich natomiast poglądy na temat miejsca wykonywania władzy królewskiej przez Mesjasza. Zarówno Galilejczycy jak i Piłat spodziewali się królowania ziemskiego, co jest poniekąd zrozumiałe, biorąc pod uwagę całą tradycję starotestamentalną (6,15; 18,33). Jan natomiast w tym względzie wyraźnie zachowuje odmienność – Królestwo moje nie jest z tego świata (J 18,36). Owa odmienność nie wywodzi się z filozofii stoickiej, gdzie mówi się również o duchowym królowaniu mędrców, pasterzy i narodów (Filon), ale z połączenia dwóch idei starotestamentalnych, króla i Sługi Jahwe, wodza narodu a jednocześnie kogoś, kto spełnia wśród niego rolę proroka (podobnie jak Mojżesz), ponosząc niesprawiedliwą śmierć oraz pozostając wiernym prawdzie Bożej i powołaniu prorockiemu. Chociaż wszyscy będą znali miejsce jego cielesnego pochodzenia (Betlejem), niewielu będzie wiedziało skąd rzeczywiście pochodzi (7,27), tzn. niewielu odkryje w nim pochodzenie Boże, uwierzy weń i podda się jego prawu. Niewiedza na temat boskiego pochodzenia Jezusa trwała przez cały czas jego działalności, a niektórzy jeszcze pod koniec Jego działalności wyrażali wątpliwość czy Jezus jest czy nie jest Mesjaszem (10,24). Ci, którzy nie należą do owiec Mesjasza, nie uwierzą w Niego mimo czynów i mów. Żadne świadectwo nie jest ich w stanie przekonać; co więcej – przeszkadzają innym, którzy mogliby uwierzyć, że Jezus jest Mesjaszem (9,22). Wielu zobaczywszy znaki skłaniało się ku wierze w mesjańską godność Jezusa (7,31), ale tylko nieliczni uwierzyli (znaleźliśmy Mesjasza – 1,41) i zostali Jego uczniami. Wierząc w Niego nie umrą na wieki (11,26), podobnie jak Mesjasz, który trwa na wieki (12,34) choć nie wyklucza to możliwości Jego i ich męczeńskiej śmierci z rąk złoczyńców. Znaki i mowy Mesjasza świadczą o tym, że Jezus jest także prorokiem, są one charakterystyczne dla czynności czysto prorockich (Pwt 18,15-22). W swoich czynach Mesjasz jako prorok odkrywa drogę Pańską i Boże zamiary (kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko -4,25), a jednocześnie odkrywa niewierność we wnętrzu człowieka (powiedział mi wszystko, co uczyniłam – 4,29).

Chrystocentryzm czwartej Ewangelii uwidacznia się najbardziej w oryginalnym i dramatycznym opisie męki. Ten dramatyzm jest podkreślony przede wszystkim przez dokładny podział na sceny oraz nakreślenie walki księcia ciemności z Królem Prawdy. W Janowym opisie męki poszczególne sceny są zestawione harmonijnie:

  1. Wstęp: Konfrontacja w ogrodzie (J 18,1-11);
  2. Przesłuchanie przed Annaszem (J 18,12-27);
  3. Proces przed Piłatem (J 18,28-19,16);

    B’.       Golgota (J 19,16-37);

    A’.       Epilog: Złożenie do grobu w ogrodzie (J 19,38-42).

Już w opisie uwięzienia Jezusa widać wyraźnie, iż głównym bohaterem nie jest Judasz ani ci, którzy przybyli pojmać Nazarejczyka (J 18,2), ale Chrystus, który wychodzi im naprzeciw i pyta: „Kogo szukacie?” Odpowiedź: „Ja jestem” (= „ego eimi”), może być rozpatrywana w dwojaki sposób: naturalny – odnosi się wtedy do tego, kto może zostać rozpoznany, jak np. niewidomy (J 9,9), oraz na płaszczyźnie teologicznej – dotyczy w tym wypadku tego, kto przypisuje sobie godność Boską (J 8,28.58; 13,19). Ewangelista podkreśla, że wydając się w ręce nieprzyjaciół, Jezus wypełnia misję Dobrego Pasterza, który oddaje życie za swe owce (J 10,4).

W części centralnej pojawia się natomiast 12 razy tytuł króla, stąd można wnioskować, iż męka jest królewską intronizacją Jezusa. W oskarżeniach dostrzega się znaczącą gradację: najpierw oskarżenie z powodu działalności politycznej, natomiast ostatecznie Chrystus zostaje potępiony, gdyż przypisuje sobie godność Syna Bożego. W centrum znajduje się ukoronowanie cierniem, które nabiera szczególnego znaczenia. Najważniejszy jest jednak zestaw siedmiu scen, które charakteryzują wejścia i wyjścia:

  1. Piłat i Żydzi (J 18,28-32) – na zewnątrz;
  2. Piłat i Jezus: królewska godność Jezusa (J 18,33-38) – wewnątrz;
  3. Piłat i Żydzi: Barabasz (J 18,38-40) – na zewnątrz;
  4. Ukoronowanie (J 19,1-3);

    c’.        Piłat i Żydzi: Oto człowiek (J 19,4-7) – wewnątrz;

    b’.        Piłat i Jezus: władza Jezusa (J 19,8-12) – na zewnątrz;

    a’.        Piłat i Żydzi: Oto wasz król (J 19,13-16) – wewnątrz.

Pierwsze spotkanie Jezusa z Piłatem pozwala określić misję Jezusa: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18,37). Temat prawdy jest jednym z ważniejszych w czwartej Ewangelii, a oznacza objawienie Boże. Jednak słowo prawda posiada różne zabarwienia uwarunkowane przynależnością do określonej kultury. W scenie rozmowy z Piłatem, który reprezentuje świat grecko-rzymski, Ewangelista podkreśla, iż objawienie przyniesione przez Jezusa wpisuje się w poszukiwanie prawdy ożywiające ludzi prawych (zob. J 3,21). Podobnie jak Piłat, tak i każdy człowiek jest zachęcany do postawienia sobie pytania, czy jesteśmy gotowi „czynić prawdę”, aby dojść do światła.

Niezwykle ważną sceną, która rzec można stanowi centrum są wydarzenia związane ze śmiercią Jezusa: Napis na krzyżu, podział szat, pożegnanie z Maryją i uczniem, przebicie włócznią. Dla autora czwartej Ewangelii napis na krzyżu prezentuje Jezusa jako Króla Żydowskiego, potępionego z powodów politycznych. Św. Jan nie umniejsza faktu, że takie oskarżenie było niezwykle poważne dla wspólnoty chrześcijańskiej. Ale nadaje napisowi znaczenie uniwersalne. Słowa były bowiem napisane w języku hebrajskim, po łacinie i po grecku (J 19,20). Wynika z tego, iż śmierć Jezusa nie dotyczy jedynie narodu izraelskiego, jak wskazywał Kajfasz (J 11,50), lecz całego świata, zgodnie z wyjaśnieniem św. Jana: „Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale, jako najwyższy kapłan w owym roku, wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,50-51). Protest Żydów podkreśla jedynie znaczenie tego napisu. Również pogardliwa odpowiedź Piłata: „Com napisał, napisałem” (J 19,22), nie jest tylko wyrazem okazania niezadowolenia namiestnika z powodu licznych interwencji Żydów, ale potwierdzeniem powyższego rozumienia śmierci Jezusa. Podobnie scena przebicia boku Chrystusa ma znaczenie symboliczne. Potwierdzają to cytaty z Pisma Świętego, które ukazują pełny sens męki: „Kość jego nie będzie złamana” i „będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19,36-37). Pierwszy cytat ma podwójne znaczenie. Niewątpliwie jest w nim odwołanie się do Psalmu o sprawiedliwym Cierpiącym. Przypomina on, że Bóg opiekuje się tymi, którzy do Niego należą (Ps 34,21). Ale odnosi się on przede wszystkim do rytuału zabijania baranka paschalnego (Wj 12,46) i odsyła czytelnika do zapowiedzi Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Ta wypowiedź na początku Ewangelii jest niejasna, ale tu otrzymuje pełne wyujaśnienie. Dzięki swemu życiu, dobrowolnie ofiarowanemu (J 6,53), Jezus przynosi przebaczenie i życie światu. Drugi natomiast cytat, zaczerpnięty z Księgi Zachariasza o przebitym z domu Dawida (Za 12,10), wzywa do kontemplacji źródła, które wytryska z boku Chrystusa. To wytryskujące źródło udziela wierzącym Ducha życia (zob. J 19,34 z J 7,37-38).

Wspomnianemu ujęciu zdaje się przeczyć scena z koroną uplecioną z cierni (J 19,2) oraz „hołdu”, któremu towarzyszy policzkowanie (J 19,3). Ale również i to zdarzenie, umieszczone przez autora w centrum procesu rzymskiego, ma znaczenie objawicielskie. Ten, kogo Piłat przedstawia jako człowieka (J 19,5), jest w rzeczywistości Synem Człowieczym z Księgi Daniela (Dn 7; por. J 12,32-34), który uosabia los świętych i dzieli ich cierpienia, ale także umożliwia im dostęp do królestwa. Sądzi ich przecież jako Syn Człowieczy (J 5,27).

  1. Soteriologia

Po przedstawieniu tytułów Jezusa wyrażających treści chrystologiczne zwrócimy teraz uwagę na soteriologię, czyli Janową naukę o zbawieniu. Można w niej zauważyć dwa nurty, z których jeden zwraca uwagę na dzieło zbawcze Jezusa Chrystusa, a drugi na udział człowieka w tym dziele.

Pierwszy nurt, tzn. dzieło Chrystusa, autor przedstawia w sposób odmienny od synoptyków i Pawła. Od momentu pojawienia się Logosu na świecie jego dziełem jest objawienie światła, życia, chwały Bożej. Mówiąc o zbawieniu Jan rzadko posługuje się terminologią rozpowszechnioną w Nowym Testamencie (zbawiać, zbawić się, zbawienie, Zbawiciel – J 3,17; 4,22.42; 5,34; 10,9; 12,47). Gdy używa tego słownictwa, wówczas ma zazwyczaj na uwadze ocalenie. Zbawienie bierze początek od Żydów; mówię to dla waszego zbawienia; przyszedłem aby świat zbawić; jeśli ktoś wejdzie przeze mnie, będzie zbawiony. Nie jest przez to sprecyzowana sama natura zbawienia, tego co przekazuje ono poza ocaleniem od śmierci. Czynią to dopiero tematy takie jak światło, życie, chwała.

2.1. Światło

Metafora światła (J 1,4.5.7.8.9; 3,19.20.21; 5,35; 8,12; 9,5; 11, 9.10; 12,35.36.46) pojawiła się jako wynik obserwacji prostego następstwa dnia i nocy. Jasność dziennego światła, która oświeca człowieka została wykorzystana najpierw do opisania Boga, Stwórcy światła, ubranego w światłość (Ps 104,1-2), którego objawieniom towarzyszy światło, zarówno gdy idzie o teofanie (Wj 3,2; 19,18), jak i o Prawo (Prz 6,23), Słowo czy Mądrość (Mdr 6,12; 7,10). Światło odbija się na twarzy sprawiedliwych, którzy zbliżają się do Boga (Wj 34,29-35).

Światło Boże pozwala człowiekowi żyć w sposób prawy (Ps 119, 105), prowadzi sprawiedliwych po drodze dobra (Ps 89,16), dobre czyny mogą być nazwane królestwem światłości. Jan wykorzystuje i rozwija tę starotestamentalną metaforę, chociaż pomija pewne myśli (np. to, że Ojciec jest światłością) i aplikuje tę metaforę najpierw do Syna (zakładając, że ten jest odblaskiem światłości Ojca). Logos to światłość prawdziwa, odmienna od częściowych, które ją zapowiadały (Prawo, Słowo, Mądrość), i poprzedzająca je. Logos był światłością jeszcze przed Wcieleniem i może dalej spełniać funkcję, jaką ma do wykonania, tzn. oświetlić człowiekowi drogę prowadzącą do zbawienia. W Święto Namiotów, gdy oświetlano dziedziniec świątynny, Jezus przedstawił się jako Światłość świata (8,12) i na potwierdzenie tych słów uzdrowił niewidomego, przywrócił światło jego oczom. Działalność światła na świecie nie jest jednak nieograniczona, ponieważ Jezus może spełniać dzieła Ojca tylko w dzień, lecz przyjdzie noc, kiedy nie będzie mógł działać (9,4), czas odejścia światłości świata. Jak długo Jezus przebywa na świecie, tak długo oświeca każdego człowieka (1,9).

Przed Ostatnią Wieczerzą Jezus przypomina, iż światłość pozostanie jeszcze krótki czas na świecie (12, 35) i wzywa do pójścia za nią, tj. do wiary w nią (12,36), bez tego pójścia nie można zostać synem światłości, nie można uniknąć potępienia. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemności aniżeli światło, bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu (3,19-21). W tym sensie światło przynosi również zapowiedziane w Prologu życie (1,4), jest ono samym życiem.

2.2. Życie

Jezus stał się prawdziwym człowiekiem, razem z jego stworzoną, ziemską naturą, z ciałem podlegającym cierpieniu i śmierci; ciało zaś w języku biblijnym to nie tylko materialna część człowieka, ale cały człowiek, którego życie ziemskie określane jest jako psyche. W chwili śmierci Jezus traci swoją psyche (10,11.15.17), lecz nie traci zoe (14, 19). Boska moc stwórcza (zoe), życie, które objawiła światu razem z Jego Wcieleniem, nie zostaje przerwane przez śmierć. Życie Jezusa jest wieczne, i objawia się każdemu, kto nienawidzi swojego życia doczesnego (psyche) (12,25) i wierzy w Chrystusa (6,47), kto spożywa Jego ciało i pije Jego krew (6,54). Jest ono równoznaczne z poznaniem jedynego Boga i jego posłańca Jezusa Chrystusa (17,3), który ofiaruje każdemu życie (zoe), stając się dla niego chlebem życia (6,35.48), światłem życia (8,12), wodą życia (4,10-11; 7,38). Jego słowa są życiem (6,63) albo słowami życia wiecznego (6,68). Poprzez wiarę Jezus daje człowiekowi już teraz, za dni życia podległych cierpieniu i śmierci (psyche), możność wejścia w posiadanie życia wiecznego (zoe), którego śmierć fizyczna nie jest w stanie przerwać (11,25). Kto wierzy już przeszedł ze śmierci do życia (5,24; 1 J 3,14), już teraz rozpoczął swój czas eschatologiczny. Wiara ta konkretyzuje się przez poddanie się Słowu Objawionemu, przez wypełnienie woli i przykazania Syna, które jest przykazaniem miłości. Trwanie w Synu jest trwaniem w miłości (15, 9-17). Życie uzewnętrznia się poprzez miłość.

2.3. Chwała

Oprócz światła i życia działalność zbawiająca Syna polega na ofiarowaniu ludziom chwały. Chwała w Starym Testamencie to objawienie Boga, jego natury i obecności w sposób uchwytny dla ludzkiego doświadczenia i zmysłów. Gdy mowa była o działalności zbawiającej Boga często towarzyszyło jej oślepiające światło. Taką wizję chwały Bożej Jan wspomina czterokrotnie (J 1,14; 11,40; 12,41; 17,24), wskazując na objawienie obecności i mocy Bożej w Synu podczas Jego ziemskiej działalności. Jest to dość niezwykłe ujęcie chwały, którą Stary Testament wiązał tylko z osobą Ojca, a Nowy Testament także z Jezusem, ale dopiero w Jego śmierci i wywyższeniu. Jan widzi ją od początku w Synu Wcielonym i to jeszcze przed Jego śmiercią. On jako doskonały obraz Ojca objawia chwałę Bożą tym, którzy wierzą w Niego (1,14). Nie jest ona widzialna jako światło fizyczne, które towarzyszyłoby Jezusowi za Jego ziemskiego życia, lecz dostrzegalna jako obecność mocy Bożej, którą mógł zauważyć w Nim każdy, kto weń uwierzył. Moc ta ukazała się w znakach (Jan używa tu różnej terminologii – semeia, erga – w zależności od tego czy mówiącym jest Ewangelista, czy obserwatorzy znaków czy też sam Jezus), które są nie tyle próbami mocy Jezusa, ile samą mocą. Widzieć Syna czyniącego znaki to widzieć Ojca. Jak w Starym Testamencie znaki objawiały zbawczą obecność Boga wśród Jego ludu, tak u Jezusa objawiają one obecność Ojca w Synu (14,13). Syn objawia chwałę Ojca w cudownych znakach, ale objawia ją także, i to w większym stopniu, poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Męka i śmierć, a potem zmartwychwstanie bardziej niż jakikolwiek z poprzedzających znaków ukazują chwałę Ojca, której nic nie może się przeciwstawić (12,32). Jest ona jednocześnie znakiem całkowitego wypełnienia misji przekazanej Synowi, będącemu do końca posłusznemu Ojcu (13,31-32). Ostatecznie chwała Boża objawiła się widzialnie ludziom w męce i śmierci Syna. To jest też ostatecznym znakiem chwały Bożej.

2.4. Patrzeć i słuchać

Od chwili Wcielenia Syn Boży jest wśród ludzi, ofiarując im światło, życie i chwałę Bożą. Czyni znaki i wyjaśnia je w mowach, natomiast ludzie patrzą na znaki i słuchają Jego słów. To patrzenie i słuchanie nie prowadzi jednak automatycznie do pożądanego skutku, ale dzieli i wzbudza kontrowersje. Jedni opowiadają się za Jezusem, inni nie wierzą w Niego, ponieważ niewłaściwie Go postrzegają i słuchają.

Jan bardzo często zwraca uwagę spojrzenie ludzi na Jezusa. Można powiedzieć, iż nawet rozróżnia rodzaje patrzenia.

Najprostszym jest patrzenie (blepein), ograniczające się do widzenia człowieczeństwa Jezusa. To naturalna zdolność każdego człowieka posługującego się wzrokiem. Tego rodzaju patrzenie nie prowadzi do wiary. W ten sposób widzi się kamień odsunięty od grobu (20,1), leżące w grobie płótna (20,5), rybę oraz chleb (21,9). Jeżeli ktoś chodzi za dnia nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata (20,9). Niewidomy od urodzenia po uzdrowieniu go przez Jezusa widzi (9,15). Są jednak pewne wyjątki, kiedy termin blepein ma wyraźne odniesienie do rzeczywistości duchowej: przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą (hoi me blepontes) przejrzeli (bleposin), a ci, którzy widzą (hoi blepontes), stali się niewidomymi (tyfloi)mówi Jezus (J 9,39). Nie chodzi tu o zwykłe uzdrowienie niewidomych, ale o uzdrowienie z niemocy duchowej. W wypadku Jana Chrzciciela tego rodzaju widzenie staje się nawet okazją do wyznania wiary. Nazajutrz zobaczył (blepei) Jezusa nadchodzącego ku Niemu i rzekł: Oto Baranek Boży (1,29).

Jest również drugi rodzaj patrzenia (theomai, horao), umożliwiający dostrzeżenie nie tylko człowieczeństwa Jezusa, ale i Jego boskiego posłannictwa, dzięki któremu po widzeniu dochodzi się do wiary. W ten sposób liczni Żydzi widzą znak wskrzeszenia Łazarza (11,45), Jan Apostoł – pusty grób (20,8), a Tomasz – Jezusa zmartwychwstałego (20,27.29). Takie patrzenie prowadzi do wiary, ale Pan Jezus nazywa błogosławionymi zwłaszcza tych, którzy bez niego doszli do wiary (20, 29). Przy pomocy słowa horao Jan opisuje przynajmniej pięć sytuacji, gdzie to widzenie prowadzi do wiary i świadectwa (chociaż: widzieliście [heorakate] Mnie, a przecież nie wierzycie – 6,36; por. 15,24). Ja to ujrzałem [heoraka] i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym – (J 1,34; 3,32; 19,35). Niemniej jednak – zapewnię w odniesieniu do sytuacji chrześcijan po wniebowstąpieniu – nazywa się szczęśliwszymi tych, którzy nie widzieli Jezusa i jego znaków, a mimo to uwierzyli: Błogosławieni, którzy nie widzieli [me idontesj, a uwierzyli – (J 20,29). Przy pomocy czasownika horao Jan opisuje także proces odwrotny, tj. od wiary do widzenia (11,40) i od niewiary do niewidzenia (3, 36).

Poza wymienionymi dwoma rodzajami patrzenia jest jeszcze trzeci, wizja, theorein (6,40; 12,44-45; 14,7.9), dzieło Ducha Świętego dla tych, którzy posiadają już życie wieczne. Dzięki niej wierzący spotyka Boga i Jezusa nawet wówczas, gdy Jezus nie jest fizycznie obecny (14,19; 16,10.16.17.19).

W drodze do wiary oprócz patrzenia dużą rolę odgrywa słuchanie. Jezus wygłasza mowy, które są słuchane przez współczesnych i które przekazują im Słowo mające moc sądzenia, wyzwolenia z grzechów, uświęcania i ożywiania umarłych. Ponownie mamy do czynienia z wprowadzonym przez Jana rozróżnianiem między zwykłym słuchaniem, nie przynoszącym zbawiennych rezultatów, a takim, które prowadzi do wiary i zbawienia. Pierwsze jest bezowocne, drugie prowadzi do przyjęcia słów Jezusa, akceptacji Jego świadectwa, poznania Go, pójścia za Nim, czyli wiernego wykonania Jego poleceń. Słuchanie jest nie tylko postrzeganiem (12,47-48), ale wprowadzeniem w życie tego co Jezus poleca (15,14).

2.5. Wierzyć

Do wiary prowadzi więc człowieka właściwe, zbawcze patrzenie i słuchanie. W jej opisie Jan wychodzi od pojęć starotestamentalnych, gdzie oznacza ona zawierzenie i oparcie się na Bogu, wierność Jego obietnicom i przymierzu. Każde wydarzenie zbawcze potwierdza słuszność tego zawierzenia, które opiera się bardziej na doświadczeniu dzieł zbawczych niż na procesie dowodzenia teoretycznego, chociaż go nie wyklucza. U Jana istotne jest to, aby ludzie uwierzyli w Jezusa tak samo, jak dotąd wierzyli w Boga. Nie rozróżnia on wiary w Boga od wiary w Jezusa. Na tę więź wiary w Jezusa z wiarą w Boga wskazują wyjaśnienia że (hoti), które Jan często powtarza: Że ja jestem u Ojca, a Ojciec we mnie (14,10-11); że od Ojca wyszedłem (16,27); że Ty mnie posłałeś (11,42); że ja jestem (8,24); że od Boga wyszedłeś (16,30); że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym (20,31). Jest to zupełnie coś nowego, czego nie można sobie wyobrazić znając starotestamentalne pojęcie wiary. Dla Żydów wiara w Boga była czymś zrozumiałym i koniecznym, natomiast wiara w Syna stanowiła całkowitą nowość. Jak dawniej jej źródłem pozostaje sam Bóg, ona zaś jest Jego wolnym darem (3,16; 4,10; 6,53). Wierzyć to narodzić się z Boga, rzecz niemożliwa bez uprzedniej woli samego Boga (10,26; 11,52; 17,6), który oświeca i pociąga człowieka o otwartym umyśle (6,44-45), tego, który otrzymuje Słowo (1,12; 5,43), przyjmuje je (3,11), idzie za nim (1,39; 8,12) i z nim współpracuje (6,44). Po odwróceniu się od świata i skierowaniu ku Bogu wiara prowadzi do takiego posłuszeństwa, jakiego przykład dał Syn.

Przyczyny, dla których człowiek dochodzi do wiary w Jezusa są zróżnicowane. Wielu uwierzyło w Niego dzięki znakom. Poza znakami do wiary prowadzi nienaganne życie: kto spełnia wymagania Prawdy, zbliża się do światła (3,21). Ludzie uwierzyli w Jezusa dzięki nauce Jezusa (4,41) albo nauczaniu Apostołów (17,20), dzięki świadectwu Jana Chrzciciela (1,7) czy kobiety samarytańskiej (4,39). Są to niejako różne drogi do wiary, która może mieć aspekt teoretyczny albo praktyczny. Pierwszy, teoretyczny, oznacza poznanie, w którym oczywiście nie idzie o samą czynność intelektualną (8,24; 10,38; 11,42), co bardziej o przylgnięcie do Prawdy (8,31-32). Wierzyć znaczy przede wszystkim poznać Boga żywego i Jego Posłańca Jezusa Chrystusa (17,3), który jest pełnią Prawdy (1,14), samą Prawdą (14,6), a jednocześnie przekazującym (7,14) swoją naukę (18,19). Aspekt praktyczny wiary polega na daniu świadectwa o tym, o czym świadczyli Ojciec, Syn i Duch (5,31-47; 15,26). Wierzenie czyni ludzi wolnymi dla przekazywania świadectwa, wyzwolonymi od wszelkiej nieprawości.

Wiara prowadzi do poznania. Na pierwszym miejscu u Jana stoi wiara, na drugim poznanie. Gdy oba te pojęcia spotykają się ze sobą, wówczas pierwsze z nich oznacza punkt wyjścia, postawę tego, który zbliżył się do Jezusa i przylgnął do niego, drugie natomiast wskazuje na głębsze i bardziej rozwinięte religijnie poznanie Jezusa. Ewangelista wyróżnia nawet dwa etapy poznania. Pierwszym, mniej pogłębionym jego etapem jest wiedza cechująca się pewną statycznością (oida). Drugi etap ma charakter bardziej dynamiczny (ginosko), ukierunkowany na przyszłość, domaga się pogłębienia: Tego co Ja teraz czynię, ty teraz nie rozumiesz (oidas), ale później będziesz to wiedział (gnose). Tekst ten (13,7) potwierdza Janowe stopniowanie między poznaniem a wiedzą, między tym co jest początkowym a co pogłębionym stopniem religijnego poznania, które zapoczątkował w wierzącym Jezus: Wiemy także, że Syn Boży przyszedł i obdarzył nas zdolnością rozumu, abyśmy poznali [ginoskomen] Prawdziwego (J 5,20).

2.6. Uczeń

Wiara w Jednorodzonego Syna poza indywidualnym ma również wymiar społeczny, podobnie jak zbawienie, które wprawdzie dokonuje się dzięki decyzji Ojca i Syna oraz samego człowieka, ale realizuje się we wspólnocie ludu Bożego. Jan nie używa wprawdzie terminu Kościół, ale mówi o tej rzeczywistości (7,39; 11,52; 15,18; 16,11). Od samego początku swego powołania Apostołowie stanowią grupę osobną, wybraną z innych (13,18; 15,16), oddzieloną i zjednoczoną dookoła Chrystusa. On jest nowym pasterzem swej owczarni, którą kieruje, gromadzi i za którą sam się ofiaruje. On jest centrum nowego ludu Bożego, wybawcą z grzechu (8,32) i pośrednikiem nowego przymierza (1,17). W społeczności wierzących przedłużona jest obecność Chrystusa (17,4.21.23). Społeczność ta związana jest z sobą tymi samymi więzami co Syn z Ojcem (4,34; 6,28-29) i uczestniczy w tym samym życiu (14,29; 15,1-7; 17,23.26). Jan używa terminu uczniowie odmiennie niż np. św. Paweł. Termin ten jest dla Jana ważniejszy niż apostołowie. Uczniowie obejmują również innych słuchaczy Jezusa, nie tylko Dwunastu, i są związani z Nauczycielem węzłem wierności oraz wspólnoty. Im zlecono zadanie zebrania ludzkości dookoła Jezusa (15,26-27; 17,20; 20,21) bez różnicy pochodzenia (4,4-42; 12,20). Owocność działania uczniów uzależniona jest w całości od Jezusa, który ich wybrał i wysłał (15,16-17; 17,18), z którym trwają oni w łączności. Sam Jezus modli się za nich, aby zostali zachowani od złego i uświęceni w prawdzie (14,16-17; 16,13). W ich gronie nie zabraknie pasterza, który poprowadzi owce (21,15-17), należące do Chrystusa. Przez potrójne przypomnienie swojego nakazu Jezus przekazuje Piotrowi pełnię władzy w społeczności ludu Bożego. Piotr razem z innymi Apostołami mają uważać się za sługi (13,2-17), ożywione jednym życiem Bożym i dające się prowadzić przez Chrystusa, czczące Boga w Duchu i prawdzie (4,23-24). Tylko tak, nie będąc ze świata, mogą działać w świecie, nie tracąc swej identyczności, nie zrywając jedności, o którą prosił Jezus Ojca i która jedność ma być sama świadectwem wobec świata. To co na pierwszy rzut oka wydaje się wskazywać na mniej niż u synoptyków rozwinięty obraz Kościoła, posługujący się niewieloma pojęciami (stado i pasterz, krzew winny i latorośle, swoi, oblubienica i oblubieniec, dzieci Boże), w rzeczywistości przedstawia dość rozbudowaną wizję, szczególnie w odniesieniu do jej wewnętrznego sposobu życia. Kościół ten nie jest zamknięty, nie żyje tylko dla siebie, ale jest ukierunkowany misyjnie. Potwierdzeniem tego jest tekst mówiący o przyprowadzeniu owiec nie pochodzących z tej owczarni (10,16), tzn. o zgromadzeniu pogan przy Jezusie. Nie tylko Żydzi, ale i poganie mogą odnaleźć swoje miejsce w Kościele. Jezus umarł za naród izraelski, lecz nie tylko za naród, ale także by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (11,52). Poganie są wyraźnie wzmiankowani w spotkaniu Chrystusa z Samarytanką (4,39-42), są zainteresowani osobą Jezusa (12,20). Jego słowa zostają odczytane jako chęć udania się do pogan (7,35). To zainteresowanie się Jezusa poganami jest wskazówką i zachętą do działalności misyjnej Kościoła pierwotnego, która właściwie rozpoczyna się dopiero po śmierci Jezusa. Przepowiadanie o śmierci Jezusa prowadzi do rozbudowania wspólnoty nowego ludu Bożego, do której można się przyłączyć przez wiarę.

2.7. Sakramenty

Grono apostolskie reprezentujące Kościół ma stać się przekazicielem sakramentów, które są przedłużeniem obecności Jezusa. Dzięki nim przekazywane są wierzącym owoce Jego zbawczej działalności, przez co istnieje pewna analogia pomiędzy sakramentami a cudami Jezusa. W cudach ludzka natura Jezusa była narzędziem objawienia się bóstwa, w sakramentach tym samym narzędziem stają się rzeczywistości ziemskie. O ile jednak można stosunkowo łatwo odnaleźć u Jana samą ideę sakramentalnego życia Kościoła, to nie można równie prosto wskazać na miejsca mówiące szeroko o poszczególnych sakramentach.

W czwartej Ewangelii nie ma wyraźnego nakazu chrztu ani opisu ustanowienia Eucharystii, a mimo to nie ma wątpliwości, że rozwija ona naukę o obu tych sakramentach. Do chrztu nawiązuje Jan w rozmowie Jezusa z Nikodemem (3,1-21) o powtórnych narodzinach albo o narodzinach z wody i z Ducha Świętego. Niektórzy są przekonani, iż jest to dawny tekst katechezy chrzcielnej z czasów Janowych. To odrodzenie z wysoka wprowadza Ducha Świętego i wyprowadza z wnętrza człowieka strumienie wody żywej, ale dopiero po śmierci i uwielbieniu Jezusa. Być może krew i woda, znaki prawdziwej śmierci Jezusa, stanowią zapowiedź rozlania się żywej wody, którą Ewangelista łączy z męczeństwem. Jezus Chrystus jest tym, który przeszedł przez wodę i krew i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi () Trzej bowiem dają świadectwo: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą (1 J 5,6-8). Skutkiem chrztu człowiek wierzący ogląda Królestwo Boże: jeśli się ktoś nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego (J 3,5). Następne aluzje do chrztu świętego stanowić może tekst o uzdrowieniu niewidomego (J 9,1-39) Jezus przedstawiony jest tam jako ten, który został posłany (Siloam): aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli (J 9, 39). Tym razem podkreśla się, że skutkiem chrztu świętego jest przejrzenie: obmyłem się i przejrzałem (J 9, 11). Przyjrzenie jest w tym wypadku synonimem uwierzenia.

Sakramentem najczęściej wspominanym przez Jana jest Eucharystia, co nie jest prawdopodobnie bez związku z tym, że cała czwarta Ewangelia może być jak się wydaje – zbiorem homilii, wykorzystywanych przez Kościół Janowy podczas sprawowania liturgii eucharystycznej. O tym sakramencie Jezus mówił w scenie cudownego znaku rozmnożenia chleba i w dyskusji, jaka się wywiązała na ten temat z Żydami, uczniami i Dwunastoma. Spożywanie Ciała i picie Krwi Pańskiej daje, podobnie jak wiara, życie wieczne (6,54). Jest to Janowe nawiązanie do dwóch rodzajów pokarmu na pustyni w okresie Wyjścia z Egiptu (manna i woda). Tam pokarm przemijający, niezdolny ocalić od śmierci, tu pokarm nieprzemijający, sam Chrystus trwający na wieki i przekazujący udział w życiu wiecznym. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął, a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie (6,53). Akcent zostaje położony na wiarę w Chrystusa bardziej niż na spożywanie chleba, który ginie.

Sakrament nawrócenia wspomniany jest z kolei przy okazji przekazania Apostołom Ducha Świętego, będącego też Duchem sądzenia dobra i zła: którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane (20,23). Słowa o odpuszczeniu i zatrzymaniu przypominają synoptyczną tradycję o wiązaniu i rozwiązywaniu (Mt 18,18; 16,19) i pozostają z nią w łączności. J 20,23 wskazuje na odpuszczenie grzechów podczas chrztu świętego i po nim. Za życia Jezusa rzadziej mówi się o uwolnieniu od grzechów (8,34-36; 13,10; 15,3), dopiero po Jego śmierci otwierają się zdroje zbawienia (19,24.37.38). Odpuszczenie grzechów za pośrednictwem uczniów jest znakiem czasu zbawienia, w którym Baranek Boży gładzi grzechy świata (1,29). Jakkolwiek wyobrażano sobie wówczas formę odpuszczenia grzechów (chrzest, wyznanie grzechów, prośba – 1 J 1,9), za każdym razem dokonywało się ono dzięki krwi Jezusa i tak samo będzie się dalej dokonywać wewnątrz wspólnoty.

Zgodnie z tradycją synoptyczną (Mk 14,3-9; Mt 26,6-13) Jan przypomina też scenę namaszczenia Jezusa w Betanii (J 12,1-8), która będzie wykorzystywana w teologii sakramentu chorych: Zachowała to, aby mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu.

 

2.8. Eschatologia

Nauka o rzeczach ostatecznych jest ostatnim z ważniejszych tematów teologicznych czwartej Ewangelii. Zarówno u synoptyków jak u Jana dzieli się ją na eschatologię teraźniejszą i przyszłą. Pierwsza realizuje się w czasie ziemskim, druga rozpocznie się po końcu czasu. Niektórzy autorzy biblijni bardziej podkreślają eschatologię teraźniejszą, inni eschatologię przyszłą, ale w zasadzie każdy zakłada istnienie obu.

Eschatologia współczesna (eschatologia antycypowana lub zrealizowana) jest bardziej podkreślana przez Jana niż przez synoptyków. W tej kwestii istotne są następujące zagadnienia: obecność życia wiecznego w teraźniejszości, obecność rzeczywistości eschatologicznych w teraźniejszości (świat, ciemności, śmierć, sąd), eschatologiczny charakter Kościoła w teraźniejszości.

2.8.1. Obecność życia wiecznego w teraźniejszości

Synoptycy utrzymują, że Królestwo Boże jest rzeczywistością już obecną i aktualnie działającą w świecie (zob. Mt 11,5; 13,16; Łk 7,22). Jednakże w sposób szczególny akcentują aspekt przyszłościowy Królestwa Bożego. Można powiedzieć, że nieustannie wspominają o zbawieniu, które ma dopiero nastąpić. „Życie wieczne” to dar, który otrzymają ludzie wierzący na sądzie ostatecznym (zob. Mk 10,30; Mt 18,8-9).

Gdy synoptycy mówią o życiu wiecznym jak o kwestii przyszłości (Mk 10,17.29-30), Jan mówi o nim jako o czymś aktualnym. Ci, którzy wierzą już teraz posiada życie, będące darem zbawienia (J 3,36; 6,53). On już teraz przeszedł ze śmierci do życia (J 5,24). Życie wieczne w Ewangelii św. Jana, to wspólnota z uwielbionym Jezusem. Wspólnotę tą ukazuje obraz winnej latorośli (J 15,1-17). Złączenie, które zostało zapoczątkowane w teraźniejszości, swoje dopełnienie będzie miało w wieczności. Tę myśl autor czwartej Ewangelii wyraża również zwrotami: trwać w (66 x Jan; 12 x synoptycy); ja w was, wy we mnie. Czasu realizacji się tego związku nie należy oddalać do chwili pojawienia się zmartwychwstałego Jezusa, czy do czasu paruzji. Chrześcijanin ma zbawienie od czasu, kiedy objawiło się życie, z chwilą, w której uczniowie wchodzą we wspólnotę z Nim poprzez wiarę, eucharystię i miłość. Od tego czasu życie pochodzące od Boga schodzi ku ludziom, a człowiek poprzez osobę Chrystusa uczestniczy w życiu Bożym, poznając Ojca. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (17, 3).

Św. Jan akcentuje więc eschatologię zrealizowaną, (tzw. eschatologię aktualnie obecną i już dokonującą się). Dla autora czwartej Ewangelii Wcielenie Syna Bożego jest podstawowym wydarzeniem eschatologicznym, kończącym historię zbawienia. W Jezusie dokonuje się zbawienie zapowiedziane. Zbawienie to jest zbawieniem ostatecznym i definitywnym. W Jezusie Chrystusie Bóg objawił się w sposób doskonały. Wypełnił plan zbawienia i przekazał ludziom dary, które są konieczne do osiągnięcia zbawienia. W Nim ludzie zobaczyli chwałę Boga (J 1,14) i zostali osądzeni. Niewierzący zostali potępieni (J 3,18), natomiast ci, którzy Mu uwierzyli, już teraz posiadają życie wieczne (J 5,24).

2.8.2. Obecność rzeczywistości eschatologicznych w teraźniejszości.

Eschatologia ukazana w czwartej Ewangelii objawia już teraz rzeczywistości eschatologiczne: światło, ciemność, śmierć. Jan ukazuje je poprzez zestawienie przeciwnych pojęć: życie -śmierć, światło – ciemność, Bóg – książę tego świata, duch -ciało, prawda – kłamstwo, w górze – w dole, niebo – świat, synowie Boga – synowie diabła, łaska – Prawo, chleb życia – manna, miłować – nienawidzić, zbawiać – potępiać.

Te dualizmy Janowe mają charakter przestrzenny (góra – dół), odmiennie niż dualizm synoptyków, który ma charakter bardziej czasowy (ten czas i czas, który nadejdzie). Z najważniejszych Janowych termin należy zwrócić na słowa „świat”, śmierć”, „grzech”.

Świat Jana podzielony jest na dwie antagonistyczne części: Wy jesteście z niskości, Ja z wysoka. Wy jesteście z tego świata, a Ja nie jestem z tego świata (8,23). Z tego powodu przejście od jednego do drugiego świata jest związane ze zstępowaniem (katabainein) albo wstępowaniem (anabainein). Cały dramat zbawienia rozgrywa się pomiędzy światem z góry i światem z dołu. Termin świat ma tu trzy znaczenia:

– Jest to świat stworzony razem z ziemią, stworzony przez Logos, w którym pojawił się Logos (1,10).

– Świat jako ludzie zdolni do poznania Boga i posiadających odpowiedzialność moralną (8, 12).

– Świat jako zło moralne, oddalanie się od Boga, ludzie przeciwni Bogu, świat, który nie poznał Logosu (1,10), nie poznał Ojca (17,25), nie akceptuje Ducha Prawdy (14, 17). Konsekwencją przynależności do tego świata jest niemożliwość udziału w chwale Ojca, w nowym życiu oraz śmierć we własnych grzechach. Jest on potępiony przez Ducha: który, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości o sądzie (16,8).

W dualizmie Janowym pojawia się również śmierć jako element eschatologii teraźniejszości. Czasami termin ten ma dla Jana znaczenie fizyczne, jest momentem, w którym według potocznych sądów ustaje życie (J 11,4). Jezus zwycięża śmierć, czego dowiódł przy pomocy cudów ( J 4,49-50; 11). Jednak w większości wypadków słowo „śmierć” ma w czwartej Ewangelii znaczenie religijne, duchowe. Jest to stan, w jakim człowiek pojawia się w momencie narodzin. Stan odległy do Boga, wiary i miłości. W ten sposób Jan zdaje się ujmować doktrynę grzechu pierworodnego.

Jan ukazuje również w czwartej Ewangelii grzech, który człowiek wybiera dobrowolnie z własnej woli (J 8,21. 24) poprzez niewiarę (3,18) i czyny wypływające z nienawiści i złości. Stan taki jest śmiercią w teraźniejszości, jest uprzedzeniem śmierci wiecznej. Ci, którzy nie wierzą przechodzą ze śmierci duchowej poprzez fizyczną w śmierć wieczną. Kto spożywał mannę nie uniknął śmierci, kto zaś spożywa nowy chleb z nieba, uniknie śmierci wiecznej.

Kolejnym elementem eschatologicznego dualizmu Janowego są ciemności, będące symbolem braku poznania oraz niewiary. Prowadzą one do czynów ciemności. Każdy kroczący w ciemności nie wie w jakim kierunku zmierza, a dzieje się tak, gdyż nie trwa w jedności z Chrystusem. Człowiek musi się zdecydować. Nie może jednocześnie kroczyć w ciemnościach i świetle, w świecie przeciwnym Bogu i w świecie Bożym, należeć do jednego i drugiego w tym samym czasie, bo między tymi światami jest wyraźny podział. Wszystko to rzutuje na przyszły los człowieka, po sądzie ostatecznym, chociaż związane jest to z teraźniejszością, podobnie jak świat czy śmierć.

Przyjście Jezusa na świat jako „światłość świata” sprawia, iż wśród ludzi następuje wyraźny podział. Jest to zapowiedź podziału, który nastąpi w czasach ostatecznych. Stąd też na kartach czwartej Ewangelii spotykać będziemy określenia: Zbawiciel realizuje „czas” (J 7,6.8) i „godzinę” (J 2,4; 5,25.28; 7,30; 8,20; 16,14) ustalone w planie Boga (J 8,56; 17,1). Podczas, gdy prorocy zapowiadali dzień sądu Boga nad światem przy końcu czasów (Iz 27,1; Am 8,9; So 3,8.20; Jl 3,1-2.14-18), to według czwartej Ewangelii sąd ten realizuje się w chwili przyjścia Jezusa. Dokonuje się więc on już obecnie, a nie dopiero w ostatnich czasach historii. Kto nie wierzy w Jezusa, już zostaje potępiony. Kto zaś w niego wierzy, unika potępienia.

2.8.3. Eschatologiczny charakter Kościoła

Sąd, który dokonuje się za życia ziemskiego Jezusa, zostaje przedłużony i trwa nieustannie w powołanym do istnienia przez Chrystusa Kościele (J 3,36). Obecność Chrystusa w Kościele powoduje nieustanną obecność rzeczywistości eschatologicznych. Trzeba przy tym zauważyć, że sąd odbywa się nie tyle wewnątrz Kościoła złożonego z uczniów, z tych, którzy poznali Jezusa, co na zewnątrz. Tam bowiem znajduje się świat niejednokrotnie przeciwny Jezusowi i uczniom, to świat jest źródłem ataków i prześladowania uczniów (15,18-20; 16,2). Ten kto nienawidzi uczniów, gdyż nie są ze świata, nienawidzi również Syna oraz Ojca, i czeka go potępienie. Nie należy przy tym traktować godziny Kościoła w kategoriach czysto czasowych. Wyrażenie o nadejściu ostatniej godziny, w której potęguje się działanie Złego, nie oznacza prostego zbliżania się do ostatecznej granicy czasu. To raczej godzina mesjańska, tzn. taka, w której wszystko jest skierowane ku końcowi. Koniec już nastał, ponieważ świat wraz z jego grzesznością przemija. Walka, jaką Jezus zapoczątkował i w której zwyciężył trwa dalej w Kościele, gdzie istnieje ciągłe napięcie między światłem i ciemnością. Wprawdzie uczniowie nie mogą już więcej grzeszyć, ale ciągle zwraca się uwagę na to, aby rzeczywiście nie grzeszyli, ponieważ istnieje zawsze możliwość popadnięcia w ciemność, zwłaszcza, że odejście Jezusa pozostawiło uczniów w smutku (J 16,20-22) i utrapieniach (J 16,33), wystawionych na nienawiść świata i prześladowanie (J 15,18-21; 16,1-4), na przyciąganie ciemności.

Z drugiej strony dzięki obecności Ducha Świętego życie wieczne przekazywane jest w Kościele poprzez sakramenty, a miłość objawiająca się w posłudze apostołów rozszerza zasięg Królestwa Bożego i przygotowuje ludzi do paruzji. Pomocą w tych zmaganiach jest posłany Duch Święty, który sprawia, że walka chrześcijan może kończyć się zwycięstwem.

Poza eschatologią zrealizowaną w czwartej Ewangelii znajdujemy również eschatologię końcową albo przyszłą. Jan pisze o wydarzeniach związanych z końcem świata (zob. J 5,28-29; 6,39-40.44.54; 12,48), choć większą wagę przywiązuje do eschatologii już zrealizowanej. O przyszłym, ostatecznym przyjściu Chrystusa autor czwartej Ewangelii mówi rzadko (J 14,3; 21,22). Piotrowi, pytającemu o przyszły los Jana, Jezus odpowiada: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? (J 21,22). Słowo przyjdę odnosi się z pewnością do drugiego pojawienia się Jezusa, o którego momencie tekst nic nie mówi. Zapowiada więc paruzję, ale nie konkretyzuje jej czasu. Również inny fragment mówi wprost: A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem (J 14,3). Jan z pewnością mówi o powtórnym przyjściu Jezusa i o tym, że fakt ten jest powiązany z życiem w jedności z Nim i Ojcem tych wszystkich, którzy uwierzyli w Niego (J 7,33; 8,21). Temat paruzji wiąże się również ze śmiercią, z zabraniem do siebie uczniów. Pierwsze objawienie się Jezusa przygotowuje właściwy klimat duchowy dla drugiego przyjścia.

Powtórne przyjście Chrystusa nie ma więc dla autora czwartej Ewangelii tak wielkiego znaczenia jak dla innych hagiografów. Poucza on, że czytelnicy nie powinni się niecierpliwić w oczekiwaniu paruzji Pana, który da im nagrodę za wiarę i wytrwałość. Według św. Jana wierzący w Chrystusa już obecnie są synami Bożymi i dzięki wierze oraz sakramentom posiadają życie wieczne. Początkiem życia wiecznego nie będzie dopiero dzień ostateczny i zmartwychwstanie. Będzie to tylko kontynuacja życia wiecznego, które już obecnie posiadają. Życie wieczne po śmierci będzie jedynie ściślejszym i pełniejszym zjednoczeniem z Jezusem i Ojcem, które już obecnie jest udziałem wierzących.

Obecność w czwartej Ewangelii dwóch, pozornie sprzecznych ze sobą, eschatologii spowodowała dyskusje wśród uczonych na temat pierwszeństwa jednej z nich, i w konsekwencji tego dyskusje na temat, która pochodzi od Jezusa? Według jednych (np. C. H. Dodd) uważają, że to eschatologia zrealizowana pochodzi od Chrystusa, gdyż nie ma w niej elementów apokaliptycznych, które zostały wprowadzone dopiero po śmierci Jezusa. Natomiast inni ( np. M. E. Boismard) wskazują na pierwszeństwo eschatologii końcowej z elementami apokaliptycznymi. Uważają oni, że dopiero później wykształciła się z niej eschatologia zrealizowana.

Wydaje się jednak możliwe stanowisko pośrednie mówiące iż, orędzie Jezusa zawierało równocześnie dwie eschatologie. Tak czyny jak i słowa Jezusa objawiały obecność i realizowanie się Królestwa Bożego wśród ludzi (zob. Mt 11,5; 13,16; Łk 7,22). Jednakże Chrystus, nawiązując do tradycji apokaliptycznej, zapowiadał także przyszłe i ostateczne objawienie się potęgi Boga. Miało się to dokonać w przyszłej epoce, której czasu nie można określić. W czwartej Ewangelii występuje więc podwójna forma eschatologii. Mamy do czynienia z eschatologią końcową (J 5,26-30), a innym razem już ze zrealizowaną albo realizującą się (J 5,19.25).

Obie formy były znane również pierwotnemu Kościołowi. Biorąc pod uwagę wydarzenia, które następowały, akcentowano jedną z nich. Prawdopodobnie przed zburzeniem Jerozolimy w 70 roku mocniej eksponowano eschatologię końcową. Natomiast później wielu chrześcijan uważało, że słowa Jezusa o nadejściu Syna Człowieczego spełniły się już przynajmniej częściowo, gdyż ludzie źli zostali ukarani. Jednakże o ile przed 70 rokiem oczekiwano bliskiego powrotu Pana, to po upadku Jerozolimy i w świetle tego wydarzenia, musiano dokonać refleksji nad orędziem eschatologicznym i danymi ewangelicznymi na temat paruzji. Stwierdzono, że zburzenie Jerozolimy, będące dla wierzących końcem świata judaistycznego, nie zbiega się z końcem świata fizycznego ani z chwalebnym przyjściem Chrystusa. Stąd jedni uważali, że paruzja nastąpi w czasie ich życia, inni zaś doznawali zawodu z powodu opóźniania się powtórnego przyjścia Chrystusa (J 21,22-23). Jeszcze inni nie zajmowali się sprawą kiedy nastąpi chwalebne przyjście Chrystusa, ani nie martwili się z powodu opóźniania się paruzji, ale uważali, że dzięki wierze już na ziemi posiadają dobra eschatologiczne: synostwo Boże i życie wieczne. W kontekście zburzenia Jerozolimy rozwinięto więc eschatologię zrealizowaną: zbawienie realizuje się już w czasie ziemskiego życia wierzących. Oczekiwano w dalszym ciągu na paruzję, która miała nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale sądzono, że dóbr zbawczych Chrystusa nie należy oczekiwać po Jego przyjściu. Są one bowiem udziałem ludzi wierzących już w życiu obecnym, chociaż jeszcze nie w pełni i nie całkowicie.

Również odnośnie kwestii zmartwychwstania w dniu ostatecznym Jan nie odbiega od innych autorów nowotestamentalnych. Jedynie Ojciec i Syn mogą ożywić umarłych (J 5,21) i faktycznie czynią to nie tylko w sensie duchowym w teraźniejszości, ale i w sensie fizycznym w dzień ostateczny: Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego; a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy popełnili złe czyny na zmartwychwstanie potępienia (J 5,28-29). Pełnienie dobrych uczynków jest konsekwencją zobaczenia Jezusa i uwierzenia w Niego (J 6,37-40). Wskrzeszonym do życia będzie ten, kto spożywa moje ciało i pije moją krew (J 6,54). Jan nawiązuje tu do poglądów uznawanych przez judaizm (J 11,24), która wiązała koncepcję zmartwychwstania faryzejską z osobą Jezusa i uzależniała zmartwychwstanie od wiary w Niego. Wskrzeszenie Łazarza jest w opisie janowym Jezusową zapowiedzią, czym będzie doświadczenie dnia ostatecznego.

Zmartwychwstanie kończy się sądem ostatecznym, który będzie dopełnieniem sądu, który dokonywał się na ziemi. W czasie sądu ostatecznego człowiek stanie wobec słowa Chrystusa i zostanie przez nie osądzony. Ewangelista nie mówi o tym, czy po zmartwychwstaniu i sądzie nastąpi jakiś okres oczekiwania, panowanie Boga i Baranka, po którym przyjdzie drugie zmartwychwstanie i druga śmierć (wydarzenia te ukazuje Apokalipsa), zatrzymuje się tylko na jednym sądzie ostatecznym i jego konsekwencjach. Aż do tego dnia bóstwo Jezusa będzie poznawane w niepełny sposób. Potem zostanie w pełni objawione, ponieważ jedność Jezusa z Ojcem uwidoczni się wobec wszystkich w sposób niepodważalny. Doskonałość osiągnięta przez uczniów dotrze do swojego pierwowzoru, którym jest sam Chrystus.

[1] S. A. Panimolle, Evangelista Giovanni. Pensiero e opera letteraria del quarto Vangelo, Roma 1985.

[2] Takie określenia nie występują w tradycji synoptycznej.

[3] F. Gryglewicz, „Ja jestem” w Janowej Ewangelii, w: Materiały pomocnicze do wykładów z biblistyki, t. II, Lublin 1977, s. 219nn.

[4] A. Paciorek, Motyw manny w mowie eucharystycznej Jezusa, w: Biblia o Eucharystii, red. S. Szymik, Lublin 1997, s. 151n.

[5] D. Szymanek, Wiara i niewiara w Ewangelii św. Jana, w: Egzegeza Ewangelii św. Jana, Lublin 1976, s. 115n.

[6] Zob. 3.16.18.36; 5,24; 6,29.35.40.47;; 7,38n.; 8,30n.; 9,35n.; 10,25n; 11,25n.; 12,35n.; 14,1.10n.; 17,8.20.

[7] D. Szojda, Symbolika wody w pismach św. Jana Ewangelisty i w Qumran, RTK 13(1966), z. 1, s. 105n.

[8] K. Romaniuk, „Ja jestem zmartwychwstaniem” (J 11,25), Conc 6(1970), s. 228n.

 

Piotrze, czy miłujesz Mnie? (J 21,15-19)

 

Cel medytacji: Uświadomienie sobie, co jest naczelną wartością w życiu chrześcijanina (Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu). Zawierzenie całego swojego życia Jezusowi.

Modlitwa na początek

Duchu Święty, Boże! W Jezusie i w Tobie stajemy się dziećmi Boga. Ty czynisz nas chrześcijanami, uczniami Jezusa Chrystusa. Ty obdarzasz nas życiem nadprzyrodzonym. Ty jesteś prawdziwym i najgłębszym źródłem naszej modlitwy i naszego apostolstwa. Obdarz nas pragnieniem służenia Bogu i wspólnocie Kościoła. Uczyń nas narzędziami Twojej miłości, która pomaga i służy. Spraw, abyśmy byli wierni i zawsze gotowi na Twoje przyjście, na Twoje w nas działanie i posłuszni Twojej woli, ile razy chcesz się nami posłużyć dla urzeczywistnienia swojej woli. Prowadź nas, Duchu Święty, i działaj w nas i przez nas w świecie spragnionym Twojej obecności i Twojego zbawczego działania. Módl się w nas, objawiaj w nas Twoją miłość, prosimy Cię, Duchu Święty. Amen.

  1. Lectio – czytanie Pisma ze zrozumieniem

Po modlitwie do Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby poznać go i zrozumieć.

Poszli łowić ryby

Rozdział 21 Ewangelii św. Jana nazwany jest „drugim epilogiem”. Za pierwszy uważany jest rozdział 20, w którym autor Ewangelii wyraźnie stwierdza, iż Jezus uczynił wiele innych znaków, których w tej księdze nie zapisano. Te zaś zapisano, by adresaci uwierzyli, „że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i [aby] wierząc, mieli życie w imię Jego” (J 20,31)[1].

Rozdział 21 Ewangelii Jana (ostatni) koncentruje się w pewnej mierze wokół osoby Szymona Piotra, który wraz z innymi – Tomaszem, Natanaelem, synami Zebedeusza i jeszcze dwoma, niewymienionymi z imienia – uczniami uczestniczył w nieudanym nocnym połowie (J 21,1-14). Szymon Piotr rozmawia z Jezusem po spożyciu śniadania (J 21,15-19). To on także pyta Pana o dalsze losy „Umiłowanego ucznia Pańskiego” (J 21,20-23).

Na „drugi epilog” składa się epizod z życia codziennego galilejskich rybaków. Oto siedmiu uczniów Pana całą noc trudziło się przy połowie ryb. Nic jednak nie złowili. A stało się tak, bo nie było z nimi Jezusa. Podobna sytuacja miała miejsce w noc Jego uwięzienia. Gdy został On pojmany w Getsemani – nic nie rozumieli. Nie mogli nic pojąć, bo nie było Go z nimi. A bez Niego nic nie mogą uczynić (J 15,5). Kończy się jednak noc zdrady i opuszczenia; noc męki i śmierci Mistrza z Nazaretu. Nastaje poranek. Kiedy pojawia się Zmartwychwstały, wszystko się zmienia. O świcie bowiem Jezus stanął na brzegu. Jezus to Pan – Kyrios, który zwyciężył noc i śmierć – pyta ich: „Czy macie co na posiłek” (J 21,5). Było to pytanie retoryczne. Jakże bowiem mogliby cokolwiek złowić bez Niego! A zatem nie mieli nic do jedzenia. Byli utrudzeni ciężką pracą, głodni, zniechęceni. Wszystko się zmieniło wraz z przyjściem Jezusa. On, gdy słyszy pełne smutku wyznanie: „Nie”, nakazał im: „Zarzućcie sieci po prawej stronie łodzi, a znajdziecie” (J 21,6). I rzeczywiście zarzucili sieci, „i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć” (J 21,6).

Gdy Szymon Piotr dowiedział się, iż to jest Jezus, „przywdział na siebie wierzchnią szatę i rzucił się w wpław do jeziora” (J 21,7). Dosłownie należałoby grecki termin diadzonnymi przetłumaczyć: Piotr się „przepasał”. Takiego samego terminu ewangelista używa w relacji z ostatniej wieczerzy, w trakcie której Jezus wstał, założył szaty i przepasał się prześcieradłem (J 13,4). Piotr zatem, podobnie jak wcześniej Jezus, przepasuje się. Potem rzuca się w morze, aby stanąć przed Panem jako sługa. Piotr przepasał się, aby stanąć przed Panem jako sługa, który bierze z Niego przykład. Jezus bowiem „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć” (Mk 10,45). Piotr, który kilka dni wcześniej zaparł się swojego Mistrza, teraz przychodzi do Niego jako sługa.

Wspólny posiłek

Gdy do brzegu dobili pozostali uczniowie, ujrzeli żarzące się węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Gdy Jezus poprosił, aby przynieśli więcej, wyciągnęli sieć pełną ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. Pojawiają się pytania: Dlaczego mieli zarzucić sieć właśnie po prawej stronie łodzi? Dlaczego złowili akurat sto pięćdziesiąt ryb?

Zapewne pisząc o prawej stronie, ewangelista nawiązał do rozdziału 47 Księgi Ezechiela. Mówi się w nim o wypływającej z prawej strony świątyni wodzie, która rozlewa się szeroko, nawadniając i użyźniając ziemię (Ez 47,1-2). Również z opisu męki Jezusa wiadomo, że to z prawego boku – po przebiciu włócznią przez żołnierza – wypłynęła krew i woda (J 19,34). Ciało Jezusa jest świątynią, a zatem autor Ewangelii zestawia prawą stronę ciała Jezusa ze świątynią. Wypływająca z prawej strony świątyni woda sprawia niezwykły urodzaj.

Ryb jest sto pięćdziesiąt trzy, co oznacza ich niezwykłą obfitość. Św. Hieronim zapisze, iż w Jeziorze Galilejskim żyło 153 gatunków ryb. A zatem wskazana przez Jana liczba wskazywałaby, iż przez swoją posługę apostołowie zbiorą wszystkich ludzi. Poza tym w języku hebrajskim liczbie „sto pięćdziesiąt trzy” odpowiada wyrażenie „Kościół miłości”. A zatem apostołowie pod przewodnictwem Piotra, wypełniając polecenie Jezusa, zgromadzili wspólnotę pełnego miłości Kościoła. Może dziwić, iż mimo tak wielkiej obfitości ryb sieci nie uległy rozerwaniu. A zatem jeśli uzna się, iż liczba „sto pięćdziesiąt trzy” oznacza ludzi „złowionych” przez apostołów w sieć, to można uznać to za symbol trwałego i nierozerwalnego Kościoła – wspólnoty trwającej z Chrystusem, który jest miłością.

Być może scena, w której Zmartwychwstały posila się razem z uczniami, nawiązuje do tradycji, jaka wykształciła się we wspólnocie Janowej: Eucharystia była w niej sprawowana na pamiątkę zmartwychwstania Jezusa[2]. Przy czym posiłek wspólnie spożywany nie oznacza wprost Eucharystii, ale udział w szczególnym darze zmartwychwstałego Jezusa. Gdy słudzy powracają z pracy, Pan zaprasza ich do stołu, przepasuje się w szatę i służy im. Ten, który umył im nogi, pozostaje ze swoimi umiłowanymi, aby im służyć.

Wspólny posiłek uczniów i Mistrza można jednak widzieć także w duchu uczty eucharystycznej. W Ewangelii św. Jana występują bowiem typowe wyrażenia eucharystyczne: „brać chleb”, „dawać”. Ten, kto spożywa chleb, wchodzi z komunię z Chrystusem. Chleb czyni nas zdolnymi do miłowania, jak On nas umiłował. W tajemnicy spożywanego chleba On przebywa w nas, jak my w Nim. „Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania «kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan” (J 21,12). Dla uczestników tej uczty na brzegu Jeziora było oczywiste, że to jest Pan – Kyrios.

Gdy spożyli śniadanie

Spożycie wspólnego posiłku jest znakiem niezwykłej bliskości między Jezusem i uczniami. Ten, który zwyciężył śmierć, teraz dzielili się triumfem ze swoimi uczniami, czego znakiem jest wspólny posiłek. Jest także znakiem dla Piotra; zapomniał o tym wszystkim, co było powodem jego zgnębienia. Pan darował mu wszystko. Jezus ani jednym słowem nie wspomina o zaparciu się Piotra w chwili próby. Po prostu wspaniałomyślnie mu przebaczył.

Jezus Chrystus po posiłku – gdy zostali sami – zwraca się do Piotra tak samo jak przy powołaniu: „Szymonie, synu Jana” (J 1,42). Tymi słowami zwraca się do niego trzykrotnie, nawiązując do trzykrotnego zaparcia się apostoła. W ten właśnie sposób daje Piotrowi możliwość rehabilitacji. Daje możliwość wyraźnego wyznania swojej wiary, nadziei, miłości, a także wierności aż po śmierć.

„Bardziej niż wszystkie te rzeczy”

Pan pyta Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie bardziej niż wszystkie te rzeczy?”. Wydaje się, iż takie tłumaczenie lepiej oddaje sens pytania Jezusa niż tradycyjne: „Czy miłujesz Mnie bardziej niźli ci?” (J 21,15). Pan bowiem wydaje się pytać nie tyle o pozostałych apostołów, ile o wszystkie inne motywacje życiowe Piotra. Zastając Piotra przy połowie ryb, pyta go: Czy bardziej miłujesz łowienie ryb, pracę, która zapewnia ci byt, czy jednak bardziej miłujesz Mnie? Jezus wydaje się pytać: Czy miłujesz Mnie najbardziej ze wszystkiego i wszystkich i ponad wszystko?[3].

Piotr już zadeklarował, iż miłuje Jezusa nade wszystko. Wiemy o tym ze sceny powołania, do którego doszło po tym, jak przejęty obfitością cudownego połowu ryb Piotr „przypadł Jezusowi do kolan i rzekł «odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali” (Łk 5,8-9). Jezus, uspokajając Szymona, rzekł: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5,10). A dokładniej można przetłumaczyć: „Przestań się lękać i więcej się już nie bój. Od teraz ludzi łowił będziesz”. Słysząc te słowa, Piotr i jego towarzysze dobili do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Jezusem (Łk 5,11). A zatem wszystko, co posiadali, wszystko, co zapewniało im egzystencję, przestało mieć dla nich znaczenie. Już na początku głoszenia Dobrej Nowiny przez Jezusa w Galilei poszli za Nim. To jednak, co wydarzyło się później – męka i śmierć Jezusa na krzyżu – sprawiło, że wrócili tu, nad Jezioro Tyberiadzkie. Wrócili do swoich zajęć. Piotr, choć miał ludzi łowić, w dalszym ciągu zajmował się łowieniem ryb.

Teraz Pan staje nad brzegiem Jeziora i pyta Piotra: „Czy miłujesz Mnie bardziej niż to wszystko?”. Zanim Pan ustanowił Piotra pasterzem i pierwszym pośród swoich uczniów, pragnął, aby wyraźnie on potwierdził, iż jest dla niego ważniejszy niż ktokolwiek i cokolwiek. Pragnął, aby Piotr zapewnił, iż będzie budować swoją przyszłość na wierze w Jezusa i z Jezusem. Jezus zapytał Piotra, czy jest gotów zaufać Mu bez reszty, zostawiając wszystko inne. Na to trzykrotnie powtórzone pytanie Piotr za każdym razem odpowiedział: „tak”. Swoim „tak” Piotr zapewnia, że na zawsze już wszystko zostawia i że idzie tam, gdzie Pan chce, aby szedł.

„Miłujesz Mnie?”

Jezus trzykrotnie pyta Szymona Piotra: „Czy miłujesz Mnie?”. Dlaczego aż trzy razy Zmartwychwstały pyta Piotra o miłość? Czyżby – jak chcą niektórzy – było to nawiązanie do jego trzykrotnego zaparcia się (Mk 14,66-72)? Powiedzieliśmy jednak, iż Jezus nie wypomniał mu tego. Miłość bowiem „cierpliwa jest, łaskawa jest, (…) nie szuka swego, (…) nie pamięta złego, (…) wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13,1n.). Jak zatem rozumieć to pytanie Mistrza trzykrotnie skierowane do Szymona Piotra?

Na trzykrotnie zadane przez Zmartwychwstałego pytanie Piotr trzykrotnie odpowiada: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Grecy, mówiąc o miłości, używali różnych słów. Ewangelista używa dwóch z nich: agapao i fileo. Agapao wskazuje na miłość, bezinteresowną, całkowitą. Jest to miłość, jaką Bóg umiłował świat. A On przecież tak umiłował świat, iż dał swojego Syna (J 3,16). Jest to miłość, jaką Jezus nas umiłował (J 13,1), jaką nas miłuje Ojciec (J 15,9). Jest to miłość, jaką również i my – napełnieni darami Ducha Świętego – winniśmy się miłować wzajemnie (J 13,34; 15,12.17), aż do oddania życia (J 15,13). Jest to miłość która sprawia, iż Pan sługom swoim umywa nogi. O tej miłości pisał Paweł Apostoł do Koryntian, podkreślając niezwykłe jej cechy (1 Kor 13,1-13). Agapao to miłość, która daje życie. Jej źródłem jest tylko Pan.

Fileo natomiast to miłość przyjacielska, wolna od zmysłowości. Jest podstawą każdego związku. Jest to miłość wierna. Bóg Ojciec nas kocha również tą miłością, a i my miłujemy Go fileo (J 16,27). Tą miłością Jezus darzył swojego przyjaciela, Łazarza (J 11,3. 36)[4]. Choć fileo to miłość wzniosła, to jednak oczekuje na wzajemność, na odpłatę.

Gdy faryzeusze zapytali Jezusa, które z przykazań jest najważniejsze, odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych (Mk 12,29-31).

Jezus pytany o najważniejsze przykazanie mówi: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu. A zatem na początku wszystkich przykazań stoi konieczność słuchania Boga, który jest Jeden i Jedyny. A owocem tego słuchania jest miłość – jest agapao Boga i bliźniego. A zatem chrześcijanin to człowiek miłujący miłością pełną, bezwarunkową, miłością za nic – Boga i bliźniego.

Dzieje Piotra

Jezus nie wypomniał Piotrowi jego trzykrotnego się zaparcia. Apostoł zapewne jednak dobrze pamiętał wszystkie wydarzenia z ostatnich dni. Przypomnijmy sobie, co poprzedziło rozmowę Jezusa z Piotrem przy ognisku.

Deklaracja lojalności

Po ostatniej wieczerzy Jezus zapowiedział swoim uczniom: Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei (Mt 26,31-32). Jezus przewidział zatem zdradę uczniów, ale zapowiedział także i swoje zmartwychwstanie. Aby zmartwychwstać, najpierw musi umrzeć… Do Piotra dotarły jednak tylko słowa o śmierci Mistrza, dlatego też kategorycznie zapewnił Go, że pozostanie przy Nim do samego końca: Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię (Mt 26,35).

Próba

W Getsemani Jezus prosił swoich uczniów, aby czuwali. Oni jednak – zmęczeni ostatnimi wydarzeniami – usnęli. Pan wziął ze sobą trzech: „Piotra i dwóch synów Zebedeusza” (Mt 26,37). Już z tego opisu wynika, iż Piotr był najbliższym Mu uczniem. On również zasnął. Stąd też wyrzut Mistrza: „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?” (Mk 14,37). Już w Ogrodzie Oliwnym Piotr zawiódł. Gdy później Jezus został aresztowany, wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli (Mt 26,56).

Piotr, choć opuścił Mistrza, to jednak „szedł za Nim z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik” (Mt 26,58). Szedł nie po to, aby dać wyraz swojej solidarności, ale po to, aby dowiedzieć się, jak się wszystko skończy: „aby widzieć, jaki będzie wynik” (Mt 26,58).

Towarzyszenie Jezusowi w chwilach popularności Mistrza nobilitowało Piotra. Dzięki temu stał się znany. Jednak prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Trudno dochować wierności, gdy wymagają oni naszej pomocy.

Piotr wyparł się znajomości ze swoim Mistrzem. Gdy płomienie ogniska rozświetliły jego twarz, został rozpoznany przez odźwierną. I choć nikt nie miał wątpliwości, kim był, on z całą mocą zaczął się wypierać Mistrza. Trzykrotnie z całą stanowczością stwierdził: „Nie znam tego człowieka” (Mt 26,74).

Gorzki płacz

Kiedy zapiał kur, „wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz»” (Łk 22,61). Jezus przeniknął Piotra na wylot. Przewidział jego upadek, zaparcie się, ale przewidział też jego żal z tego powodu i nawrócenie. Dlatego też obrócił się i spojrzał na Piotra (Łk 22,61), a Piotr „wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Łk 22,62). Przytłoczony wyrzutami sumienia zapewne zastanawiał się, co dalej? Co teraz z nim będzie? Czy znajdzie w sobie odwagę, aby spojrzeć innym w oczy? Czy ośmieli się spojrzeć w oczy Jezusowi?

Jeśli przeanalizujemy relację o zmartwychwstaniu, to dojdziemy do wniosku, iż Piotr długo nie był w stanie w nie uwierzyć. Co prawda, gdy Maria Magdalena doniosła: „zabrano ciało Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” (J 20,2), pobiegł spiesznie z drugim uczniem. Wszedł do grobu i długo przyglądał się leżącym płótnom i złożonej osobno chuście. Potem jednak – jak pisze Łukasz – „wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało” (Łk 24,12). Czy uwierzył?

Galilejskie śniadanie

Zmartwychwstały Pan wiedział, jakie uczucia targały sercami uczniów po Jego męce i śmierci. I to nie tylko Piotr nie stanął na wysokości zadania. I to nie tylko on zapewne miał powody, aby gorzko zapłakać. Wszyscy deklarowali wierność Mistrzowi, a w chwili próby wszyscy Go opuścili. On jednak nie potępił ich. W dalszym ciąg uważał ich za swoich uczniów. Ich postanowił uczynić świadkami zmartwychwstania i ich zamierzał posłać z misją głoszenia Dobrej Nowiny o przebaczeniu grzechów i zbawieniu. Najpierw jednak musieli przebaczyć sami sobie. Aby to mogło nastąpić, potrzebne było spotkanie z Panem i rozmowa z Nim.

Pytanie o miłość

Pan pyta Piotra: „Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie – czy miłujesz Mnie miłością agapao, więcej nad wszystko, więcej niż ktokolwiek inny?”. Piotr zaś odpowiada: „Panie, Ty wiesz, że Cię miłuję – miłuję Cię miłością fileo. A więc jestem Ci przyjacielem. Kocham Cię, jak się kocha przyjaciela”. Jezus pytał o miłość agapao – Piotr mówi o miłości fileo.

Piotr zatem tak naprawdę nie odpowiada na pytanie, które zadał mu Jezus. Apostoł mówi o sobie z perspektywy pełnej wiedzy o sobie. Nie tak dawno przecież zaklinał się, że choćby wszyscy opuścili Jezusa, to on jednak pozostanie przy Nim. Uważał, że jest w stanie otoczyć Jezusa większą miłością niż pozostali uczniowie – niż ktokolwiek inny. Uważał, że kocha Jezusa ponad wszystkich i ponad wszystko. Okazało się jednak, iż deklarował coś, co nie znajdowało pokrycia w rzeczywistości. Nie miłował jeszcze Jezusa miłością największą, miłością agapao.

W podstawowym sensie agapao to miłość Boga do człowieka. Człowiek staje się zdolny do takiej miłości dopiero wtedy, gdy w pełni zawierza Bogu i staje się świątynią Ducha Świętego. Kiedy człowiek wyznaje swoje grzechy i przyjmuje Jezusa jako swego Zbawiciela i Pana, wtedy Duch Święty zamieszkuje w nim, aby uzdolnić go do miłości agapao (Ef 1,13-14).

Dopiero gdy Piotr uwierzy, otrzyma Ducha Świętego i będzie mógł zapewnić Mistrza: „Panie, kocham Cię”. Dopiero kiedy Piotr zostanie obdarowany mocą z wysoka, stanie się zdolny do miłości agapao. Stanie się rzeczywiście zdolny do miłości, którą już wcześniej wyznawał Jezusowi, choć nie był jeszcze do niej gotowy.

Można zatem powiedzieć, iż Piotr odpowiada wymijająco. Przekonał się już bowiem, jak trudno jest miłować Jezusa miłością pełną, bezinteresowną, miłością aż do końca. Nie twierdzi już, że jest gotów miłować Jezusa więcej niż pozostali uczniowie; że jest gotów miłować Go ponad wszystko i mimo wszystko. Dlatego tym razem deklaruje już tylko miłość fileo. Chce być uczniem Jezusa, chce iść za Nim, ale wie, że potrafi zdobyć się jedynie na miłość fileo.

Jezus zadaje Piotrowi po raz kolejny pytanie: „Szymonie, synu Jana, miłujesz Mnie nade wszystko, czy miłujesz Mnie miłością agapao?”. A Piotr odpowiada: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję. Ale miłuję Cię miłością fileo”. Piotr wie, na co go stać i odpowiada zgodnie z tą gorzką wiedzą: „Panie, chcę być Twoim przyjacielem, bo bardziej kochać Cię nie jestem w stanie”. I dalej „Panie, miłuję Cię i proszę, przyjmij moją przyjaźń”.

„Czy ty rzeczywiście jesteś moim przyjacielem?”. Tym razem pyta: „Szymonie, synu Jana, miłujesz Mnie miłością fileo?”. Można zatem założyć, że Jezus zakwestionował nawet to fileo, które deklarował Piotr. Nic zatem dziwnego, że apostoł poczuł się dotknięty. Jednak Jezus nie chciał go zranić, przecież na każde zapewnienie przyjaźni ze strony Piotra kierował do niego słowa: „Paś owieczki moje”. Pan mówi do apostoła: „Jeśli naprawdę jesteś moim przyjacielem, to wracaj do służby. Nie zrezygnowałem z ciebie. Idź i głoś Dobrą Nowinę. Podnoś na duchu tych, którzy upadają. Będziesz ich rozumiał, gdyż sam przez to przeszedłeś. Nie będziesz ich potępiał, gdyż Ja nie potępiłem ciebie. Nie będziesz z nich rezygnował, gdyż Ja nie zrezygnowałem z ciebie”.

Niebawem, w dniu zesłania Ducha Świętego, apostoł wygłosi mowę, po której nawróci się kilka tysięcy ludzi. Piotr zaniesie Ewangelię do Samarytan i do Rzymian. Pozwoli się Bogu prowadzić do miejsc, do których sam z siebie nigdy by się nie udał.

„Pójdź za Mną”

Piotr otrzymuje swój udział w misji Dobrego Pasterza. Ma on odtąd dbać o powierzone jego posłudze owce. Ma im zapewnić pokarm. A przecież prawdziwym pokarmem jest ciało Tego, który oddał swoje życie za braci. Słowo i chleb są pokarmem, który należy zagwarantować: to Słowo, które stało się Chlebem, i ten Chleb, który daje Słowo. Dobry Pasterz jest Barankiem, który wziął na siebie grzech świata. Piotr doświadczył tego na sobie. Stał się pasterzem spod znaku przebaczenia, najpierw otrzymywanego, a potem udzie­lanego.

Pan przyjmuje dar miłości Piotra, choć nie jest nim miłość agapao. Świadczą o tym słowa: „Pójdź za Mną” (J 21,19). Jezus wezwał go do naśladowania aż po śmierć. W tej zapowiedzi męczeńskiej śmierci apostoła ukryta jest myśl, iż Dobry Pasterz oddaje życie za swoje owce. Tę zasadę z 1 J 3,16 (por. 1 P 2,21) każdy chrześcijanin powinien uznać za własną: „Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci”.

  1. Meditatio – spojrzenie na siebie i przemyślenie w świetle słowa Bożego

Medytacja to czas spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na własne miejsce w tej opowieści. Trzeba raz jeszcze przeczytać tekst i zastanowić się, w jakim sensie odnosi się on do mnie.

 

Wypełnili to, co im nakazał

Jezus nad Jeziorem Galilejskim pyta się swoich uczniów: „Dzieci, czy macie co na posiłek?” (J 21,5). Troszczy się o nich. Wie, że bez Niego na zawsze pozostaną głodni. Aby jednak był w stanie im pomóc, oni musieli być Mu posłuszni. I byli. Tak często uważamy, iż sami potrafimy właściwie wszystko. Potrafimy zatroszczyć się o swoje sprawy. W trudnościach, w zwątpieniu bardzo często staramy się przezwyciężać je o własnych siłach, zapominamy, iż On jest gotów nam pomóc. Jest gotów, jeśli tylko będziemy chcieli Go słuchać. Jeśli będziemy wypełniać to co On nakazuje. Czy wypełniam to, co mówi Pan?

Przyszedł i służył im

Jezus staje nad Jeziorem Galilejskim zatroskany o to, by mieli co jeść. Kiedy przybili do brzegu, zastali swego Mistrza, który zajęty był przygotowaniem dla nich posiłku. Zmartwychwstały Pan – podobnie jak wcześniej w Wieczerniku – był ich sługą. On bowiem nie przyszedł po to, aby Mu służono, ale aby służyć (Mk 10,45). Być sługą – być tym, który daje siebie innym; każdemu, kto tego potrzebuje, każdemu, komu może coś ofiarować. Bycie sługą nam jednak sprawia trudność. Raczej nie lubimy służyć. O wiele częściej oczekujemy, aby to nam służono.

Dał im chleb

Spożycie posiłku nad brzegiem Jeziora Galilejskiego ma coś z Eucharystii. Jezus wziął chleb i dał im. Oni zaś brali i jedli. Posilając się uczniowie tworzą coś w rodzaju komunii. Oto odradza się wspólnota uczniów z Panem. Czy spotykam się z Chrystusem Eucharystycznym. Czy tylko w Komunii św.? Czy odczuwam potrzebę adoracji Jezusa Chrystusa w zbawczym chlebie. Czy nawiedzam Go w kościele, w którym On nieustannie przebywa? Czy modlę się przed Najświętszym Sakramentem?

Pan i Piotr

Ze wszech miar niezwykła jest miłość Jezusa Chrystusa. Kocha ich taką miłością, która nie pamięta złego, nie unosi się gniewem, wszystko znosi, wszystko przetrzyma. Zapewne Piotr obawiał się, czy Jezus nie wypomni mu jego trzykrotnego zaparcia. A Pan ani jednym słowem nie nawiązał do tego wydarzenia. Skoro przebaczył – to zapomniał. Co więcej, przez trzykrotne pytanie: „Czy miłujesz Mnie?” – dał mu możliwość ponownego samookreślenia. Piotr może rozpocząć wszystko na nowo. Czy sam jestem zdolny do przebaczenia? Chrześcijanin wezwany jest do miłości, a jednym z jej objawów jest gotowość do przebaczenia („nie pamięta złego”). Czy jestem zdolny do wyciągnięcia ręki do zgody?

Powiedzieć prawdę

Jezus stawiał jasne pytania i Piotr jasno odpowiadał. On bowiem już poznał gorzką prawdę o sobie. Potrafi obiektywnie spojrzeć na siebie i potrafi stanąć w prawdzie przez Jezusem. Jak ważne jest brać odpowiedzialność za słowo; mówić prawdę i nazywać prawdę po imieniu. Czy czynię to? Czy mówię prawdę o sobie i o innych? Czy czynię to z miłością?

„Czy miłujesz Mnie nade wszystko?”

Jezus zapytał Piotra, czy miłuje Go nade wszystko. Czy jest gotów, aby On – Jezus Chrystus – był w jego życiu najważniejszy? Jak sam odpowiedziałbym na to patynie? Czy na podstawie mojego życia, myśli, słów, czynów, zaniechań, wynika, że we wszystkim Boga stawiam na pierwszym miejscu? Zawierzenie Bogu jest konieczne, aby wszystkiemu nadać właściwą mu wartość. Co w moim życiu jest najważniejsze? Kto w moim życiu jest najważniejszy? Czym i kim dla mnie jest miłość? Czy spoglądając na swoje życie, mogę powiedzieć, że Bóg jest najważniejszy? Bóg – który nadaje wszystkiemu i wszystkim sens?

 

„Pójdź za Mną”

Każdy z nas jest wezwany przez Dobrego Pasterza. On bowiem pragnie prowadzić nas na dobre pastwiska; na miejsca specjalne przygotowane dla nas, wolne od zagrożeń, na których nigdy nie będziemy głodni ani spragnieni. Pokarmem w obfitości dla owiec pańskich jest Jego słowo i Jego Ciało. Kto spożywa ten pokarm, będzie żył na wieki. Czy jeśli wezmę pod uwagę, jak często karmię się słowem Bożym i jak często przystępuję do stołu Pańskiego, to mogę powiedzieć, iż należę do Jego owczarni? Czy czytam Pismo św.? Czy staram się jak najdłużej trwać w stanie łaski uświęcającej?

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co odkryłem w sobie w trakcie konfrontacji ze słowem objawionym, omawiam z Bogiem. Czynię przedmiotem modlitwy wszystko to, czego dowiedziałem się w czasie dwóch pierwszych kroków. Może ona przyjąć formę przeprosin, podziękowań, prośby.

Dobry Pasterzu, który pragniesz paść mnie po łąkach dla mnie przeznaczonych, tak trudno mi być Ci posłusznym; tak trudno wypełniać to wszystko, czego po mnie oczekujesz. Tak często wydaje mi się, iż sam sobie poradzę, że niepotrzebne mi Twoje słowa, że niepotrzebne mi wskazania przekazywane przez Twoich pasterzy. Zazwyczaj wydaje mi się, że sam wszystko wiem najlepiej. Spraw, Panie, abym słuchał nauczania Twojego Kościoła. Spraw, abym nie zbaczał z drogi mądrości. Mów do mnie, Panie, bo jako Twój sługa chcę Ciebie słuchać.

Ty, który przychodzisz nie po to, aby Ci służono, ale aby służyć, naucz mnie pokory. Tak często zdarza mi się myśleć, że to ja jestem najważniejszy, a zatem niech inni mi służą. Tak trudno mi służyć i być dobrym jak chleb dla tych, którzy mnie otaczają, którzy są mniej ważni, mniej mądrzy, mniej bogaci…

Dajesz mi swoją moc w tajemnicy Eucharystii. Tak trudno mi uwierzyć, że owa drobina chleba to Ty, a tak chcę w to wierzyć. Proszę więc, zaradź niedowiarstwu memu. Daj mi wsparcie Ducha Świętego, abym głęboko wierzył, że w postaci Chleba się utaiłeś. Wzbudź we mnie potrzebę adoracji. Czekasz na mnie w tajemnicy Najświętszego Sakramentu. Bądź uwielbiony, Ty, który wciąż trwasz dla mnie w tajemnicy Świętego Chleba.

I przebacz nam nasze winy. Przebacz moje grzechy, niewierności, słabości. Tak słabym jestem człowiekiem. Wciąż upadam. Przebacz mi, Panie, moje winy i spraw, abym nie przestawał przebaczać moim winowajcom.

Naucz mnie przebaczać, tak jak Ty przebaczyłeś Piotrowi. Spraw, abym nie wypominał innym krzywd, które mi wyrządzili. Miłość przecież nie pamięta złego, wszystko znosi, wszystko potrafi przetrzymać. Naucz mnie przebaczać – każdemu, nawet temu, kto o to nie prosi.

Spraw, abym miał respekt dla prawdy: prawdy w słowie, w myśli, w czynach. Daj, abym moim bliskim kojarzył się z prawdą. Proszę Cię, Panie, abym stał się świadkiem prawdy, bo tylko prawda może nas wyzwolić.

Panie, bądź zawsze na pierwszym miejscu w moim życiu. Ty wiesz jak to jest: ile jest spraw, które spychają Ciebie na dalszy plan. Zdaję sobie sprawę, że jeśli Ty jesteś na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Wciąż jednak tak wiele spraw uważam za ważniejszy od Ciebie. Naucz mnie, Panie, właściwie korzystać z dóbr tego świata. I przebacz, że wciąż za mało Cię kocham.

Znakiem tego, jak Cię kocham, jest moje uczestnictwo w Eucharystii; jest nim lektura Biblii, jest modlitwa. Panie, naucz mnie kochać Ciebie. Naucz mnie też kochać innych – kochać taką miłością, abyś to Ty był zawsze na pierwszym miejscu.

 

  1. Contemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie i po modlitwie następuje czas ciszy – bycia z Bogiem.

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

Bądź uwielbiony, Panie, słowami Pawła Apostoła: Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość(1 Kor 13,1-13).

opr. ks. Piotr Łabuda

[1] Greckie ichthys – „ryba”, które stało się znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan, to skrót, który powstał z połączenia pierwszych liter pięciu słów: I – Jesus („Jezus”); Ch – Christos („Chrystus”); Th – Theu („Boga”); Y – Yios („Syn”), S – Soter („Zbawca”). A zatem w symbolice chrześcijańskiej znak ryby oznacza: „Jezus Chrystus, Boży Syn, Zbawiciel”.

[2] Zob. J.D. Crossan, Historyczny Jezus. Kim był i czego nauczał, Warszawa 1997, s. 419-425.

[3] Zob. J. Kręcidło, „Piotrze, czy miłujesz mnie ponad wszystko?”. Propozycja alternatywnej interpretacji pleon toutōn J 21,15, w: Verbum caro factum est, red. R. Bogacz, W. Chrostowski, Warszawa 2007, s. 315-329.

[4] Zob. Z. Abramowiczówna, Słownik grecko-polski, Warszawa 1958, s. 7, 518. W języku greckim jeszcze inne słowa służą na określenie miłości, np.eros – miłość zmysłowa, erotyczna (zob. tamże, s. 313-314), a także: stergo – miłość rodzicielska (zob. tamże, s. 102). Te odmiany miłości (stergo i eros) mają jednak charakter ograniczony – wymagają przekroczenia.

Studium Biblijne – wykład 7

Ewangelia według św. Jana cz. I

Identyfikacja ucznia, którego Jezus miłował, stanowi jedno z najbardziej dyskusyjnych zagadnień w czwartej Ewangelii. Musiał to być znaczący uczeń w gronie Jezusa. Jednakże Ewangelista nie wymienia nigdy jego imienia.

Powszechna zgoda wśród badaczy tego zagadnienia panuje co do kwestii, iż autorem czwartej Ewangelii nie jest fikcyjna postać literacka albo idealny wzorzec. Oznaczałoby to bowiem, że autor J 21,20-23 mylił się albo był oszustem, gdyż wprowadza w błąd czytelnika mówiąc o śmierci umiłowanego ucznia. Z pewnością uczeń ten otrzymał wyidealizowany przez redaktorów swój obraz, ale był niewątpliwie postacią historyczną i towarzyszem Jezusa. To o nim powiedział Chrystus do Piotra: „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego?” (J 21,23). Ewangelista dodaje: „Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze” (J 21,23). Pogląd ten był błędny już w czasie pisania Ewangelii i dlatego autor dodaje: „Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze” (J 21,23). Gdyby więc autor – św. Jan, był postacią fikcyjną – wyidealizowaną, zapewne redaktor poddałby korekcie ten fragment. Tak się jednak nie stało. Co więcej, wiedząc o prawdziwości istnienia autora możemy przyjąć, że w chwili pisania Ewangelii „uczeń, którego miłował Jezus”, umarł już po długim życiu. Jednak to właśnie jemu przypisuje się autorstwo czwartej Ewangelii: „Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe” (J 21,24).

Dane biblijne o autorze

Jan (Jehohanan, albo w skrócie Johanan, tzn. Jahwe okazał miłosierdzie) był jednym z dwunastu uczniów Jezusa. W spisach synoptyków występuje on po swoim bracie Jakubie, a w Dziejach Apostolskich go poprzedza (Mk 3, 16-19; Dz 1, 13). Był prawdopodobnie młodszy od Jakuba. Razem z bratem został nazwany przez Jezusa Synem Gromu (Mk 3, 17), ale Ewangelia nigdzie nie wymienia go z imienia, nawet tam gdzie byłaby ku temu stosowna okazja. Pochodził z Galilei, być może nawet z Betsaidy, będącej miastem rodzinnym Piotra i Andrzeja. Zebedeusz, jego ojciec, był rybakiem (Mk 1, 20). Matka nosiła imię Salome (Mt 27, 56) i zdaniem niektórych egzegetów była siostrą Matki Pana Jezusa, co tłumaczyłoby wierność, z jaką towarzyszyła Jezusowi oraz pytanie, które do Niego skierowała, zatroskana o miejsce swoich synów w Królestwie Jezusa (Mt 20, 20-23; 27, 56), a także fakt powierzenia Maryi opiece Jana (J 19, 26-27). W czwartej Ewangelii nie wymienia się imienia ojca ani matki Jana. Na początku Jan był uczniem Chrzciciela (J 1, 35-40), potem przeszedł do Jezusa, który powołał go w momencie, gdy pracował przy sieciach nad jeziorem wraz ze swoim bratem Jakubem (Mt 4, 21-22). Razem z Jakubem i Piotrem tworzyli grupę zaufanych uczniów (Mk 9, 2), wśród których Jan był najbardziej lubiany przez Pana Jezusa (J 13, 23; 19, 26; 20, 2; 21, 7. 20). Jan razem z Jakubem i Piotrem był świadkiem Przemienienia (Mt 17, 1-8), z Piotrem został wysłany w celu przygotowania Ostatniej Paschy Jezusa (Łk 22, 8-12), jemu Pan Jezus wyjawił imię zdrajcy (J 13, 26), razem z Piotrem i Jakubem został wybrany, aby towarzyszyć modlitwie w Ogrójcu (Mt 26, 37), był też jedynym uczniem obecnym pod krzyżem, któremu Jezus powierzył swoją Matkę (J 19, 26-27). Po Zmartwychwstaniu pierwszy uwierzył (J 20, 4-9) i pierwszy rozpoznał Pana w Galilei (J 21, 7). Jemu powiedział Jezus, że pozostanie, aż On przyjdzie (J 21, 20-23). W Kościele pierwotnym działał w ścisłych kontaktach z Piotrem (Dz 3, 4; 4, 13-21; 8, 14-25) i razem z nim przekazał Ducha Św. ochrzczonym w Samarii (J 8, 14-23). Był jedną z głównych postaci Kościoła podczas Soboru Jerozolimskiego w 49 r. (Gal 2, 9). Zdaniem Apokalipsy przebywał na wyspie Patmos i tam otrzymał specjalne objawienia do przekazania siedmiu Kościołom Azji (Ap 1, 9). Epilog czwartej Ewangelii mówi nim: Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał (J 24, 21-25).

Niektórzy jednak odrzucają Janowe (Jan uczeń – apostoł) autorstwo czwartej Ewangelii.

Ci, którzy odrzucają autorstwo Janowe mówią np., że Apostoł został zamordowany razem ze swoim bratem Jakubem w Judei już za czasów Heroda Agryppy I (43-44 r.), albo między 62 a 70 r. Świadczyłyby o tym wzmianki o równoczesnym męczeństwie Jakuba i Jana obecne u Filipa Sydetesa (Historia chrześcijańska, ok. 430 r. powołująca się na Papiasza) i Grzegorza Hamartolosa (Kronika, IX w.). Tego samego typu sugestie znajdujemy w Martyrologium syryjskim. Niejaki Gaius, kapłan rzymski żyjący za papieża Zefiryna (198-217 r.), przypisywał autorstwo czwartej Ewangelii Ceryntowi (Hist. eccl., III, 28, 1-2). Niektórzy mówią nawet o jednym z kapłanów jerozolimskich, który stał się uczniem Jezusa i ofiarował swój dom na uroczystość Ostatniej Wieczerzy. Podważanie autorstwa Janowego stało się wręcz powszechne w egzegezie protestanckiej w XIX w. Jedni mówią o Żydzie aleksandryjskim, który w sposób alegoryczny zinterpretował tradycję synoptyczną, inni o uczniu Jana Apostoła. Jeszcze inni o Janie prezbiterze, który nosił to samo imię co Apostoł i był świadkiem przynajmniej części wydarzeń ewangelijnych. Tego rodzaju wątpliwości zawdzięczamy w pewnej mierze dwuznaczności tekstu Papiasza (biskupa Hierapolis we Frygii w I—II w.), który mówi: Nie waham się tu dodać to, czego dowiedziałem się od kapłanów i zachowałem w pamięci, na potwierdzenie moich wiadomości. Nie zadowoliłem się, jak czyni to większość, słuchaniem kwiecistych mówców, ale prawdziwych mistrzów; nie wdałem się w poszukiwania nosicieli nowinek, ale boskiego kodeksu wiary ogłoszonego przez samą Prawdę. Jeśli napotykałem kogoś kto miał styczność z kapłanami, starałem się poznać ich sentencje, to co powie dzieli Andrzej albo Piotr, albo Filip, albo Jakub, albo Mateusz, albo jakikolwiek z uczniów Pana, to co mówili Aryston i Prezbiter Jan, uczniowie Pana. Bytem zaś przekonany, że pożytek czerpany z lektury nie może się równać z tym, jaki osiągnąłem dzięki żywemu i dźwięcznemu słowu (Hist. eccl, III,39).

W odpowiedzi na te i inne zarzuty przeciwko autorstwu Jana Apostoła wystarczy zwrócić uwagę na walki z ruchami heretyckimi, które wykorzystywały czwartą Ewangelię dla poparcia swoich twierdzeń (Ireneusz, Adv. haer., III,2,9.11). Niektórzy z autorów chrześcijańskich walczący z heretykami zaczęli nawet negować autorstwo apostolskie Ewangelii tylko po to, aby pozbawić heretyków materiału argumentacyjnego. Gdy idzie o Martyrologium kartagińskie z VI w., to mamy w nim do czynienia z zamianą dwóch osób, Jana Apostoła z Janem Chrzcicielem, sprowokowaną prawdopodobnie przez Martyrologium syryjskie z V w. Poza tym nie można zapominać, że sam autor drugiego i trzeciego listu św. Jana określa się jako prezbiter (2 J 1; 3 J 1).

Wśród grupy tych, którzy aprobują autorstwo Janowe znajduje się wielu najpoważniejszych Ojców Kościoła. Do najwcześniejszych należy świadectwo Papiasza (I-II w.). Według niego czwarta Ewangelia została przekazana Kościołom Azji Mniejszej jeszcze wtedy, gdy żył Jan (Prolog II przeciwko Marcjonowi, z ok. 160-180 r.). Ireneusz (+ ok. 200 r.) – za pośrednictwem swojego mistrza Polikarpa (+ 156 r.) – podejmując tę myśl stwierdza, że tekst został spisany przez Jana Apostoła podczas jego pobytu w Efezie w Azji (Adv. haer., III, 1,2). Klemens Aleksandryjski (+ przed 215 r.), sięgający do Jana Apostoła poprzez osobę Pantenosa (+ przed 200 r.) dodaje, iż Jan, zachęcony przez swoich przyjaciół, napisał pod wpływem Ducha Św. Ewangelię, mającą na celu przedstawienie duchowego portretu Jezusa (podczas gdy inni Ewangeliści dali tylko Jego ludzki obraz – Hist. eccl., VI, 14, 7). Wreszcie Polikrates, biskup samego Efezu, pisze ok. 190 r. do papieża, że on (tzn. Jan) przeżył rzeczywiście aż do tego czasu (tj., gdy Ignacy był biskupem Antiochii, a Szymon – Jerozolimy), co potwierdza autorytet dwóch świadków godnych wiary, którzy byli obrońcami słusznej doktryny kościelnej, Ireneusza i Klemensa Aleksandryjskiego (Hist. eccl., III, 23, 2). Natomiast Euzebiusz stwierdza, iż kiedy Marek i Łukasz opublikowali już swoje Ewangelie, Jan, który, jak mówią, polegał dotychczas na przekazie ustnym, zabrał się do pisania z następującego powodu. Trzy Ewangelie, napisane już wcześniej, były w powszechnym obiegu, ich kopie docierały również do Jana. Przyjmował je on z uznaniem, potwierdzał ich autentyczność, ale wskazywał jednocześnie na fakt, że w opowieściach tych brakuje informacji o tym, co Jezus robił na początku swojej misji.

Tradycja ta jest niewątpliwie prawdziwa. Oczywiste jest, że każdy z trzech poprzednich Ewangelistów opisał działania Zbawiciela w ciągu zaledwie jednego roku po osadzeniu Jana Chrzciciela w więzieniu, który to fakt podawany jest na początku każdej Ewangelii ().

Według tych przekazów był to właśnie powód, dla którego Jan postanowił opisać w swojej Ewangelii okres pominięty przez poprzednich Ewangelistów, to co Zbawiciel robił w owym czasie (). W świetle tej wiedzy znikają niezgodności pomiędzy Ewangeliami, jako że tekst Jana opisuje wcześniejszy okres działalności Jezusa, a pozostałe dotyczą ostatniego okresu Jego życia. Prócz tego Jan słusznie pominął milczeniem rodowód naszego Zbawiciela jako człowieka, ponieważ Mateusz i Łukasz już go opisali. Rozpoczął natomiast od bóstwa, to bowiem dla niego, jako dla godniejszego zachował Duch Święty (Hist. eccl., III, 24, 7-9. 11-13). Wkład Euzebiusza, jak widać jest znaczący, tym bardziej, iż, zmierza on w kierunku wyeliminowania wyraźnych różnic między Ewangeliami synoptycznymi a Ewangelią Jana. Pod koniec panowania cesarza Domicjana (81-96 r.). Jan zostałby zesłany na wyspę Patmos na Morzu Egejskim, gdzie napisał Apokalipsę (Adv. haer., V, 30). Dnia 18 sierpnia 96 roku po Chr. miał miejsce zamach stanu, w wyniku którego został zabity Domicjan, a na jego miejsce cesarzem został Marek Nerwa. Ten nie prześladował Kościoła i pozwolił wrócić ponad dziewięćdziesięcioletniemu Janowi z Patmos do Efezu. Wówczas to Jan przeszedł przez wszystkie swoje terytoria, organizując nowe Kościoły oraz wyznaczając tych, których wskazał na biskupów. Kilku późniejszych Ojców Kościoła wraz z Papiaszem i Polikarpem miało studiować pod okiem Jana w schyłkowych latach jego życia. Euzebiusz, Ireneusz oraz Klemens Aleksandryjski zgodnie twierdzili, że Jan dożył panowania Trajana, które rozpoczęło się w styczniu 98 roku. Apokryficzne dzieło Pseudo Abdiasza, znane pod nazwą Historie Apostolskie, informuje o śmierci Apostoła Jana w wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat (Hist. Apost., V, 10). Polikrates dodaje ponadto wiadomość o tym, że w Efezie znajduje się grób Jana Apostoła.

Biblijne wskazania o autorze:

W zakończeniu czwartej Ewangelii czytamy: „Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał, a wiemy, ze świadectwo jego jest prawdziwe” (J 21,34). Owym uczniem, który jest opisany w tym wersecie, na co wskazuje kontekst tego fragmentu, jest „uczeń, którego Jezus miłował”. Umiłowany uczeń – co można wnioskować z J 13,23-26 bądź z J 19,35 – był obecny w czasie Ostatniej Wieczerzy i spoczywał na piersi Jezusa. Jest to również ten sam uczeń, który wraz z Jego Matką był pod krzyżem w chwili śmierci Jezusa (J 19,26n). Osoba „umiłowanego ucznia” jest także w perykopach opowiadających o zmartwychwstaniu Jezusa (J 20,1-10; 21,1-14; 20-24). Powstaje więc na podstawie analizy tylko Ewangelii pytanie: Kim jest ów anonimowy uczeń, którego Jezus miłował?

Owa anonimowa postać w czwartej Ewangelii pojawia się wiele razy:

  1. Najpierw, kiedy dwaj uczniowie Jana Chrzcielna idą za Jezusem (J 1,37-42), jednym z nich jest Andrzej, zaś drugi jest nam nieznany.
  2. Dalej w dwóch miejscach autor Ewangelii Jana mówi o „drugim uczniu”. Oto w J 18,15-16 Piotr i „drugi uczeń” podążają za Jezusem do pałacu arcykapłana. Ów „drugi uczeń” był osobą znaną Najwyższemu Kapłanowi. Natomiast po zmartwychwstaniu w J 20,2-10 Maria Magdalena przybywszy z pustego grobu obwieszcza wielką wiadomość Piotrowi i „drugiemu uczniowi”. Ów „drugi uczeń” biegnąc do grobu wyprzedza Piotra i dociera tam pierwszy. Co więcej, autor podaje, niejako zawstydzający szczegół o tym „drugim”, iż dopiero tu u grobu ten „drugi uczeń . . . ujrzał i uwierzył.” (J 20,8).
  3. W sześciu miejscach czwartej Ewangelii jest wzmianka o „uczniu, którego Jezus miłował”.

– I tak w J 13,23-26 uczeń, którego Jezus miłował zajmuje miejsce obok Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. To właśnie jemu Piotr dał znak, aby ten zapytał Jezusa, kto będzie zdrajcą.

– Z perykopy J 19,25-27 dowiadujemy się, iż uczeń, którego Jezus miłował stał obok krzyża. Jezus powierza mu swoją Matkę.

– W J 20,2-10 ów drugi uczeń, któremu oznajmiła Maria Magdalena radosną wieść o zmartwychwstaniu, jest zarazem „uczniem, którego Jezus miłował”. W J 21,7 „uczeń. którego Jezus miłował”, wraz z Szymonem Piotrem i innymi uczniami bierze udział w połowie ryb i rozpoznaje zmartwychwstałego Jezusa.

– Według J 21,20-23 „Uczeń, którego miłował Jezus” i Piotr idą za Jezusem. Piotr pyta Pana o losy umiłowanego ucznia. Odpowiedź Jezusa spowodowała nieuzasadnione przypuszczenie niektórych chrześcijan, że umiłowany uczeń nie umrze przed paruzją (powtórnym przyjściem Pana).

– W J 21,24 autor stwierdza, że od tego właśnie ucznia pochodzi to wszystko, co mieści się w czwartej Ewangelii.

Sumując te wzmianki o „uczniu, którego Jezus miłował”; „drugim uczniu”, czy też o nie wymienionym z imienia[1], można przypuszczać, iż we wszystkich przypadkach chodzi o jedną i tą samą osobę.

Jednakże, według niektórych autorów, ów „umiłowany uczeń” nie jest rzeczywistą i realną postacią, ale symbolicznym portretem ucznia Jezusa. Jest to doskonały wzór chrześcijanina. Jest on blisko Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, jest w godzinie Jego śmierci, jest też pierwszym, który uwierzył w zmartwychwstanie Jezusa. Rzecz jasna, iż „umiłowany uczeń” ma w sobie pewne znamiona symboliczne[2] – jest pewnym wzorcem dla chrześcijan – stanowi niejako typ postawy chrześcijańskiej, ale dalece ryzykowne jest stwierdzenie odmawiające historyczności tej postaci.

Niektórzy wskazują na Łazarza, który w J 11,3.5.11.36 zostaje ukazany jako ten, którego Jezus miłował. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego osoba, która wprowadzona jest wielokrotnie anonimowo, zostaje przedstawiona imiennie i to tylko w 11 i 12 rozdziale. Wprawdzie rozdziały te (11-12) zostały najprawdopodobniej włączone później do Ewangelii, jednakże ostatni redaktor z pewnością usunąłby taka niekonsekwencje. Nie jest to rzecz jasna ostateczne odrzucenie tejże postaci, jako umiłowanego ucznia, jednakże wydaje się, iż skoro osoba ta jest postacią anonimową w całym dziele, to również i w tym miejscu taką winna pozostać – wydaje się, iż umiłowany uczeń był już tak dobrze znany chrześcijanom, że nie trzeba było precyzować, kim był.

Kolejnym możliwa postacią, na którą wskazują niektórzy badacze tematu, jako „umiłowany uczeń” a także autor czwartej Ewangelii jest Jan Marek. Jak informują nas Dzieje Apostolskie pochodził on z Jerozolimy (Dz 12,12). Wiadomą rzeczą jest, iż IV Ewangelia przedstawia głównie działalność Jezusa w Jerozolimie. Poza tym Jan Marek ma określone powiązania z kapłanami. Jego kuzynem był Barnaba, który był lewitą (Dz 4,36; Kol 4,10). Czwarta Ewangelia zdradza również zainteresowanie świątynią i świętami. Przez Pawła Marek pozostawał w kontakcie z Łukaszem (Flm 24). Taki układ osobowy wyjaśniałby związek pomiędzy Łukaszową i Janową tradycją. Jan Marek pozostaje również w ścisłej łączności z Piotrem (Dz 12,12; 1 P 5,13), co więcej umiłowany uczeń pojawia się na kartach IV Ewangelii bardzo często razem z Piotrem.

Osoba więc Jana Marka tłumaczyłaby wiele niejasności. Jednakże trudnością takiego rozwiązania jest fakt, że Marek jest wskazywany na autora drugiej (pierwszej chronologicznie) Ewangelia. Główną jednak przeszkodą jest to, iż umiłowany uczeń wraz z Piotrem należał do osób najbliższych Jezusowi. Tymczasem Ewangelie synoptyczne nie wymieniają nigdy Jana Marka (a także Łazarza) pośród Dwunastu.

Istnieje także opinia, według której umiłowanym uczniem Jezusa miałby być Andrzej Apostoł. Opinia taka opierająca się na wypowiedziach IV Ewangelii oraz niektórych świadectwach starożytnego Kościoła nie jest przekonująca.

Coraz częściej spotyka się opinię, iż umiłowanym uczniem i autorem IV Ewangelii mógł być ktoś spoza grona dwunastu apostołów. Najczęściej jest wskazywany niejaki Jan Prezbiter. Byłby on osobą pochodzącą spośród arystokracji kapłańskiej, pierwotnie uczeń Jana Chrzciciela, następnie Jezusa. Był świadkiem wydarzeń w Jerozolimie. Należał do szerokiego grona uczniów Jezusa. Prawdopodobnie pozostawał u ścisłym kontakcie z Janem Apostołem. W początkach lat sześćdziesiątych był zmuszony emigrować do Azji Mniejszej, gdzie mając około pięćdziesięciu lat założył szkolę, która działała kilkadziesiąt lat. Szanowany przez uczniów, nazywany był Starszym (Prezbiterem), i zarazem „uczniem, którego miłował Jezus” albo uczniem Pańskim. Trzydzieści lub czterdzieści lat po jego śmierci został utożsamiony przez tradycję kościelną z synem Zebedeusza.

Hipoteza taka, choć możliwa i przekonywująca nie wyjaśnia dlaczego określenie „uczeń, którego Jezus miłował”, pojawia się jedynie w drugiej części Ewangelii i dlaczego postać ta nazwana jest niekiedy po prostu drugi uczeń”. Również powstaje zasadnicze pytanie, czy stwierdzenie: „uczeń, którego Jezus miłował”, pochodzi od Prezbitera? Czym – w przekonaniu Prezbitera i ewentualnie jego uczniów – tytuł taki był uzasadniony? Ponadto trudna jest do wykazania jego identyfikacja z Janem Apostołem – z synem Zebedeusza?

Jako, iż żadna z powyższych teorii nie daje zadawalającego wytłumaczenia osoby „umiłowanego ucznia”, stąd też, wydaje się, iż należy pozostać przy wywodzącym się z najdawniejszej tradycji utożsamianiu umiłowanego ucznia z Janem, synem Zebedeusza. Wiadomo, że nie tylko należał do Dwunastu, ale pozostawał u ścisłym związku z Piotrem (13,24; 20,2; 21,7). Ewangelie synoptyczne dopowiadają nam, iż Jan pojawia się z Piotrem częściej niż z jakimkolwiek innym uczniem. Także w Dziejach Apostolskich Jan jest w Jerozolimie w towarzystwie Piotra (Dz 3-4) podobnie jak i w czasie misji w Samarii (8,14). Powyższą opinię wspiera także fakt, iż Apostoł Jan nie jest w ogóle wymieniony w Ewangelii. I to do tego stopnia, że w IV Ewangelii Jan Chrzciciel przedstawiany jest bez przydomka Chrzciciel, ale po prostu jest nazwany Jan. Tymczasem w innym miejscu ewangelista bardzo jasno rozróżnia Judasza Iskariotę od innego Judy (14,22). Podobnie i Tomasz jest przedstawiany bliżej za pomocą imienia greckiego Didymos (11,16; 20,24; 21,2).

Interesująca jednak pozostaje konotacja Jana Apostoła i Jana Prezbitera.

Jeśli u starożytnych pisarzy Jan Prezbiter był traktowany niekiedy zamiennie z Janem Apostołem, to prawdopodobnie dlatego, iż jako współpracownik Apostoła kontynuował apostolskie dzieło przekazywania Ewangelii poprzez jej kolejne redakcje. Jan Prezbiter mógłby być więc tą postacią, która osobiście, bądź poprzez swoich uczniów wpłynęła na kształt IV Ewangelii.

Odpowiedź na pytanie, kim był Prezbiter, można odnaleźć w czwartej Ewangelii. Za palestyńskim pochodzeniem autora przemawiają występujące w czwartej Ewangelii imiona i terminy aramejskie przełożone na język grecki (Mesjasz, Kefas, Didymus, Silom, Gabbata itp.). Nie brak również wielu szczegółów geograficznych, historycznych i religijnych odnoszących się do Jerozolimy lub Judei. Jan zna przepisy judaistyczne dotyczące szabatu. Wie chociażby, iż w Judei chętnie używa się naczyń kamiennych, ponieważ nie stają się one nieczyste przez kontakt z umarłym i dlatego nie muszą być niszczone. Wie, że wieś Sychar była niegdyś główną miejscowością Samarytan położoną w pobliżu studni Jakubowej (4. 5) naprzeciw góry Garizim. Wie również o siedmiu dniach święta Namiotów oraz obrzędzie wylewania wody przed ołtarzem (J 7,2.37), oraz o innych szczegółach dotyczących życia religijnego i politycznego w Judei.

Istnieją też racje, aby przypuszczać, że główny redaktor IV Ewangelii – Jan Prezbiter, pochodził z zamożnych mieszkańców Jerozolimy. Czwarta Ewangelia nie odznacza się kolorytem galilejskich. Termin ptoco,j (ubogi) pojawia się tylko raz w scenie namaszczenia w ustach Judasza zgorszonego rzekomym marnotrawstwem (12,4-8). O tym, że uczniowie Jezusa są rybakami, wyraźnie wynika dopiero z rozdz. 21. Nie ma też informacji o towarzyszących Jezusowi celnikach i grzesznikach. Ludzie przychodzący do Jezusa poza uzdrowionym niewidomym (9,8) i sparaliżowanym (5,5 nn.), którzy z racji choroby należą do opuszczonych biednych, to ludzie z wyższych kręgów społeczeństwa, np. urzędnik królewski z Kafarnaum (4,46-54), Nikodem (3,1n.), faryzeusze (7,26; 12,42 itd.), Maria i Marta oraz Łazarz (11,1-44; 12,1n.), czy sam Józef z Arymatei (19, 38).

Najprawdopodobniej od początku swego chrześcijaństwa Jan – późniejszy Prezbiter i główny redaktor IV Ewangelii – związany był z Janem Apostołem i jego środowiskiem kościelnym. Nie wykluczone także, że spotkał się z Jezusem pod koniec jego działalności ziemskiej. W wyniku wydarzeń 70 roku wspólnota Janowa wraz z Prezbiterem, wówczas przebywającym w otoczeniu Jana Apostoła, schroniła się prawdopodobnie w północno-wschodniej Zajordanii. Tutaj chrześcijanie zetknęli się z silną presją judaizmu, który po roku 70 przeżył wyraźną konsolidację pod wodzą faryzeuszów. W wyniku tej presji, wyrażającej się m.in. usunięciem z synagogi chrześcijan uznawanych za heretyków (9,22; 12,42; 16,2), wspólnota Janowa przeniosła się do Azji Mniejszej, w okolice Efezu, gdzie była żywa diaspora żydowska. Wtedy Jan, późniejszy Prezbiter, znalazł się w Azji Mniejszej, w okolicach Efezu. Jest jednak możliwe, że wspólnota Janowa wraz z działającym tam Janem Prezbiterem udała się z Palestyny wprost do Azji Mniejszej. Powstaje jedynie pytanie, czy Jan Apostoł udał się z prześladowanymi chrześcijanami do Azji. W starożytności chrześcijańskiej istniała legenda o dwóch grobach dwóch Janów w Efezie przekazana przez Dionizego Aleksandryjskiego. Z drugiej jednak strony, w zachowanej z Papiaszowego dzieła wzmiance czytamy, że Jan, syn Zebedeusza. poniósł śmierć męczeńska z ręki Żydów. O śmierci męczeńskiej Jana, syna Zebedeusza, czytamy także w homilii Afrahata. Obok męczenników Szczepana, Piotra, Pawła Afrahat wymienia także obydwóch synów Zebedeusza, Jakuba i Jana. Wśród wielu innych starożytnych informacji sugerujących męczeńską śmierć Jana Apostola można wymienić wypowiedź z Mk 10,39, w której Jezus zapowiada śmierć męczeńska obydwom synom Zebedeusza: „Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie”. Również Polikarp w Liście do Filipian 9,1 wspomina męczeństwo Ignacego i Apostołów nie wyłączając Jana. Można byłoby się spodziewać, ze gdyby Jan zmarł śmiercią naturalną, Ignacy wspomniałby ten fakt jako wyjątek.

Nie jest zatem pewne, czy Jan Apostoł w towarzystwie Prezbitera i innych chrześcijan przybył do Efezu. Być może Apostoł już nie żył. Żył jednak w tradycji kościelnej, którą Prezbiter i inni przenieśli do Azji Mniejszej. Trudno powiedzieć, w jakim stadium znajdowała się IV Ewangelia w chwili przybycia Jana do Efezu. Niektóre – judeochrześcijańskie rysy IV Ewangelii – wskazują na jej palestyńskie podłoże. Zasadniczo jednak dopiero w Efezie w wyniku intensywnego procesu dydaktycznego i katechetycznego nastąpiła główna redakcja Ewangelii. Zauważalne „warstwy redakcyjne”, niekiedy nawet przeciwstawne wypowiedzi, można wytłumaczyć długim procesem dydaktycznym. Rzecz jasna, że ustne pouczenia i dyskusje z uczniami miały swój wpływ na kształtowanie się Ewangelii, ale trudno powiedzieć, w jakim stopniu i na jakim stadium. Można się domyślać, ze w większości uczniowie Prezbitera byli pochodzenia pogańskiego, dla których język grecki był językiem ojczystym i którzy mieli wykształcenie literacko-retoryczne. Widać jednak, że Prezbiter nie ulegał zbytnio ich wpływom, o czym świadczy semityzujący styl dzieła. Ostateczna redakcja dzieła dokonała się po śmierci Prezbitera. Uczynić to mógł jeden z uczniów Prezbitera przy współpracy z innymi jego słuchaczami.

Ze względu na zbieżność imion, bliską współpracę oraz udział w powstaniu czwartej Ewangelii Jan Prezbiter został z czasem utożsamiony z Janem Apostołem, synem Zebedeusza. Z tego też powodu w wypowiedziach starożytnych pisarzy znajdujemy wypowiedzi nie rozróżniające tych dwóch postaci. W konsekwencji niektóre powtarzane przez nich informacje mogły odnosić się do Prezbitera (np. wypowiedzi dotyczące działalności Jana w czasach Domicjana, a nawet Trajana), podczas gdy oni sami rozumieli, że idzie tu o Jana Apostola, syna Zebedeusza. Wszystkie te wypowiedzi potęgowały przekonanie wyłącznej roli Jana Apostola w powstaniu IV Ewangelii, a równocześnie usuwały w cień Prezbitera jako głównego jej redaktora.

Podsumowując, należy powiedzieć, że świadectwa zewnętrzne na temat autorstwa czwartej Ewangelii zdają się łączyć dwie postacie o tym samym imieniu: Jana Apostoła i Jana Prezbitera. Z kolei świadectwa wewnętrzne dowodzą istnienia dłuższego procesu redakcji na podstawie pisanych lub ustnych źródeł. Pamiętając o tradycji patrystycznej dotyczącej Prezbitera można przyjąć Jana Prezbitera oraz jego otoczenie jako środowisko redakcyjne. Był on Żydem pochodzącym z Judei, prawdopodobnie z Jerozolimy. Być może był naocznym świadkiem nauczania Jezusa. Chrześcijaninem został prawdopodobnie pod wpływem Jana Apostoła i odtąd pozostawał ciągle w obszarze jego wpływów. Wraz ze wspólnotą Janową wobec tragicznych wydarzeń roku 70 usunął się z Judei w kierunku Syrii. Tam najprawdopodobniej umiera Jan Apostoł, być może na wskutek prześladowań ze strony Żydów. Wtedy Jan Prezbiter wraz z innymi przeszedł do Azji Mniejszej. W środowisku Jana Prezbitera, głównego redaktora IV Ewangelii oraz jego uczniów, postać Jana Apostoła, syna Zebedeusza, została wprowadzona do Ewangelii jako typ prawdziwego ucznia Chrystusa, takiego ucznia, którego Jezus miłuje, który pojawiać się będzie i istnieć tak długo, jak długo trwać będzie ten świat.

  1. Czwarta Ewangelia nie została więc napisana od razu i w krótkim okresie czasu. To dzieło domaga się długiego czasu kształtowania ze względu na głębię refleksji nad wydarzeniami, jak również z powodu widocznej w niej teologii.
  2. Długi okres czasu poprzedził ostateczną i aktualną redakcję Ewangelii. W historii formowania należy uwzględnić następujące etapy: a) nauczanie apostolskie; b) formowanie się pewnych jednostek literackich: c) zestawienie tych jednostek w całość; d) dostosowanie tego dzieła do religijnych potrzeb środowiska, do którego zwraca się Ewangelista; e) ostateczna redakcja Ewangelii.
  3. Czwartą Ewangelię należy rozważać w kontekście innych dzieł przypisywanych św. Janowi (Listy. Apokalipsa). Posiadają bowiem wspólne rysy. Chociaż nie wolno zapominać o różnicach (w słownictwie i teologii). Dlatego można mówić o szkole Janowej albo literaturze Janowej. Nawet jeżeli wspomniane dzieła nie pochodzą od tego samego człowieka, to z pewnością wywodzą się z tej samej szkoły.

Mówiąc o autorze, należy wspomnieć o źródłach, z których korzystał on redagując czwartą Ewangelię, co może wyjaśnić pewien nieporządek w tekście Ewangelii.

  1. Niektórzy krytycy uważają, że autor czwartej Ewangelii korzystał z pewnych źródeł, które można nawet wyodrębnić. Obecne dzieło jest kompilacją wielu źródeł pisanych. Według R. Bultmann można wyodrębnić trzy zasadnicze źródła: a) opisy cudów źródło to występuje u podstaw opisów siedmiu cudów Janowych; b) zbiór mów zawierających objawienie oraz c) źródła wspólne z synoptykami.

Inny egzegeta R.T. Fortna pisze o źródle, które nazywa Ewangelią znaków. Uważa on, że aktualna Ewangelia opiera się na źródle, które relacjonowało cuda Jezusa, zaś autor nie interesował się problemami teologicznymi i nie poruszał takich zagadnień jak Duch Święty, Kościół, sakramenty, etyka, zbawienie, przebaczenie, łaska, uświęcenie. Natomiast zasadniczym jego celem było wykazanie, że Jezus jest Mesjaszem, w którego wszyscy powinni uwierzyć, stąd też cuda były tylko znakami uzasadniającymi mesjańską godność Jezusa.

  1. Drugą grupę krytyków stanowią ci, którzy przyjmują kolejne i następujące po sobie redakcje czwartej Ewangelii. Respektują aktualny układ tekstu i odrzucają wszelkie proponowane przesunięcia. Opierają się na tym, że najstarsze świadectwa mają tekst taki, jakim dzisiaj dysponujemy. Ponadto krytycy ci przyjmują, że już na początku istniało dzieło zawierające zasadniczą część czwartej Ewangelii. Było ono kilka razy przerabiane. Krytycy ci różnią się jednak między sobą, gdy chodzi o ilość przeróbek podstawowego dzieła.

I tak W. Wilkens uważa, że na początku była Ewangelia podstawowa (Grundevangelium), w skład której wchodziły opisy czterech cudów – (znaków) galilejskich i trzech cudów dokonanych w Jerozolimie. Można przyjąć, że była to księga znaków (por. J 20,30). W późniejszym okresie Ewangelista dołączył siedem przemówień Jezusa i sam je zresztą zredagował. W trzecim etapie został dodany temat Paschy, który włączono w opisy cudów i w przemówienia. Trzy kolejne etapy formowania się dzieła należy przypisać temu samemu autorowi („Uczeń, którego Jezus miłował”). Na końcu ostatni redaktor dołączył jeszcze pewne perykopy (np. rozdz. 21).

F.B. Braun21 sądzi, że już na początku działalności Jana jego nauka została zebrana w małe jednostki literackie. Po pewnym czasie Apostoł postanowił zgromadzić je w większe dzieło i zasugerował swemu uczniowi-sekretarzowi zasadniczą myśl, której winien się trzymać w trakcie redagowania. Uczeń ten był prawdopodobnie Żydem, ale wychował się w diasporze i znał dobrze język grecki oraz świat hellenistyczny. Ukończył pracę już po śmierci Jana. Dzięki temu dzieło jest rzeczywiście Ewangelią „ucznia, którego Jezus miłował”.

R.E. Brown podaje hipotezę, która może służyć za wzór w rozwiązywaniu zagadnień czwartej Ewangelii. Stara się na pierwszym miejscu określić środowisko, w którym czwarta Ewangelia powstała. Przyjmuje cztery fazy formowania się. Faza I to okres przedewangeliczny (55-80). W tym okresie w Palestynie, bądź w sąsiedztwie, grupa Żydów, w skład której wchodzili także uczniowie Jana Chrzciciela, przyjęła Jezusa jako Mesjasza. W tej grupie był człowiek, który znał Jezusa w czasie publicznej działalności i był umiłowanym uczniem. Do tej grupy dołączyli się Żydzi pozostający w konflikcie ze świątynią, a wśród nich ci, którzy mieszkali w Samarii, a w końcu nawróceni z pogaństwa (= Grecy). Faza II (około r. 90). Przybycie Greków ułatwiło przejście grupy z Palestyny do diaspory. Dzięki temu jej teologia staje się uniwersalistyczna. Jednakże odrzucenie i prześladowanie przez „Żydów” przypomniały chrześcijanom, że „świat” przeciwstawiał się przecież także Jezusowi. Dlatego grupa zerwała z innymi judeochrześcijanami, a pozostała w jedności z Kościołem Apostołów. Faza III (około 100). W tym okresie nastąpił we wspólnocie rozłam. Jedni wierzący pozostali razem z „uczniem, którego Jezus miłował”, a inni poszli w kierunku gnozy. Faza IV (w II w.). Grupa pierwsza oraz jej wzniosła teologia Janowa została przyjęta i zasymilowana przez Kościół, który jednak niezbyt chętnie akceptował czwartą Ewangelię, gdyż nadużywali jej gnostycy.

Czwarta Ewangelia formowała się w następujący sposób: R.E. Brown rozróżnia 5 etapów w formowaniu się dzieła. 1) Najpierw powstają zbiory słów i czynów Jezusa. Część z nich wykorzystali synoptycy, a pozostałe dostały się później do czwartej Ewangelii. 2) W tym czasie, który mógł się przedłużać do wielu dziesiątków lat. druga część powstałej tradycji została w toku nauczania wyselekcjonowana i na nowo przekształcona w ściśle określonym duchu. Na końcu tego długiego okresu wspomniane materiały zaczęto utrwalać na piśmie. Był to efekt pracy szkoły teologicznej, w której decydującą rolę odegrał Mistrz. 3) W oparciu o wspomniany materiał zostaje wydana Ewangelia. Można przyjąć, że Mistrz podjął inicjatywę wydania tego dzieła i pokierował pracami. Zasadniczy plan dzieła zachował się w ostatecznym wydaniu Ewangelii. 4) Ewangelista publikuje drugie wydanie dzieła. Wprowadza nowe perykopy, aby odpowiedzieć na pewne problemy (np. przecenianie św. Jana Chrzciciela przez jego uczniów) czy trudności (np. judeochrześcijan, którzy nie opuścili jeszcze synagogi). 5) Już po śmierci Ewangelisty ma miejsce nowe i ostatnie wydanie Ewangelii będące dziełem ucznia i przyjaciela Mistrza. Można go określić terminem redaktor. Zebrał pewne, bardzo stare elementy tradycji Janowej, które nie zostały dotychczas wykorzystane. Był tylko redaktorem i dlatego niekiedy niezbyt dobrze powiązał nowy materiał ze starym dziełem. Stąd w czwartej Ewangelii widoczne są przesunięcia czy też powtórzenia (J 6,35-50.51-58). Potwierdzeniem tej hipotezy może być starożytna tradycja kościelna, która uważa czwartą Ewangelię za dzieło św. Jana

Adresaci i cel Ewangelii.

Podstawowym pytaniem, jakie nasuwa się przy powstawaniu każdego dzieła jest cel, w jakim dany autor zwraca się do danej społeczności, czy gminy. W przypadku czwartej Ewangelii kwestia celu jest problemem złożonym. Nie jest ona bowiem dziełem, które powstało w jednej chwili, ale jak wcześniej wspomnieliśmy, ma ona za sobą proces i czasokres w którym powstawała i kształtowała się (różne wpływy i tradycje). Również autor przekazuje opisy wydarzeń i przemówienia Jezusa kierując się pewnymi założeniami. Stąd też można mówić, iż cel – a raczej cele powstania czwartej Ewangelii w znacznej mierze są uwarunkowane różnymi czynnikami, które miały wpływ w poszczególnych etapach formowania się dzieła.

Cel zasadniczy Ewangelii św. Jana można znaleźć w zakończeniu dzieła, gdzie autor wyjaśnia wyraźnie iż: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego” (J 20,30-31). Zasadniczymi więc tematami IV Ewangelii są: znaki, wierzyć – wiara, Chrystus, Syn Boży, mieć życie. Wszystko to ukazuje cel napisania dzieła: aby wierzono, że Jezus jest Mesjaszem. Jednak warto zastanowić się, czy autor napisał Ewangelię w tym celu, aby niewierzący dotąd czytelnicy zaczęli wierzyć, przyjęli pierwszą naukę – pouczenie, czy też chodzi o to, aby już wierzący czytelnicy zostali dodatkowo umocnieni w wierze?

Wiersz 31 posiada dwie wersje tekstu (lectio varians): „hina pisteusete” (abyście zaczęli wierzyć) lub „hina pisteuete” (abyście dalej wierzyli). W krytyce tekstu przyjmuje się dzisiaj wariant drugi, czyli czas teraźniejszy trybu warunkowego, a nie aoryst trybu warunkowego, mielibyśmy więc podkreślenie trwałości wiary – abyście nadal wierzyli (aoryst bowiem sugerowałby rozpoczęcie – abyście uwierzyli). Podobnie i budowa Ewangelii wskazuje, iż adresaci znali już Dobrą Nowinę o Chrystusie – stąd też autor rozpoczyna Ewangelię od prologu o wzniosłej treści teologicznej – o preegzystencja Jezusa, gdyż zamierzał nade wszystko umocnić i wyjaśnić czytelnikom prawdy wiary.

Należy również wspomnieć o celach drugorzędnych czwartej Ewangelii, którymi są:

– ukazać postać i dzieło św. Jana Chrzciciela. Powodem tego może być problem Efezki widoczny w Dz 19,1-8, gdzie dowiadujemy się, że działali tam uczniowie św. Jana Chrzciciela i znali tylko chrzest swego mistrza. Utrzymywali, że Mesjaszem jest Jan Chrzciciel, nie zaś Jezus. Stąd też Jan podkreśla, że Poprzednik Chrystusa nie jest światłością, ale tylko tym, który daje świadectwo o światłości (J 1,6-7.15). Jezus był wcześniej od niego (J 1,30), zresztą sam św. Jan wyznał, że Nazarejczyk jest Mesjaszem (J 3,28; J 3,30).

– niektórzy badacze czwartej Ewangelii wskazują również na elementy i cel polemicznydzieła w stosunku do gnozy i doketyzmu[3]. Według św. Ireneusza św. Jan Ewangelista polemizuje z gnostykiem Ceryntem (żył w końcu I w. w Azji Mniejszej). Cerynt uważał, iż Jezus jest synem Józefa, zaś Chrystus eonem niebieskim (Logosem), który zstąpił na Niego w chwili chrztu. Ten eon zamieszkał tylko na krótko w Jezusie i opuścił Go przed męką i śmiercią na krzyżu. Nie wydaje się jednak, iż Jan poświęcał tak wielkie dzieło, aby polemizować z Ceryntem. Nie jest jednak wykluczone, że zwalcza tendencje doktrynalne, które odbiły się później w gnozie. Takimi elementami może być idea Słowa (Logosu), które stało się ciałem (J 1,14) i stwierdzenie, że całe stworzenie jest dziełem Słowa Boga (J 1,3), a nie demiurga. Natomiast polemiką ze zwolennikami doketyzmu może być stwierdzenie czwartego Ewangelisty, iż Słowo stało się ciałem (J 1,14), oraz przypomnienie o przebiciu boku Jezusa na krzyżu. Zwłaszcza to ostatnie podkreśla rzeczywistość Jego Ciała (J 19,34).

Z celem, jaki przyświecał autorowi czwartej Ewangelii nierozłącznie łączy się zagadnienie adresatów – czyli gminy, bądź osób do których kierowane jest to dzieło.

Wśród wielu prób rozwiązania zagadnienia adresatów czwartej Ewangelii wielu wskazuje na niewierzących, jako na głównych adresatów czwartej Ewangelii. Wskazywać na to może fakt, iż w przeciwieństwie do pozostałych Ewangelistów, jedynie Jan interesuje się wyraźnie Grekami. Można stąd wyciągnąć wniosek, iż jest on szczególnie zainteresowany misją w świecie pogańskim: Wskazywać na to mogą wydarzenia w czasie Święta Namiotów kiedy to Ewangelista wspomina o różnych opiniach na temat Jezusa. Jedni zaczynają wierzyć w Jezusa, inni wątpią, a jeszcze inni zdecydowanie wrogo ustosunkowują się do Chrystusa. Kiedy zaś Jezus oświadcza, czując zbliżający się koniec: „Jeszcze krótki czas jestem z wami, a potem pójdę do Tego, który Mnie posłał” (J 7,33), Jego oświadczenie wywołuje niezrozumienie: „Czyżby miał zamiar udać się do Żydów rozproszonych wśród Greków i uczyć Greków?” (J 7,35). Można stąd wyprowadzać wniosek, iż Ewangelista zachęca czytelnika, aby odkrył ukrytą prawdę, że Jezus nie jest Mesjaszem takim jak wyobrażają go sobie Żydzi (J 7,31), ale wysłańcem Ojca.

Podobnie w czasie wjazdu do Jerozolimy, kiedy to tłum obwołał Jezusa królem Izraela (J 12,13), faryzeusze oburzyli się mówiąc: „Patrz – świat (o` ko,smoj) poszedł za Nim” (J 12,19). Również na greckich adresatów Ewangelii może wskazywać chęć spotkania prozelitów greckich z Chrystusem (J 12,20). Zwracają się oni do pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, (są to tereny pograniczne), Filipa, po czym Filip udaje się do Andrzeja i idą do Jezusa. Przypomina to pierwsze powołania (J 1,35-49), a w ten sposób podkreślona została rola Apostołów w procesie przyjęcia wiary przez Greków. Owi Grecy symbolizują wszystkich ludzi (Grecy = poganie), którzy zaczynają zbliżać się do Chrystusa – wierzyć w Niego (J 12,20-21). Jezus stwierdza, iż: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (J 12,23), po czym wskazuje, iż „gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Stwierdza również, że ma owce, które jeszcze obecnie nie należą do Jego stada, a które musi przyprowadzić i wprowadzić do swej owczarni, aby i one słuchały Jego głosu (J 10,16).

Wagę świata greckiego podkreśla również wzmianka o potrójnym napisie na krzyżu: hebrajskim, łacińskim i greckim (J 19,20). W ten sposób król żydowski, Jezus, jest objawicielem prawdy dla wszystkich, którzy jej pragną (J 18,37). Nawiązaniem do myśli hellenistycznej mogą być również słowa prologu: słowo – logos, oraz człowiek posłany przez Boga.

Stąd też, niektórzy uważają, iż adresatami czwartej Ewangelii mogli być poganie, którzy byli religijnie usposobieni do przyjęcia orędzia chrześcijańskiego lub którzy mieli już kontakt z chrześcijanami. Z tego też względu autor czwartej Ewangelii używa języka i terminologii znanej światu hellenistycznemu (tzw. koine spirituelle). Podkreśla uniwersalną misję Jezusa – Słowo jest prawdziwym światłem, które „oświeca każdego człowieka” (J 1,9); Jezus gładzi grzech świata (J 1,29); został On posłany, aby zbawić świat, a nie potępić go (J 3,17), zaś kiedy zostanie wywyższony, pociągnie wszystkich do siebie (J 12,32).

Pamiętając o powyższych wskazaniach należy jednako pamiętać, iż Ewangelia św. Jana przeznaczona jest również dla Żydów, którzy przyjęli naukę Jezusa, a są związani z judaizmem. Terin Żydzie jest przez Jana używany wielokrotnie (71 razy) i określa wyłącznie mieszkańców Judei – Judejczyków, zgodnie zresztą z pierwotnym znaczeniem tego terminu. I chociaż określenie Żydzi odnosi się zasadniczo do całego narodu – grupy ludzi złączonych wspólnotą krwi i wiary: Żydami są ci, których łączy Abrahamowe pochodzenie, obrzezanie, Prawo, oczekiwanie mesjańskie a zwłaszcza świadomość wybrania i w ten sposób należy umieścić tytuły Jezusa „Król Żydowski” – jako król wszystkich Żydów. Jednakże, gdy Ewangelista wspomina o Żydach, chodzi mu najczęściej o religijnych przywódców z Jerozolimy, a zwłaszcza o arcykapłanów (J 12,10; 18,13), którzy według byli przeciwni Jezusowi oraz Jego nauce – ponoszą także odpowiedzialność za Jego śmierć (J 18,13-14.35).

Czwarty Ewangelista, mówiąc o Żydach, podkreśla również rozłam będący w narodzie wybranym. W prologu pisze: Słowo „przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1,11). Chociaż i wśród przywódców żydowskich wielu uwierzyło w Jezusa, w wielu wypadkach słowo Żydzi oznacza judeochrześcijan (J 2,24; 6,61), to jednak znacząca większość była rozdarta między wiernością swojemu ludowi a wiernością wobec Chrystusa (J 2,23-24; 8,31; 11,42). Ludzie tacy są w trudnej sytuacji w związku z konfrontacją Jezusa z przywódcami narodu i konfliktem między Kościołem a Synagogą. Ten konflikt był dla nich niezwykle bolesny. Jezus przyszedł, aby zjednoczyć swój naród, a tymczasem przyniósł rozdarcie Żydom (J 7,43; 9,16; 10,19). Powstałe napięcia nie mogą jednak przysłaniać łączności między Jezusem i Kościołem a narodem i dziedzictwem żydowskim. Jezus powołuje na swoich uczniów Żydów (J 1,35-51). Bóg, który w Nim się objawia, jest Bogiem Ojców i Proroków.

Celem autora jest umocnienie w wierze czytelników, którzy żyją wśród zwolenników skrajnego judaizmu. Jan pragnie umocnić wiarę w Jezusa – Mesjasza (por. J 20,31). Potwierdzają to opowiadania o Jezusie i o Żydach, którzy Go odrzucili. Jezus jest Mesjaszem i jako taki zastępuje instytucje żydowskie (np. święta), zaś Żydzi usiłują zastraszyć tych, którzy w Niego wierzą. Stąd autor czwartej Ewangelii ukazuje Żydów, z których: jedni wierzą w Jezusa, ale nie mają odwagi przyznać się do Niego (por. J 9,22; 12,42); inni są Jego uczniami, ale nie okazują tego, gdyż boją się swoich rodaków, np. Józef z Arymatei (J 19,38). Pozytywnym przykładem jest uzdrowiony niewidomy, który, mimo wykluczenia z Synagogi, wyznaje wiarę w Jezusa, który go uleczył. Ewangelista rozróżnia także między Izraelitami (Izrael) a Żydami, podkreślając, iż jedynym prawdziwym stadem, kierowanym przez Niego – jedynego pasterza, jest nowy Izrael, będący przeciwieństwem Żydów, którzy tworzą Synagogę. Według wyznawców ortodoksyjnego judaizmu Żydzi, którzy wierzą w Jezusa, nie należą do narodu wybranego i dlatego są wykluczani z Synagogi. Natomiast dla Ewangelisty i dla judeochrześcijan Żydzi, którzy akceptują Jezusa, tworzą nowy Izrael (Kościół).

Podsumowując można więc powiedzieć, iż czwarty Ewangelista ma na względzie judeochrześcijan oraz nawróconych z pogaństwa. Zajmuje się jednak nie tyle ich pochodzeniem, co umocnieniem ich wiary. Zwraca się do wszystkich chrześcijan, aby, niezależnie od trudności: wierzyli w Jezusa, który jest Mesjaszem i Synem Bożym, gdyż dzięki wierze posiądą życie wieczne (J 20,31).

Miejsce i czas powstania.

W wypowiedziach Ojców Kościoła przewijają się tylko cztery miejsca, w których mogłaby powstać Ewangelia. Najbardziej prawdopodobne spośród nich wydają się trzy miejsca: Egipt, Syria bądź Azja Mniejsza.

  1. Egipt (Aleksandria). Najstarsze papirusy świadczą, że IV Ewangelia była rozpowszechniona w Egipcie już na początku II wieku po Chrystusie. Wyciągnięto z tego wniosek, że musiała w takim razie powstać na tym terenie. Twierdzi się nawet, że została napisana w Aleksandrii, która była ojczyzną Filona i gnostyka Walentyna. Dostrzega się również w czwartej Ewangelii, jak to wcześniej było już wskazywane, wpływ myśli wspomnianych prądów. Ponadto w Egipcie w Nag-Hammadi odkryto w r. 1947 pisma gnostyckie, a wśród nich Ewangelię TomaszaEwangelię prawdy. Niektórzy sądzą więc, że Egipt jest środowiskiem, w którym mogła powstać Ewangelia św. Jana.
  2. Inni uczeni uważają, że czwarta Ewangelia mogła powstać w Syrii. To przekonanie opierają na podobieństwach idei oraz terminologii między Ewangelią a listami św. Ignacego Antiocheńskiego, którego pisarze kościelni uważają za ucznia czwartego Ewangelisty. Wskazuje się również pokrewieństwo myśli oraz słów między pismem św. Jana a Odami Salomona, które powstały w Syrii.
  3. Liczni krytycy (K. Aland, R. Schnackenburg) wskazują na znaczenie danych tradycji co do powstania czwartej Ewangelii w Azji Mniejszej – Efez. Stare świadectwa, jak św. Ireneusz, św. Klemens Aleksandryjski, podają właśnie Azję Mniejszą i Efez jako miejsce powstania czwartej Ewangelii. Wydaje się, iż tradycja ta nie mogła powstać bez uzasadnienia, ale opiera się na uzasadnionych przesłankach. Potwierdzeniem tego mogą być również podobieństwa występujące między czwartą Ewangelią a Apokalipsą, np. polemika z Synagogą (Ap 2,9; 3,9) czy też nawiązywanie czwartej Ewangelii do gnozy lub doketyzmu w formie zaczątkowej. Apokalipsa zaś mogła powstać w Azji Mniejsza, a dokładniej w jej centrum – Efezie. Kiedy mówi się, że czwarta Ewangelia powstała w Efezie, to należy pamiętać, że chodzi o to, iż tam osiągnęła swoją formę definitywną. Niektórzy pragnąc pogodzić te dwa ostatnie miejsca mówią o stopniowym dojrzewaniu pisma, którego początkowa postać powstałaby w Antiochii, końcowa zaś i najważniejsza w Efezie

Według starożytnych świadectw tradycji kościelnej czwarta Ewangelia została napisana jako ostatnia. Według jednych po analizie pism św. Klemensa Rzymskiego, św. Barnaby czy Hermasa (koniec I w.), uważa się, iż ci autorzy znali czwartą Ewangelię. Inni natomiast sądzą, że we wspomnianych pismach nie ma nic, co pozwalałoby wysuwać takie twierdzenia. F.-M. Braun stara się wykazać, że już na początku II wieku czwarta Ewangelia była już znana w Kościołach Egiptu, Rzymu, Syrii oraz Azji Mniejszej. Wielu uczonych uważa, że wspomniany uczeń Jana – św. Ignacy Antiocheński znał to dzieło, chociaż nie cytuje go. Według innych, odnosząc to do pism św. Ignacego Antiocheńskiego, nie jest to pewne. Wspomniani bowiem Ojcowie Kościoła mogli korzystać z tradycji ustnej bądź pisanej, niekoniecznie zaś z aktualnej Ewangelii św. Jana.

Do kryteriów zewnętrzych trzeba dołączyć dowody paleograficzne. Pełny tekst Ewangelii św. Jana znajduje się w kodeksach pochodzących z IV wieku (Watykański i Synaicki). Posiadamy jednak znacznie starsze fragmenty czwartej Ewangelii. Całe fragmenty greckie czwartej Ewangelii (z wyjątkiem 24 wierszy), pochodzą z około 300 roku. Posiadamy także dwa dokumenty o poważnym znaczeniu historycznym: P52 i Papirus Egertona 2, które nie pozwalają na zbyt późną późną datację czwartej Ewangelii.

Najstarszym tekstem a zarazem rękopisem Ewangelii św. Jana jest mały fragment papirusu (6×4 cm), zwany P52. Ogłosił go w r. 1935 C.H. Roberts jako Papirus Rylandsa 457. Jest to fragment kodeksu pochodzącego z Egiptu z lat 135-150. Zawiera perykopę J 18,31-33.37-38. K. Aland przyjmuje, że powstał na początku II wieku. Przechowywany jest w Bibliotece Rylandsa, w Manchester. Papirus Egertona pochodzi również z Egiptu i zawiera tzw. Ewangelię nieznaną, będącą łączeniem Ewangelii św. Jana i Ewangelii synoptycznych. Wydaje się iż jego powstanie można przyjąć na około 125 rok, na podstawie jego kaligrafii, która jest podobna do tej, jaka jest na papirusach z tej epoki. Te dwa papirusy dowodzą, że czwarta Ewangelia była znana w Egipcie już na początku II wieku. Można również wskazać na papirusy Bodmera II i XV (P66 i P75), które zawierają prawie całą Ewangelię, a powstały przy końcu II wieku. Również w papirusach tak greckich i koptyjskich pisma Janowe są najczęściej reprezentowane (88 papirusów w r. 1979).

Krytyka tekstu czwartej Ewangelii pozwala ustalić tekst najstarszy i najbliższy oryginałowi. Na tej podstawie można stwierdzić, że we wszystkich papirusach sprzed roku 300 znajduje się cały grecki tekst, z wyjątkiem 24 wierszy. Jako późniejsze dodatki przyjmuje się fragmenty J 5,3b-4 oraz sceny z niewiastą cudzołożną (J 7,53-8,11), gdyż nie posiadają ich stare rękopisy. Jednakże należą one obecnie do Ewangelii św. Jana, i są natchnione.

Odnośnie kryteriów wewnętrznych można stwierdzić, iż brak w niej jakichkolwiek wskazówek chronologicznych, które pozwoliłyby dokładnie określić czas jej powstania. Jednak w zakończeniu (J 21,22-23) jest mowa o losie ucznia umiłowanego przez Jezusa. Powszechnie przyjmuje się, że jest to aluzja do jego śmierci. Jeżeli przyjmiemy, że uczeń ten nie żył już w chwili redagowania czwartej Ewangelii, wtedy łatwo wyjaśnić skomplikowany sposób mówienia o jego losie. Jezus nie przyrzekł mu bynajmniej, że nie umrze przed paruzją. Autor zakończenia świadomie wspomina o śmierci umiłowanego ucznia. Był on bowiem naocznym świadkiem wydarzeń a nawet bohaterem niektórych z nich. Z pewnością osiągnął poważny wiek, tak, iż niektórzy sądzili, że będzie żył aż do powrotu Chrystusa. Nie żyje już jednak w chwili redagowania zakończenia czwartej Ewangelii. Można zatem przyjąć, że dzieło zostało zredagowane dosyć późno, czyli wiele lat po wydarzeniach w nim przedstawionych. Czas powstania dzieła nie powinien być również wcześniejszy niż data śmierci Apostoła Piotra, o którym mówi się w zakończeniu Ewangelii, że: „gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi dokąd nie chcesz” (J 21, 18), (a więc po 64 r. po Chr.)

Zauważyć również należy, iż czwarta Ewangelia, Listy św. Jana i Apokalipsa są bardzo podobne. Z tego faktu wyciąga się wniosek, że mają ścisły związek ze wspólnotą, ukształtowaną przez Jana (Apostoła) i jego najbliższych uczniów. Wierzący odczuwali pewne potrzeby, stąd też autor czwartej Ewangelii znając je redaguje swoje dzieło. Wie też, że czytelnicy zrozumieją głębię stwierdzeń oraz symbolikę opisów. Zarówno religijna dojrzałość wspólnoty, jak i różnorodne potrzeby oraz instytucje wskazują, że upłynął już długi okres czasu od zmartwychwstania Jezusa.

W czwartej Ewangelii widzimy również tzw. eschatologię zrealizowaną. Akcentowanie takiej eschatologii pozwala przypuszczać, że czwarta Ewangelia powstała po r. 70, tj. pod koniec epoki apostolskiej. Wydaje się, że eschatologia zrealizowana jest odpowiedzią Ewangelisty na sprawę oddalania się paruzji.

Również w czwartej Ewangelii widzimy ukształtowaną naukę o Duchu Świętym. Paraklet zapewnia ciągłą obecność Jezusa w Kościele. Ta obecność pomaga wierzącym w zachowaniu słów Chrystusa i prowadzi ich do głębszego i pełniejszego zrozumienia prawdy przez Niego głoszonej. Nacisk na rolę Parakleta w życiu wierzących wiedzie do wniosku, iż autor żyje i pisze w epoce odległej od czasów działalności Jezusa i od wydarzeń przedstawionych w Ewangelii. W tym też duchu należy odczytywać wypowiedź Jezusa: „Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich” (J 17,12) czy: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16,12-13).

Można więc zgodzić się z wnioskiem, iż czwarta Ewangelia została zredagowana pod koniec epoki Apostołów, czyli w okresie przejścia od Kościoła czasów apostolskich do Kościoła czasów poapostolskich. Był to okres niezwykle ważny. Była to epoka przejścia od czasów naocznych świadków czynów i nauczania Jezusa do czasów wierzących, którzy przyjęli słowa naocznych świadków i starali się im pozostać wierni. Po zburzeniu Jerozolimy i świątyni judaizm był nieprzejednany w stosunku do Żydów, którzy przyjęli naukę Jezusa. Wykluczał ich ze wspólnot (synagog). Dokonało się to około r. 80, jak świadczy o tym chociażby modlitwa Szemoneh Ezreh (Osiemnaście błogosławieństw), gdzie dwunaste błogosławieństwo, pochodzące z roku około 85, zawiera przekleństwa przeciw heretykom (minim), wśród których pierwsze miejsce zajmują Żydzi, którzy przyjęli chrześcijaństwo. Czwarta Ewangelia mogła więc powstać przy końcu epoki apostolskiej. Opierając się na omówionych danych, uczeni przyjmują, że powstała przy końcu I wieku, a więc między rokiem 90 a 100.

Język i styl

U początku XX wieku powszechnym było przekonanie, iż IV Ewangelia została napisana w języku aramejskim. Potwierdzeniem dla tej teorii był fakt, iż w Ewangelii Jana często występują terminy hebrajskie, jak amen, rabbi, Baranek Boży, Syn Człowieczy, Mesjasz, Królestwo Boże, które są obce i niezrozumiałe dla ludzi kultury greckiej. Podkreślano również, iż autor Ewangelii nie myśli kategoriami filozofii greckiej. Ponadto odkrycia w Qumran ukazały wiele podobieństw języka Jana z tamtejszym językiem religijnym (światło życia, synowie ciemności, synowie światłości, świadczyć o prawdzie, źródło wody żywej). Wszystko to skłoniło niektórych autorów do przyjęcia istnienia oryginału aramejskiego.

Wydaje się jednak, iż bardziej uzasadnioną jest teza o greckim języku IV Ewangelii. Wskazuje na to fakt, iż wiele tekstów Janowych, posiadających koloryt semicki, jest mniej lub bardziej wiernymi cytatami semityzmów z Septuaginty i literatury międzytestamentalnej. Ponadto brakuje jakiegokolwiek głosu Tradycji począwszy od pierwszych wieków chrześcijaństwa, który skazywałby na inny język niż gracki. Obecny tekst Ewangelii można bez większych trudności tłumaczyć bez uciekania się do aramejskiego oryginału. Zakładając greckie podłoże, język Ewangelii staje się bogatszy i zrozumialszy. Równie ważnych wskazaniem argumentującym w kierunku języka greckiego jest występowanie w Ewangelii wyrażeń, których język aramejski nie posiada (być, stać się, słowa zdrobniałe, rozróżnianie między poznawać a wiedzieć). W takim ujęciu całkowicie uzasadniona jest wypowiedź M. J. Lagrange’a, iż: Ewangelista dyktował po grecku tekst obmyślany w języku aramejskim, który to tekst był korygowany przez jego sekretarza, gdy stawał się zbyt niepoprawny, z zastosowaniem jednak słów preferowanych przez autora i takich wyrażeń, które – choć rzadkie i semickie – pozostawały do przyjęcia w języku hellenistycznym.

Mówiąc o słownictwie Janowym zaznaczyć należy, iż jest ono stosunkowo ubogie gdy idzie o terminy konkretne, częściej występują w nim terminy abstrakcyjne (miłość, życie, prawda, światło, kosmos). Słowa, choć nieliczne, są używane w różnych odcieniach znaczeniowych. Częściej niż u synoptyków powtarzają się wyrażenia mające dla niego znaczenie teologiczne (ojciec, uczeń, prawo, grzech, wierzyć, poznać, miłować, chwała). Do typowo Janowych wyrażeń zaliczyć należy terminy: dawać świadectwo; dać życie swoje; być z tego świata; zrodzić się z…; Ten, który mnie posłał; słowo moje, Ja jestem. Przy pomocy tego skromnego słownictwa, wyraźnie odmiennego od synoptyków (np. Mateusz ma 279 słów wspólnych z innymi Ewangelistami, zaś Łukasz 235, podczas gdy Jan zaledwie 71), autor wyraża niezwykle bogatą myśl teologiczną, co uwidacznia się chociażby w samym prologu.

Tak słownictwo jak i sama składnia Janowa, nie jest szczególnie rozbudowana. Ma ona charakter semicki, o czym świadczą często używane konstrukcje: uprzedzające podmiot po orzeczeniu, tzw. casus pendens (rzeczownik zostaje umieszczony na początku zdania w sposób niezależny od zdania, które po nim następuje, zob. J 1,27.33), zestawienia dwóch zdań niezależnych obok siebie, oraz użycie spójnika „i” – wprowadzającego odpowiadającego hebrajskiemu waw. Również w czwartej Ewangelii często przed imionami własnymi pojawia się rodzajnik. Czas przeszły określony (perfectum) niejednokrotnie podobny jest do czasu przeszłego nieokreślonego (aoryst). Te cechy składni Janowej przemawiałyby za podłożem semickim czwartej Ewangelii.

Niezwykle charakterystyczny dla czwartej Ewangelii jest język, którym ta księga została napisana. Bardziej niż z logicznym i konsekwentnym rozwojem myśli mamy tu do czynienia z rodzajem medytacji, najpierw postępującej do przodu, potem wracającej na dawną pozycję, niejako przyglądającej się danej rzeczywistości z różnych stron. Całkowite zespolenie z Chrystusem sprawia, że czasami trudno odróżnić w Ewangelii słowa Jezusa od słów Ewangelisty. Jan umie dostrzec duchową wymowę wydarzeń jak żaden z synoptyków. Jego styl jest w pewnym stopniu zależny od liturgii i katechezy, stąd często posługuje się on paralelizmem (synonimicznym, antytetycznym, postępującym), łączeniem zdań za pomocą słów kluczowych, zestawieniem powtarzanych tez i antytez, które są pogłębiane i coraz mocniej akcentowane. Ponadto Jan odwołuje się dość często do pewnych technik literackich, takich jak: inkluzja, użycie słów wieloznacznych, ironii czy nieporozumień. Inkluzja oznacza przytoczenie na końcu jakiegoś fragmentu elementu, który nawiązuje do początku tego fragmentu (J 1,19.28). Użycie słów wieloznacznych pozwala na zwrócenie uwagi na to, że poza potocznym znaczeniem w danej wypowiedzi kryje się znacznie głębsza treść, wynikająca z kontekstu (3,5; 4,11). Ironia pojawia się wówczas, kiedy sąd o Jezusie wyrażony przez Jego przeciwników okazuje się zawierać głębszy, niezamierzony przez nich sens (3,2; 4,12; 6,32; 19,3). W podobnym kierunku zmierza też technika odwoływania się do nieporozumień. Polega ona na tym, że jakaś metafora użyta przez Pana Jezusa zostaje zrozumiana tylko w sensie materialnym, zewnętrznym, Pan Jezus natomiast podejmuje dalsze wyjaśnienia w celu odkrycia jej duchowego sensu (2, 19-24; 3, 3-5; 6, 33-35; 7, 33-36; 8, 56-57; 11, 11-15; 14, 4-8).

[1] Roztropnie można przyjąć, iż uczeń z J 1,35-40 nie mógł zostać nazwany „umiłowany”, gdyż wydarzenie to ma miejsce u początku działalności Jezusa, kiedy to dopiero zaczyna Jezus gromadzić swoich uczniów.

[2] Zdaniem R. Bultmanna ów uczeń reprezentuje hellenistyczny odłam w chrześcijaństwie. Gdy Jezus powierza swą Matkę (Kościół judeochrześcijan) umiłowanemu uczniowi (hellenochrześcijanom).

[3] Doketyzm, to wczesnochrześcijańska herezja, według której Syn Boży był tylko pozornie człowiekiem. Ciało Jego uważano za rzeczywistość niebieską albo za ciało tylko podobne do tego, które mają ludzie; uważano nawet, że to Szymon Cyrenejczyk cierpiał zamiast Syna Bożego.

Tajemnica wesela w Kanie (J 2,1-12)

 

Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji J 2,1-12.

Cel medytacji: Szukać dobra innych ludzi i mieć ufność – uwierzyć w Boga.

Modlitwa na początek

Przybądź, Duchu Pocieszycielu, napełnij łaską nasze serca. Ogniu miłości, źródło życia, przybądź i nawiedź nas swą łaską. Ulecz nasze dusze, oczyść je i uczyń godnym przybytkiem Twoim. Napełnij je swą światłością i utwierdź swoją mocą. Duchu Święty Boże, daj nam zwycięstwo nad nieprzyjacielem naszym. Przeniknij nas swoim tchnieniem i zlej na nas zdrój swych Boskich pociech. Wypal swym ogniem wszystko, co może być w nas przeciwnego miłości Bożej i spraw, by ona płonęła w naszych sercach. Ty jesteś Pocieszycielem, wejrzyj więc na nasze utrapienia i pociesz nas, abyśmy zostali od nich uwolnieni, lub – jeżeli taka jest wola Boża – znosili je cierpliwie dla chwały Bożej i pożytku naszych dusz. Duchu Przenajświętszy, pociesz też wszystkich strapionych. Ty zstąpiłeś na apostołów w ognistych językach; w dobroci swej naucz nas chwalić Ciebie i spraw, aby z naszych ust nie wyszło żadne słowo, które by nie miało na celu Twojej chwały i czci. Kocham Cię i uwielbiam, Duchu Święty Boże, uświęć mnie i zbaw. Amen.

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

W Kanie Galilejskiej

W arabskim osiedlu Kafar Kanna od wieków wskazywano starożytne fragmenty murów, które znajdowały się w miejscu, gdzie Jezus miał dokonać pierwszego cudu. Wznosząc w 1879 roku kościół, który znajduje się tam po dziś dzień, franciszkanie użyli materiałów pochodzących z wcześniejszych budowli. W podziemiach dzisiejszej świątyni, obok licznych posadzkowych mozaik o motywach geometrycznych i z rysunkami kwiatów granatu, znaleziono także mozaikę z inskrypcją aramejską z III/IV wieku: „Błogosławiona niech będzie pamięć Józefa, syna Talhuma, syna Butaha, i jego synów, którzy sprawili tę mozaikę. Niech błogosławieństwo będzie nad nimi”. Podczas prac archeologicznych znaleziono również resztki budynku z ciosanych bloków kamiennych, pochodzących z epoki rzymskiej oraz mur, którego część znajduje się pod fundamentem dzisiejszego kościoła. Obok tych murów odnaleziono także dziedziniec wyłożony dużymi płytami. Być może jest to miejsce, gdzie odbyło się wesele opisane w drugim rozdziale Janowej Ewangelii.

W kościele grecko-prawosławnym, obok kościoła franciszkańskiego, przechowywane są dwa duże naczynia kamienne, wskazywane jako stągwie, które miały być rzekomo użyte w czasie wesela opisanego w Ewangelii Jana. Przy wjeździe zaś do wioski od strony Nazaretu znajduje się źródło, z którego miała pochodzić woda zamieniona w wino.

Nazwa miejscowości Kana pochodzi od hebrajskiego czasownika qana – „nabywać” i może być tłumaczona jako „własność”[1]. Można zatem domniemywać, iż Jan dlatego podkreśla nazwę miejscowości, do której zaproszono Jezusa, gdyż przybywa On do swojej własności – własności w Galilei. Można także za innymi uznać, iż nazwa Kana jest aluzją do narodu wybranego, który został przez Boga nabyty na własność dla siebie[2].

Prawdziwa historia rodziny Jezusa

Jedynie św. Jan podaje opis wydarzenia, które miało miejsce w Kanie Galilejskiej. Stąd też, w opinii niektórych badaczy, na płaszczyźnie historycznej wydarzenie wesela w Kanie Galilejskiej, będące jednostkowym faktem historycznym, jest trudne do sprawdzenia. Większość egzegetów jednak przyjmuje, iż autor czwartej Ewangelii znalazł tę relację w starożytnym źródle tzw. „opisach znaków”. Wydaje się, iż źródło to było dziełem dopracowanym literacko i teologicznie, w którym wydarzenie z Kany Galilejskiej, znajdowało się na pierwszym miejscu. Być może, jak wskazują niektórzy, pierwotny opis uczty weselnej mógł być przekazywany w języku aramejskim i ukazywał szczególną rolę Jezusa i Jego rodziny. Jeśli tak, to do Jana przekaz ten dotarł w przekładzie greckim.

Za historycznością wydarzenia, które miało miejsce w Kanie Galilejskiej, przemawia zgodność między opowiadaniem o tym wydarzeniu a nauczaniem i postępowaniem Jezusa przekazywanym przez ewangelistów. Według przekazów Ewangelii, Jezus nie unikał uczt, stąd też często czyniono Mu zarzuty, iż jest żarłokiem i pijakiem[3]. W przekazie o znaku w Kanie Galilejskim widać także pewne napięcie rodzinne. Takie napięcie między Jezusem, Maryją i rodziną Jezusa widoczne jest we wszystkich Ewangeliach[4].

Warto także zwrócić uwagę, że w nauczaniu Jezusa nowe wino jest symbolem oznaczającym nowość Jego działalności. W tym kontekście pojawia się także określenie Jezusa jako Oblubieńca, Jego zaś uczniów jako przyjaciół Oblubieńca[5]. Również mówiąc o czasach mesjańskich, Jezus przedstawia ów czas kilkakrotnie odwołując się do uczt[6].

Zatem wydarzenie w Kanie Galilejskiej, na tle słów i czynów Jezusa, można postrzegać jako syntezę Jego zachowania i nauczania. Perykopę o weselu w Kanie Galilejskiej można uznać za Janową refleksję teologiczną opartą na motywach starotestamentalnych i – nade wszystko – na historycznych czynach i słowach Jezusa. Powyższa uwaga jest niezwykle ważna: Jan, podając historyczne wydarzenia, przekazuje czytelnikom głębsze przesłanie.

Historyczny przekaz jest prosty. W Kanie odbywało się wesele, na które zaproszono Jezusa wraz z Jego uczniami. W czasie wesela zabrakło wina. Widząc to, Matka Jezusa prosi swego Syna o pomoc. Kamienne stągwie, zostają napełnione wodą, którą Jezus zamienia w wyborne wino. Znak ten jest pierwszym cudem uczynionym przez Jezusa. Budzi on wiarę w tych, którzy byli świadkami chwały Jezusa. W tym historycznym przekazie Jan zamieszcza głębsze przesłanie.

Trzeciego dnia

Przekaz o weselu w Kanie Galilejskiej rozpoczyna się od podkreślenia, iż wydarzenie to miało miejsce trzeciego dnia. Wielu komentatorów w różny sposób starała się wytłumaczyć to, dlaczego ewangelista przywiązuje taką wagę do stwierdzenia „trzeciego dnia”.

W kalendarzu biblijnym trzeci dzień oznacza wtorek. Według wskazań rabinicznych dziewica powinna wyjść za mąż czwartego dnia tygodnia (środa), zaś wdowa piątego dnia (czwartek)[7]. Jednak w czasach niebezpiecznych dopuszczano małżeństwa dziewic w dzień trzeci (wtorek)[8], by uprzedzić urzędników rzymskich, domagających się od zaślubionej prawa pierwszej nocy. Być może autor czwartej Ewangelii wzmiankując, iż wesele odbywało się trzeciego dnia sygnalizuje, że opisywane zaślubiny miały miejsce w czasie niespokojnym – możliwe, że odnosi się tu do prześladowań w czasach Hadriana. Być może na tym tle ewangelista sygnalizuje istniejące prześladowania.

Inni wskazują, że wzmiankowanie trzeciego dnia wesela odnosi czytelnika do szczególnych interwencji Boga. W tradycji starotestamentalnej trzeci dzień oznaczy decydujący, przełomowy moment w historii świętej, jakim była teofania na Synaju, która dokonała się trzeciego dnia (Wj 19,11.15-16). Jak Bóg na Synaju daje swojemu narodowi Prawo w trzecim dniu, tak Jezus daje nowe wino – znak nowego przymierza. Tym nowym przymierzem jest nie tylko nauka Jezusa, ale cała Jego osoba. W tradycji Starego Testamentu trzeciego dnia ma miejsce również ofiara Izaaka (Rdz 22,4). Znak w Kanie Galilejskiej, będący antycypacją „godziny” Jezusa, jest również odwołaniem do ofiary – stanowi odwołanie do ofiary krzyża. Ofiara ta jest „godziną Jezusa”. Również trzeciego dnia, według przekazu Księgi Rodzaju, Józef wskazuje swoim braciom sposób ocalenia życia – daje swoim braciom żywność, którą mają zawieźć oczekującym na nie rodzinom (Rdz 42,18-19). Również Jezus daje ludziom to, co potrzebne jest do życia.

W sposób szczególny takim wydarzeniem, które nasuwa się, gdy jest mowa o trzecim dniu – z perspektywy wspólnoty chrześcijan – jest zmartwychwstanie Chrystusa. Trzeciego dnia Jezus objawił swoją chwałę.

Znamiennym jest także, że w tradycji kultu Dionizosa trzeciego dnia – podczas zawodów w Atenach, trzeciego dnia ogłaszano i czczono zwycięzców. Jeśli uzna się, iż w tle Janowego dzieła słychać echa głosów tych, którzy znali ten kult, to w przekazie św. Jana tym jedynym i największym zwycięzcą jest Jezus.

Odbywało się wesele

Rzeczywiście w Kanie odbywało się wesele. Jan przekazuje opis historycznego wydarzenia. Podkreślenie jednak wesela odbywającego się w Kanie Galilejskiej – w mieście, którego symboliczna nazwa wskazuje na własność Boga w Galilei, jest dla Jana pomocne w ukazaniu teologicznego przesłania. Wesele bowiem jest pięknym obrazem przymierza między Bogiem i jego narodem, zawartego w miłości mocniejszej od wszelkiej niewierności, a nawet samej śmierci. Więź między mężczyzną i kobietą jest symbolem więzi między człowiekiem i Bogiem. Bogiem, który jest Miłością i polecił nam, byśmy miłowali Go całym sercem i całym sobą (Pwt 6,5).

Była tam Matka

Maryja znajduje się w centrum całej historii. Przez autora zostaje określona jako „Matka”. Jezus zaś nazwie Ją „niewiastą”. Ewangelista określając Maryję mianem „Matki”, podkreśla Jej relację z Jezusem. Jest ona Jego Matką. To Ona dała Mu życie tu na ziemi. Jezus jednak odnosi się do Matki „niewiasto”. Przez takie odniesienie nacisk zostaje położony na nową, większą godność Maryi. Staje się Ona oblubienicą. Będąc Jego Matką zostaje przez Niego uznana za symbol całego Izraela – tego Izraela, który ma pełną świadomość swojej więzi z Bogiem, przymierza z Nim. Ta niewiasta stoi u początku działalności Jezusa – tu w Kanie Galilejskiej. Niewiasta stoi także w Jego godzinie męki na krzyżu, gdzie Jezus mówi do ucznia, którego miłował: „oto Matka twoja”, do Maryi zaś: „niewiasto, oto syn Twój” (J 19,25-26). Zatem Niewiasta stoi u początku i u końca ziemskiej działalności Syna. Niewiasta pojawia się także u prapoczątków dziejów ludzkości. Bóg bowiem stworzył niewiastę (Rdz 2,22-23), która została zwiedziona przez węża (Rdz 3,1-6). Obleczona w słońce i księżyc, z dwunastoma gwiazdami na głowie, jest Niewiasta w apokaliptycznym opisie końca czasów (Ap 12,1). Można zatem powiedzieć, iż niewiasta pojawia się u prapoczątków dziejów ludzkość i ostatnich wydarzeniach kończących te dzieje, tak jak jest u początku i u końca historii Jezusa. Maryja jest nową Ewą, a równocześnie jest reprezentantką pełnego życia, nowego Syjonu, który wydaje Syna. Jest zatem zwornikiem Starego i Nowego Przymierza.

Zaproszono Jezusa i Jego uczniów

Wzmianka o zaproszeniu na weselne gody Jezusa wraz z Jego uczniami jest prostym przesłaniem historycznym. Jan nie wspomina o Maryi, gdyż zapewne – zgodnie z tradycją – była ona już w domu weselnym i pomagała w przygotowaniu wszystkiego. W tej krótkiej wzmiance można jednak zobaczyć piękną głębię. Oto bowiem Maryja jest jedną z tych, którzy oczekują na przyjście Jezusa i Jego uczniów, którzy zapraszają Chrystusa i Jego wspólnotę. Jest bowiem częścią narodu, który będąc „qana” – własnością Boga, czeka na nadejście swojego Oblubieńca. Oczekiwanego Mesjasza.

Jezus wraz ze swoimi uczniami zostaje zaproszony na wesele. Jest ważnym, oczekiwanym i upragnionym gościem. Jest Tym, który jest bliski dla zapraszających. On bowiem jest Tym, który ma przyjść. Jezus również dla nas jest wciąż oczekiwanym Panem. On jednak przychodzi tylko wtedy, gdy jest zaproszony i oczekiwany. W tym duchu autor Apokalipsy zapisze: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). Jezus przychodzi tylko tam, gdzie jest oczekiwany i proszony.

Zapraszając Jezusa zaprasza się także wspólnotę Jego uczniów – zaprasza się do swojego domu, do siebie, wspólnotę Kościoła. Nie można zaprosić do siebie Jezusa i powiedzieć – „ale bez Kościoła”. Nie ma wiary w Jezusa bez wiary w Kościół i z Kościołem. Już od samych początków rodzącej się wspólnoty Kościoła żywe było przekonanie: „gdzie Jezus Chrystus, tam jest Kościół katolicki”[9]. Jeśli chcemy zatem być i żyć z Chrystusem, trzeba nam trwać w komunii z Kościołem. Chrystus żyje bowiem w swoim Kościele. Zaproszony z radością przychodzi wraz ze swoim Kościołem. Na wesele w Kanie przychodzi zaproszony Jezus wraz ze swoimi uczniami, obdarzając niezwykłym i koniecznym dobrem – obdarza w nadmiarze tym, czego weselnikom najbardziej potrzeba – wybornym winem.

Oddawane najczęściej przez „zaproszenie” w starszych tłumaczeniach Biblii (Wujka, Biblii Brzeskiej) greckie wyrażenie kalein zostaje przetłumaczone jako: „został wezwany”. Takie tłumaczenie tego terminu implikuje jakiś interes, oczekiwanie pomocy, nadanie prestiżu przychodzącej osobie. Być może takie tłumaczenie przybycia Jezusa wraz z jego uczniami – jako wezwanie Go, było dla tłumaczy pomocne w wyrażeniu oczekiwania pomocy przez weselników, a pomoc ta mogła nadejść tylko ze strony Chrystusa.

Zabrakło wina

Oliwa i chleb są konieczne do życia. Wino, które rozwesela serce człowieka (zob. Ps 104,15) jest swoistego rodzaju „nadmiarem” potrzebnym do życia szczęśliwego. Jest obrazem i symbolem miłości między oblubieńcem i oblubienicą. Z historycznym brakiem wina, ewangelista łączy niezwykłe przesłanie. Oto we wspólnocie w Qana – będącej własnością Boga, zabrakło wina. Zabrakło tego wszystkiego, co wino symbolizuje. Skończyło się szczęście, radość, wesele, miłość.

Proste słowa Matki do Syna nie są jednak jedynie informacją o kłopocie i braku, który dotknął gospodarzy. Dla Jana ten brak staje się bowiem sposobnością do przekazania niezwykłego przesłania.

Nade wszystko trzeba zwrócić uwagę, iż Maryja przychodzi do Jezusa. Jest Ona jakby reprezentantką tych wszystkich, którzy tam byli – całej własności Boga, całej wspólnoty Qana. Jako przedstawicielka tej wspólnoty, przedstawicielka narodu wybranego, przychodzi do Jezusa – oczekiwanego przez naród Zbawiciela. Mówi Ona, iż ludziom tym skończyło się nieodwołalnie szczęście, radość, wesele, miłość. Skończyło się to wszystko, co było w udziale narodu wybranego, który jest narodem Boga – który jest Jego wybranym i umiłowanym ludem. Temu narodowi brakło miłości i szczęścia. Stąd też konieczne jest działanie Jezusa. Proste słowa Maryi są wyrazem oczekiwania na to działanie i równocześnie prośbą narodu.

Tak rozumianego wina w relacji między Bogiem i człowiekiem, brakowało tak naprawdę już od czasów Adama (zob. Rdz 3,1nn.). Maryja – nowa Ewa, reprezentuje Izraela, który oczekuje wina, nowego przymierza, nowego serca, nowego szczęścia – nowej miłości[10].

Co mi i Tobie niewiasto

Niezwykle trudna do interpretacji i tłumaczenia jest odpowiedź Jezusa na stwierdzenie Maryi „nie mają już wina”. Najczęściej przyjmowane tłumaczenia (np. Biblia Tysiąclecia: „Czyż to moja lub twoja sprawa, Niewiasto”) niosą ze sobą nutę oschłości w słowach Jezusa. Tymczasem Jego odpowiedź, która jest zarazem skierowanym do Maryi pytaniem, jest wyrażeniem wziętym z języka dyplomatycznego tamtej epoki i zasadniczo oznacza zachętę do zastanowienia, do przemyślenia. Równocześnie jest to swoiste wyrażenie różnicy co do danej rzeczywistości, wobec której stają dwie osoby. Dokładnie w tekście greckim znajdujemy wyrażenie ti emoi kai soi gynai, co dosłownie tłumacząc znaczy: „co mi i tobie Niewiasto”. Zatem na stwierdzenie, informację, wstawienniczą prośbę Maryi „nie mają już wina”, Jezus odpowiada: „Co mi i tobie, Niewiasto”.

Wielu wskazuje, iż jest to wyrażenie, które oznacza zerwanie jakiejś więzi czy wręcz obojętność. Niektórzy twierdzą, iż zwrot ten należy rozumieć, jako niezadowolenie Jezusa ze wskazania sytuacji braku wina przez Matkę. Uznają oni, iż Jezus nie życzy sobie interwencji, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła. Inni wskazują, iż zwrot ten wyraża odcięcie się Jezusa od Matki, aby ukazać absolutną nowość przyniesioną w swej osobie. Matka Jezusa wypowiada oczekiwanie społeczności – mesjańskie ukazanie się Chrystusa, który jest Zbawicielem świata. Jezus zaś odcina się od tych oczekiwań; nie objawia „chwały” uznawanej w tym świecie, ale „swoją chwałę”, pochodzącą z nieba. Chwała ta, rzecz jasna, jest większa od wszystkiego, czego oczekiwano względem Mesjasza.

Nie wydaje się jednak, by w tym miejscu autor czwartej Ewangelii chciał ukazać zerwanie więzi, czy też obojętność wobec Matki. Niezasadne jest rozumienie wyrażenia „Co mi i tobie, Niewiasto” w duchu: „nie jest to coś, co by nas miało dotyczyć”.

Jak zatem rozumieć odpowiedź Jezusa?

Warto zwrócić uwagę, iż poprzez wyrażenie „Niewiasto” Jezus nadaje Maryi wielką godność. Niejako zrywa On z postrzeganiem Maryi jedynie w roli swojej Matki. Maryja, będąc Jego Matką, tu zostaje „przekształcona” w „Niewiastę”. Można powiedzieć, że będąc Matką i będąc reprezentantką obecnych na weselu, staje się Oblubienicą Nadchodzącego i Oczekiwanego. W ten sposób czytelnik jest zachęcony, by w opowiadaniu o cudzie w Kanie zobaczyć Izraela, który jest rozumiany jako „Oblubienica Pana”. Jezus zachęca, by uznać Maryję nie tylko za swoją Matkę, ale także za symbol całego Izraela – a przynajmniej tego Izraela, który ma pełną świadomość swojej więzi przymierza z Bogiem i niepokoi się tym, że w tej relacji nie ma już wina – nie ma już miłości.

Maryja (wraz z całym wiernym Izraelem) jest zatem Oblubienicą, która uświadamia sobie brak miłości i prosi o szczególną interwencję Jezusa, by ten brak uzupełnił. Jest Ona ową „Resztą”, która jak Symeon i prorokini Anna z trzeciej Ewangelii, oczekują na czas objawienia się chwały Boga w Izraelu.

Znamienne jest, że w całej historii wesela w Kanie ewangelista nie wymienia głównych bohaterów tegoż wesela – nowożeńców. Wymieni niejako z imienia zostają jedynie Jezus i Maryja. Jakby na nich chciał ewangelista skierować całą uwagę czytelnika. Oni są bowiem najważniejsi na tym weselu. Zatem to Jezus jest Panem Młodym, On zachowuje dobre wino na czas stosowny – na swoje gody mesjańskie.

W następnym, trzecim rozdziale, św. Jan już całkowicie wyraźnie stwierdzi ustami Jana Chrzciciela: „ten kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radość na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu” (J 3,29). Jan Chrzciciel zatem wprost nazywa Jezusa oczekiwanym Oblubieńcem.

Nie nadeszła jeszcze godzina moja

Jednak więź oblubieńcza – nadejście nowego czasu, nowej radości, nowej miłości, choć już się dokonało, to jednak nie jest całkowicie przywrócone i odnowione. Nie może być, gdyż nie nadeszła jeszcze godzina Jezusa. Jest to wyraźna aluzja do ofiary na Kalwarii. Dla Jana bowiem „godzina Jezusa” to uwielbienie obejmujące mękę, śmierć, zmartwychwstania i wniebowstąpienie, ku któremu skierowane jest całe życie Jezusa. I właśnie na Kalwarii po raz drugi Maryja zostaje nazwana „niewiastą”. Co więcej, jak wskazują niektórzy, na Kalwarii można zobaczyć owoc spotkania miłości między Oblubienicą (Maryją) a Oblubieńcem. Stąd też wyrażenie „Niewiasto, oto syn Twój! Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja!” (J 19,26-27). Maryja staje się Matką całego Kościoła.

Mając w pamięci, iż w Kanie Jezus daje w obfitości nowe wino – symbol miłości, inaczej można spojrzeć na wydarzenia na końcu męki Pana. Na drzewie krzyża „Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł «Pragnę»” (J 19,28). Jak w Kanie nie mieli wina tak i tu, Jezus woła „pragnę”. Żołnierze nie rozumiejąc, czego pragnie Jezus, podają mu do skosztowania octu – które jest przecież nieprawdziwym winem. Można powiedzieć, iż ów ocet jest znakiem braku prawdziwego i dobrego wina. Stąd też, gdy Jezus skosztował tego „braku wina” rzekł „«Wykonało się» I skłoniwszy głowę oddał Ducha” (J 19,30). Oddał Ducha. Oto jest nowe wino: „skłoniwszy głowę, oddał Ducha” – to znaczy podarował zdolność kochania, jaką sam pokazał, do dna wypijając kielich goryczy – kielich braku miłości. Duch jest nową miłością daną wspólnocie Kościoła przez Chrystusa. Co więcej, Chrystus w tajemnicy wina wciąż pozostaje dając swojemu ludowi siebie.

Teraz jednak, w Kanie, ponieważ Jego „godzina” jeszcze nie nadeszła, Jezus dokonuje cudu, aby zaradzić brakowi. Jezus spełnia cud, czyniąc go zapowiedzią dzieła, które objawi się w pełni w chwale śmierci i zmartwychwstaniu[11]. Zatem na wesele w Kanie Jezus udaje się jako Ten, który ukazuje niekompletność zaślubin. Nie dokonało się bowiem jeszcze przekazanie Ducha. Brakuje wina radości i miłości. Dopełnią się zaślubiny, po oddaniu Ducha, który jest Duchem miłości i Duchem radości.

Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie

Maryja jest Oblubienicą, zaś Jezus Oblubieńcem. Obok jednak Maryi stoją słudzy – Ci, którzy są Jej posłuszni. Ci, których Ona reprezentuje przed Swoim Synem. Stąd też przychodzi do nich i nakazuje „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5). Czyni tak, jak kiedyś w zamierzchłych dziejach Izraela faraon, który nakazał Egipcjanom: „idźcie do Józefa i co wam powie, czyńcie” (Rdz 41,55). Jezus w wydarzeniu w Kanie jest jak karmiący Egipcjan Józef, który zgromadził zboże na czas stosowny. W owym poleceniu Maryi można także dostrzec echo zawołania narodu wybranego u stóp Synaju: „Uczynimy wszystko, co Pan nakazał” (Wj 19,8); czy też później po uroczystym spisaniu i odczytaniu Księgi Przymierza: „wszystko co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni” (Wj 24,7).

Przez to wyrażenie Maryja zdaje się mówić: Ja sama nie wiem, jak i kiedy podejmie jakieś kroki, ale bądźcie gotowi i dyspozycyjni, abyście mogli przystąpić do działania, w razie gdyby wam cokolwiek powiedział – kiedy i jak się Jemu wyda słuszne. Jezus jest Słowem. Jeśli Go słuchamy, woda naszego człowieczeństwa zmienia się w wino Jego bóstwa.

Znamiennym jest, iż słowa te: „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie” to właściwie jedyne słowa skierowane przez Maryję do ludzi w Ewangelii św. Jana, a nawet w całym Nowym Testamencie. Bardzo dobrze streszczają one przesłanie Maryi skierowane do każdego z nas. Jako pokorna służebnica, Córa Syjonu, Maryja podpowiada nam, byśmy mieli tę samą dyspozycyjność, jaką Ona sama wykazała w stosunku do słowa Jezusa i Słowa Bożego. Maryja zachęca uczniów do uległości i posłuszeństwa słowu Jezusa. Zachęca do wiary w niego. Zachęca do zaufania, że może On zaradzić wszelkim potrzebom człowieka. Cokolwiek On powie, zróbcie, gdyż On zawsze cokolwiek czyni i nakazuje, czyni i nakazuje dla dobra człowieka. Trzeba Mu tylko całkowicie zaufać.

W relacji z wesela w Kanie słudzy określeni są mianem diakonos – a zatem słudzy, którzy z własnej woli, z własnego wyboru pełnią wyznaczone im zadania. Znamienne jest, że wszystko to, co nakazuje sługom Jezus, spełniają oni bez żadnych pytań i cienia wahania. Gdy Jezus powie: „napełnijcie stągwie wodą”, ci napełniają „po brzegi”, gdy mówi: „zanieście staroście weselnemu”, ci bez chwili wahania zanoszą. Czynią wszystko cokolwiek Pan powie, choć po ludzku patrząc, jego nakazy są nieracjonalne. Są oni rzeczywiście sługami pełnymi posłuszeństwa i zawierzenia.

Kamienne stągwie

Zapisane przez Jana szczegóły: sześć kamiennych, służących do oczyszczeń stągwi, to niezwykle ważna informacja. Stągwi było sześć – być może przez to Jan odwołuje się do dzieła stworzenia, do dnia stworzenia człowieka. Liczba sześć wskazuje także na pewną niedoskonałość. Wzmianka, iż stągwie były kamienne jest odniesieniem do Prawa wypisanego na kamiennych tablicach. Do Prawa żydowskiego odnosi czytelnika także wzmianka o oczyszczeniach żydowskich. Nade wszystko jednak koniecznie trzeba zauważyć, iż stągwie te są puste. Skoro bowiem służyły do oczyszczeń, to powinny być wypełnione wodą. Te jednak są puste. A zatem czyżby były popękane? Jeśli tak, to stągwie te zostały przez Jezusa odnowione – odnowiła je woda, którą On kazał je napełnić. Dokonało się odnowienie, naprawienie, przekształcenie w żywe studnie, które mocą pragnienia Chrystusa stały się pełne przedniego wina. Popękane kamienne stągwie zostały uzdrowione tak, iż z pustych i skamieniałych stały się studniami wody żywej, z których słudzy mają teraz zaczerpnąć.

Wiemy, że stągwie były puste. Były puste jak oczekiwanie, które nie spotkało do tej pory oczekiwanego, jak przykazanie miłości, które nie zostało wypełnione, jak przymierze zerwane przez grzech, jak oblubienica bez oblubieńca. Stągwie te przypominają, iż samo Prawo może być zachowane we wszystkich przepisach, jak to czynili Izraelici. Prawo to jednak nie miało w sobie radości, miłości którą niesie Oblubieniec. Stągwie są puste – pozbawione są tego, do czego miały służyć: są puste, bez wody, istotnego elementu życia. Pan poleca napełnić je. Oczekiwanie Izraela jest oczekiwaniem każdego człowieka. W Nim całe stworzenie otwiera się na przyszłość, na wino dnia siódmego, które Syn Człowieczy ofiaruje w niezwykłej obfitości.

Można powiedzieć – biada człowiekowi, który rezygnuje z pragnienia miłości i chwały zbawienia dla których został stworzony. Staje się wtedy nieużytecznym i wypełnionym nicością pustym, kamiennym pojemnikiem.

Stągwie wypełnione są wodą, a po przemianie winem, po brzegi. Niezwykłe obfitość, która tyczy się tak ilości jak i ilości. Każda stągiew to 90-135 litrów wybornego wina. Wraz z działaniem Jezusa wszystko się zmienia. Niepełność i kamienność Starego Prawa zostaje wypełniona wybornym winem. Woda – symbolizująca stary czas – ale i Janowy chrzest wodą, zostaje zastąpiona wybornym winem – winem danym w niezwykłej obfitości.

Starosta weselny i nowe wino

Jak Samarytanka, która przychodzi do źródła Jakubowego (J 4,7), tak słudzy mają zaczerpnąć przemienionej w wino wody i zanieść staroście weselnemu. Tak przy studni Jakubowej jak i tu, w Kanie, źródłem wody żywej jest Jezus. Starosta reprezentuje Izraela i jego mistrzów – znawców obietnicy, którzy z zaskoczeniem stwierdzają wyborność przyniesionego przez sługi wina. Znamiennym jest, że tak starosta jak i Żydzi nie wiedzą skąd pochodzi dobre wino. Nie wie, ale jednak potwierdza, że jest to wino całkiem inne od wcześniejszego, przewyższające je pod każdym względem. Starosta jednak nie uwierzył. Nie nawraca się, ani podejmuje trudu poszukiwania odpowiedzi na pytanie o źródło tego nowego, wybornego wina. Ma pełną świadomość nowości wina, które otrzymał, ale nie chce wiedzieć skąd to wino jest. Można powiedzieć, iż dla niego nie było żadnego znaku. Widząc nie zobaczył, kosztując nie nasycił się. Był tak blisko, ale się nie spotkał. Nie uwierzył.

Uwierzyli uczniowie

Są jednak i inni, dla których doświadczenie tego znaku staje się źródłem wiary. Przemiana wody w wino jest znakiem – czyli symbolem, który umożliwia uczniom poznanie osoby Jezusa.

Ewangelista stwierdzi, iż znak w Kanie jest początkiem znaków: „taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej” (J 2,11). Stwierdzenie to podkreśla, iż pierwszy znak dokonany został w Qana – czyli wśród swoich, wśród tych nabytych; będących własnością Bożą. A zatem pierwszy znak dokonał się w Izraelu, wśród narodu wybranego. Ten naród, czekający na nadejście Mesjasza, otrzymał pierwszy znak, który mógł ich poprowadzić ku wierze. Kana jednak jest miejscowością w Galilei. A przecież Galilea, zasadniczo była nazywana Galileą pogan. Żaden prorok nigdy nie powstał z Galilei (zob. J 7,52). Umiejscowienie zatem pierwszego znaku, który pozwalał uwierzyć w Jezusa w Kanie Galilejskiej, jest zatem ze wszech miar niezwykłe. Z jednej bowiem strony zostaje potwierdzone przyjście Chrystusa do swojej własności – do Izraela, z drugiej jednak strony już u samego początku, gdy Jezus czyni pierwszy znak, zostaje otwarty przystęp dla pogan. Wszyscy mają ten sam przystęp do poznania tajemnicy Jezusa, do wiary Jemu i w Niego.

Pierwszy znak uczyniony przez Jezusa objawia Jego chwałę. Jezus ukazuje swój majestat w blasku swej świętości, w całej mocy swojego bytu. Ukazuje swoją wszechmoc i świętość – ukazuje swoje bóstwo. Następuje inauguracja mesjańskiej działalności Jezusa. W Kanie otwiera się historia, która swoje wypełnienie znajdzie na krzyżu.

Znak w Kanie nie tylko pozwala uwierzyć, ale też sprawia, iż wiara uczniów, którzy zostali powołani przez Mistrza i wyruszyli za Nim, zostaje umocniona. Te znaki – widzenie chwały Jezusa, są dla uczniów konieczne. Pomagają im bowiem w przylgnięciu do Jezusa – Źródła Życia (zob. J 20,31).

I udali się do Kafarnaum

Ostatni wers narracji o cudzie w Kanie, nie łączy się bezpośrednio z samym weselem. Ewangelista podaje jednak niezwykle ważne przesłanie. Oto bowiem Jezus jest wraz z Matką, braćmi i swoimi uczniami. Jest On ze wspólnotą. Gdziekolwiek udaje się Jezus, są z Nim ci, którzy Mu wierzą, którzy są Mu bliscy. Gdzie Jezus, tam Jego wspólnota. Gdzie wspólnota Chrystusa, tam i Pan.

Być może nazwę Kafarnaum należy odczytywać w duchu myśli Orygenesa, który odczytuje ją jako „miejsce zachęty” do tego, aby uczniowie, czy też dusze, spróbowały smaku Pana – smaku bycia z Panem[12]. Być może ewangelista podkreśla nazwę miejsca, gdzie udał się Jezus ze swoimi bliskimi[13], by podkreślić historyczny aspekt Jego działalności. Jezus przebywał w konkretnym miejscu geograficznym i społecznym.

Warto także mieć na względzie, iż pierwszy cud Jezusa został dokonany we wspólnocie rodziny. Również po weselu, Jezus wraz ze swoimi bliskimi – z rodziną, udaje się do Kafarnaum. Można powiedzieć, iż przez takie ukonstytuowanie całej narracji J 2,1-12, zostaje zwrócona szczególna uwaga na rodzinę. W księgach Starego Testamentu, które powstały na progu ery chrześcijańskiej, rodzina stała się centralnym punktem zainteresowania (zob. np. Księga Tobiasza). Objawienie chwały Jezusa w kontekście święta rodzinnego wskazuje na szczególną rolę i znaczenie rodziny w „wydarzeniu Jezusa”. „Od początku do końca Biblia jest opowieścią o Bożej rodzinie. Na początku Bóg ustanowił rodzinę jako biologiczny i społeczny fundament rodzaju ludzkiego. Później powołał rodzinę złożoną z synów i córek, którzy będą Mu służyć i chwalić Go, a także na wieki panować wraz z Nim w Jego królestwie”[14].

Wokół rodziny gromadzi się wspólnota wierzących powołana przez Jezusa. Co więcej, również sam Jezus antycypuje czasy mesjańskie zaślubinami ze wspólnotą wierzących – tworzy nową rodzinę. Wydarzenie w Kanie Galilejskiej można odczytywać jako promocję rodziny, w której przebywa i którą na poziomie symbolicznym tworzy sam Chrystus.

Właśnie w rodzinie Jezus objawia radość mesjańską. Bowiem przemiana wody w wino, będąc szczególnym znakiem przybycia Syna Bożego – Mesjasza, będąc początkiem znaków, oznacza również początek wielkiej radości. Za pośrednictwem daru wina Jezus pokazuje, iż przybył, by przynieść radość. Działanie Jezusa ukierunkowane jest na życie i radość. Chrześcijaństwo jest zatem religią radości. Źródłem tej radości jest kontemplacja chwały Jezusa.

  1. Meditatio – spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas baczniejszego spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w poznanej i zgłębionej historii. Jest to czas ponownego czytania i zastanawiania się, jak to słowo odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej przyglądania się sobie samemu i swojemu życiu.

Zaproszono Jezusa i jego uczniów

Na to wesele zaproszono Jezusa wraz z jego uczniami. Wspólnota Kościoła to Chrystus. Przez chrzest zostaliśmy zanurzeni w Chrystusie (Rz 6,3). Staliśmy się Jego członkami. W Liście do Rzymian św. Paweł stwierdza „wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami” (Rz 12,5). A napominając wspólnotę chrześcijan w Koryncie przypomina im: „czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy?” (1Kor 6,15) i dalej stwierdza: „jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami” (1Kor 12,27). W przesłaniu zaś do Efezjan Paweł zachęca by być dla siebie życzliwym i dobrym, gdyż jesteśmy „członkami Jego Ciała” (Ef 5,30).

Jakże ważnym jest, by mieć świadomość, że Chrystus to Kościół – Kościół to Chrystus. Ubi Christus Ibi Ecclesia. Nie można mówić: wierzę w Jezusa – ale nie uznaję Jego wspólnoty. Tę wspólnotę bowiem ustanowił Chrystus. I On jest Jej głową. Ta wspólnota prowadzi mnie do Niego.

Czy szanuję wspólnotę Chrystusowego Kościoła? Czy troszczę się o Tę wspólnotę? Czy wspieram Ją (nie tylko materialnie, ale i duchowo)?

Inni wierzący też są członkami tej wspólnoty. Tak często zapominam, że każdy ochrzczony nosi w sobie tajemnicę Chrystusa. Znieważając zatem innych, krzywdząc ich myślą, słowem czy czynem… krzywdzę Jezusa. Chrystus jest obecny w każdym ochrzczonym. Każdy z nas jest Jego qana – Jego własnością. Czy widzę w drugim człowieku Chrystusa?

Jezus przychodzi do wspólnoty rodziny

Wesele w Kanie podkreśla rolę rodziny. Jak niezwykle ważne dla Jezusa jest szczęście i radość rodziny. On jednak przychodzi tylko wtedy, gdy jest zaproszony czy też, jak tłumaczą starsze przekłady Biblii – gdy się Go wzywa. Zaproszeniem, wezwaniem Jezusa jest czas modlitwy, jest życie sakramentalne. Czy wspólnota w której żyję jest wspólnotą modlitwy? Czy ja modlę się? Ale też – czy innych uczę modlitwy? Modlitwa, uczestnictwo w sakramentach – to są podstawowe formy zapraszania do mojego domu Jezusa.

Jezus przychodzi do każdego – każdego kto Go tylko zaprasza. Nie ma względu na osoby. Nie ma różnicy czy ktoś jest bardziej qana – jest bardziej pobożny, czy bardziej przynależy do Galilejskich pogan – a zatem czy jest bardziej prawy czy bardziej grzeszny. On przychodzi do wszystkich – wszystkich, którzy Go zapraszają. Trzeba tylko chcieć się z Nim spotykać, by On mógł mnie przemieniać.

Maryja – wzór wiary i ufności. Wzór miłowania i troski o bliźnich

Szczególne miejsce w wydarzeniu wesela w Kanie ma Maryja – Orędowniczka każdego człowieka. Każdego, kogo dotyka jakakolwiek potrzeba. Każdego kto oczekuje spotkania z Chrystusem.

Pełna wiary i ufności przychodzi do Jezusa, by prosić Go za innymi. Umiała dostrzec brak, kłopot innych ludzi. Nie była skoncentrowana jedynie na sobie. Potrafiła zobaczyć potrzebę. Widząc zaś tę potrzebę – pomaga. Czasami tak trudno nam widzieć potrzeby innych. Tak trudno orędować za innymi – nie szukać zawsze i tylko swojego szczęścia i korzyści. Czy umiem wspierać innych? Czy chcę widzieć potrzeby innych ludzi?

 

 

Zróbcie wszystko co Wam powie… i uczynili

Jakże niezwykłą jest wiara Maryi. Poprosiła Syna, po czym zostawiła wszystko w Jego rekach. Wiedziała, że On uczyni to, co dobre dla tych za którymi orędowała. Stąd też krótkie „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Pierwsze i ostatni Jej słowa skierowane do wszystkich ludzi. Jakby Jej testament. Wskazanie, by nie tylko słuchać Słowa Bożego, nauki płynącej z Biblii. Wskazanie Maryi jest bowiem głębsze. Ona bowiem każdemu z nas mówi – słuchaj i zrób. Mówi, by z ufnością przyjmować i pełnić to wszystko co Jezus mówi, wszystko co daje Pan. On bowiem daje człowiekowi zawsze to co dobre, daje zawsze to co jest nam potrzebne. Czy umiem słuchać Boga? Czy umiem wypełniać to co On mówi? Chociażby życzliwość, troska i miłość względem drugiego człowieka. Czy umiem szukać dobra drugiego?

Czy umiem przyjmować dary Boga?, chociażby te słowa i dary były czasami bardzo trudne. Jakże trudno umieć powiedzieć „bądź wola Twoja”. Powiedzieć „Wiem Panie, że mnie kochasz, więc czyń to co Ty wiesz, że jest dobre. Czyń co chcesz. Ja będę Ci posłuszny”. Czy jest we mnie taka postawa pełna dyspozycyjności i otwartości?

Nawet gdy jestem poraniony, nawet jeśli jestem popękany, jak te stągwie kamienne, jeśli tylko otworzę się i przyjmę Jego wolę – On potrafi wszystko. Potrafi zmienić moją zwykłość i małość. Jeśli tylko zaproszę Go i z ufnością oddam to wszystko co wypełnia moje wnętrze.

Sługa czy starosta?

Czy bliżej mi do sług potrafiących wypełniać wszystko co mówi, co zsyła mi Pan, czy też jestem jak ów starosta – jak ów przełożony, który trwa przy swoich przekonaniach? Czy przypadkowo nie jestem jak ów starosta – zawsze wszystko wiem, na wszystkim się znam, wszystko potrafię ocenić, we wszystkim zabrać głos – nie zauważając drugiego, nie zauważając Boga. Jeśli zamknę się – jeśli stwierdzę, że tylko ja mam rację; jeśli nie znajdę czasu i ochoty, by otworzyć się na dary Boże i na drugiego człowieka – pozostanę jak ów starosta – nie dostrzegę przechodzącego obok mnie Boga.

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze słowem Bożym, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków, teraz omawiam z Bogiem. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

Czas modlitwy i rozmowy z Panem.

Czas, by stanąć przed Panem by przepraszać, dziękować, by prosić…

Panie Ty najlepiej wiesz, jak wygląda moje życie we wspólnocie Kościoła. Moja troska o dobro Kościoła, troska o ludzi – tych, których spotykam na co dzień. Daj mi, bym umiał być człowiekiem Kościoła – to znaczy człowiekiem Chrystusa. Daj bym umiał widzieć Chrystusa w każdym, z którym przychodzi mi żyć, z którym się spotykam. I przebacz, jeśli wciąż za mało kocham Ciebie w Kościele, w drugim człowieku.

Proszę Cię Panie za moją rodzinę, za moich bliskich. Ty pragniesz, by była to rodzina szczęśliwa i pełna radości. Daj Panie radość w mojej rodzinie. Daj Pani szczęście mojej rodzinie. Daj Panie prawdziwą miłość w moim domu.

Proszę też, byś uczył mnie modlitwy. Byś dawał mi chęć – pragnienie modlitwy. Daj Panie, by w mojej rodzinie, w moim mężu, żonie, dzieciach, rodzicach – by była w nas żywa wiara. I przebacz, że wciąż za mało jest w nas Ciebie. Przebacz, że wciąż inne rzeczy, sprawy, wartości, odsuwają nas od bycia blisko Ciebie.

Przyjmij Pani mają rodzinę i czyń, i prowadź ją drogami o których Ty wiesz, że są dla nas dobre. Ucz mnie Panie ufności. Ucz, bym umiał mówić: bądź wola Twoja. Ufam Tobie, boś ty wierny, wszechmocny i miłosierny.

Naucz mnie też Pani troski o drugiego człowieka. Daj bym jak Maryja umiał widzieć potrzeby innych ludzi. Tak często widzę i patrzę tylko na siebie. Na to co dla mnie ważne, co mi potrzebne. Zapominam o innych ludziach.

Szukać dobra swoich bliskich, swojej rodziny, dobra innych ludzi i mieć ufność i mieć wiarę.

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po lectio – po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie – meditatio, po oratio – po modlitwie, następuje czas ciszy – bycie w ciszy z Bogiem.

 

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

Matko z Kany Galilejskiej.

Nam, którzy śmiałość mamy Ciebie prosić, wyjednaj naszych grzechów odpuszczenie. Chorym przynieś, Matko, uzdrowienie, Tym, którzy się dobrze mają – wdzięczność i miłość Bożą. Skłóconym daj pojednanie, a tym, co żyją w zgodzie – wytrwałość w niej i stałość. Udręczonym i zniechęconym użycz pokrzepienia. Tym, którzy upadają, daj podniesienie z upadku; tym, którzy prosto stoją, daj trzymać się dobrze, a tym, co są szczęśliwi, daj niech im się dobrze wiedzie. A nieszczęśliwi niech doznają pociechy i pomocy.

Kieruj szczęśliwie całym naszym życiem i uczyń nas godnymi jasności Twoich świętych. Wtedy zaśpiewamy dla Ciebie pieśni dziękczynienia na chwałę Twego Syna, który jest Bogiem razem z Ojcem odwiecznym i Duchem Świętym teraz i na zawsze przez wszystkie wieki wieków. Amen

                                                                                                      Modlitwa Maryjna z III w.

opr. ks. Piotr Łabuda

[1] W opinii innych badaczy nazwa Kana pochodzi od hebrajskiego słowa qaneh i oznacza trzcinę. Stąd też wskazania, że miejsce cudu mogło być gdzie indziej – 8 km na północ od dzisiejszego Seforis – w Qirbet Kana, gdzie znajdowały się bagniste tereny porośnięte trzciną.

[2] Zob. Wj 15,16; Pwt 32,6; Ps 72,4.

[3] Zob. Mt 11,18-19; Łk 7,32-37.

[4] Zob. Mk 3,31-35; Mt 12,46-50; Łk 8,19-21; J 7,1-10.

[5] Zob. Mk 2,18-22; Mt 9,14-17; Łk 5,33-38. Natomiast w Łk 5,39 autor trzeciej Ewangelii nawiązuje do porzekadła: „kto się napił starego wina, nie chce potem młodego – mówi bowiem «stare jest lepsze»”, które zbliżone jest do przesłania końca wydarzenia w Kanie Galilejskiej.

[6] Zob. przypowieść o uczcie weselnej (Mt 22,1-14; Łk 14,15-24); przypowieść o pannach roztropnych i nieroztropnych (Mt 25,1-13); przypowieść o powrocie pana z uczty weselnej (Mt 24,45-51; Łk 12,42-48).

[7] Zob. m.Ket 1,1.

[8] Zob. j.Ket 24d; b.Ket 3b.

[9] Zob. Ignacy Antiocheński, List do Smyrneńczyków,8,2.

[10] Zob. Jr 31,31-34; 33,14-26; Ez,22-32.

[11] Zob. P.R. Gryziec, Pan młody i brak wina. Próba interpretacji wypowiedzi J 2,4 w świetle historii redakcji, w: Bóg jest miłością. FS. J. Kudasiewicza, red. W. Chrostowski, Warszawa 2006, s. 139nn.

[12] Zob. Orygenes, Commentarii in evangelium Ioannis, 10,37.

[13] Trzeba pamiętać, że w języku biblijnym i hellenistycznym terminem „bracia” oznaczano nie tylko rodzeństwo ale także i krewnych. Św. Jan posługuje się terminem „brat” na oznaczenie rodzeństwa, uczniów Jezusa lub wiernych w ogólności. Mając na względzie przekazy apokryficzne (m.in. Protoewangelia Jakuba) niektórzy utrzymują, iż pisząc o braciach Jezusa ewangelista ma na myśli synów Józefa z pierwszego małżeństwa. Jest to jednak tradycja apokryficzna. Jedynie arianie i niektórzy protestanci, negując dziewictwo Maryi (oraz opierając się na własnej interpretacji Mt 1,25) uważali, że Józef i Maryja mieli potomstwo po narodzinach Jezusa.

[14] L. Ryken, J. Wilhoit, T. Longman, Słownik symboliki biblijnej, Warszawa 2012, s. 874.

Studium Biblijne – wykład 6

Główne idee teologiczne Ewangelii wg św. Łukasza

  1. Historia zbawienia

Łukasz, podobnie jak wielu jego poprzedników, starał się „ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas” (Łk 1,1). Oznacza to, iż autor trzeciej Ewangelii za główny cel swojego dzieła, stawia sobie napisanie historii. Potwierdzeniem tego jest informacja o metodzie badawczej, która ma mu pomóc, w dokładnej analizie materiału. Łukasz pisze, że postanowił zbadać wszystko dokładnie, opierając się na świadectwie bezpośrednich, naocznych świadków (Łk 1,2n.).

Ważną rzeczą jest, aby pamiętać o powodach, dla których Łukasz pisze Ewangelię oraz o samej budowie trzeciej Ewangelii. Cała Ewangelia, ma służyć chrześcijanom, którzy oczekiwali na paruzję Chrystusa, w poznaniu prawdy, iż paruzja się oddala, jednak jak się wydaje, czas śmierci jest już paruzją – spotkaniem chrześcijanina z Chrystusem. Podobnie budowa łukaszowego dzieła ukazuje zamysł Łukasza – życie chrześcijanina jest nieustannym zdążaniem do zbawienia, tak jak życie Jezusa było nieustannym zdążaniem (anabaino) do Jerozolimy. Stąd też historia, którą przedstawia Łukasz, będąc prawdziwą historią – zapisem życia i dzieła Chrystusa, jest równocześnie historią niezwykłą. Łukasz bowiem zamierzał pisać, nie tyle historię świecką, co raczej historię świętą, historię zbawienia. Autor trzeciej Ewangelii pragnie być historykiem, świadkiem i teologiem. Jego dzieło miało więc być historią, ale i zarazem świadectwem i teologią.

Bez wątpliwości trzecia Ewangelia jest dziełem historycznym. Świadczyć o tym może chociażby umiejscowienie wydarzeń związanych z życiem i śmiercią Jezusa w historycznym kontekście. Łukasz wspomina o Cezarze Auguście (Łk 2,1), Tyberiuszu (Łk 3,1), wielkorządcy Syrii Kwiryniuszu (Łk 2,2), na­miestniku Judei Poncjuszu Piłacie (Łk 3,1). Ponadto autor trzeciej Ewangelii wymienia władców żydowskich: króla Heroda Wielkiego (Łk 1,5), jego syna Filipa – tetrarchę Iturei, Antypasa – tetrarchę Galilei (Łk 3,1.19; 8,3; 9,7.9; 13,31; 23,8.11.12.15) oraz Lizaniasza – tetrarchę Abileny (Łk 3,1). Znani są Łukaszowi również najwyżsi kapłani żydowscy: Annasz i Kajfasz (Łk 3,2; Dz 4,6).

Ukazanie tych historycznych postaci, jest dowodem, iż Łukasz chciał wpisać historię Jezusa w ziemską historię powszechną. Przez taki zabieg, Łukasz potwierdza, że Jezus żył historycznie na ziemi, że był zbawicielem, który żył wśród ludzi. Ukazując taką historię, autor trzeciej Ewangelii, równocześnie, że ta historia ma o wiele głębszy sens. Jest historią świętą, gdyż w czasie tej historii wypełniają się zbawcze zapowiedzi. Historia nie jest jedynie następstwem czasu, lecz jest celowo przez Boga kierowaną historią zbawienia, której centralnym punktem jest Chrystus. W Nim znalazły swoje wypełnienie obietnice i proroctwa, w Nim tez wypełniły się czasy i przybliżyło się królestwo Boże (Dz 10,6; 13,22.34).

Pamiętając o wypełnianiu się poszczególnych obietnic i nieustannym rozwoju historii zbawienia, komentatorzy starali się lepiej poznać łukaszową koncepcję zbawienia. Miejsce szczególne w tych badaniach zajmuje H. Conzelmann, który podzielił łukaszową historię na trzy okresy. Czas Izraela sięgający do Jana Chrzciciela (Łk 7,28), będący okresem przygotowania się narodu wybranego na pełnię zbawienia. Środek czasów, czyli czas działalności mesjańskiej Jezusa (Łk 4,16n.; Dz 10,38). Po czasie Jezusa następuje czas Kościoła[1]. Obecni komentatorzy bardziej podkreślają, jako właściwy dwuczłonową strukturę zbawienia, w myśl schematu: zapowiedź – wypełnienie. Czas Izraela, był czasem zapowiedzi, natomiast czas Chrystusa i Kościoła jest czasem wypełnienia.

  1. Eschatologia

Ewangelia Łukasza mówiąc o czasie, ukazując czas narodu wybranego, czas Chrystusa, czy wreszcie mówiąc o czasie Kościoła, jest również odpowiedzią dla chrześcijan pytających o sprawy ostateczne.

Chrześcijanie pierwszego pokolenia zaczynają umierać, rozpoczynają się prześladowania, Jerozolima zostaje zburzona. Stąd też coraz częściej uczniowie Mistrza z Nazaretu zaczynają pytać się przede wszystkim o powrót Chrystusa na ziemię. Dalej, chrześcijanie zaczynają zastanawiać się, nad losem swoich bliskich zmarłych, którzy odeszli z tego świata, a paruzja jeszcze nie następuje.

Odpowiedzią Łukasza na powyższe pytania jest tzw. deeschatologizacja. Zabieg ten polegał na odrzuceniu sformułowań zbyt skrajnych, które autor trzeciej Ewangelii napotkał w swoich źródłach, oraz na wprowadzeniu w ich miejsce elementów historycznych. Widzimy to szczególnie w drugiej części Ewangelii, gdy Chrystus zbliża się do Jerozolimy. Dla żydów bliskość świętego miasta budziła eschatologiczne nadzieje na bliskie nadejście królestwa. Jednak Jezus wyjaśnia, że królestwo Boże jeszcze się nie objawi, a paruzja nie nastąpi natychmiast (np. przypowieść o minach Łk 19,11-28). Dla Łukasza Jerozolima staje się miejscem męki i śmierci Jezusa, nie zaś zapowiedzią Jego paruzji. Również to miejsce staje się otwarciem nowego czasu dla chrześcijan – czasu próby i doświadczeń, w oczekiwaniu na nadejście Chrystusa.

Zjawisko deeschatologizacji widać w opisie spustoszenia Jerozolimy, które Łukasz ujmuje w konkretnych terminach historycznych. Autor trzeciej Ewangelii unika języka apokaliptycznego (por. Mk 13,14n. – Łk 21,20n.). Zamiast wyrażenia św. Marka: „ohyda spustoszenia”, Łukasz opisuje dokładnie zniszczenie Jerozolimy. Stad też, napisze, iż zanim nastanie paruzja, „Jeruzalem będzie deptane przez pogan, aż czasy pogan przeminą” (Łk 21, 24). O ile też Marek pisze o bliskim i niespodziewanym nadejściu Pana (Mk 13,33-37), to Łukasz ostrzega chrześcijan przed niebezpieczeństwami ziemskimi (Łk 21,34-36)[2].

Stosowanie przez św. Łukasza deeschatologizacji nie oznacza, iż porzucił on myśl o potrzebie oczekiwania i bycia gotowym na powtórne przyjście Chrystusa. Występują bowiem w dziele Łukasza teksty, które mówią, iż królestwo Boże już znajduje się pośród chrześcijan: „istotnie przyszło już do was królestwo Boże” (Łk 10,20); „królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,21n.).

O ile liczniejsze są w trzeciej Ewangelii teksty mówiące o niepewności i nagłym przybyciu Chrystusa na ziemię (Łk 12,35-40; 17,22-37; 21,34-36), to jednak należy wskazać również i te, które mówią o niepewności i nagłym jego nadejściu (Łk 18,8; 21,32). Stąd też wezwanie Łukasz do czujności. To łukaszowe wezwanie do czujności i gotowości spowodowane było postawą wielu chrześcijan, którzy widząc opóźnianie się paruzji, zaczęli zaniedbywać się w gorliwości chrześcijańskiej (Łk 17,26-29). Stąd też autor trzeciej Ewangelii podkreśla, iż nadejście Pana jest pewne, nie wiadomo tylko kiedy ono nastąpi.

Analizując wreszcie szczególnie teksty pochodzące ze źródła własnego św. Łukasza, jak również jego uzupełnienia i dodatki względem św. Marka, czy też źródła Q, możemy powiedzieć, że Łukasz przenosi akcent z eschatologii powszechnej na indywidualna. Łukasz świadomie preferuje eschatologię indywidualną w miejsce eschatologii powszechnej. Wydaje się, iż dla Łukasza godzina śmierci człowieka jest paruzją Chrystusa (Łk 23,43). W momencie śmierci przychodzi do człowieka Chrystus, osądza go i przeznacza do zbawienia, bądź też wiecznego potępienia (Łk 12,20). Jeszcze więc przed paruzją i zmartwychwstaniem następuje nagroda lub kara. Z Jezusem więc człowiek spotka się nie tyle na końcu czasów, ale już teraz, w chwili śmierci i po pozytywnym sądzie w królestwie niebieskim. Tak rozumianą eschatologię Łukasz ukazuje w przypowieści: o głupim bogaczu (Łk 12,16-20), o sługach czekających na pana (Łk 12,35-38), o bogaczu i Łazarzu (Łk 16,19-31), oraz w logiach (m.in. Łk 16,9; 23,43)[3].

  1. Chrystologia

Osoba Mistrza Nazaretu jest ukazana w Ewangelii św. Łukasza przede wszystkim jako prorok i Mesjasz, Zbawiciel i Pan całego Wszechświata.

3.1. Prorok i Mesjasz

Trzeci Ewangelista najczęściej (7 razy) spośród synoptyków określa Jezusa tytułem „prorok” (Łk 4,24; 7,16.39; 9,8.19; 13,33; 24,19). Tytułem tym, w Ewangelii Łukasza, określa się sam Jezus (Łk 4,24; 13,33), w ten sposób nazywa Go tłum (Łk 7,16.39) i uczniowie (Łk 24,19). Tytuł ten przysługuje Chrystusowi, gdyż w Nim zawierają się charakterystyczne cechy proroka. Jest On przede wszystkim posłany przez Boga, aby objawiać ludziom słowo Boże (Łk 4,31-37).

W trzeciej Ewangelii Jezus ukazuje się jako Prorok, który wypełnia i realizuje Boże plany zbawienia. Zstępuje na Niego Duch Święty jak na Sługę Bożego (por. Iz 58,6; 61,2 – Łk 4,19). Jest On Sługą, który głosi ubogim Dobrą Nowinę o zbawieniu. Termin „ewangelizować” jest jednym z bardziej ulubionych terminów św. Łukasza, występujący w Ewangelii 9 razy.

Jest niekiedy przedstawiany na wzór wielkiego proroka Eliasza (Łk 4,26), z zaznaczeniem, iż samego Eliasza znacznie przewyższa. Z tej to racji autor trzeciej Ewangelii unika identyfikacji Jana Chrzciciela z Eliaszem, co czynili pozostali synoptycy (por. Mt 16,10-13; Mk 1,6). Obraz Jezusa, jako Eliasza, szczególnie jasno jest widoczny w chwili śmierci na krzyżu, gdzie Jezus, obiecuje nawróconemu złoczyńcy wejście do raju (Łk 23,42n.). W tradycji żydowskiej, to właśnie Eliasz był tym, który wspomagał człowieka w osiągnięciu zbawienia.

Jezus będąc prorokiem autorytatywnie interpretuje Pismo Święte (zob. Łk 4,16n.). W Ewangelii Łukasza Jezus jest również Prorokiem-męczennikiem, który realizuje plany zbawienia przez swoją mękę (Łk 13,33; 22,43).

Dobra Nowina głoszona przez Jezusa, jest równocześnie wypełnieniem słów Pisma. Jezus mówi: „Dziś spełniły się te słowa Pisma” (Łk 4,21). Słowo Jezusa, podobnie jak słowa proroków, spotkało się ze sprzeciwem ludzi (Łk 4,28-30). Słowa Jezusa mają również prorocką moc. Mistrz z Nazaretu „z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym i wychodzą” (Łk 4,35n.). Moc ta ujawnia się przy uzdrowieniach, które dla św. Łukasza są skutkiem potęgi słowa Jezusa: „Rozkazał gorączce i opuściła ją” (Łk 4,39).

Słuchanie z wiarą rozumianego słowa Bożego łączy ludzi z Jezusem. Ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je w życiu, tworzą z Jezusem prawdziwą rodzinę (Łk 8,19-21). Tak więc słowo Boże, które przyjmuje człowiek przemienia jego wnętrze. Przez taką postawę, uczeń staje się krewnym Jezusa, Jego bratem i matką.

3.2. Zbawiciel

Określenie „Zbawiciel”, „zbawienie”, „zbawić” – (od gr. sodzein) występuje jedynie u św. Łukasza. Termin ten oznacza zbawienie w znaczeniu duchowym. Na oznaczenie zbawienia w sensie fizycznym ewangelista używa innego określenia czasownika. Większość terminów mówiących o zbawieniu, występują w Ewangelii dzieciństwa w kontekście starotestamentalnym i judaistycznym.

W Starym Testamencie określenie „Soter” było tytułem właściwym jedynie dla Boga. Tylko sam Bóg jest Zbawicielem swojego ludu (Pwt 32,15; Iz 12,2; Ps 23,5; Mdr 16,7; Syr 51,1). Jedynie też On przynosi zbawienie (Iz 45,17; 49,6). To zbawienie Izraelici pierwotnie pojmowali, jako wybawienie od zła i nieszczęścia doczesnego (Sdz 15,18; 1 Sm 10,19). W późniejszych wiekach termin ten oznaczał zbawienie jedynie ludu wybranego (Iz 46,13; 52,10) i to nie tylko doczesne, lecz przede wszystkim zachowanie od zła duchowego. Z czasem terminem tym zaczęto określać zbawienie mesjańskie[4].

Nawiązując do myśli starotestamentalnej, Łukasz nazywa Zbawcą Boga w Magnifikat (Łk 1,47). Tytuł ten jednak zwraca się i jest odniesiony do Chrystusa, który jest Zbawicielem (Łk 2,12), który zbawi swój lud z grzechów. Potwierdzeniem tego są słowa prorokini Anny, która ogłasza wszystkim, że Chrystus jest oczekiwanym wybawicielem (Łk 2,38). Podobnie i Symeon, nazywa Chrystusa „zbawieniem”, które Pan przygotował „wobec wszystkich narodów” (Łk 2,31).

Zbawcza działalność Jezusa, zapowiedziana przez Symeona (Łk 2,29n.), realizuje się w sposób szczególny w czynionych przez Mistrza z Nazaretu znakach: uzdrowienia (Łk 4,38-41; 5,12-16; 6,6-11), wskrzeszenia umarłych (Łk 7,11-17; 8,49-56), wypędzanie złych duchów. Wszystkie te znaki, są zapoczątkowaniem czasu zbawienia, działaniem „palca Bożego: (Łk 11,20). Działanie Chrystusa owocuje zbawieniem, które otrzymuje Zacheusz („Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu Łk 19,9), czy też dobry złoczyńca, który na krótko przed śmiercią słyszy zapewnienie Chrystusa: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze mną będziesz w raju” (Łk 23,43). Wyrazem dobroci Zbawiciela są również sceny przebaczenia ludziom potępionym przez ówczesny świat izraelski. Obrazy te są specyficzne i charakterystyczne wyłącznie dla Łukasza: przypowieść o marnotrawnym synu (Łk 15,11-32), obraz modlącego się celnika (Łk 18,9-14).

Ten sam Symeon zapowiada zbawczy charakter męki Mistrza z Nazaretu (Łk 2,29-35). Dla Łukasza męka i śmierć Jezusa nie ma przede wszystkim charakteru ekspiacyjnego. Jest to głównie droga, którą Chrystus musi przejść ( co podkreśla określenie greckie „dei”), aby osiągnąć pełnię zbawienia (Łk 24,26). Droga męki Mistrza z Nazaretu, podobnie jak i całe Jego życie, jest drogą wzorczą dla wszystkich chrześcijan.

Zbawienie, jak ukazuje to św. Łukasz, polega przede wszystkim na wyzwoleniu człowieka z wszelakich zniewoleń: więzienia, nędzy, poniżenia społecznego, choroby, śmierci, złego ducha, z grzechu. Chrystus jest bowiem Zbawicielem wszystkich ludzi, szczególnie biednych, pogardzanych i grzeszników[5]. We wszystkich powyższych wymienionych passusach nieustannie powraca myśl, która dla Łukasza była głównym celem: Bóg kocha również grzesznika i pragnie jego nawrócenia. Chrystus bowiem, jest Zbawicielem wszystkich grzeszników, którzy szczerze się nawracają: „Powiadam wam, że większa będzie w niebie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

3.3. Kyrios

Autor trzeciej Ewangelii najczęściej, bo ponad sto razy nazywa Mistrza z Nazaretu tytułem Kyrios (Pan). Sam tytuł „Kyrios”, był przez tłumaczy Septuaginty odnoszony do samego Boga. Tym terminem tłumacze tekstu oddali hebrajskie Adonaj i Jahwe. W Starym Testamencie termin Kyrios był tytułem królewskim (1 Sm 8,7n.; 12,12) i imieniem Bożym (Pwt 10,17; Ps 136,3). Z czasem, w gminie pierwotnego Kościoła, tytuł ten zostaje przeniesiony na Chrystusa. Widać to szczególnie w trzeciej Ewangelii, której autor był szczególnie związany ze środowiskiem gminy Jerozolimskiej.

Choć znajdujemy w trzeciej Ewangelii użycie tytułu Pan, w znaczeniu czysto grzecznościowym (Łk 9,54; 10,1; 11,1), to jednak dla św. Łukasza tytuł Kyrios w odniesieniu do Chrystusa oznacza najczęściej prawdę, iż Jezus jest królem. Widać to, gdy Łukasz podkreśla, iż właśnie w „mieście Dawida” narodził się zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan (Łk 2,11). W wielu również miejscach tytuł Kyrios podkreśla w Chrystusie charakter eschatologiczny (Łk 6,46). Jezus jest Panem zmartwychwstałym i wywyższonym, który w dzień paruzji powróci jako Sędzia (Łk 12,37.43). Tytuł Kyrios w trzeciej Ewangelii wskazuje także na boską godność Jezusa (zob. Łk 20,41-44).

Jezus jako Kyrios, w trzeciej Ewangelii, jest przedstawiony jako Ten, który kieruje dziejami historii człowieka prowadząc ją do wypełnienia się czasów. Wywyższenie Jezusa jako Pana objawia Go światu nie tylko jako środek historii, lecz również jako Pana historii, którą nieustannie kieruje przez Ducha.

  1. Eklezjologia

Często autor trzeciej Ewangelii określany jest, jako pierwszy teolog Kościoła. Na kształtujące się poglądy lekarza z Antiochii duży wpływ miały oczekiwania pierwszej gminy chrześcijan, którzy z jednej strony mieli w pamięci obiecaną paruzję, z drugiej zaś widzieli odchodzenie swoich bliskich. Odchodzili ci, którzy widzieli Chrystusa, spotkali się z Nim. Odchodzili apostołowie. Miała nastąpić paruzja – powrót Chrystusa na ziemię. A to nie następowało. Stąd też powstawało pytanie o dalsze losy wierzących. Z czasem oczekiwanie bliskiej paruzji stało się przeszłością. Zaczęto dostrzegać konkretne problemy wspólnoty, które to problemy domagały się rozwiązania. Kościół zakorzeniał się w świecie i historii, stając się społecznością historyczną. Stąd też rozpoczęło się poszukiwanie rozwiązań dla różnych problemów religijnych, związanych z Osobą Jezusa z Nazaretu. Powstawały pytania dotyczące związku wspólnoty z Jezusem. Czy ma ona odwoływać się do Jezusa historycznego, czy koncentrować się na przyszłości, oczekując przyjścia Pana. Żywe było również pytanie o miejscu teraźniejszego przebywania Chrystusa[6].

Na pytanie dotyczące miejsca pobytu Chrystusa Łukasz odpowiada opowiadaniem o uczniach z Emaus (Łk 24,13-35). Historia ta uświadamia Kościołowi, że Jezus jest obecny z kościołem czasie lektury słowa i łamania Chleba. Jezus nieustannie też towarzyszy swoim uczniom. Zaś czas Kościoła jest kontynuacją działalności, męki i chwały Jezusa. W Kościele jest zawsze obecny Chrystus jako wywyższony Pan. Tej to wspólnocie daje swoje słowo i ciało.

Obok podkreślania obecności Chrystusa w Kościele, autor trzeciej Ewangelii akcentuje również potrzebę misyjności tego Kościoła. Łukasz, troszcząc się o dalsze losy Kościoła, który, jak ma przed sobą długą drogę, wskazuje na potrzebę misyjności. Wzorem dla działalności misyjnej wspólnoty jest Jezus. Po odrzuceniu przez żydów Mistrza z Nazaretu ze swego rodzinnego miasta (Łk 4,14-30), Łukasz ukazuje Chrystusa idącego do pogan Tyru i Sydonu (Łk 4,26n.). Stąd też opis łukaszowy, iż Jezus przeszedłszy pośród nich oddalił się” (Łk 4,30).

Jeszcze mocnej potrzeba misyjnej działalności Kościoła zostaje podkreślona przez podróż Jezusa z Galilei do Jerozolimy (Łk 9,51-19,27). W czasie tej drogi Jezus naucza. Podróż jest czasem Jego działalności i ma wyraźnie charakter misyjny. Idą co do Jerozolimy, Chrystus udaje się również do Samarytan. Idąc i nauczając staje się wzorem podróżujących i nauczających apostołów. Jest pielgrzymem, który zdąża do Świętego Miasta, gdzie ma ponieść śmierć na krzyżu, ukazując tym sposobem swym uczniom drogę do zbawienia i chwały. Kościół ma prowadzić swą misję na wzór Mistrza.

Konieczność działalności misyjnej Kościoła zawiera się w misyjnym nakazie skierowanym do uczniów, który to nakaz zawiera potrzebę głoszenia nawrócenia, dawanie świadectwa, a wszystko to, w odróżnieniu od pozostałych synoptyków, ma się rozpocząć w Jerozolimie: „W imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, poczynając od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24,47 n.). Głoszenie zbawienia i nawrócenia najpierw w Jerozolimie jest zgodne z zapowiedzią Pisma (Łk 24,46) i schematem rozszerzenia się chrześcijaństwa[7].

Kolejną cechą eklezjologii Łukasza jest kontynuacja historiozbawcza między Kościołem a Izraelem Starego Testamentu. O ile dla Mateusza między ludem Starego Przymierza a Kościołem istnieje przepaść, to dla Łukasza Kościół jest kontynuatorem i wypełnieniem obietnic danych Izraelowi. Kościół więc nic rozpoczął się w określonym miejscu i czasie, jakby od punktu zerowego, lecz miał swoją genezę w procesie historycznym. Powstanie i dzieje Kościoła zostały wpisane w historię Starego i Nowego Testamentu. Był on zapowiedziany, obiecany i przygotowany w Izraelu, natomiast w „czasie Jezusa i Kościoła” dokonało się wypełnienie i jego realizacja.

  1. Rola Ducha Świętego

Czas Jezusa rozpoczyna się chrztem w Jordanie i zstąpieniem Ducha Świętego na Jezusa (Łk 4,21n.). Od tego momentu Mesjasz jest „pełen Ducha Świętego” (Łk 4,1). Z mocą Ducha (Łk 4,14) udaje się do Galilei, naucza w synagogach. W Nazarecie ogłasza, iż: „Duch Pański spoczywa na mnie” (Łk 4,18). Działanie Ducha Świętego trwa przez całą działalność Jezusa, aż do wniebowstąpienia (Dz 1,1n.). Obdarzony Duchem Świętym Jezus obiecuje Go Kościołowi: „Oto ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka” (Łk 24,49). Duch Święty będzie dla Kościoła szczególną pomocą, zwłaszcza w czasie prześladowań, które będą musieli znieść po Jego śmierci: „Kiedy was ciągnąć będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co mówić należy” (Łk 12,11-12). Mistrz z Nazaretu zapowiadając prześladowania i zobowiązując uczniów do dawania świadectwa o Nim, pociesza wybranych, iż nie zostawi ich samych. Pomocą dla Kościoła będzie Duch, który będzie ich bronił i pouczał, co mają mówić, by przetrwać prześladowania i próby[8].

Zapowiedź Jezusa wypełnia się w Jerozolimie w dniu Zielonych Świąt w momencie zesłania Ducha Świętego na apostołów. Łukasz wskazuje na to we wprowadzeniu do opisu zesłania Ducha: „Kiedy wypełnił się dzień Pięćdziesiątnicy” (Dz 2, 1). Miejscem tego wypełnienia jest Jeruzalem.

W trzeciej ewangelii jest łączność między Pięćdziesiątnicą a chrztem w Jordanie. Po chrzcie Jezus pełen Ducha rozpoczyna swą działalność mesjańską i zbawczą. Po Pięćdziesiątnicy apostołowie pełni Ducha rozpoczynają misję dawania świadectwa, powierzoną im przez Chrystusa. Tak więc ten sam Duch, który był i działał w Jezusie, prowadzi również Apostołów. Duch jest zasadą posłannictwa Jezusa (Łk 4,18) i działalności apostołów. On jest mocą posłanych (Dz 1,8) i gwarancją jedności misji Jezusa i Kościoła.

Duch Święty w trzeciej Ewangelii objawia i daje natchnienie (Łk 2,25-27), uświęca i pociesza (Łk 1,35.41; 10,21), kieruje (Łk 4,1.14) oraz daje moc do wypełnienia misji (Łk 24,49).

[1] Zob. H. Conzelmann, Die Mitte der Zeit, s. 9n.

[2] Por. J. Kudasiewicz, „Jeruzalem deptane będzie przez pogan(Łk 21,20-24), RTK 19(1972), z. 1, s. 83n.

[3] Por. A. Jankowski, Doniosłość łukaszowej eschatologii indywidualnej, RBL 28(1975), s. 168-182.

[4] A. Rebić, Obietnica i przygotowanie zbawienia w Starym Testamencie, w: Tajemnica odkupienia, Kolekcja Communio 11, Poznań 1997, s. 29n.

[5] H. Langkammer, Ewangelia Łukasza – Ewangelia o Zbawicielu i o powszechnym zbawieniu, s. 46n.

[6] J. Ernst, Herr der Geschichte, s. 112n.; tenże, Das Evangelium nach Lukas, s. 10.

[7] H. Langkammer, Pielgrzym Jezus i Jego pierwsi naśladowcy, Comm 17(1997) z. 4, s. 24n.

[8] J. Kudasiewicz, Odkrywanie Ducha Świętego, Kielce 1998, s. 125nn.; H. Langkammer, Pneumatologia biblijna, Opole 1998, s. 88n.

 

 

W drodze do Emaus (Łk 24,13-35)

 

Poniższe opracowanie – lectio divina Łk 24,13-35 – jest szkicem, propozycją medytacyjnego czytania Pisma Świętego.

Cel medytacji: rola i znaczenie słowa Bożego. Rola i znaczenie Kościoła jako miejsca spotkania z Bogiem. Jezus daje światło w trudnościach i kłopotach.

  

Modlitwa na początek:

Duchu Święty…

Przemień nasze wewnętrzne napięcie w święte odprężenie.

Przemień nasz niepokój w kojącą ciszę.

Przemień nasze zatroskanie w spokojną ufność.

Przemień nasz lęk w nieugiętą wiarę.

Przemień naszą gorycz w słodycz Twej łaski.

Przemień mrok naszych serc w delikatne światło.

Przemień naszą obojętność w serdeczną życzliwość.

Przemień naszą noc w Twoje światło.

Przemień zimę naszych dusz w Twoją wiosnę.

Wyprostuj nasze krzywe drogi, wypełnij naszą pustkę.

Oczyść nas z pychy, pogłębiaj naszą pokorę.

Rozpal w nas miłość, zgaś w nas zmysłowość.

Spraw, abyśmy widzieli siebie, jak Ty nas widzisz.

Abyśmy mogli poznać Ciebie, jak to obiecałeś.

I byli szczęśliwi według Twego słowa:

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Duchu Święty, Duchu Mądrości, prowadź.

Duchu Święty, Duchu Światłości, oświecaj.

Duchu Święty, Duchu Czystości, uświęcaj.

Duchu Święty, Duchu Mocy, wspieraj.

  

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Na początku, po spokojnej modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego, przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej Go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

„Do wsi zwanej Emaus”

Wyruszamy zatem w drogę z dwoma uczniami ku Emaus.

Właściwie po dziś dzień trwają dysputy, gdzie leży miejscowość Emaus. Po dziś dzień pielgrzymi zdążają do trzech różnych miejscowości, w których rozważają niezwykły fragment trzeciej Ewangelii relacjonujący drogę dwóch uczniów i nierozpoznanego przez nich Mistrza (Łk 24,13-35). Według jednych, tą właściwą miejscowością, jest mała arabska wioska oddalona od Jerozolimy o 60 stadiów (ok. 11 km) – El-Qubeibe. W sercu tej miejscowość, zamieszkiwanej właściwie w całości przez muzułmanów, wznosi się, zbudowany na ruinach średniowiecznej świątyni, franciszkański klasztor poświęcony szczególnej czci tajemnicy Eucharystii. Świątynia ta, jak głoszą ojcowie franciszkanie, ma wznosić się w miejscu, gdzie dawniej znajdował się „dom Kleofasa”.

Niektórzy uważają, że biblijne Emaus to dzisiejsza osada o nazwie Ammaus, o której pisze rzymski historyk Józef Flawiusz, a która była miejscem osiedlania się weteranów rzymski do Joppy.

Inni znów twierdzą, iż uczniowie zmierzali do innej miejscowości, oddalonej od Jerozolimy jednak nie sześćdziesiąt, ale sto sześćdziesiąt stadiów, gdzie dziś można znaleźć dostojne i starożytne ruiny bazyliki. Co niezwykłe, to miejsce – Emaus-Latrum (Nikopolis), było przez długie lata całkowicie zapomniane. Dopiero błogosławiona Miriam (Mała Arabka), wskazała je właśnie jako Łukaszowe Emaus. W opinii niektórych właśnie z tej miejscowości, Latrum, pochodził Dobry Łotr i od niego miałaby wywodzić się nazwa – Latrun (łac. latro – łotr).

Trudno jest dziś z całą pewnością ustalić, gdzie dokładnie znajdowała się miejscowość Emaus. Jednak dla nas nie ma to tak naprawdę większego znaczenia, bowiem dla wszystkich, którzy czytają historię Kleofasa i drugiego anonimowego ucznia, najistotniejsze jest zamyślenie się nad całym opisanym wydarzeniem i rozważenie, co Pan chce mi powiedzieć przez tę historię.

 

 „Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze”

Wyrażenie „tego samego dnia” bez wątpienia odnosi się do dnia zmartwychwstania. Kleofas i drugi uczeń opuścili Jerozolimę i wspólnotę uczniów Chrystusa „tego dnia” – opuścili ją w dzień zmartwychwstania. Św. Łukasz tak bowiem relacjonuje wydarzenia, które miały miejsce po zmartwychwstaniu Jezusa, by podkreślić, iż czas radości, jaki nastąpił po tym wydarzeniu, trwa nieustannie. Łukasz jakby ukazuje, że wszystko, co stało się po zmartwychwstaniu Pana, to już jeden czas i w życiu uczniów Chrystusa ma on trwać nieprzerwanie niosąc ze sobą emocje, jakie towarzyszyły pierwszym świadkom.

Kleofas i drugi nienazwany uczeń, schodzą z Jerozolimy do Emaus. Czy to był cel ich podróży? Nie wydaje się. Bardziej prawdopodobne jest to, iż Emaus miało być tylko miejscem nocnego odpoczynku, choć są i tacy którzy twierdzą, iż gospoda, w której się zatrzymali, należała do Kleofasa bądź też do kogoś z jego bliskich. Jest to jednak mało prawdopodobne. A zatem dokąd zmierzali? Wydaje się, że nawet oni sami nie wiedzieli, dokąd się udać, najprawdopodobniej chcieli się po prostu oddalić z Jerozolimy. Chcieli stamtąd uciec. Jak potem ukaże to ewangelista, stracili sens życia. Pospiesznie schodzili do miasteczka, byle dalej od Jerozolimy – od miejsca, w którym stracili wszystko.

 „Gdy rozmawiali i rozprawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi”

Ewangelista napisał, iż uczniowie ci rozmawiali ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło (Łk 24,14) i w czasie „gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi” (Łk 24,15).

Najpierw Łukasz odnotował, iż uczniowie rozmawiali ze sobą, a dokładniej tłumacząc grecki termin homileo należałoby zapisać, że głosili oni sobie wzajemne pouczenia, wzajemnie udzielali sobie nauk. Ewangelista podkreśla, iż to głoszenie, to rozmawianie łączy się jedynie z tymi dwoma uczniami. Byli oni tak zajęci tym rozmawianiem i rozprawianiem – dyskutowaniem (obok greckiego terminu homileo Łukasz używa także wyrażenia dzeteo) o tym wszystkim, co się wydarzyło w Jerozolimie, że nie zauważają, iż przybliża się do nich Jezus. Całkowicie pochłonęło ich wzajemne pouczanie się i dysputa. Zamknęli się niejako na otaczający ich świat. W sobie, w swoich przemyśleniach, w swojej mądrości szukali zrozumienia tego wszystkiego co się stało. Tak bardzo byli sobą zajęci, iż nie dostrzegali towarzyszącego im Mistrza. Widzieli Go, ale nie rozpoznali! Słyszeli Go, ale nie usłyszeli! Byli jakby zaślepieni.

Łukasz podkreśla: „oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24,16). A zatem nie tylko ich umysły były zajęte własnym punktem widzenia – roztrząsaniem i wzajemnym pouczaniem (gr. homileo wskazuje na nauczanie, pouczanie kogoś), ale również ich oczy koncentrowały się na sobie wzajemnie. I tak wpatrzenie w siebie, wsłuchani we własne mądrości i przemyślenia, nie zobaczyli Chrystusa.

On jednak, niezrażony zachowaniem uczniów, którzy zanurzyli się zupełnie w rozmowie i wzajemnym pouczaniu, szedł z nimi. Łukasz podkreśla w tym wszystkim niezwykłą delikatność Zmartwychwstałego: „Jezus przybliżył się i kroczył wraz z nimi”. Jezus nie przerywał rozmowy, nie narzucał się, nie oceniał ich postaw, w żaden sposób nie starał się zwracać na siebie uwagi. Przybliżył się, a więc był na tyle blisko, by uczniowie mogli go dojrzeć, ale i też zachowywał dystans, by nie naruszać ich prywatności, intymności. Spokojnie i cierpliwie towarzyszył im w drodze czekając, aż dostrzegą jego obecność i pozwolą Mu mówić.

Przez cały czas słuchał ich – i chociaż wiedział czego potrzebują, co dla nich jest korzystne i konieczne, to jednak czekał, by pozwolili Mu działać. W ten sposób objawił Chrystus wielką miłość, ale i szacunek dla wolności człowieka. Chciał jednak im pomóc…

Widząc, iż ich rozmowy prowadzą do nikąd, że nic nie przynoszą, Pan wkracza i zaczyna z nimi rozmawiać, a raczej, sprawia, iż oni otwierają się przed Nim.

 „Cóż to za rozmowy prowadzicie?”

Jezus chce, by owi dwaj uczniowie, opowiedzieli Mu o wszystkim, co tak bardzo ich porusza i zajmuje, choć tak naprawdę nie potrzebował tego. Zapewne towarzysząc im przez pewien czas wiele już usłyszał i wiedział, o czym tak gorączkowo rozprawiali. Tak naprawdę, to oni potrzebowali, by Mu o wszystkim powiedzieć. To oni potrzebowali się otworzyć przed Mistrzem.

Łukasz pisze: „zatrzymali się smutni” (Łk 24,17). To zatrzymanie też było konieczne, bowiem ci dwaj uczniowie patrzyli tylko na siebie i na drogę, którą przemierzali. Chrystus chciał, by wreszcie stanęli i wypowiedzieli to wszystko, co zajmowało tak gorączkowo ich umysły, odbierało jasność myślenia i widzenia.

Obaj byli bezgranicznie zdumieni: Jakże mógł o tym nie wiedzieć?! Jakże mógł nie słyszeć o tym wszystkim, co stało się w ostatnich dniach w Jerozolimie?! (Łk 24,18). Kiedy jednak Jezus nadal niejako prowokował ich do mówienia o tym, co tak bardzo ciążyło im na sercu i gdy zapytał ich: „cóż takiego?” (Łk 24,19), wtedy oni otwierają się na Niego. Zaczynają mówić, opowiadać całą Jego historię. Paradoksalnie: zarzucają Mu, iż nic nie wie o dziejach Jezusa, a sami nadal Go nie rozpoznają!

Zadziwiające jest także i to, że właściwie to, co mówi Kleofas, można określić mianem pięknego i prawdziwego opowiadania o życiu i dziejach Jezusa Chrystusa. Można odnieść wrażenie, iż wiedzą oni tak dużo o Jezusie, o Jego dziejach, nauce, że powinno to wystarczyć, by uwierzyć w mesjańskie posłannictwo Jezusa. Co więcej. Wydaje się, iż określając Jezusa „prorokiem potężnym w czynie i słowie”, Kleofas określa Mistrza z Nazaretu tytułem mesjańskim. Wiara ta jednak została zachwiana, czy wręcz legła w gruzach przez mękę i śmierć krzyżową, której sprawcą był naród wybrany. Co ważne, dla Kleofasa śmierć Mistrza z Nazaretu ma charakter ostateczny i nieodwołalny. Umarł – minęło od tego czasu już trzy dni. A zatem jest to fakt nieodwołalny. Zgodnie z żydowskimi wyobrażeniami dusza zmarłego unosi się nad ciałem przez trzy dni po śmierci. Gdy ten okres minie, nie można już liczyć na powrót zmarłego do życia. A zatem Kleofas pragnie podkreślić nieodwołalność śmierci Jezusa.

Jednak owi dwaj wędrowcy umykający do Emaus wiedzą nie tylko to, że arcykapłani i przywódcy religijni wydali Jezusa na śmierć krzyżową. Nie tylko stwierdzają upływ trzech dni, od śmierci Jezusa. Oni wiedzą także, iż Jezus żyje!

Wyraźnie ewangelista relacjonuje słowa Kleofasa: oto kobiety były rankiem u grobu, nie znalazły ciała Jezusa, wróciły do wieczernika i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniali je, iż Pan żyje. Ponadto, co jest jasno wyrażone: również inni spośród przebywających w Wieczerniku poszli do grobu i znaleźli wszystko tak, jak przekazały kobiety. Jezus jednak nie widzieli – to znaczy nie widzieli Go ani żywego, ani – na co także wskazuje tekst – nie zobaczyli także i ciała Pana. A skoro nie było ciała Jezusa w grobie, to gdzie mogło być?

O zmartwychwstaniu, co też należy podkreślić, zaświadcza wielu świadków. To nie tylko kobiety, ale i uczniowie – ludzie, których znali. Kleofas jednak i jego towarzysz nie idą, by się przekonać o prawdziwości tych przekazów, ale pełni strachu uciekają z Jerozolimy.

A myśmy się spodziewali

W Łk 24,21 dotykamy sedna smutku tych dwóch uczniów: „a myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”. W tym stwierdzeniu dotykamy sedna problemu uczniów: oni czego innego spodziewali się po Jezusie. Oni mieli wszystko zaplanowane. W czasie gdy Jezus nauczał, uzdrawiał, gdy starał się im wyjaśnić to, co konieczne było dla ich zbawienia, oni ułożyli sobie zupełnie inną wizję celu Jego działalności. To co Jezus mówił, stało się tłem. Owszem, było dla nich ważne – ale wszystko to tak ułożyli, tak dostosowali i zinterpretowali, tak sobie poukładali, by było po ich myśli. Mieli nadzieję, że Jezus przywróci królestwo Izraela, że wtedy będą oni w tym „wyzwolonym królestwie” kimś ważnym. No bo skoro poszli za Jezusem, skoro byli Jego uczniami…

Paradoksalnie, takie same intencje kierowały Judaszem…. Aż trudno w to uwierzyć. A jednak! Przecież w opisie pojmania Jezusa w relacji św. Marka, Judasz mówi: „Ten, którego pocałuję, to właśnie On. Chwyćcie Go i wyprowadźcie ostrożnie (inni tłumaczą jeszcze dobitniej: „prowadźcie Go bezpiecznie”)” (Mk 14,44). Właśnie! Judasz też miał nadzieję, że postawiony przed Sanhedrynem Jezus, okaże swą moc. Wierzył, że gdy ujrzą moc Mistrza z Nazaretu, to wtedy wszyscy uwierzą, że jest prawdziwym królem. Wierzył, że wtedy Jezus – Król, zacznie władanie, a on – Judasz, będzie kimś ważnym tym królestwie. Jak wiemy, tak się jednak nie stało. Jezus nie chciał być królem. Nie chciał władzy. Nie chciał rządzić.

To wszystko, czego spodziewali się uczniowie, rozmijało się jednak z tym, czego pragnął ich Mistrz. Oni spodziewali się czego innego ….

 „Zaczął wyjaśniać im Pisma…

Bardzo ważne jest to, że Jezus od początku do końca wysłuchał tego wszystkiego, co owi dwaj uczniowie chcieli Mu opowiedzieć. Z wielką cierpliwością szedł z nimi i słuchał. Skończył się jednak czas słuchania i Jezus zaczął mówić. Najpierw nastąpiło delikatne skarcenie: „jakżesz nieskore są wasze serca do wierzenia” (Łk 24,25). Zaraz jednak Mistrz zadaje pytanie retoryczne: Wszak to wszystko co się stało, można znaleźć w zapowiedziach prorockich. Mesjasz miał to wszystko wycierpieć, by wejść do swojej chwały. Rzeczywiście można wskazać pewne teksty z kart Starego Testamentu, czy też z pism rabinicznych, z których jasno wynika: Mesjasz – Sługa Pański, miał cierpieć (zob. Iz 52-53). Co więcej, Łukasz podkreśla, iż Jezus jako Mesjasz musiał to wszystko wycierpieć. To wszystko było konieczne, by Mesjasz wszedł do swojej chwały – do chwały nieba. Było to konieczne, by lud został odkupiony.

Zaraz też następuje wykład. Jezus wyjaśnia uczniom wszystko, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego (Łk 24,27), począwszy od Mojżesza przez wszystkich proroków.

Wykład ten musiał być niezwykły. Słuchając słów wyjaśnienia i pouczenia, serca Kleofasa i drugiego ucznia zaczynają płonąć. Rozpala się prawdziwy i niezwykły żar, który później pozwoli im uwierzyć bez reszty i stać się prawdziwymi świadkami. Słowa Jezusa musiały być bardzo poruszające. Potem Kleofas powie: „czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” (Łk 24,32). Ciekawe, że Łukasz nie relacjonuje dokładnie tego, co mówił Jezus. Być może sami uczniowie nie byli w stanie przekazać tych słów. Nie pamiętali? Umknęły im? A może raczej były tak niezwykłe, przepełnione ciepłem i miłością, że nie zapamiętali samych słów, zapamiętali jednak to, że ich serca zaczęły płonąć. Pozostała pełna miłości „cisza słów”.

 „Zostań z nami

Zaproszenie uczniów skierowane do jeszcze nierozpoznanego Jezusa, aby pozostał wraz z nimi i zjadł wieczerzę, nawiązuje do tradycji żydowskiej, w której główny posiłek dnia spożywano zwykle późnym popołudniem. W świecie starożytnym gościnność względem obcych była ceniona równie wysoko, jak gorliwość religijna.

Ale to zaproszenie tajemniczego nieznajomego – wciąż nierozpoznanego przez uczniów Jezusa – jest interesowne. Chcieli Go zaprosić, bo tak dobrze się Go słuchało. Można by rzec – byli gotowi ponieść wszelkie koszty, byle tylko ów nieznajomy był z nimi, byle tylko dalej mówił, opowiadał, bo Jego słowa były dla ich serc jak balsam, wlewały ciepło, poczucie spokoju, poczucie jasności, zrozumienia.

Oni sami chcieli się zatrzymać, bo dzień się już nachylił – nadchodził wieczór (Łk 24,29), a w Ziemi Świętej bardzo szybko, gdy tylko zajdzie słońce, zaczyna się noc. W nocy zaś podróżowanie po drogach było ze wszech miar niebezpieczne. Rozbójnicy, dzikie zwierzęta, możliwość zgubienia właściwej drogi. To wszystko sprawiało, iż wędrowcy zatrzymywali się na noc w przydrożnych gospodach.

Ci dwaj jeszcze byli dodatkowo bardzo zmęczeni. Wydarzenia dnia, długa – i jak się wydaje – bardzo pospiesznie przebyta droga, a zapewne także i głód – wszystko to sprawiło, iż potrzebowali odpocząć. Gospoda w Emaus, do której dotarli o zmroku była wymarzonym do tego miejscem.

Wahanie Jezusa wydaje się być zgodne z tradycją gościnności. Można by rzec – wypadało, by zaoponował. Namowy uczniów wynikały jednak nie tylko z zasad gościnności, z faktu, że pora była już rzeczywiście późna, ale nade wszystko z wielkiego pragnienia słuchania i przebywania w towarzystwie wciąż nierozpoznanego Wędrowca. Dla Łukasza całe to wydarzenie jest sposobnością, by podkreślić prawdę, iż człowiek pragnący spotkać się z Chrystusem, musi Go na to spotkanie zaprosić, musi namawiać na przyjście. Jezus zaś, gdy człowiek o to prosi – przychodzi. Zamieszkuje dom, w którym mieszka zapraszający. Zostaje z tymi, którzy Go o to proszą…

 „Poznali Go przy łamaniu chleba

W gospodzie, gdy na zaproszenie uczniów wszedł tam Jezus, wydarzenia przebiegają jednak dość dziwnie. To nie zapraszający są gospodarzami, tylko Jezus przejmuje obowiązki gospodarza. To On bierze chleb, odmawia modlitwę dziękczynną, łamie go i dzieli między nich. Ów gest był zwykłym i tradycyjnym gestem podczas żydowskich posiłków. Sam Jezus podczas publicznej działalności bardzo często spożywał posiłki ze swoimi uczniami w ten właśnie sposób (zob. Łk 9,16). Również społeczność pierwotnego Kościoła kontynuowała praktykę codziennych wspólnotowych posiłków, które nie były zawsze identyczne z Eucharystią (zob. Dz 2,42.46). Jednak takie zachowanie Jezusa musiało uczniom – ale także i wszystkim czytającym ten Łukaszowy przekaz – przypomnieć wydarzenie ostatniej wieczerzy. Wtedy bowiem Jezus także wziął w swoje ręce chleb, pobłogosławił, połamał i dawał (zob. Łk 22,19). Niewątpliwie dla Łukasza opis wieczerzy w gospodzie w Emaus, jest nawiązaniem do ostatniej wieczerzy Jezusa – ale i do każdej wieczerzy, podczas której uczniowie i ich następcy wykonują to, co im Pan nakazał, co im Pan dał: sprawiają, iż między nimi jest Pan – jest Pan pod postacią chleba i wina. Staje się On dla nich prawdziwym i niezwykłym pokarmem.

Kiedy Jezus dokonuje tego niezwykłego błogosławieństwa i połamania chleba, oni poznają Go: „otworzyły się im oczy i poznali Go, ale On zniknął im z oczu” (Łk 24,31). Na pierwszym miejscu zostaje podkreślone otwarcie oczu. Chcąc dokładnie przetłumaczyć ten fragment i mając na względzie użyty przez Łukasza grecki czasownik dianoigo w czasie aorystu pasywnego, powiedzielibyśmy: „raz i całkowicie oczy ich zostały otwarte”. Użyta tu strona bierna – „zostały otwarte”, wyraźnie podkreśla, że to Jezus jest wykonawcą czynności, to On otwiera ich oczy. Jest to początkiem całkowicie nowego i niezwykłego życia uczniów, z którymi Jezus spożywa wieczerzę.

Wzmianka „poznali Go” jest niezwykle ciekawa, jeśli uwzględni się kontekst kulturowy. W tradycji hebrajskiej bowiem „poznać” wiąże się zasadniczo z aktem małżeńskim. Uproszczając, hebrajskie rozumienie terminu „poznać” można oddać jako „wniknąć”, „zespolić się”, „złączyć się z kimś”. A zatem gdy Łukasz pisze, iż poznali Go, to można to stwierdzenie rozumieć jako: złączyli się z Nim – to znaczy w tym konkretnym wydarzeniu, po prostu spożyli ten chleb, a wtedy – co mocno podkreśla Łukasz – Jezus zniknął im z oczu. Ciekawe, iż autor trzeciej Ewangelii podkreśla ten fakt: „zniknął im z oczu”. A zatem nie widzieli Go, ale to nie oznacza, że Go nie było pośród nich. Wręcz przeciwnie, można by powiedzieć, iż Jezus zniknął im jedynie z oczu, ale Jego Duch wciąż wśród nich był. On był w nich! Kleofas i ów drugi uczeń dobrze czuli Jego obecność.

 „w tej samej chwili zmartwychwstali!!!

Otwarcie oczu i poznanie Jezusa wywołuje niezwykłe dalsze wydarzenia. Przede wszystkim Łukasz podkreśla, iż po otwarciu oczu, po poznaniu Jezusa i po Jego zniknięciu sprzed ich oczu, w uczniach budzi się niezwykła moc.

Łukasz używa krótkiego, ale bardzo znaczącego terminu: „i anastantes w tej samej godzinie”. Użycie greckiego czasownika anastantes jest bardzo ciekawe i ważne w tym miejscu. Czasownik ten ma wiele znaczeń. W słowniku znajdujemy jego objaśnienie jako: wstać, powstać, obudzić się, ale także oznacza: zmartwychwstać, wstać do życia. Gdy w jerozolimskiej bazylice męki, śmierci i zmartwychwstania wejdziemy do Bożego grobu – do TEGO pustego grobu Pana, na płycie, w miejscu, gdzie miało spoczywać ciało Chrystusa, znajduje się bogato zdobiona chusta z napisem: „Christos anesth” – Chrystus zmartwychwstał. A zatem można powiedzieć, iż owi uczniowie, gdy otworzyły się im oczy, gdy poznali Pana, wtedy nie tyle wstali (oczywiście podnieśli się natychmiast, by wyruszyć w drogę do Jerozolimy), ale w sensie duchowym – co pragnie wskazać Łukasz – oni zmartwychwstali. Wrócili do życia!

Do tej pory byli smutni, zniechęceni, przerażeni tym wszystkim, co złego mogło ich spotkać ze strony Żydów w Jerozolimie. Zmęczeni i utrudzeni drogą, u schyłku dnia pragnęli znaleźć schronienie i ciepły posiłek, pragnęli jedynie odpoczynku. Nagle jakby budzą się. Wstępuje w nich jakby nowe życie. Dlatego Łukasz pisze: w tej samej chwili wstali – to znaczy – zmartwychwstali. Ożyli, obudzili się z letargu i teraz już nie czują lęku przed Żydami, już nie czują zmęczenia, nie boją się długiej powrotnej drogi – i to pod górę. Nie boją się zbójców ni dzikich zwierząt, nie boją się, że zgubią drogę. Teraz bowiem mieszka w nich Chrystus, którego poznali i który jest z nimi – choć zniknął im sprzed oczu. Zniknął, ale jest z nimi. Jest w nich.

Natychmiast zatem wracają, by świadczyć, że Chrystus zmartwychwstał. Wracają do Jerozolimy, bo tam jest wspólnota, z którą chcą na powrót być. A wszystko to odbywa się „tego samego dnia”. Od wydarzenia zmartwychwstania bowiem czas niejako nie ma już znaczenia. Najważniejsze, w przekazie św. Łukasza, to być z Chrystusem.

Wracający do Jerozolimy Kleofas i jego towarzysz zastają uradowanych uczniów, którzy jako pierwsi przekazują im radosną wiadomość. Dopiero później również podróżni, którzy przybyli z Emaus, dzielą się swoim spotkaniem. Łukasz podkreśla w ten sposób rolę i znaczenie Piotra oraz jego przeżycie zmartwychwstania. Zostaje tutaj podana jasna odpowiedź na pytanie o korzenie wiary wielkanocnej: pusty grób i prywatne świadectwo przemawiają dopiero wtedy, gdy są złączone z wyznaniem wiary wielkanocnej wspólnoty.

 „czyż serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?

Gdy wraz z Kleofasem i drugim uczniem – wróciliśmy już do Wieczernika, zastanówmy się, co się stało, czy też inaczej – kiedy tak naprawdę wszystko zaczęło się w nich zmieniać?

Rzecz jasna – i tak najczęściej patrzymy na Łukaszowy opis uczniów zdążających do Emaus – najważniejszy jest ten moment, gdy dwaj uczniowie zasiadają z Jezusem przy stole, bo tam poznają Go przy łamaniu chleba.

Opinia ta, jest ze wszech miar właściwa, ale popatrzmy trochę szerzej. Tak na prawdę, ci dwaj uczniowie poznali Jezusa, bo zaprosili Go. A zaprosili, gdyż słuchali Jego słów. Tu jest sedno. Tu jest początek ich przemiany. Początek, bez którego nie nastąpiłyby dalsze wydarzenia. Początkiem poznania, początkiem przemiany uczniów, stało się zasłuchanie w to, co mówił do nich Pan. To słuchanie, ten czas, kiedy mówił do nich Chrystus, to właśnie sprawiło, iż serca ich zaczęły pałać, że serca ich rozpaliły się żarem. Moment, w którym słowo Stało się w nich, kiedy Słowo w nich zamieszkało, rozpoczęło przemianę. Ono sprawiło, że ożyli. Cała reszta: zaproszenie tajemniczego nieznajomego do gospody czy poznanie Go przy łamaniu chleba, to już niejako następny etap – to już wręcz konsekwencja przyjęcia słowa. A potem – potem nie można było już inaczej. Potem pozostało już tylko dawanie świadectwa. Gdy słowo zamieszka w człowieku, to chce się o tym mówić. Chce się być tego świadkiem. Wszystkie przeszkody, jakiekolwiek przeciwności – wszystko to schodzi na dalszy plan. Wszystko to jest nieważne, łatwe do pokonania.

To tak jak Maryja – gdy przyjęła Słowo w Nazarecie, w tajemnicy zwiastowania, wyruszyła do krewnej Elżbiety, by świadczyć, jak wielkie rzeczy uczynił Jej Wszechmocny.

  1. Meditatio – spojrzenia i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w tej przypowieści. Trzeba raz jeszcze czytać i zastanawiać się, jak to, o czym mówi tekst, odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej patrzenia na siebie, na swoje życie.

Ciekawe, dlaczego Łukasz nie podaje imienia drugiego ucznia. Pisze jedynie: Kleofas i drugi – nienazwany z imienia. Przecież mając na względzie dociekliwość Łukasza, musiał znać imię tego drugiego. Niektórzy mówią, że to sam Łukasz szedł z Kleofasem. Czy tak? Trudno powiedzieć. Pewne jest, że wszyscy we wspólnocie znali imiona tych uczniów, którzy w drodze do Emaus spotkali się ze zmartwychwstałym Panem. A jeśli tak, to znaczy, że Łukasz celowo nie wymienia imienia drugiego ucznia. Łukasz jakby zostawia tu miejsce, aby w rolę tego drugiego ucznia mógł wejść każdy z nas. Każdy z nas bowiem potrzebuje przemyśleć, kim jest.

A zatem:

  1. Kleofas i drugi uczeń – i ja – uciekają, boją się. Są zniechęceni, bez nadziei, smutni. Nie wierzą, że On zmartwychwstał. Często w moim życiu jest właśnie tak. Pośpiech. Zabieganie. Brak czasu. Tylko praca. A czas wolny – chcę tylko odpocząć, chcę uciec od tego wszystkiego, co mnie otacza. Jaki jest mój dzień?
  2. Żyjąc codziennością czy zauważam w moim życiu drugiego człowieka? Jakże ważne jest moje „ja”. Lubię mówić – lubię innych pouczać. Mówić o sobie, o swoich sprawach. Znam się na wszystkim i na wszystkich. O wszystkim potrafię innych pouczać. Ci dwaj tak czynią. Znają się na wszystkim, pouczają się, głoszą sobie nauki, choć tak naprawdę nie mają pojęcia o tym, o czym mówią. No i najważniejsze. Są skupieni na sobie…. Czy widzę i słyszę drugiego człowieka?
  3. Czy w drugim człowieku – w szkole, w pracy rozpoznaję Chrystusa? Szczególnie, gdy jest to osoba, której nie darzymy sympatią. Czy umiem i chcę w drugim widzieć odbicie Chrystusa? Czy chcę widzieć w drugim Chrystusa?
  4. Czy umiem słuchać Boga? Jak słucham Boga we Mszy św., w czasie modlitwy? Moje słuchanie Boga – to też moje czytanie Pisma Świętego. Czy poznaję swoją wiarę? Jak wygląda moje szukanie spotkania z Bogiem?
  5. Uczniowie zaprosili Chrystusa do gospody. Czy umiem dawać bliźniemu nie tylko dary duchowe, ale czy potrafię dzielić z innymi tym, co posiadam. Czy umiem zaprosić, ugościć?
  6. Czy jestem świadkiem Chrystusa? Czy umiem o Nim mówić? Czy umiem tak postępować, by inni widzieli we mnie Chrystusa? Czy szanuję Kościół – żywą wspólnotę? Gdzie Kościół, tam jest Chrystus. Nie uznając, nie szanując, nie będąc w Kościele, nie uznaję, nie szanuję, nie jestem z Chrystusem.

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze słowem Bożym, teraz omawiam z Bogiem. Omawiam z Bogiem, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., byś szukał, byś chciał mieć dla Niego czas.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., byś umiał słuchać drugiego człowieka.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., byś chciał być dla innych dobry.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., być chciał Go słuchać.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., o dar zmartwychwstania – o dar życia.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., byśmy Go poznawali w czytaniu Pisma Świętego, w poznawaniu wiary, w liturgii słowa, w liturgii Eucharystii, w modlitwie.

Proś, przepraszaj, dziękuj…., byś był Jego świadkiem.

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie, po modlitwie następuje czas ciszy – bycie z Bogiem.

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

Jezu, zostań ze mną, bo ma się ku wieczorowi. Pozostań ze mną do czasu, kiedy śmierć wyprowadzi mnie z tej ciemnej doliny ziemskiego życia. Tak, Jezu, zostań ze mną na zawsze. Kiedy słabość mojej natury i moja bezsilność staną się przyczyną upadku, kiedy złamie się mój duch, wówczas – proszę – bądź przy mnie. Niech spłynie na mnie Twoja łaska, Twoje światło. Ty jesteś Światłem, które nigdy nie gaśnie, Płomieniem, który tli się nieustannie. Oświeć mnie swoim blaskiem, uczyń mnie swym narzędziem, abym potrafił nieść Twoje światło innym, by patrząc przeze mnie, widzieli Ciebie.

Panie, pozwól mi ku Twojej chwale głosić innym Twoją Prawdę i Twoją Wolę. Pozwól mi mówić o Tobie nie przez pustkę moich słów, ale mocą czynnej miłości za przykładem Twoich świętych. Panie, przyjmij moją szczerą miłość, jaką Ci z serca ofiaruję.

Nie dopuść, Panie, bym kiedykolwiek poszedł w swoją stronę, a Ciebie zostawił. Nie chcę Cię nigdy opuścić. Do kogóż bym poszedł? Przecież Ty jeden masz słowa życia wiecznego. Bez Ciebie nic nie mogę uczynić. Ty mnie kochasz… Najdroższy Jezu, daj wytrwać… Czego ja szukam? Chcę zobaczyć, gdzie mieszkasz, chcę Cię ujrzeć własnymi oczyma, dotknąć własną ręką. Chcę się wsłuchać w Twoje słowo, bo Ty jeden wiesz dokładnie, co się kryje we mnie. A potem chcę czynić wszystko, co rozkażesz i iść za Tobą, dokądkolwiek pójdziesz. Chcę oddać Ci życie. Memu szukaniu błogosław.

 

 

Opracował ks. Piotr Łabuda

 

 

  Studium Biblijne – wykład 5

 

Pytanie konkursowe: Gdzie w Ewangelii  jest tekst modlitwy „Ojcze nasz” i która wg ciebie wersja jest pierwotna?

 

Ewangelia św. Łukasza: Tajemnica historii zbawienia

Ewangelia św. Łukasza jest Radosną Nowiną o zbawieniu przyniesionym przez Jezusa. Jak już sam wstęp pokazuje, została napisana do konkretnego adresata (Łk 1,1) i przedstawia wraz z Księgą Dziejów Apostolskich, przejście dobrej nowiny z Palestyny, w środowisko całego imperium rzymskiego.

  1. Budowa i treść Ewangelii św. Łukasza

Łukasz[1867]Łukasz jest autorem, który w sposób bardzo dobry posługuje się językiem greckim. Góruje on pod względem słownictwa nad pozostałymi ewangelistami. Pod względem bogactwa wyrazów własnych Łukasz ustępuje jedynie św. Pawłowi. Jego cechą charakterystyczna, podobnie jak pisarzy jemu współczesnych jest duża poprawność językowa. Jego język jest generalnie wolny od barbaryzmów. Często poprawia on zwroty nieliterackie pojawiające się w Ewangelii św. Marka.

Jego Kunszt pisarski ujawnia się w przemyślanej i oryginalnej strukturze Ewangelii. Wewnętrzna struktura trzeciej Ewangelii, jak wykazały współczesne badania, zbudowana została oparta na wzorze trójkowym. Ta struktura trójczłonowa najbardziej uwidacznia się w części pierwszej i ostatniej. Mówiąc o tej strukturze będziemy mogli wyodrębnić: zapowiedź (obietnica) – objawienie (wypełnienie) – misja (posłannictwo). Element posłania jest najczęściej najbogatszy, jeśli chodzi o budowę i objętość. Taki trójczłonowy układ wydaje się być zamierzony przez autora trzeciej ewangelii, aby pouczyć tak Kościół, jak i wszystkich wiernych, iż życie wierzącego ma w sobie również takowy układ. Każdy z nas najpierw musi doświadczyć zwiastowania – powołania do nawrócenia, dalej chrześcijanin będąc powołanym musi poznać prawdy o Jezusie Chrystusie, po czym następuje posłanie go, aby innym głosił dobrą o nowinę, którą jest Jezus Chrystus; dobrą nowinę, którą głosił Mistrz z Nazaretu.

Całość łukaszowego dzieła koncentruje się wokół paschalnej tajemnicy Mistrza z Nazaretu. Poszczególne zaś części koncentrują się generalnie wokół Jerozolimy. Wzmianki o tym mieście, do którego Jezus nieustannie zdąża, są miejscami podziału poszczególnych części[1].

Część pierwsza ewangelii poprzedzona jest wprowadzeniem, będącym równocześnie adresem, wskazaniem na adresatów dzieła. Widzimy tu łukaszowe świadectwo, potwierdzające istnienie już wielu opowiadań mówiących o życiu i dziele Chrystusa. Łukasz postanawia aktywnie włączyć się w te świadectwa i przedstawić wiadomości, które również jemu udało się zgromadzić.

Po wstępie, wprowadzeniu kierowanym do dostojnego Teofila, rozpoczyna się zasadnicza pierwsza część łukaszowego dzieła. Całość tej części jest zapowiedzią tajemnicy paschalnej. Zawiera w sobie historię zwiastowań i narodzin oraz ukazuje czas powołania i przygotowania uczniów do wyruszenia do Jerozolimy (Łk 1,5-9,50). Składa się ona z dwóch sekcji zbudowanych według trójczłonowego wzoru.

  1. Jezus a Jan (Łk 1,5-4,44).

– Zapowiedź: dwa zwiastowania i nawiedziny Elżbiety (Łk 1,5-56).

– Objawienie: dwa opisy narodzin oraz opis ukazujący dwunastoletniego Jezusa w świątyni stanowiący zapowiedź misji i tajemnicy Jezusa (Łk 1,57-2,52).

– Misja Jana i Jezusa (Łk 3,1-4,44). Ewangelista opisuje najpierw posłannictwo Jana Chrzciciela (Łk 3,1-20), będące bezpośrednim przygotowaniem misji Jezusa.

Inauguracją działalności mesjańskiej Jezusa jest chrzest w Jordanie (Łk 3,21-22). W momencie chrztu następuje zstąpienie Ducha Świętego, który wskazuje na misję i posłannictwo Mesjasza. Napełniony Duchem Świętym rozpoczyna swą publiczną działalność zbawczą. Na początku tej działalności autor trzeciej ewangelii podaje rodowód Mistrza z Nazaretu (Łk 3,23-38). Opis kuszenia Jezusa zamyka inaugurację misji oraz wprowadza w działalność w Galilei, która obejmuje słowa (Łk 4,14-32) i znaki (Łk 4,33-44)[2].

  1. Działalność Jezusa w Galilei (Łk 5,1-9,50).

Również w tej części jest widocz­ny trójczłonowy schemat. Szczególny akcent położony jest na przygotowanie uczniów do misji. Całość nauczania i działania Jezusa jest skierowana ku ich posłannictwu.

– Zapowiedź: powołanie uczniów, obietnica dana Szymonowi, że będzie łowił ludzi (Łk 5,1-11). Nauczającemu i powołującemu słowu Jezusa towarzyszą znaki (Łk 5,12-6,11).

– Objawienie: Następuje wybór Dwunastu jako świadków Objawienia (Łk 6,12-16). Realizacja zapowiedzi Jezusa dokonuje się w kazaniu „na równinie” (Łk 6,17-49), znakach i cudach, przebaczeniu grzechów (Łk 7,1-50), objawienie Jego mocy i godności.

– Misja: apostołowie i grupa niewiast kroczą śladami Jezusa (Łk 8,1-3), ukazane są pouczenia Jezusa (Łk 8,4-21). Jego słowom towarzyszą czyny (Łk 8,22-56). Ostatni fragment tej części mówi o posłannictwie apostołów, przedstawiając je w perspektywie męki Jezusa (Łk 9,1-50)[3].

Druga część Ewangelii Łukasza jest opisem drogi Jezusa do Jerozolimy w celu realizacji tajemnicy paschalnej (Łk 9,51-19,27). Wskazują na to, poza przypomnieniami postanowienia Jezusa o „udania się do Jerozolimy”, szczególnie formy czasownikowe. Łukasz podkreśla, iż jest w drodze w której wstępuje (gr. anabaino) do Jerozolimy. Rozpoczęcie tej podróży znajduje się w Łk 9,51. Jezus uroczyście stwierdza, że musi iść do Jerozolimy. W Drugiej części kilkakrotnie występują wzmianki o podróży Jezusa do Świętego Miasta (Łk 9,51; 13,22; 17,11). Są one charakterystycznymi punktami, według których następuje podział sekcji. Celem i kresem tej podróży jest Jeruzalem, gdzie zostanie dopełniona ofiara Jezusa (Łk 9,51-53; 13,22-23; 17, 1; 18,31; 19,11-28). W centrum drugiej części znajduje się uroczysta zapowiedź i stwierdzenie wypełnienia się tajemnicy Jezusa w Jeruzalem (Łk 13,33). Podróż Jezusa ma wyraźnie charakter misyjny i wzorczy. Droga Kościoła, podob­nie jak droga Jezusa, prowadzi pod krzyż. Kościół bowiem pełni swoją misję, na­śladując idącego na krzyż Pana. W ramach całej podróży do Jerozolimy wyróżniamy następujące jej etapy:

  1. Obietnica królestwa Bożego (Łk 9,51-13,21). Początek drugiej części rozpoczyna się opi­sem niegościnnych Samarytan (Łk 9,51-56). Jezus podaje warunki naśladowania Go oraz potrzebę zaangażowania się w sprawy królestwa bożego (Łk 9,57-62). Wysyła przed sobą uczniów, udzielając im pouczenia misyjnego. Poleca, aby głosili bliskie nadejście królestwa (Łk 10,1-12). Polecenie to zostaje przez posłanych realizowane (Łk 10,17-22). Kolejnymi pouczeniami są potrzeba miłości Boga i bliźniego (Łk 10,25-32); pouczenie dotyczące modlitwy (Łk 10,38-11,13); polemika z Żydami (Łk 11,14-12,3); wezwanie do odwagi (Łk 12,4-12) oraz ostrzeżenie przed chciwością (Łk 12,41-59). Pierwszą część podróży do Jerozolimy zamykają trzy przypowieści o królestwie (13,6-21).
  2. Kolejna część poświęcona jest pouczeniom na temat warunków przynależności do królestwa bożego (Łk 13,22-17,10). W czasie drogi Jezus naucza swoich uczniów w przypowieściach i mowach . Jezus mówi o koniecznych warunkach przynależności do królestwa Bożego. Część tę otwiera dyskusja o zbawieniu, do której wiedzie droga przez wąskie drzwi (Łk 13,22-30); następuje wzmianka o Herodzie, który chce zabić Jezusa (Łk 13,31-33). Z tym epizodem autor trzeciej ewangelii łączy logion o Jeruzalem, które zabija proroków (Łk 13,34-35). W kolejnych przypowieściach: Jezus uczy pokory w stosunku do biednych i ułomnych, mówi o powołaniu na ucztę mesjańską (Łk 14,7-24). Następnie jest mowa o warunkach naśladowania Jezusa (Łk 14,25-34). Wiersz 15, pochodzący całkowicie z łukaszowego źródła własnego zawiera przypowieści mówiące o miłosierdziu (Łk 15,1-32). Ta część kończy się pouczeniem o właściwym używaniu dóbr (Łk 16,1-30) i wskazaniami moralnymi (Łk 17,1-10).
  3. Wersetom Łk 17,11-19,27 możemy nadać tytuł: Królestwo Boże pośród was jest. Ta część Ewangelii św. Łukasza zawiera przede wszystkim kwestie dotyczące nadejścia królestwa Bożego. Znajdują się tu opis uzdrowienia dziesięciu trędowatych (Łk 17,1-14). Jezus odpowiada faryzeuszom, na pytania dotyczące nadejścia królestwa Bożego, które jest już na świecie – „królestwo Boże jest wśród was” (Łk 17,20-21). W części tej znajdują się również pouczenia o przyjściu Syna Człowieczego (Łk 17,22-37), o modlitwie (Łk 18,9-14). Natomiast w drugiej części rozdziału 18 Jezus podejmuje ponownie temat bogactwa: bogaty młodzieniec (Łk 18,18-27), bogactwo i ubóstwo (Łk 18,28-30). Przy kolejnej (ostatniej) wzmiance o podróży do Jerozolimy Jezus zapowiada trzeci raz swoją mękę (Łk 18,31-34). Po uzdrowieniu niewidomego, spotkaniu z Zacheuszem i przypowieści o minach następuje wyruszenie do Jerozolimy (Łk 19,28).

Część trzecia Ewangelii św. Łukasza rozgrywa się w Jeruzalem, gdzie następuje męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa (Łk 19,29-24,53). Również i tu możemy wyróżnić trzy sekcje:

  1. Punktem centralnym pierwszej części (Łk 19,28-21,38) jest działalność i nauczanie Jezusa w świątynio triumfalnym wjeździe do miasta, którego widok i przyszłe losy wzruszają Jezusa (Łk 19,29-44), następuje (inaczej niż u św. Jana) wypędzenie przekupniów ze świątyni i nauczanie Jezusa (Łk 19,45-48). Budzi ono sprzeciw żydów, którzy postanawiają Go zabić. Po polemikach (Łk 20,9-40) Jezus wyjaśnia, iż to właśnie On jest Panem Dawida (Łk 20,41-44). Po kolejnych pouczeniach (Łk 20,45-21,4), część ta kończy się mową eschatologiczną (Łk 21,5-36), w którą Jezus kończy zapowiedzią w czasie prześladowań (Łk 21,12-19).
  2. W centrum ostatniej części Łukaszowej Ewangelii znajduje się opis męki i śmierci Jezusa (Łk 22,1-23,56). Opis ten otwiera spisek uczonych w Piśmie i zdrada Judasza (Łk 22,1-6). Kolejno następuje ostatnia wieczerza i ustanowienie Eucharystii (Łk 22,7-23), zapowiedź zaparcia się Piotra i wydarzeniach temu towarzyszących (Łk 22,24-38), po czym Jezus udaje się na Górę Oliwną. Po opisie wydarzeń, które miały miejsce w ogrodzie (Łk 22,39-46), następuje pojmanie, które Łukasz nazywa „godziną nieprzyjaciół” i „panowaniem ciemności” (Łk 22,47-53). Sam proces jest poprzedzony zaparciem się Piotra (Łk 22,54-62) i wyszydzeniem Jezusa (Łk 22,63-65). Po procesie żydowskim (Łk 22,66-71), Jezus zostaje odesłany do Piłata (Łk 23,1-7), a następnie do Heroda (Łk 23,12). Następuje proces przed rzymskim namiestnikiem (Łk 23,13-25), po czym skazany Jezus bierze krzyż na swoje ramiona. Rozpoczyna się droga krzyżowa. Łukasz pomijając szczególnie bolesne szczegóły męki Chrystusa, które obrażały ludzką godność Mistrza z Nazaretu. Wspomina jednak o Szymonie z Cyreny, płacz i współczucie kobiet oraz dwóch złoczyńców (Łk 23,26-46). W chwili śmierci Jezus odda­je się w ręce Ojca. Obraz śmierci Jezusa skłania setnika do wyznania wiary, ludzi zaś do pokuty. Owocem więc męki Chrystusa jest nawrócenie (Łk 23,47-49). Następuje pogrzeb Jezusa (Łk 23,50-56).
  3. Ostatnia sekcja Ewangelii św. Łukasza opisująca zmartwychwstanie Chrystusa (Łk 24,1-53), zbudowana jest według trójczłonowego schematu: zapowiedź, wypełnienie, posłannictwo. Dzieje zmartwychwstania otwiera zapowiedź anioła Jego zmartwychwstania (Łk 24,1-11). Wypełnieniem jest historia uczniów zdążających do Emmaus (Łk 24,13-35). Całość Ewangelii kończy się ukazaniem się Jezusa apostołom, obietnicą Ducha Świętego i posłaniem uczniów, aby głosili nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom (Łk 24,36-53).
  1. Autor Ewangelii

mphoto[1869]Apostoł Paweł przedstawia Łukasza jako poganina (Kol 4,11-12) wykształconego w Antiochii Syryjskiej. Był lekarzem (Kol 4,14), bliskim współpracownikiem Pawła  (Flm 23-24), towarzyszem podróży Apostoła Narodów (2 Tm 4,11). Według Dziejów Apostolskich, Łukasz dołącza do Pawła w Troadzie (Dz 16,10-17) i towarzyszy mu aż do niewoli rzymskiej (Dz 20,5-15; 21,1-18; 27,1-18; Kol 4,14; Flm 24)[4].

Z tych biblijnych informacji wynika, że Łukasz był lekarzem i bliskim współpracownikiem Pawła. Właśnie Łukaszowi, towarzyszowi św. Pawła Apostoła tradycja chrześcijańska przypisuje autorstwo trzeciej Ewangelii i Dziejów Apostolskich.

    Tradycja wczesnochrześcijańska przypisuje św. Łukaszowi autorstwo Trzeciej Ewangelii i Dziejów Apostolskich. Według najstarszego świadectwa chrześcijańskiego, tzw. Fragmentu Muratoriego (ok. 155 rok), autorem Trzeciej Księgi jest: „Łukasz, ów lekarz, którego przyjął św. Paweł”[5]. Informację tę potwierdza biskup Lyonu św. Ireneusz (ok. 200 rok), pisząc, iż: „Łukasz, towarzysz Pawła, utrwalił na piśmie Ewangelię, którą ten ostatni głosił”[6]. Kolejne potwierdzenie łukaszowego autorstwa trzeciej ewangelii znajdujemy u Marcjona (około 160 r.), który w swoim kanonie zachował jako jedną Ewangelię, Ewangelię Łukasza (obszerne fragmenty). Fakt ten świadczy o tym, jak wielkim autorytetem cieszyła się ta Ewangelia w Rzymie w II wieku. Łukaszowe autorstwo trzeciej Ewangelii potwierdzają prologi łacińskie, napisane do niej w II wieku. Według tych świadectw, Łukasz pochodził z Antiochii, z zawodu był lekarzem, towarzyszył Pawłowi aż do jego śmierci, a potem w Grecji napisał Ewangelię[7]. Podobne informacje wzmiankuje Tertulian, wymieniając Łukasza – Pawłowego ucznia, który napisał Ewangelię oraz Euzebiusz, który przypisuje autorstwo Ewangelii Łukaszowi pochodzącemu z Antiochii w Syrii. Euzebiusz potwierdza również, że Łukasz był towarzyszem Apostoła Narodów. Wskazuje on także na świadectwo Orygenesa, który przedstawia Łukasza jako lekarza i Autora Trzeciej Ewangelii, a także towarzysza św. Pawła. Pochodzenie Łukasza z Antiochii, napisanie przez niego Trzeciej Ewangelii oraz znajomość z Pawłem potwierdza też Hieronim. Wymienić ponadto należy Didache, św. Klemensa, Ignacego i Polikarpa jako tych, którzy potwierdzają, iż to Łukasz jest Autorem Trzeciej Ewangelii[8].

Na pochodzenie Łukasza z Antiochii mogą wskazywać liczne i częste wypowiedzi Autora na temat tamtejszego Kościoła. Sam Łukasz nigdzie wprost nie wspomina o swoim pochodzeniu, opisuje jednak początki chrześcijaństwa w Antiochii (Dz 11,19-30) oraz ukazuje ten Kościół wraz z jego strukturami (Dz 13,1-3), co świadczy o dobrej znajomości tej gminy. Antiochia jest także bazą dla podróży misyjnych Pawła. Stąd też wniosek, iż Łukasz pochodził z Antiochii. Jest też możliwe, że informacje te są mu znane z przekazu Apostoła Narodów będącego w tym mieście częstym gościem. Miasto to jest ważne dla autora trzeciej ewangelii, gdyż najprawdopodobniej tu zetknął się on z nauką chrześcijan i nawrócił się.

Tradycja ta nie tylko przypisuje trzecią Ewangelię Łukaszowi, nie tylko wskazuje na łukaszowe pochodzenie z Antiochii, ale potwierdza również świadectwa Nowego Testamentu o łączności Łukasza z Pawłem i o jego zawodzie lekarskim. Świadectwa Nowego Testamentu i tradycji patrystycznej potwierdza analiza dzieła Łukasza. Wykazuje ona przede wszystkim związek Łukasza z Pawłem. Istnieją bowiem poważne podobieństwa między trzecią Ewangelią a Listami św. Pawła. Podobieństwo to widać w słownictwie (Łukasz ma 59 terminów wspólnych z Pawłem, gdy tymczasem Mateusz tylko 26, a Marek 18) oraz we wspólnych tematach teologicznych. Do tych wspólnych tematów należą: koncep­cja wiary teologicznej, zbawienie mesjańskie, znaczenie pokuty u łaski, powszechność zbawienia, atmosfera radości i modlitwy, umiłowanie ubóstwa, wspólna tradycja eucharystyczna. Analogie te wydają się wystarczająco potwierdzać tezę o bliskim związku Łukasza z Pawłem.

Wydaje się więc, iż możemy nazwać trzecią Ewangelię, Ewangelią Pawłową. Rzecz jasna, iż Łukasz napisał on Ewangelię z własnej inicjatywy, w oparciu o tradycję naocznych świadków i własne docie­kania. Istniejące podobieństwa tematyczne i językowe nie świadczą więc o zależności. Związek ten trafnie określił Tertulian, nazywając Pawła illuminator Lucae[9].

Wewnętrzna analiza Ewangelii również potwierdza tradycję o lekarskim zawodzie Łukasza. Autor trzeciej Ewangelii używa wiele terminów z specyficznych dla środowiska lekarskiego: np. wyrażenie „trawiona wysoką gorączką” (Łk 4,38) należało do fachowego określenia lekarskiego tamtych czasów (Marek napisze potocznie „leżała w gorączce” (Mk 1,30). Podobnie mówiąc o chorobach, Łukasz używa określeń niezwykle precyzyjnych: paraliż (Łk 5,18), „puchlina wodna” (Łk 14,2). Rozróżnia opętanie od zwykłej choroby (Łk 9,39; 13,11-16). Autor trzeciej Ewangelii jest precyzyjny w opisie chorób, jest również zainteresowany źródłem ich powstania, czasem trwania i sposobem uzdrowienia (zob. Łk 13,11n.; 9,42n.).

Niektórzy egzegeci przypuszczają, iż Łukasz nie był Grekiem, lecz Żydem z diaspory, dobrze wykształconym w kulturze greckiej. Tezę tę poświadczają liczne hebraizmy[10] w trzeciej Ewangelii oraz posługiwanie się i nawiązywanie do Starego Testamentu[11]. Łukasz np. często używa zwrotu „i oto” oraz en to z bezokolicznikiem, w znaczeniu czasowym „gdy”. Równie często przedstawiając odpowiedź Jezusa wprowadza ją za pomocy formuły: „odpowiedziawszy rzekł” (Łk 5,5.31). Hebraizmy Łukasza pochodzą ze źródeł semickich, z których ewangelista korzystał i którym chciał być wierny. Jedno z nich stanowiła Septuaginta, której język i styl były mu bardzo bliskie. Autor trzeciej Ewangelii nigdy zresztą w Ewangelii nie odwołuje się do tekstu hebrajskiego Starego Testamentu, tylko do Septuaginty. Ta doskonała znajomość prowadzić może do wniosku, iż Łukasz nie był Grekiem ani prozelitą, lecz Żydem z diaspory, dobrze wykształconym w kulturze greckiej[12]. Żydowskie pochodzenie Autora Trzeciej Ewangelii nie przeczy jednakże temu, iż jego miastem rodzinnym mogła być Antiochia syryjska.

Możemy przyjąć, iż Łukasz właśnie tu przyjął chrzest około 40 r., stając się gorliwym chrześcijaninem. Z Apostołem Pawłem po raz pierwszy spotkał się prawdopodobnie w 50 r. w Troadzie (Dz 16,10), stając się jego wiernym przyjacielem. Po raz drugi spotyka Pawła w 57 r. (Dz 20,5-15) i odtąd z nim pozostaje. Łukasz jest ze św. Pawłem w chwili aresztowania w Jerozolimie i w czasie więzienia w Cezarei. Towarzyszył również Apostołowi-więźniowi w czasie podróży morskiej z Palestyny do Rzymu (Dz 27,1-28,15), był z nim również w czasie tak pierwszego (ok. 60-63 r.), jak i drugiego więzienia rzymskiego (ok. 66-67 r.).

Według innych komentatorów już sam prolog do trzeciej Ewangelii (Łk 1,1-4) przemawia przeciw autorstwu św. Łukasza. W prologu bowiem Łukasz patrzy na pokolenie świadków, na tych, któ­rzy wcześniej układali „opowiadanie o zdarzeniach”. Łukasz więc akcentuje w prologu tych, którzy przed nim próbowali pisać. W stosunku do nich jego dzieło jest późniejsze. Jednak nie możemy stwierdzić, na podstawie tego tekstu, iż Łukasz nie należał do pierwszego pokolenia i nie był towarzyszem Pawła. Co prawda pisze on o Jezusie i Kościele pierwotnym później niż inni, gdyż zapewne to czyni pod koniec swego życia, co sprawia, iż jego dzieło jest bardziej jeszcze pogłębione. Łukasz bowiem nie pisał pochopnie, ale „dokładnie wszystko badał”.

Przeciwnicy łukaszowego autorstwa trzeciej Ewangelii uważają, iż z treści obu dzieł św. Łukasza można się jedynie dowiedzieć, że był on wykształconym teologiem, historykiem oraz znakomitym pisarzem. Potwierdzeniem według nich jest teza, iż św. Łukasz nie mógł być towarzyszem św. Pawła, ponieważ wizerunek Pawła, który widzimy w Dziejach Apostolskich, nie jest zgodny z jego obrazem Apostoła Narodów widocznym w jego listach.

Porównując informacje z Dziejów, według których Paweł przed Soborem jerozolimskim był dwa razy w Jerozolimie (Dz 9,26-30; 11,27-30) i wiadomościami zawartymi w Liście do Galatów, gdzie można wnioskować, że między powołaniem w 37 roku, a Soborem jerozolimskich św. Paweł był tyl­ko jeden raz w świętym Mieście (zob. Ga 2,1-10 i Dz 15,1-35), wyprowadzają oni wniosek, iż nie może chodzić tu o Łukasza, towarzysza Pawła i autora Dziejów Apostolskich. Musiałby bowiem Łukasz celowo zmienić historyczne wiadomości, wymyślić ten opis dla celów teologicznych. Ponadto Łukasz nic nie wspomina o kompromisie Pawła z Apostołami (zob. Ga 2,1-10). Również analizując Listy Apostoła Narodów, można według tych autorów, odnieść wrażenie, jakby sam Paweł nie potwierdzał pobytu na Soborze jerozolimskim, co podaje Łukasz (Dz 15,2-35).

Jednakże pamiętać trzeba, iż Łukasz nie wspomina o czymś, co pisze Paweł, a Paweł przemilcza lub inaczej przedstawia to, co Łukasz napisał w Dziejach Apostolskich, gdyż obaj pisali swoje dzieła, listy mając na względzie określone cele teologiczne. Co więcej, te niezgodności (o ile rzeczywiste), mogą wręcz potwierdzać, prawdziwość wspólnego bycia obu autorów. Podobnie rzecz się ma z innymi argumentami podważającymi łukaszowe autorstwo trzeciej Ewangelii.

Możemy więc powiedzieć, iż opinie i siła dowodowa istniejących opinii, które odmawiają autorstwa trzeciej Ewangelii św. Łukaszowi są nieliczne. Nieliczni podważają samo łukaszowe autorstwo czy też utożsamianie Łukasza – Redaktora, z Łukaszem – towarzyszem Apostoła Narodów[13]. Większość badaczy wskazuje, iż autorem Trzeciej Ewangelii jest Łukasz, lekarz pochodzący z Antiochii, który był misyjnym towarzyszem i naocznym świadkiem wielu etapów życia Apostoła Pawła[14].

  1. Adresaci

Z lektury prologu (Łk 1,3) wynika, iż Łukasz dedykował Ewangelię „dostojnemu Teofilowi”. Trzecia Ewangelia niewiele daje wskazań co do osoby adresata. Niektórzy widzą w nim znanego Łukaszowi bogatego człowieka, który był wydawcą Łukaszowego tekstu[15]. Dla innych Teofil jest przedstawicielem wszystkich, którzy miłują Boga. Możliwe jest również, iż prolog Trzeciej Ewangelii jest wynikiem nawiązania Łukasz do starożytnych prologów, gdzie relacja między adresatem a autorem była jedynie formalna[16].

Wydaje się jednak, iż Teofil był postacią rzeczywistą, przyjacielem Łukasza i osobą znaną w Kościele Antiocheńskim. Choć zwrot kra,tiste (Łk 1,3) używany był raczej w środowisku rzymskim, to imię o` Qeo,filoj wskazuje na środowisko hellenistyczne żydów, gdzie było ono bardziej rozpowszechnione. Teofil mógł zatem mieć kontakt z chrześcijanami, sam też mógł być osobą wierzącą[17].

Chociaż Ewangelia jest dedykowana Teofilowi, to kierowana była do wszystkich wiernych. Starożytna tradycja podaje, iż Łukasz napisał Ewangelię dla wiernych pochodzących z pogaństwa. Jednak byli to raczej ludzie z terenów, gdzie dominowała kultura hellenistyczna, nie łacińska[18]. Według Hieronima, Trzeci Ewangelista adresował swe dzieło do nawróconych na chrześcijaństwo Greków. Analiza Ewangelii wydaje się potwierdzać jego tezę. Łukasz opuszcza to wszystko, co mogłoby razić nawróconych z pogaństwa chrześcijan. Pomija skierowany do uczniów zakaz wchodzenia do miast pogańskich (Mt 10,5 – Łk 9,1; 10,3-5) oraz nieprzychylną dla pogan perykopę o kobiecie Syrofenicjance (Mk 7,24-30; Mt 15,21-28). Opuszcza scenę wyśmiania Jezusa przez żołnierzy rzymskich (Mt 27,27-31; Mk 15,16-20), łagodzi ostre słowa skierowane pod adresem pogan (Mt 5,44 – Łk 6,22; Mt 5,47 – Łk 6,33). Ponadto Łukasz podkreśla to, co przemawia na korzyść pogan: ukazuje żołnierzy pogańskich przychodzących do Jana Chrzciciela i słuchających jego nauk (Łk 3,14), podkreśla wiarę setnika (Łk 7,2-10), miłość Samarytanina (Łk 10,30-37), wdzięczność trędowatego (Łk 17,11-19). Wewnętrzne kryteria Trzeciej Ewangelii również wskazują, iż Łukasz pisze dla wspólnoty chrześcijańskiej, która już znała Dobrą Nowinę[19]. Stąd też Łukasz nie objaśnia takich terminów, jak Syn Człowieczy czy też Królestwo Boże, które były już znane gminie. Z drugiej zaś strony zastanawia fakt, iż Łukasz wyjaśnia starotestamentalne wyrażenia, zwyczaje i święta (np. Łk 21,1; 22,7), co może być potwierdzeniem, iż adresaci należeli do świata pogańskiego, a nie żydowskiego[20]. Wydaje się jednak, iż Łukasz, był Grekiem i pisał Trzecią Ewangelię dla Greków. Wskazywać może na to chociażby szczególne zainteresowanie się Łukasza losem jednostki. Wydaje się, iż Łukasz szukał i modyfikował źródła wiedzy o Jezusie tak, aby lepiej uwypuklić prawdy eschatologii indywidualnej po to, by stała się ona bliższa indywidualistycznej myśli greckiej[21]. Można więc sądzić, że redakcja Łukaszowa i nacisk położony na eschatologię indywidualną miały na celu ułatwienie przyjęcia przez Greków Dobrej Nowiny.

Pamiętać jednak należy, iż trzecia Ewangelia ma również bardzo wyraźny koloryt judeochrześcijański. Wyraża się on w koncentrowaniu całego dzieła na Jerozolimie, w częstym podkreślaniu roli i znaczenia świątyni (Łk 1,55.72.73; 2,11.25.38), we wzmiankach o ewangelizacji ludu izraelskiego oraz w podkreślaniu miłości Jezusa do narodu izraelskiego (Łk 10,41; 23,34; 24,27). Ze względu na to silne zainteresowanie Izraelem niektórzy badacze przypuszczają, że trzecia Ewangelia adresowana była właśnie do chrześcijan pochodzenia żydowskiego.

Podsumowując możemy powiedzieć, iż powyższe dwa ujęcia się nie wykluczają. Łukasz, pisząc swe dzieło mógł mieć na myśli tak środowisko nawróconych z pogaństwa, jak i z judaizmu.

  1. Czas powstania

Powszechnie odrzuca się tezę o wczesnym powstaniu Ewangelii, bardziej przekonujące są argumenty za przesunięciem tego czasu na lata po roku 70. Według starożytnych świadectw, trzecia Ewangelia została napisana na krótko przed powstaniem żydowskim ok. 66-70 r., lecz po śmierci Apostoła Narodów[22]. Potwierdzeniem tego może być opinia św. Euzebiusza i św. Hieronima, którzy utrzymywali, iż Ewangelia ta powstała za życia św. Pawła.

Według najstarszej tradycji, utrwalonej przez św. Ireneusza, chronologia powstania Ewangelii synoptycznych przedstawia się następująco: Mateusz napisał Ewangelię w języku hebrajskim w tym czasie, gdy Piotr i Paweł nauczali w Rzymie; po śmierci apostołów Marek spisał to, co głosił Piotr, a Łukasz to, czego nauczał Paweł. Zgodnie z tym świadectwem trzecia Ewangelia powstałaby po 67 roku. Ireneusz jednak nie precyzuje bliżej, jaki czas upłynął od tego roku. Wydaje się, za czym opowiada się większość komentatorów, iż Ewangelia Łukasza powstała krótko po roku 70, na co wskazuje wzmianka o zburzonej Jerozolimie i „czasach pogan”, a przed ostatnim okresem panowania cesarza Domicjana (81-96), gdyż Łukasz nie podaje informacji o okrutnych prześladowaniach, które wtedy miały miejsce[23].

Potwierdza to twierdzenie analiza wewnętrzna trzeciej Ewangelii. W mowie eschatologicznej, Mateusz (Mt 24,15) i Marek (Mk 13,14) mó­wią ogólnikowo i enigmatycznie o „ohydzie spustoszenia” świętego miejsca . Natomiast Łukasz mówi konkretnie, czyniąc aluzję do zniszczenia Jerozolimy: „Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą” ( Łk 21,20-24).

Łukasz przekształca tekst Marka. Nie mówi nic o profanacji świątyni, lecz opisuje los Jerozolimy i jej mieszkańców z roku 70. Wynika z tego, że Łukasz pisze już po zburzeniu Świętego Miasta, widząc tragedię, jaka się już dokonała. Wiemy z historii, że upadek Jerozolimy dokonał się właśnie tak, jak opisuje Łukasz. Rzymianie obiegli miasto i otoczyli wałami. Po zdobyciu miasta jednych jego mieszkańców spotkała śmierć, innych niewola, sama zaś Jerozolima została doszczętnie złupiona. Łukasz spogląda więc wstecz na zagładę Świętego Miasta, pisząc że leży ono w gruzach.

Przepowiednia Jezusa, jak każde proroctwo, miała charakter bardzo ogólny, jak to przedstawia Marek (Mk 13,14). Uściślenia Łukaszowe zostały wprowadzone pod wpływem wydarzeń roku 70. Autor trzeciej Ewangelii pisując wypełnienie się pierwszej części przepowiedni Jezusa, przypomina adresatom, że spełni się również część druga, czyli koniec świata. Niektórzy egzegeci współcześni dokładniej precyzują datę powstania tej Ewangelii, ustalając ją na lata 80-90 po Chr.

  1. Źródła

Padwa Grób św. Łukasza[1868]Łukasz, jak wnioskujemy z Prologu do Ewangelii (Łk 1,3), nie był naocznym świadkiem życia i nauczania Jezusa. Postanowił jednak zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać po kolei Teofilowi to wszystko co wydarzyło się w Palestynie (por. Łk 1,3). Na podstawie tego wprowadzenia skierowanego do Teofila, możemy powiedzieć, iż Łukasz miał dobry dostęp do źródeł pierwotnego chrześcijaństwa. Biorąc udział w podróżach misyjnych Pawła, poznał wszystkie ważniejsze gminy chrześcijańskie, zetknął się także z apostołami i uczniami Jezusa.

Wydaje się, iż Łukasz w dzisiejszej formie znał jedynie Ewangelię Marka. Świadczy o tym przede wszystkim kolejność perykop, podobieństwo stylu oraz tzw. dublety. Autor trzeciej Ewangelii nie tylko bowiem przejął ponad połowę materiału Markowego (350 z 661 wierszy), lecz potraktował Ewangelię Marka jako podstawę do przedstawienia życia Jezusa. Materiał zaczerpnięty z drugiej Ewangelii często poprawia tak językowo, jak i stylistycznie. Często również skraca i uzupełnia o swoje źródła. Łukasz więc przez pewne modyfikacje nadaje materiałowi markowemu zupełnie inny charakter.

Drugim, jak się wydaje głównym źródłem dla św. Łukasza była tzw.Ewangelia Galilejska, tzw. źródło Q. Twórcą takiej teorii, dziś już (choć z modyfikacjami) dość powszechnie przyjmowaną, jest C. H. Weisse, który wskazał, jako źródła dla Ewangelii Łukasza Ewangelię św. Marka, oraz zbiór logiów, czyli spisane źródło słów Jezusa. Od jego czasów zwykło to źródło nazywać się źródłem Q. W ten sposób powstała teoria dwóch źródeł (później modyfikowana, uwzględniając źródła własne Mateusza i Łukasza, w teorię czterech źródeł)[24].

Mówiąc o własnych źródłach autora trzeciej Ewangelii, należy zaznaczyć, iż prawie połowę Ewangelii (548 wierszy na 1149) stanowi właśnie materiał własny Łukasza. Najprawdopodobniej Łukasz zaczerpnął go ze źródła zawierającego logia Jezusa i ze źródeł jemu tylko dostępnych. Wydaje się, iż wiadomości, których nie znalazł w źródłach pisanych, czerpał z informacji ustnych. Wskazują na to Dzieje Apostolskie, gdzie czytamy, iż Łukasz znał Manaena, „który wychowywał się razem z Herodem tetrarchą” (Dz 13,1). Ów mieszkaniec Antiochii, mógł być dla Łukasza ważnym źródłem informacji. Szczególnie jednak ważnym okresem dla gromadzenia informacji był dwuletni pobyt w Palestynie w czasie, gdy Paweł przebywał w więzieniu w Cezarei. Tam zetknął się on z Filipem, apostołem Samarii, któremu być może zawdzięcza wiadomości o licznych spotkaniach Chrystusa z Samarytanami. Prawdopodobnie również tam, mógł on nawiązać kontakt z Janem Apostołem lub przynajmniej z chrześcijanami z jego otoczenia, czym dałoby się tłumaczyć liczne podobieństwa trzeciej i czwartej Ewangelii. W Palestynie zetknął się z grupą niewiast, które chodziły za Chrystusem i wspomagały jego apostołów. Niewiastom tym Łukasz poświęca dużo miejsca w swoim dziele. W ojczyźnie Jezusa mógł także spotkać Maryję, której z kolei zawdzięcza tradycję maryjną i wiadomości o dzieciństwie Mistrza z Nazaretu. Można również przypuszczać, iż owo spotkanie z Janem i szkołą Janową, jak również z ludźmi znającymi Matkę Bożą, mogło nastąpić w samym Efezie. Dzieje Apostolskie bowiem piszą, iż św. Paweł przybył do Efezu, nauczał w szkole Tyrannosa, tam też został uwięziony (Dz 19,1nn.). Jeśli więc Łukasz był razem z Apostołem Narodów, to około dwuletni pobyt w Efezie był znakomitą okazją do zgłębienia nauki Chrystusa w duchu szkoły św. Jana. Tu też, w okolicach Efezu, niektórzy umiejscawiają grób Matki Bożej (potem właśnie tu odbywa się maryjny sobór Efeski 431).

[1] J. Kudasiewicz, „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami…” (Dz 1,8; Łk 24,4n.), w: Miłość jest z Boga. Wokół zagadnień biblijnomoralnych. Studium ofiarowane ks. prof. dr. hab. Janowi Lachowi, Warszawa 1997, s. 195

[2] Zob. J. Kudasiewicz, Chrzest Chrystusa, AK 57 (1965), s. 151n.

[3] Zob. H. Conzelmann, Die Mitte der Zeit. Studien zur Theologie des Lukas, Tiibingen 19645, s. 11.

[4] H. Langkammer, Wprowadzenie do Ksiąg Nowego Testamentu, s. 361.

[5] Kanon Muratoriego, linie 2-8, SQE, s. 538, [w:] J. A. Fitzmyer, Luke (I-IX), s. 37; por. E. Dąbrowski, Prolegomena do Nowego Testamentu, s. 55n.

[6] Adversus haereses, 3.1,1, SQE, s. 533n., [w:] J. A. Fitzmyer, Luke (I-IX), s. 37-38.

[7] Do Ewangelii Łukasza zachował się również tekst grecki prologu; zob. M. J. Lagrange, Evangile selon s. Luc, Paris 19415, s. XIV.

[8] W. Rakocy, Obraz i funkcja Faryzeuszy w dziele Łk-Dz, s. 172; J. A. Fitzmyer, Luke (I-IX), s. 39-40.

[9] H. Langkammer, Paweł i Łukasz w swoich teologicznych poglądach, w: Studia z teo­logii św. Łukasza, red. F. Gryglewicz, Poznań 1973, s. 204n.

[10] M. J. Lagrange, Luc, s. XCVIIn.

[11] Np. w „błogosławieństwach i złorzeczeniach” (Łk 6,20-26), element góry jest Łukaszowym nawiązaniem do góry Synaj, zaś osoba Jezusa to zstępujący i objawiający Boże prawo Mojżesz. Dla Łukasza nauka Jezusa jest nową Torą; zob. W. E. Bundy, Jesus and the First Three Gospels, s. 185.

[12] F. Bovon, Lukas, t. III/1, s. 22; J. Kudasiewicz, Ewangelie synoptyczne dzisiaj, s. 240.

[13] Zobacz szerzej: W. Rakocy, Obraz i funkcja Faryzeuszy, s. 172-173; J. Kudasiewicz, Ewangelie synoptyczne dzisiaj, s. 242-245.

[14] R. Maddox, The Purpose of Luke-Acts, s. 7; J. Kudasiewicz, Ewangelie synoptyczne dzisiaj, s. 238-239; W. Rakocy, Paweł apostoł Żydów i pogan, Kraków 1997, s. 11; H. Langkammer, Nowy Testament o Kościele, s. 60; F. Gryglewicz, Ewangelia według św. Łukasza, s. 42; M. J. Lagrange, Luc, s. XIV.

[15] F. Gryglewicz, Ewangelia według św. Łukasza, s. 46.

[16] Por. W. Rakocy, Obraz i funkcja Faryzeuszy, s. 175.

[17] L. Alexander, The preface to Luke’s Gospel, s. 187; por. W. Rakocy, „A Słowo Boże rozszerzało się i rosło”, s. 36-37.

[18] P. F. Esler, Community and Gospel In Luke-Acts. The social and political motivations of Lucan theology, SNTSMS, Cambridge 1987, s. 30.

[19] J. Jervell, Luke and the People of God. A New Look at Luke-Acts, Minneapolis-Augsburg 1972, s. 68; R. Maddox, The Purpose of Luke-Acts, s. 14-15; J. A. Fitzmyer, Luke (I-IX), s. 56.

[20] W. Rakocy wskazuje na nielicznych autorów dowodzących, iż wspólnota do której pisze Łukasz to w znacznej mierze Żydzi; zob. W. Rakocy, Obraz i funkcja faryzeuszy, s. 174.

[21] J. Dupont, Les Béatitudes, t. III, s. 145; Tenże, Die individuelle Eschatologie, s. 45.

[22] F. Gryglewicz, Ewangelia według św. Łukasza, s. 48; R. J. Karris, Ewangelia według św. Łukasza, s. 1035.

[23] J. A. Fitzmyer, Luke (I-IX), s. 35n.; W. Rakocy, Obraz i funkcja Faryzeuszy, s. 176.

[24] A. Paciorek, Q – Ewangelia Galilejska, s. 16n.

Kuszenie na pustyni (Łk 4,1-13)

 

Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji Ewangelii wg św. Łukasza: kuszenie na pustyni (Łk 4,1-13) z uwzględnieniem miejsc paralelnych.

Cel medytacji: Przypomnieć o działaniu szatana we współczesnym świecie. Szatan nie ma względu na osoby i miejsce. Jego zamierzeniem jest kusić każdego i wszędzie. Modlitwa i wierność Bogu skutecznym antidotum w walce z szatanem.

Modlitwa na początek

Duchu Święty, Boski Duchu światła i miłości, Tobie poświęcam mój rozum, serce, wolę i całą moją istotę, teraz i na zawsze. Spraw, aby mój rozum był zawsze posłuszny Twoim natchnieniom i by odkrywał Twoją obecność w Kościele, który Ty nieomylnie prowadzisz. Niech moje serce zawsze płonie miłością Boga i bliźniego, a moja wola niech będzie zgodna z wolą Bożą, aby całe moje życie mogło stać się wiernym naśladowaniem życia i cnót naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa, któremu niech będzie cześć i chwała wraz z Ojcem i Tobą na wieki. Amen

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

Jerycho…

Do Jerycha miasta leżącego 258 metrów poniżej poziomu morza dotrzeć można z różnych stron. Wiedzie tam wygodna, nowa, stroma szosa z Jerozolimy (770 m.n.p.m.). Biegnie obok beduińskich namiotów. W niespełna godzinę można przybyć do pustynnego miasta leżącego nieopodal Morza Martwego.

007 Klasztor - góra kuszenia[1864]Z Jerozolimy do Jerycha można dotrzeć także starym traktem biegnącym obok głębokiego wąwozu Wadi al-Qelt. Schodząc tym traktem można odpocząć w klasztorze św. Jerzego Koziby. W miejscu, gdzie według tradycji apokryficznej, anioł zwiastował Joachimowi poczęcie Maryi. W grocie zaś na szczycie klasztoru miał zatrzymać się prorok Eliasz. Stąd później miał ruszyć do Sarepty Sydońskiej (1Krl 17,9-10). Z tego zbudowanego w piątym wieku przez pięciu eremitów monastyru po kilku godzinach można dotrzeć do Jerycha. Stara droga do Jerycha u końca ukazuje po obu stronach pozostałości Jerycha czasów herodiańskich. To tzw. Jerycho herodiańskie. Można tam odnaleźć ruiny wzniesionej przez Heroda twierdzy Kypros, ruiny zabudowań pamiętające czasy Jezusa. Dalej rozciąga się współczesne Jerycho.

Do Jerycha docierano także z Galilei, wzdłuż rzeki Jordan. W oazie tej pielgrzymi mogli odpocząć, uzupełnić zapasy żywności i wyruszyć ku Jerozolimie. Zdążający z Galilei wędrowcy mijali Kasr al-Jahud – miejsce gdzie Izraelici pod wodzą Jozuego przekroczyli „suchą nogą” rzekę Jordan w drodze do Ziemi Obiecanej (Joz 3,1-17), miejsca gdzie Eliasz został wzięty na ognistym rydwanie do nieba (2Krl 2,1-18), miejsce – nade wszystko, gdzie dokonał się chrzest Jezusa (Mt 3,13-17).

Jerycho. Miasto, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu było małą wioską powstałą w XVIII wieku wśród ruin miasta bizantyjskiego, ruin zbudowań z czasów wypraw krzyżowych. Wkraczając jednak w obszar archeologicznych stanowisk, ale i wkraczając na teren współczesnego, niewielkiego miasta, można czuć przepych i bogactwo dawnych czasów.

Jerycho, to pierwsze miasto, które Izraelici zajęli pod wodzą Jozuego w ziemi Kanaan. To kananejskie miasto zostało przydzielone pokoleniu Beniamina (Joz 18,12). Dominujący nad źródłem oczyszczonym przez proroka Elizeusza (2 Krl 2,19-22) Tel as-Sultan to być może właśnie Jerycho kananejskie, twierdza zdobyta przez Jozuego. Być może właśnie te mury na głos trąb kapłanów rozpadły się (Joz 6,1-20). Wchodząc na tereny wykopaliskowe można przenieść się w odległe czasy okresu neolitu przedceramicznego, blisko dziesięć tysięcy lat przed naszą erę.

W Jerychu kwitła szkoła proroków, odwiedzana przez Eliasza i Elizeusza (2Krl 2,4-22). W czasie najazdu babilońskiego ludność została deportowana, a miasto ograbione. Odbudowane po powrocie z niewoli, ponownie rozkwitło (Ezd 2,84; Neh 7,86).

003 Jerycho[1865]Ze względu na wspaniałe ogrody z drzewami balsamowymi, Marek Antoniusz podarował Jerycho Kleopatrze, która sprzedała je Herodowi Wielkiemu. Właśnie za rządów Heroda miasto, znajdujące się wtedy bardziej na południe w stronę Wadi al-Qelt, osiągnęło szczególny rozkwit – zarówno dzięki swemu położeniu geograficznemu (droga prowadząca z Jerozolimy do krajów za Jordanem), jak i dzięki niezwykłej urodzajności. Za rządów Heroda zbudowano w Jerychu hipodrom, amfiteatr, zamek, liczne ogrody zaopatrywane w wodę przez akwedukty. Herod urządził tu swą rezydencję zimową. W czasie Świąt Paschy w Jerychu spotykali się Żydzi z Perei i z Galilei, zdążający do Jerozolimy[1].

W Jerychu dokonało się wiele wydarzeń które przekazuje Biblia. Jerycho było ostatnim etapem pielgrzymki do Jerozolimy dla zdążających na wielkie święta Żydów z Perei i Galilei. Zatem i Jezus wielokrotnie musiał tędy przechodzić. Jest pewne, że był tu na krótko przed śmiercią, idąc z Efraim (at-Taijba) przez dolinę Dujuk ku Świętemu Miastu. Zdążając do Jerozolimy, gdzie miał święcić Paschę i złożyć swe życie w ofierze mówił uczniom: „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. (Mt 20,18-19). Można widzieć tłumy ludzi podążających za Mistrzem drogą z Jerycha kananejskiego do miasta zbudowanego przez Heroda u wejścia do Wadi al-Qelt. Można słyszeć pełne wiary wołanie dwóch niewidomych: „Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida!” (Mt 20,30). Jezus z miłością dotyka ich oczu, otrzymują dar widzenia (Mt 20,29-34). Stojąc przed rozłożystą sykomorą w centrum współczesnego miasta, można sobie wyobrazić niskiego wzrostem poborcę podatkowego, który nie mogąc zobaczyć Jezusa wspiął się na sykomorę. I nagle nieoczekiwane słowa Chrystusa: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5). Zacheusz schodzi z drzewa i przyjmuje Mistrza z radością (Łk 19,1-10). W Jerychu także, przed wyruszeniem do Jerozolimy, Jezus opowiada przypowieść o minach (Łk 19,11-28).

002 Jerycho[1866]Ale Jerycho, to także wysoka na 600 metrów ponad miasto góra. Miejsce szczególne dla dziejów Izraela. Związane bowiem z walkami Machabeuszy. To właśnie tutaj, do zamku zbudowanego przez syryjskiego dowódcę Bakchdesa, został podstępnie zwabiony wódz powstania, Szymon Machabeusz i w 134 roku przed Chr. zabity przez swojego zięcia Ptolemeusza, gubernatora Jerycha. Dla nas jednak to wzgórze – to Góra Kuszenia. Tradycja czterdziestodniowego postu Jezusa jest łączona z górą, która wznosi się niemal pionowo na równinie i nosi dziś nazwę Dżabal Quruntul – Góra Czterdziestu Dni. Do zbocza góry uczepione jak gniazda są cele prawosławnego klasztoru greckiego. Pierwsze świątynie na Górze Kuszenia powstały w 326 roku, podczas palestyńskiej misji św. Heleny. Potem – w VI wieku – a dalej w czasach krzyżowców, w XII wieku, budowano kolejne miejsca modlitwy. Obecny klasztor został zbudowany w XIX na ruinach poprzedniego. Monastyr zawiera średniowieczny kościół w grocie, w której – jak podaje tradycja – przebywał Jezus w czasie czterdziestodniowego postu, gdzie miał ukazać się Mu szatan, aby Go kusić. We wnęce kaplicy znajduje się mały ołtarz, a pod nim kamień na którym – według pobożnej tradycji – podczas kuszenia miał siedzieć Jezus.

Diabeł…

006 Jerycho - góra kuszenia[1863]Szatan to realnie istniejąca i działająca wśród ludzi istota (KKK 2850). Szatan to jeden z aniołów, który zbuntował się przeciwko Bogu, co więcej, pociągnął do buntu inne anioły. Szatan to główny sprawca zła na świecie. Często utożsamiany jest z Lucyferem. Uważany jest za najwyższego „rangą” demona, przywódcę złych duchów. Według Talmudu Szatan został stworzony szóstego dnia stworzenia. Pierwotnie był potężnym aniołem, wodzem chóru serafinów oraz strażnikiem cnót. Szatan zgodnie z popularnymi wyobrażeniami, ma dwa skrzydła. Jednak jako serafin powinien być przedstawiany jako istota z trzema parami skrzydeł.

Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że „Szatan był najpierw dobrym aniołem stworzonym przez Boga: Diabolus enim et alii daemones a Deo quidem natura creati sunt boni, sed ipsi per se facti sunt mali – „Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały stworzone przez Boga jako dobre z natury, ale same uczyniły się złymi” (KKK 391). Upadek diabła „polega na wolnym wyborze dokonanym przez te duchy stworzone, które radykalnie i nieodwołalnie odrzuciły Boga i Jego Królestwo. Odbicie tego buntu znajdujemy w słowach kusiciela skierowanych do naszych pierwszych rodziców: „tak jak Bóg będziecie” (Rdz 3,5). Diabeł „trwa w grzechu od początku” (1J 3,8) i jest „ojcem kłamstwa” (J 8,44)” (KKK 392).

W Piśmie Świętym pojawia się już w Księdze Rodzaju pod postacią węża. To on nakłania pierwszych ludzi do nieposłuszeństwa Bogu i tym samym doprowadza ich do upadku. Diabeł jest przebiegłym kusicielem, który odwodzi od posłuszeństwa względem Boga. Szatan jest głównym sprawcą wszystkich niemoralnych uczynków ludzi, jest winnym cierpienia oraz śmierci. Będąc istotą duchową stworzoną przez Boga i obdarzoną wolnością wyboru odrzucił w sposób nieodwracalny i ostateczny poprzez grzech pychy możliwość bycia z Bogiem. Zbuntował przeciw Bogu także i inne anioły. Nieodwracalność decyzji diabła wynika z najdoskonalszego stopnia poznania Boga ze wszystkich stworzonych istot. Działalność Szatana i innych zbuntowanych aniołów jest ograniczona do Dnia Sądu Ostatecznego nad Światem, po którym wszystkie jego czyny mają zostać osądzone przez Boga.

Szatan jest źródłem zła i nieprzyjacielem Boga i człowieka. Jest przeciwnikiem w dziele zbawczym Jezusa Chrystusa (Mt 16,21-23; Mk 4,15). Szatan kusi człowiek do zerwania więzi z Bogiem poprzez nieufność wobec Stwórcy, poprzez zachęcanie do łamania przykazań Bożych. Postawę złego cechuje niezaspokojone pragnienie kultu siebie samego, nienawiść do Boga i wszystkich Jego stworzeń.

Demony to istoty duchowe, które tak jak aniołowie nie posiadają ciała. Wyobrażenia rogatego diabła z kopytami pochodzą z kultów pogańskich. Przykładem są wizerunki Charona, etruskiego demona śmierci.

„Moc Szatana nie jest jednak nieskończona. Jest on tylko stworzeniem; jest mocny, ponieważ jest czystym duchem, ale jednak stworzeniem: nie może przeszkodzić w budowaniu Królestwa Bożego. Chociaż Szatan działa w świecie przez nienawiść do Boga i Jego Królestwa w Jezusie Chrystusie, a jego działanie powoduje wielkie szkody – natury duchowej, a pośrednio nawet natury fizycznej – dla każdego człowieka i dla społeczeństwa, działanie to jest dopuszczone przez Opatrzność Bożą, która z mocą i zarazem łagodnością kieruje historią człowieka i świata. Dopuszczenie przez Boga działania Szatana jest wielką tajemnicą, ale «wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra» (Rz 8,28)” (KKK 395).

Demony wiedzą, że czeka ich sąd i klęska. Św. Jan zapisze: „ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz do czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił smoka, węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wtrącił go do czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni” (Ap 20,1-3).

Diabeł „od początku był on zabójcą… kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44), „Szatan zwodzący całą zamieszkałą ziemię” (Ap 12,9). Właśnie przez niego grzech i śmierć weszły na świat, ale również po jego ostatecznej klęsce całe stworzenie będzie „uwolnione od grzechu i śmierci” (Rz 8,2). „Wiemy, że każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, lecz narodzony z Boga strzeże Go, a Zły go nie dotyka. Wiemy, że jesteśmy z Boga, cały zaś świat leży w mocy Złego” (1J 5,18-19).

Katechizm Kościoła Katolickiego zachęcając do powierzaniu się Bogu, który jest władny ochronić człowieka przed mocami złego stwierdza: „Pan, który zgładził wasz grzech i przebaczył wasze winy, jest gotowy strzec i chronić was przed zakusami diabła, walczącego z wami, aby nieprzyjaciel – źródło wszelkich przewinień – nie zaskoczył was. Kto powierza się Bogu, nie obawia się Szatana. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31)” (KKK 2852).

W opisie kuszenia na pustyni (Łk 4,1-13) Łukasz pisze, iż Jezus „był kuszony przez diabła”. Użyty przez ewangelistę termin grecki diabolos oznacza kogoś, kto oddziela, oskarża, okłamuje, czy też wypowiada oszczerstwa na jakiś temat, oszczerstwa o kimś. Greckie wyrażenie diabolos jest synonimem hebrajskiego terminu satan, który oznacza przeszkodę, oskarżyciela, prześladowcę. W Nowym Testamencie diabeł jest ukazywany jako osobowe zło, które przebywa w świecie ludzi i odnosi się do człowieka z jawną wrogością. Ma on dostęp do człowieka i wielokrotnie poddaje go próbie, aby ujawnić jego słabości, a następnie wykorzystać je i popchnąć do złych czynów (zob. Mt 13,39; J 13,2; Dz 13,10; 1P 5,8).

Jest rzeczą znamienną, że w przekazie o kuszeniu na pustyni (Łk 4,1-13) Łukasz zawsze (4 razy) określa kusiciela terminem diabolos, oznaczającym „tego, który rozdziela”. Diabeł w gruncie rzeczy bowiem swymi pokusami chce oddzielić Jezusa od Boga i od Jego odwiecznych planów zbawczych. Kuszenie na pustyni uświadamia nam, że nawet Syn Boży jako Syn Człowieczy nie był wolny od pokus kierujących wzrok, myśl i wolę ku temu, co przyziemne, łatwe i przyjemne dla zmysłów. Pokusy wystawiły Jezusa na próbę. Ich przezwyciężenie umocniło wolę Jezusa. Nasz Mistrz pokazuje, że tylko droga pokornej służby i cierpienia jest w stanie przynieść światu wyzwolenie od zła i jego sprawcy.

Kuszenie Jezusa – prawda czy jedynie pocieszające adresatów opowiadanie?

Scena kuszenia Jezusa, znajdująca się między chrztem Jezusa w Jordanie a początkiem Jego publicznej działalności, występuje we wszystkich trzech Ewangeliach synoptycznych (Mk 1,12-13; Mt 4,1-11; Łk 4,1-13). Najkrótszy przekaz znajduje się w przekazie Ewangelii św. Marka i ogranicza się właściwie jedynie do informacji o pobycie Jezusa na pustyni, kuszeniu przez szatana, przebywaniu wśród dzikich zwierząt i przyjmowaniu posługi aniołów (Mk 1,12-13). Większość komentatorów uznaje, iż relacja ta jest najwcześniejsza. Św. Łukasz, podobnie jak i Mateusz, swój opis zapożyczył ze źródła Q. Przejmując tekst z istniejącego wcześniej źródła, Autor Trzeciej Ewangelii przepracował go w duchu własnych zamierzeń teologicznych[2].

Łukasz poddał tekst obróbce redakcyjnej, stąd też niewielkie różnice względem przekazu Mateusza (Mt 4,1-11 i Łk 4,1-13). Większość badaczy jest zgodna, że Mateusz zachował oryginalny porządek zaczerpnięty ze źródła Q, podczas gdy Autor Trzeciej Ewangelii zmienił go. Stąd też zasadnym wydaje się uznanie kolejności pokus: by zamienić kamienie w chleb, by rzucić się w dół z narożnika świątyni jerozolimskiej, by Jezus padł na twarz i oddał cześć diabłu a dzięki temu otrzymał władzę i chwałę. Przy czytaniu opisów pokus można dostrzec podobieństwo pokus szatana do szemrania Izraela wędrującego przez pustynię: pokusa opisana w Mt 4,4 odpowiada szemraniu przeciw Bogu z powodu braku chleba w Wj 16 (Pwt 8,3); tłem tekstu Mt 4,7 jest pokusa poddania Boga próbie w Wj 17,1-7 (Pwt 6,16); natomiast Mt 4,10 ma związek z pokusą bałwochwalstwa w Wj 32,1-6 (Pwt 6,13). W przekazie św. Łukasza ostatnia pokusa przenosi czytelnika do Jerozolimy. Wydaje się, iż Autor Trzeciej Ewangelii zmienił kolejność pokus, by podkreślić znaczenie Jerozolimy. Spotkanie z szatanem na pustyni jest wstępem do walki, która decydujący finał będzie miała na krzyżu. Stąd też Łukasz przedstawia pokusy w taki sposób, aby ostatnia z nich miała miejsce w Jerozolimie.

Scena kuszenia Jezusa budziła i wciąż budzi wiele dyskusji i pytań w kwestii realności opisywanych wydarzeń. Pytano, czy Jezus rzeczywiście był kuszony? Czy opisy ewangeliczne są dokładną kroniką kuszenia, czy też dziełem późniejszej wspólnoty, legendą czy mitem utworzonym dla celów apologetycznych lub teologicznych? Pytano i wciąż pojawiają się pytania, czy szatan rzeczywiście kusił Jezusa, czy też cały ten misterny opis powstał ze względu na nas – na adresatów Ewangelii? Czy jest to opis prawdziwych wydarzeń czy jedynie kompozycja literacka?

W opinii niektórych komentatorów opisy ewangeliczne są kronikami rzeczywistych wydarzeń. A zatem opisy ewangeliczne wiernie odtwarzają wydarzenie kuszenia i jego przebieg. Wskazują oni, iż szatan przystąpił do Jezusa w widzialnej postaci, a wszystkie jego sugestie i pokusy miały charakter zewnętrzny. Dokładnie tak, jak zostały opisane przez ewangelistów: wraz z fizycznym przeniesieniem Jezusa na górę lub narożnik świątyni.

Inni wskazują, iż opisy ewangeliczna są jedynie fikcją literacką. Ich zdaniem opisy kuszenia nie odzwierciedlają wydarzenia z życia Jezusa historycznego, ale powstały w środowisku popaschalnej wspólnoty kościelnej, ze względu na duchowe zapotrzebowania chrześcijan. Ewangeliści, w ich opinii, próbowali opisać kuszenie i doświadczenie Jezusa według sposobu myślenia właściwego ich epoce. Czynili tak, by dać polemiczną odpowiedź na żydowskie koncepcje mesjańskie; by pomóc chrześcijanom w ich codziennym zmaganiu się z pokusami i słabościami natury ludzkiej – by dać przykład mężnego ich przezwyciężenia przez Jezusa; by rozbudować wzmiankę o kuszeniu Jezusa, obecną w tradycji pierwszych wspólnot chrześcijańskich (Mk 1,12-13); by przedstawić różne pokusy Jezusa – w jednym obrazowym opisie skondensowano wszystkie próby, których Zbawiciel doświadczył podczas swej ziemskiej działalności.

Zasadnym jednak wydaje się uznanie, iż kuszenie Jezusa było faktem prawdziwym i historycznym. Kuszenie to jednak wydaje się, iż miało charakter duchowy i wewnętrzny. Była to, jak wielu badaczy uznaje, wizja oraz wewnętrzny dialog z szatanem. Relacja o kuszeniu pochodzi od samego Chrystusa, który musiał mówić o tym doświadczeniu swoim uczniom. Opis jednak ewangeliczny wydaje się być późniejszym opracowaniem literackim i teologicznym. Można uznać, iż ewangeliści nadali temu wydarzeniu ostateczny kształt literacki.

Nie wydaje się, by wspólnota uczniów Chrystusa mogłaby wymyślić to wydarzenie. Samo bowiem kuszenie wymusza konieczność tłumaczenia dlaczego szatan przychodzi i kusi Jezusa.

Pełen Ducha Świętego…

Opowiadanie o kuszeniu jest niejako kontynuacją opisu chrztu w Jordanie, w czasie którego Duch Święty zstąpił na Jezusa. Ten sam Duch wyprowadza Go na pustynię i tam Nim kieruje.

Łukasz w krótkich odstępach czasu dwa razy wymienia Ducha Świętego. Najpierw pisze, że Jezus powrócił z okolic Jordanu „pełen Ducha Świętego” (Łk 4,1). Autor Trzeciej Ewangelii dość często pisze o osobach wybranych przez Boga i prowadzących świątobliwe życie, że zostali napełnieni Duchem Świętym. Tak pisze o Janie (Łk 1,15), Elżbiecie (Łk 1,41), Zachariaszu (Łk 1,67), Piotrze (Dz 4, 8), Pawle (Dz 9,17; 13,9), Szczepanie (Dz 6,5; 7,55), Barnabie (Dz 11,24) czy też o wspólnocie Kościoła zgromadzonej wspólnie w jednym miejscu (Dz 2,4; 4,31; 13,52). Jezus jako pierwszy zostaje napełniony Duchem Świętym. Duch Święty zstępuje i udziela swych darów tym, którzy mają do spełnienia ważne zadanie w dziele zbawienia. W przypadku Jezusa, został On napełniony Duchem Świętym w czasie chrztu w Jordanie i odtąd wszystko, co czyni, spełnia mocą tego Ducha. Pierwszym tego dowodem jest pobyt na pustyni. Łukasz zapisze, iż Jezus „był prowadzony” przez Ducha. W ten sposób ewangelista podkreśla, że Duch Święty towarzyszył Jezusowi przez cały czas Jego pobytu na pustyni i Nim kierował.

Pustynny czterdziestodniowy post…

Pobyt Jezusa na pustyni trwa „czterdzieści dni”. Liczba ta ma bardzo bogatą symbolikę w pismach Starego Testamentu. Jest to liczba która wyraża okres umowny, wskazuje na czas potrzebny do przygotowania się na wielkie wydarzenie zbawcze. „Czterdzieści dni” oznacza czas oczyszczenia i próby sił. Rzecz jasna dla Żydów szczególną wymowę miał czterdziestoletni pobyt na pustyni. Gdy bowiem wyprowadzony z Egiptu lud zbuntował się przeciwko Bogu, gdy lud lękał się wejść do ziemi Kanaan, Bóg skazał go na czterdziestoletnią tułaczkę po pustyni, by przez ten czas wyginęli ci, którzy się okazali niedojrzali do zrozumienia Bożych zamiarów. Owe czterdzieści lat było czasem koniecznym by lud się przygotował, by wejść do ziemi obiecanej (Lb 14,32-34). Czterdziestodniowy pobyt Jezusa na pustyni nawiązuje do tego wydarzenia. Znamiennym jest, iż w czasie kuszenia Jezus cytuje teksty związane z tym właśnie okresem dziejów Izraela (Pwt 8,3; 6,16; Wj 17,1-7). Dla Jezusa był to okres przejściowy między życiem ukrytym w Nazarecie a działalnością publiczną, czas głębokiego skupienia, zatopienia w pustynnej ciszy i spokoju, modlitwy i może też refleksji nad własnym posłannictwem.

Jezus przed rozpoczęciem publicznej działalności potrzebuje czasu na refleksję i głęboką modlitwę. Czas pustyni jest dla Niego czasem swoistych rekolekcji, przeżywanych pod kierownictwem Ducha Świętego. Czas świętości – czas bycia z Bogiem. Wtedy właśnie przystępuje do Niego szatan, by kusić. Czas modlitwy zatem Jezusa jest także czasem walki z pokusami, z szatanem, który na wszelkie możliwe sposoby pragnie odwrócić myśl i wolę Chrystusa od planów Bożych.

Pustynia w tradycji biblijnej jest uprzywilejowanym miejscem spotkania z Bogiem (zob. Wj 5,3; 8,23-24; Pwt 8,2-5; Oz 2,16). Cisza pustyni sprzyja modlitwie. Ale pustynia jest także siedliskiem dzikich zwierząt, zagrażających ludzkiemu życiu, a nawet demonów. Dlatego właśnie na takim pustkowiu szatan ze swymi pokusami ma dostęp do Jezusa.

Pobyt na pustyni jest dla Jezusa czasem wyjątkowego umartwienia: „Nic przez te dni nie jadł” (Łk 4,2). W tradycji biblijnej post może być wyrazem pobożności (Ps 35,13; Łk 2,37), głębokiego smutku i żałoby (1Sm 31,13; 2Sm 1,12; 3,35; Ne 1,4), żalu za popełnione grzechy (Kpł 16,29.31; 23,27-32; 1Krl 21,27). Może być także wyraźnym wskazaniem i uznaniem całkowitej zależności od Boga i Jego mocy. Umartwienie ciała ma wzmocnić modlitwę zanoszoną do Boga oraz sprawić otwarcie się na Jego zbawcze działanie (2Krn 20,3; Est 4,16). Również Mojżesz zanim otrzymał od Boga kamienne tablice Prawa, przebywał na górze Synaj czterdzieści dni, a przez ten czas „nie jadł chleba i nie pił wody” (Wj 34,28).

Jezus w tym duchu przygotowuje się do całkowitej zmiany trybu swego życia. W ciszy pustyni, przez radykalne umartwienie, otwiera się na wolę Ojca. Skutkiem tego niezwykłego, czterdziestodniowego postu jest głód, który pokazuje, iż Jezus jest prawdziwym człowiekiem. Dotykające Jezusa cierpienie – głód, stał się motywem i okolicznością pierwszej pokusy.

Pokusa chleba – zatroszcz się o siebie

Diabeł proponuje Jezusowi zaspokojenie głodu. Zamień kamień w chleb. Św. Mateusz zapisze, iż szatan mówi o przemianie kamieni w chleby (Mt 4,3). Być może tym sposobem Mateusz przywołuje na pamięć starotestamentalny cud manny i nakarmienia tłumów. Szatan, w opisie św. Mateusza wydaje się mówić Jezusowi, by Ten zaspokoił głód i nasycił innych – będziesz dla nich jak Bóg! Będziesz ceniony. Szatan chce, by Jezus pomyślał o sobie – niech zaczną Cię cenić.

Dla Łukasza pokusa ma charakter indywidualny: szatan namawia Jezusa, by pomyślał On o osobie i zaspokoił swój głód. Pokusa ta ma swoją analogię w próbie Izraela na pustyni. Autor Księgi Powtórzonego Prawa zauważa, że podobnie jak mądry i wymagający ojciec wychowuje swojego syna w surowych warunkach życia, tak Bóg wyprowadził naród izraelski na pustynię, aby go wychować, poddając różnym próbom. Dał mu także odczuć głód (Pwt 8,3). Według Pwt 8,2 Bóg chciał zbadać wnętrze każdego członka nowej społeczności Izraela, by odkryć jego myśli i zamiary oraz wypróbować wewnętrzne nastawienie ludu.

Zamysł działania szatana jest inny. Szatan jest przewrotny. Kusząc Jezusa, ma na celu nie tyle poznać wewnętrzne nastawienia Jezusa, co nade wszystko chce sprawić, by Chrystus zajął się własnymi potrzebami. Swą pokusę szatan zaczyna zdaniem: „Jeśli jesteś Synem Bożym”. Nie oznacza to bynajmniej, iż ma wątpliwości, kim jest Jezus. Chodzi mu raczej o poddanie próbie synowskiej relacji Jezusa do Ojca. Pragnie sprawić, by Jezus zostawił zadanie wyznaczone Mu przez Ojca, i by zajął się sobą. By zajął się zaspokojeniem swoich potrzeb. Szatan wydaje się mówić – jesteś w potrzebie! Zatem nie patrz na swoje zadania, nie patrz na Ojca, nie patrz na innych – zatroszcz się o siebie! Przecież jako Syn Boży masz taką możliwość – masz do tego prawo!

Nie samym chlebem – ale Słowem

Odpowiedź Jezusa to wyraźne odniesienie się do Księgi Powtórzonego Prawa: „nie samym chlebem będzie żył człowiek (Pwt 8,3). Autor Księgi Powtórzonego Prawa tym tekstem podsumowuje doświadczenie Izraela na pustyni i wzywa do wierności Bogu. Ta sentencja zwraca uwagę na wielką godność człowieka, który przewyższa inne stworzenia tym, że jest istotą i materialną, i duchową. Człowiek do swego istnienia potrzebuje pokarmu. Ale nie jest tylko zwykłym zjadaczem chleba. Mateusz dodaje jeszcze drugą część zdania z Pwt 8,3b: „lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Człowiek zatem winien mieć na względzie, iż winien szukać słowa Boga, które jest słowem łaski. Ono winno być równie ważnym pokarmem dla każdego człowieka jak chleb.

Odpierając pokusę, Jezus odwołuje się do niezwykłej godności każdego człowieka. Zwraca uwagę, że Jego godność jako Syna Bożego jest jeszcze większa niż wszystkich ludzi i nie licuje z nią koncentrowanie się na swoich czysto materialnych i przyziemnych potrzebach. Ważnym jest bycie i działanie w Duchu Ojca.

Oddaj mi pokłon… a będziesz wielki

Niezrażony diabeł wiedzie Jezusa na górę. Św. Mateusz napisze o wyprowadzeniu Jezusa na wysoką górę. Łukasz nie koncentruje się na tym szczególe. Dla niego ważnym jest wydarzenie. Dobrze wie, że nie ma takiego miejsca w świecie, z którego można by zobaczyć naraz całą ziemię – by zobaczyć wszystkie królestwa. Dlatego Autor Trzeciej Ewangelii pisze ogólnie o górze, o miejscu gdzie w jednej chwili Jezus widzi wszystkie królestwa świata. Widzi je jakby z lotu ptaka. W wizji duchowej ogarnia je jednym spojrzeniem.

Druga pokusa nawiązuje do Psalmu drugiego, gdzie Bóg kieruje do swego Pomazańca słowa: „Tyś Synem moim, ja Ciebie dziś zrodziłem” (Ps 2,7). Dalej zaś zapewnia: „Żądaj ode mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo i w posiadanie Twoje krańce ziemi” (Ps 2,8). Mając na względzie mesjańską godność Jezusa, z którą literatura biblijna wiązała władzę nad narodami (zob. Ps 72,8-11; Dn 7,14), diabeł obiecuje Jezusowi, że uczyni Go władcą wszystkich królestw. Obiecuje, iż uczyni Go kimś wielkim i otoczonym chwałą na sposób czysto ludzki. Jego pokusa ma charakter polityczny. Szatan jest gotów zaspokoić wielkie pragnienie: żądzę władzy i panowania nad narodami. Podaje się fałszywie za władcę, księcia czy też nawet boga świata. Fałszywie, bo przecież jest Jeden Bóg, który jest Panem wszystkich królestw świata. Ten, który uczynił niebo i ziemię (zob. Iz 37,16; 2 Krn 20,6). Szatan twierdząc, że jemu została dana władza nad królestwami świata kłamie, bo kłamstwo należy do jego natury, do natury jego pokus. Przyznaje, że władzą, którą posiada, została mu powierzona, co oznacza, że jest tylko wasalem prawdziwego Władcy. Mimo to diabeł okazuje zuchwałość z powodu owej namiastki władzy, którą posiada, i chełpi się fałszywie, że może nią dzielić się z każdym, kto w jego oczach na to zasłuży.

Ceną za otrzymanie władzy nad wszystkimi królestwami jest oddanie hołdu szatanowi. Zgodnie z praktyką ludów wschodnich chodzi tu o postawę największej czci i adoracji, którą oddaje się władcy, padając przed nim na twarz. Na drugim planie tej pokusy znajduje się zatem próba odwrócenia Jezusa od Jego Ojca i włączenia Go w poczet sług diabła. W zamian za to jednak, Jezus otrzyma – jak obiecuje szatan – władzę! Będzie wielkim władcą – będzie wielkim w oczach ludzi.

Bogu będziesz służył…

Jezus odpowiadając ponownie odwołuje się do Księgi Powtórzonego Prawa, gdzie Bóg napomina swój naród: „Będziesz się bał Pana, Boga swego i będziesz Mu służył” (Pwt 6,13; por. Wj 23,24-25; 34,13-14). W Księdze Powtórzonego Prawa tekst ten jest nauką wyciągniętą z pokus, którym uległ Izrael. Gdy bowiem naród wybrany miał wkroczyć do ziemi Kanaan został postawiony wobec ciężkiej próby wierności swemu Bogu. Kraj, który stanął otworem przed Izraelem, miał wiele bożków. Kananejczycy czcili je i traktowali jako panów tej ziemi. Izraelici wielokrotnie zapominali o przymierzu zawartym z Bogiem. Stąd też pouczenie Boga, który przypomina o konieczności wierności jedynemu Bogu: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach” (Pwt 6,4-9). Słowa te miały być modlitwą, którą pobożny Izraelita miał obowiązek odmawiać każdego dnia. Przypominają one o tym, że istotą wiary Izraela jest wiara w Jedynego Boga – Pana, który wyprowadził naród wybrany z ziemi egipskiej, z domu niewoli (Wj 20, 2; Pwt 5,6). Dlatego nie może nikogo i niczego innego mieć za boga (Wj 20,3-6; Pwt 5,7-10). Bóg jest Jeden i Jedyny. W swojej odpowiedzi, opartej na Pwt 6,13, Jezus okazuje wierność zarówno wobec Boga, swego Ojca, jak też wobec Jego Prawa, a zarazem przypomina szatanowi o jego właściwym miejscu w świecie.

Rzuć się w dół….

Ostatnia pokusa przenosi nas do Jeruzalem, miejsca które św. Mateusz nazywa „Miastem Świętym” (Mt 4,5). Dialog pomiędzy szatanem a Jezusem odbył się na „narożniku świątyni”. Większość komentatorów jest zdania, że miejscem kuszenia Jezusa jest wznoszący się wysoko nad doliną Cedronu południowo-wschodni narożnik murów, gdzie stykały się ze sobą dwa portyki świątynne: Portyk Salomona i Portyk Królewski. Jest to miejsce znajdujące się tak wysoko, że upadek z niego musiał zakończyć się śmiercią. Jest to niezwykłe, że diabeł umieszcza Jezusa w miejscu świętym, w domu Jego Ojca.

Ostatnia pokusa nawiązuje do dwóch poprzednich. Ponieważ Jezus odrzucił pokusę, okazując zaufanie Bogu i Jego opatrznościowej woli, szatan chce sprawdzić, jak daleko sięga owa synowska ufność. Stąd też kusi: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Ta próba dotyczy relacji: Ojciec – Syn. W pokusie chodzi o to, by wypróbować zarówno synowskie zawierzenie Jezusa Ojcu, jak też ojcowską miłość Boga wobec swego Syna. Chcąc uzasadnić konieczność rzucenia się w dół szatan cytuje fragment z Ps 91,11-12: „Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Ma on za zadanie dowieść, że owa propozycja zgadza się z wolą Bożą. Psalm ten jest refleksją o Bogu, który chroni swoich wiernych. A Jezus jest ubogim i sprawiedliwym, który w pełni ufa w Bożą pomoc w trudnościach.

Pokusa szatana jest także zachętą, by Jezus uczynił coś spektakularnego. Coś, co będzie mogło podziwiać wielu ludzi. Szatan zdaje się mówić – skoro ufasz Ojcu i skoro Ojciec Cię miłuję, to rzuć się w dół. Wtedy też ludzie Cię zobaczą – zobaczą, iż jesteś kimś niezwykłym.

Nie będziesz wystawiał Pana Boga na próbę….

Odpowiedź Jezusa jest zdecydowana: „Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Łk 4,12). Również w tym przypadku słowa Mistrza z Nazaretu są cytatem z Pwt 6,16a: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, twego Boga”. Księga Powtórzonego Prawa w dalszej części tego fragmentu (Pwt 6,16b) zapisze: „Jak wystawialiście na próbę w dniu kuszenia”. Owa druga część nawiązuje do pokusy, na którą Izrael wystawiał Boga podczas swego pobytu na pustyni. Naród wybrany zakwestionował bowiem opiekę okazywaną mu przez Boga i wymuszał na Nim uczynienie cudu (cudownego dostarczenia wody), wypowiadając słowa powątpiewania: „Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7). Tym sposobem naród wybrany usiłował narzucić Bogu własną wolę. Chciał mieć niejako Boga na usługach, chcą by Ten zaspokoił ich pragnienia. Istotą kuszenia Boga przez naród wybrany było to, że żądał on od swego Stwórcy nadzwyczajnej interwencji w trudnej sytuacji, uzależniając od niej swoją wiarę.

Podobnie szatan kusi Jezusa. Zaufanie do miłującego Ojca zostaje podstępnie zastąpione roszczeniem, by Bóg zawsze pozostawał do dyspozycji swojego Syna we wszystkich Jego poczynaniach. Odpowiedź jednak Jezusa jednoznacznie odrzucająca pokusę wskazuje, że miłości Bożej nie można wystawiać na próby, że nie można uzależniać swojej wiary od spełniania moich zachcianek. Po raz trzeci Jezus wyraża nieugiętą wolę trwania przy Ojcu, posłuszeństwo Jego postanowieniom oraz wierność podjętym zadaniom.

Odstąpił od Niego do czasu…

Opisane przez Autora Trzeciej Ewangelii trzy pokusy są jedynie przykładem różnych pokus, których Jezus doświadczał na pustyni. Diabeł odszedł od Niego, ale nie definitywnie. Odstąpił od Jezusa aż do czasu. Zły duch usunął się z pola walki, ale tylko na pewien czas. Wróci – na nowo pojawi się w godzinie męki Zbawiciela. Tym sposobem św. Łukasz już na początku działalności Jezusa wybiega myślą do ostatnich dni życia Chrystusa. Znamiennym jest, iż wydarzenia pasyjne ewangelista rozpoczyna zdaniem: „Wtedy szatan wszedł w Judasza” (Łk 22,3). Według Trzeciej Ewangelii odejście kusiciela po ostatniej pokusie oraz jego powrót w rozstrzygającym etapie walki z Jezusem dokonuje się w tym samym miejscu: w Jeruzalem. A zatem wydarzenia związane z aresztowaniem Jezusa i Jego męką są niejako kontynuacja dzieła szatana, który od początku aż do ostatniej chwili życia Chrystusa usiłował zniszczyć jego zbawcze dzieło.

  1. Meditatio – spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas baczniejszego spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w poznanej i zgłębionej historii. Jest to czas ponownego czytania i zastanawiania się, jak to słowo odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej przyglądania się sobie samemu i swojemu życiu.

Szatan – diabeł – zły duch

Diabolos – ten, który oddziela, który okłamuje, który wypowiada oszczerstwa. Apostoł Piotr ostrzega każdego z nas: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1P 5,8-9). Rzeczywiście bowiem szatan nieustannie trudzi się, nieustannie stara się, byśmy odeszli od Pana. Jego sukcesem jest to, że o nim zapominamy, ze lekceważymy jego obecność w świecie. A on jest bezwzględny. On nie waha się, nie boi się kusić samego Chrystusa. Co więcej kusząc Go cytuje nawet Biblię. Dla szatana nie ma rzeczywistości świętych. On nie ma skrupułów by czynić zło. Czasami wchodzi w nasze życie powoli, delikatnie, cicho. Skrada się jak ów lew, który gdy już dopadnie ofiarę staje się lwem ryczącym. Najmniejsza zgoda – czy wręcz tylko tolerowanie jego obecności, jest zapowiedzią klęski.

Tak często pozwalam na jego obecność w moim życiu. Tą zgodą są moje grzechy, jest moje odkładanie spowiedzi, odkładanie przebaczenia, gniew, pamiętliwość win. Tą zgodą na jego obecność jest kłamstwo, niepotrzebne słowa o drugim człowieku. Złość, niepohamowane pragnienie dla siebie – by mieć, by zawsze być najważniejszym. Każdy grzech – ot chociażby niewinne zakupy w niedziele, niewinne kilka nieprawdziwych słów o innym człowieku. Wszystko to jest moja zgodą dla jego obecności w moim życiu.

Pozwalam na obecność szatana w moim życiu gdy sięgam film, gazetę, stronę internetową prowadzącą mnie do grzechu. Pozwalam na jego obecność gdy sięgam po używki, gdy kieruję się przesądami, zabobonami – ot chociażby wróżbami, przepowiedniami. Wszystko to sprawia, że on jest, że zbliża się do mnie. Krok po kroku staje się mi bliższym i bliższym. I z czasem już nawet nie widzę, że on jest. A to jest jego największy sukces – jego sukcesem jest, gdy o nim zapominam. A on – diabeł coraz bardziej i bardziej oddziela mnie od Boga.

Znak krzyża czyniony gdy przechodzę obok kościoła, modlitwa rano i wieczór, noszony na szyi krzyżyk, medalik, spowiedź święta, Msza święta, praktyki religijne… wszystko to pomaga mi odkrywać i dostrzegać jego pokusy. Wszystko to pozwala mi zwyciężać szatana.

Pełen Ducha Świętego i modlitwy

Jezus „pełen Ducha Świętego” . Bóg daje nam moc. Tajemnica zesłania Ducha Świętego. Niezwykłym jest to, że zanim zstąpił Duch Świętych na Apostołów i będące w wieczerniku niewiasty, byli oni zamknięci w obawie przed Żydami. Kiedy jednak otrzymali Ducha Świętego z mocą wyruszyli by głosić Dobrą Nowinę. Moc Ducha Świętego dała i moc, i siłę. Duch Święty jest dla nas mocą. Św. Łukasz wyraźnie pokazuje, że Pan Bóg wyznaczając człowiekowi zadania do wykonania, daje mu do pełnienia tych zadań moc. Daje Ducha Świętego. Ducha Świętego otrzymujemy na modlitwie. Modlitwa jest czasem naszego umacniania się. Jezus udał się na miejsce pustynne, aby się modlić. Gdy Jezus udaje się na modlitwę, a zatem gdy zbliża się do Boga, gdy szuka pomocy Boga, wtedy szatan stara się uczynić wszystko, byle ten czas zniszczyć, by nie dopuścić, do spotkania Jezusa z Bogiem Ojcem.

Jeśli na modlitwie doświadczam rozproszeń, jeśli wszystko się wydaje odciągać mnie od spotkania z Panem – mogę mieć wręcz pewność – jestem na dobrej drodze, bylebym tylko nie zrezygnował z tego czasu modlitwy, z tego czasu spotkania z Panem.

Apostoł Paweł zapisze: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26).

Modlitwa jest czasem niemiłym szatanowi. Jego zwycięstwem jest, gdy zapominam o modlitwie. Jezus zwycięża szatana trwając na modlitwie. Jaka jest moja modlitwa. Czy na modlitwie proszę o moc Ducha Świętego?

Pomyśl o sobie… pokusa chleba

Jesteś głodny – szepce szatan Jezusowi – zatem zatroszcz się o siebie. Jesteś kimś bardzo ważnym – jesteś Synem Bożym. Zatem należy Ci się, byś zaspokoił swój głód. Przecież możesz to uczynić. Szatan pragnie by Jezus choć na chwilę porzucił powierzoną Mu przez Ojca misję. Pragnie, by Ten – choć na chwilę skoncentrował się na sobie. Jezus jednak mówi, iż ważnym jest nie tylko mieć – mieć chleb, wygodę, troszczyć się o siebie. Jezus mówi, że o wiele ważniejszym jest by być – by mieć w sobie Słowo Boga. Ważniejszym jest mieć w sobie Boga, żyć z Nim i dla Niego.

Każdego z nas kusi szatan – każdego zachęca – zatroszcz się o siebie. Nie patrz na innych. Ty jesteś ważnym. Ty jesteś wielkim, więc tobie należy się. Należy się ci lepsze jedzenie, lepsze traktowanie, lepsze miejsce. Niezwykła pokusa – zatroszcz się o siebie. Ty jesteś ważnym. Niewinna, właściwie wydaje się, że dobra podpowiedź – bo cóż złego w tym, by się troszczyć o siebie samego? Gdy jesteś zmęczony – to nie módl się – odpocznij, zatroszcz się o siebie. Gdy nie chce Ci się iść do Kościoła, na drogę krzyżową – masz prawo do odpoczynku. Masz ochotę iść do sklepu, choć niedziela; masz ochotę na zabawę choć piątek, choć post – masz do tego prawo, pracujesz na to.

Jakże często moje „ja” jest najważniejsze. Najważniejsze by mi było dobrze. Nie patrzę na innych – bylebym ja miał, ja dostał. Moje „ja” – w małżeństwie, w rodzinie, w pracy. Zapominam, że Bóg jest w drugim człowieku. Każdy jest Chrystusem – bo Chrystus za każdego umarł. Zapominam, że to Bóg powinien być na pierwszym miejscu. Bo gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim właściwym miejscu. Co w moim życiu jest ważniejsze: moje ja czy Bóg?

Pierwsza pokusa – to pokusa zaspokajania pożądliwości ciała. Co jest ważniejsze – zaspokajanie moich pragnień czy życie w bliskości z Bogiem?

Warto też pomyśleć: Jezus mówi: „nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Czy ja żyję bardziej chlebem czy Słowem Bożym? Miejsce wiary w moim życiu – to znaczy miejsce modlitwy, praktyk religijnych, miejsce lektury Biblii.

Oddaj mi pokłon a będziesz wielki… skorzystasz…

Szatan zawsze posługuje się kłamstwem. Jest ojcem kłamstwa. Stąd też i druga pokusa jest mieszanką półprawd i kłamstwa – czy i w moim życiu tak nie jest? Czy moje słowa także nie są taką mieszanką? Szatan jawnie oszukuje mówiąc, że świat jest jemu poddany. Oszukuje gdy mówi, iż może świat oddać każdemu – komu tylko zechce.

Oddaj mi pokłon – to znaczy, na chwilę odstąp od swoich zasad, na chwilę odwróć się od Boga, od tego co On dla Ciebie znaczy. Zejdź na chwilę na ścieżkę zła – a ja uczynię Cię najszczęśliwszym człowiekiem. Szatan bierze Jezusa na wysoką górę – można powiedzieć – nikt nie będzie widział, że odda szatanowi pokłon – a zyska tak dużo – zyska cały świat.

Jak wiele jestem w stanie poświęcić, by tylko osiągnąć to czego pragnę, za czym tęsknię? Czy są w moim sercu granice których nigdy nie przekraczam? A może dla pieniądza, dla bogactwa, dla posiadania, jestem w stanie przekroczyć Prawo Boże? Może by mieć potrafię złamać każdą zasadę?

Szatan mówi – oddaj mi pokłon a dam Ci bardzo dużo. To znaczy jeśli pragniesz władzy, zaszczytów, jeśli pragniesz być kimś – możesz na chwilę zapomnieć, że twoi Panem jest Bóg. Szatan i mi mówi – warto mieć, warto być kimś.

Jezus pyta dziś każdego z nas: „Cóż za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16,26).

Jak często wchodzę w dialog z szatanem? Nie raz ulegam – myślę sobie: ot, na chwilę, tylko na trochę – a potem będę już dobrym. Każde „na chwilę” odejście od Boga jest zwycięstwem złego, jest moim pokłonem. Tak często zapominam, że tylko Bogu można służyć. Że tylko On może dać mi prawdziwe dobro – życie wieczne. Tylko On może mnie obdarzyć prawdziwym bogactwem którym jest Jego miłość.

Pan Cię strzeże – On winien być do Twojej dyspozycji! Zrób coś niezwykłego!

Szatan kusi Jezusa – uczyń coś spektakularnego. Pokaż się! Jakże często i ja chcę się pokazać. Jak często i ja chciałbym błysnąć, by inni mnie zobaczyli, by mnie docenili, by mnie podziwiali. Często przy tym nie zważam na Boga. Często przy tym pojawia się brawura. Czy pamiętam, że Bóg jest moim Panem i Jemu winienem się zawsze podobać? Czy potrafię być pokorny i cichy?

Dziś szatan nie każe nam rzucać się w przepaść. Ale i dziś podsuwa nam zwątpienie: czy Bóg na pewno cię kocha? Sprawdź Go. Tak często trudno nam zaufać Bogu. Pokusa by rzucić się w przepaść jest też wyrazem postawy roszczeniowej – Bóg winien być zawsze do Twojej dyspozycji. Ty jesteś przecież taki dobry, taki pobożny, taki Boży. Powinien zatem spełniać to, o co Go prosisz. Czy w mojej modlitwie, w mojej postawie jest miejsce na prawdziwe słowa – bądź wola Twoja?

By zniszczyć człowieka Bożego…

Apostoł Piotr ostrzega każdego z nas: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1P 5,8-9). Czy modlę się do archanioła Michała by strzegł mnie przed mocą złego?

We wszystkich pokusach diabeł usiłuje nagiąć zbawcze zamiary Jezusa do czysto ludzkich wizji szczęścia i dobra. Pragnie zniszczyć ubóstwo, pokorę, służbę i cierpienie dla zbawienia człowieka. Swymi pokusami dotyka najgłębszych pokładów ludzkich zmagań ze sobą, najbardziej pierwotnych żądz, ambicji. Czy potrafię zwalczać jego pokusy.

 

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze słowem Bożym, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków, teraz omawiam z Bogiem. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

Czas modlitwy i rozmowy z Panem.

Czas, by stanąć przed Panem by przepraszać, dziękować, by prosić…

Zbaw nas od mocy złego

Proszę Panie, zbaw mnie od mocy złego. Zachowaj mnie od sideł szatana. Posyłaj proszę Panie nieustannie święte duchy, by mnie strzegły, by mnie wspierały w walce ze złem. Daj Panie, bym miał w sercu pamięć, że szatan jak ów lew, czyha by mnie wziąć w swoje posiadanie. Proszę Panie – strzeż mnie od mocy złego. Proszę Panie, spraw, bym nie wchodził w dialog ze złym duchem. Ty Panie wiesz, że poprzez swoje słabości, nałogi, grzechy tak często oddaję się w jego władanie. Za to przepraszam Cię Panie.

Moc modlitwy w Duchu Świętym

Panie, który przed rozpoczęciem głoszenia Dobrej Nowiny udajesz się na miejsce pustynne aby się modlić, proszę ucz mnie modlić się. Tak mało bowiem w moim życiu jest modlitwy. Tak często zapominam, tak często tłumacze się, że jestem zmęczony, że nie mam czasu, że tyle innych ważnych rzeczy do zrobienia. Panie proszę Cię – dawaj mi moc Ducha Świętego, napełniaj mnie mocą Twojego Ducha, bym umiał się modlić. Panie, naucz mnie modlić się. Dawaj mi Ducha modlitwy.

Pomyśl o sobie – jestem najważniejszy

Szatan kusi Jezusa – zatroszcz się o siebie. Należy Ci się! Panie, tak często myślę o sobie. Moje „ja” – jakże często moje „ja” jest najważniejsze. Miłuję siebie samego jak nikogo innego. Przepraszam Panie, że tak często nie patrzę na innych. Przepraszam, że moje „ja” – w małżeństwie, w rodzinie, w pracy tak często jest najważniejsze. Przepraszam Panie za mój egoizm, za to że tak często uważam, że wszystko mi się należy. Przepraszam, że bardziej żyję chlebem niż Twoim słowem. Przepraszam Panie, że tak mało czasu jest dla Ciebie. Przepraszam i proszę – Panie naucz mnie troszczyć się o innych. Naucz mnie szukać dobra drugiego człowieka. Naucz mnie szukać Ciebie.

Dam Ci bogactwo i władzę i…

Szatan posługuje się kłamstwem. Panie jakże często i moje słowa nie są prawdziwe. Jakże często i ja posługuję się nieprawdą, oszczerstwem. Przepraszam za to, że moje słowa tak często nie są prawdziwe. Przepraszam, że tak trudno być mi człowiekiem Prawdy. I proszę – daj Panie żyć zawsze w duchu i prawdzie.

Szatan kusił Jezusa, by Ten na chwilę zapomniał o Bogu – by oddał pokłon jemu – szatanowi. Za ten pokłon miał być kimś wielkim. Panie, tak często oddaję pokłon złemu. Czynię tak, gdy cokolwiek staje się ważniejszym od Ciebie. Praca, dorobek, posiadanie, wypoczynek. Panie tak często łamię zasady, tak często tak wiele i wielu jest ważniejsze niż Ty. Przepraszam Panie za to wszystko co w moim życiu jest ważniejsze od Ciebie. Przepraszam i proszę, daj mi moc Ducha, byś był w moim życiu najważniejszy. Panie daj, bym Ciebie miał za najwyższą wartość. Daj Panie, być wiernym Tobie.

Zrób coś niezwykłego. Bóg do mojej dyspozycji

Szatan kusi Jezusa, by uczynił coś spektakularnego – rzuć się w dół.

Być kimś wielkim, kimś niezwykłym. Panie, proszę by pociągało mnie to, co pokorne, to co zwykłe, proste. Jezus cichy i serca pokornego, proszę, uczyń serce moje według serca Twojego. Ucz mnie Panie skromności.

Szatan kusząc Jezusa mówi Mu – należy Ci się, Bóg powinien być do Twojej dyspozycji. Powinien spełnić to czego Ci potrzeba. Proszę Panie, bym umiał mówić – bądź wola Twoja. Proszę Cię daj mi pokorę, daj mi ufność, daj mi wiarę, że to co Ty mi dajesz, jest dla mnie najlepsze. Ucz mnie Panie wierności – tej zwykłej codziennej. Ucz mnie trwania przy Tobie. Zachowaj mnie od mocy złego.

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po lectio – po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie – meditatio, po oratio – po modlitwie, następuje czas ciszy – bycie w ciszy z Bogiem.

 

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

Święty Michale Archaniele, Książę i Wodzu zastępów anielskich, przybywaj na pomoc ludziom zagrożonym przez moce ciemności.

Zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, odkupieni życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa, Jego Syna, a przez chrzest staliśmy się świątyniami Ducha Świętego.

Uproś nam siłę woli, byśmy tej godności w sobie strzegli, broniąc się przed złem. W Tobie, Święty Michale, Kościół ma swego Stróża i Patrona. Ty prowadzisz zbawionych do niebieskiej szczęśliwości.

Błagaj Boga Pokoju, aby zniweczył władzę szatana, siewcy zamętu i nie dozwolił mu trzymać ludzi w niewoli ani szkodzić Kościołowi.

Niech przez Ciebie Królowa Aniołów, Niewiasta obleczona w słońce, zetrze głowę szatana i osłania swoje ziemskie dzieci przed jego złowrogim wpływem.

Obrońco chwały Najwyższego, zanieś nasze prośby do Boga i wyjednaj nam Jego miłosierdzie. Amen.

 

opr. ks. Piotr Łabuda

[1] Zob. D. Baldin, W Ojczyźnie Chrystusa, Kraków – Asyż 1993, s. 185-190; J. Murphy-O’Connor, Przewodnik po Ziemi Świętej, Warszawa 1996, s. 270-271.

[2] Zob. A. Paciorek, Q – Ewangelia Galilejska, Lublin 2001, s. 254.

Studium Biblijne – wykład 4

EWANGELIA MATEUSZA – EWANGELIĄ PALESTYŃSKĄ?

004 Kościół św. Józefa[1031]Czy fakt, że apostoł Mateusz napisał ewangelię do Żydów, oznacza, iż powstała ona w Palestynie?

Z analizy dzieła św. Mateusza jasno wynika, że tak. Wskazuje na to terminologia, która jest typowo judeopalestyńska. Mateusz używa licznych terminów i zwrotów semickich: mamona (por. Mt 6,24), raka (por. Mt 5,22), Beelzebul (por. Mt 10,25), hosanna (por. Mt 21,9), korban (por. Mt 27,6), królestwo niebieskie (por. Mt 16,19), gehenna (por. Mt 23,33), nie tłumacząc ich – a zatem zakładając, że określenia te znane są adresatom. Ponadto w dziele celnika z Kafarnaum można znaleźć liczne nawiązania do zwyczajów i obrzędów żydowskich, np. przynoszenie daru do ołtarza (por. Mt 5,23); różne formy przysięgi (por. Mt 5,34-35); mowa o pobożności na pokaz (por. Mt 6,1-18); postępowanie kapłanów w dzień szabatu (por. Mt 12,5); noszenie filakterii (por. Mt 23,5); prozelityzm (por. Mt 25,15); dziesięciny (por. Mt 23,23); zwyczaj bielenia grobów (por. Mt 23,27).

Cechą charakterystyczną dla Ewangelii św. Mateusza jest także częste odwoływanie się do Starego Testamentu. Jest to celowy zabieg autora pierwszej ewangelii, który umożliwia wykazanie, że w Jezusie Chrystusie wypełniły się proroctwa Starego Przymierza.

A jednak są wątpliwości co do adresatów…

Badania nad Ewangelią św. Mateusza wciąż trwają. Współcześni komentatorzy badają język oryginału i kwestię autorstwa Ewangelii, a także problem adresatów i miejsca jej powstania. Warto bowiem zauważyć, iż w całej Ewangelii św. Mateusza obok motywów wyraźnie projudaistycznych można spotkać także wiele elementów antyjudaistycznych. Uważny czytelnik dzieła Mateuszowego odkrywa nie tylko teksty świadczące o przychylnym nastawieniu do Żydów, ale także i takie, które wyraźnie sugerują, że lud Starego Przymierza został odrzucony z własnej winy, a na jego miejsce wszedł lud Nowego Przymierza. Trudno zatem byłoby udowodnić, że Ewangelia św. Mateusza była zasadniczo skierowana do nawróconych z judaizmu mieszkańców Palestyny.

W Ewangelii Mateusza można dostrzec wyraźne ślady semickie, ale także przychylność względem pogan. Ta dwubiegunowość ujawnia się w treści księgi. Są w niej bowiem liczne motywy projudaistyczne, a równocześnie zdecydowana polemika z Narodem Wybranym. Wydaje się zatem, że Ewangelia św. Mateusza formowała się przynajmniej w dwu etapach[1].

Proces formowania się pierwszej ewangelii

Należy pamiętać, iż bez względu na ilość etapów powstawania tej ewangelii, to jednak jej autorem w sensie odnoszonym do ksiąg biblijnych pozostaje celnik z Kafarnaum, uczeń i apostoł Jezusa – Mateusz. Jest on autorem, mimo że jego dzieło jest efektem pewnego procesu.

Wydaje się, że pierwszym etapem, zgodnie ze świadectwami ojców Kościoła, było powstanie Ewangelii św. Mateusza w „dialekcie hebrajskim”. Dialekt, o którym wspominają starożytne świadectwa, może oznaczać bądź wprost język hebrajski, czy aramejski, bądź jedynie semicko-judaistyczny styl wyrażania. Ewangelia ta powstała najprawdopodobniej w Palestynie około 64-67 r. Przeznaczona była dla chrześcijan nawróconych z judaizmu, stąd też miała cechy, które dla czytelników i słuchaczy były swoistego rodzaju zachętą i potwierdzeniem wypełnienia się starotestamentalnych proroctw w osobie Mistrza z Nazaretu. W ewangelii Mateusz, obok swoich własnych materiałów, wykorzystał najprawdopodobniej „źródło mów Pańskich” (dziś często nazywane źródłem Q), które było wcześniejsze od jego dzieła. Z tego źródła zaczerpnął nie tylko poszczególne logia Jezusa, ale też całe zbiory Jego mów, które były uporządkowane tematycznie. Prawdopodobnie źródło to charakteryzowało się niezwykłą przychylnym nastawieniem wobec Narodu Wybranego. Ta cecha Mateuszowego źródła znalazła żywy oddźwięk w zredagowanej przez niego księdze. Jeśli tak, to można wnioskować, iż nastawienie prosemickie i projudaistyczne ma swoje źródło nie tylko w pochodzeniu autora i adresatów, ale również i w dokumentach pisanych, z których korzystał Mateusz. Wszystko zatem wskazuje, że pierwsza redakcja ewangelii mogła powstać w Palestynie z myślą o judeochrześcijanach.

Kolejny etap formacji Ewangelii św. Mateusza miał prawdopodobnie miejsce już po zburzeniu Jerozolimy i oddzieleniu się Kościoła od Synagogi, czyli po roku 70. Nowa redakcja mogła być próbą odpowiedzi na liczne pytania, które niepokoiły pierwotną wspólnotę Kościoła. Wydaje się, iż wykorzystano w niej nowe źródła, szczególnie Ewangelię św. Marka. Przepracowanie i uzupełnienie Ewangelii św. Mateusza prawdopodobnie dokonało się w pewnym zespole, który niektórzy komentatorzy określają mianem „kręgu liturgicznego”. Według nich Ewangelia św. Mateusza powstawała przy okazji czytania i objaśniania słowa Bożego. Z poszczególnych perykop słowa Bożego odczytywanych w „Kościele Mateusza” i głoszonych w nim homilii została zredagowana księga, przeznaczona dla potrzeb liturgicznych tej wspólnoty. Inni badacze uważają, iż w tym czasie mogła istnieć także swoistego rodzaju „szkoła teologiczna”, w której dokonano przepracowania i uzupełnienia pierwotnego tekstu apostoła Mateusza.

Ostatecznie najprawdopodobniej jedna osoba – ostateczny redaktor – dokonała końcowego opracowania tekstu, który dotarł do naszych czasów. Redaktor ten musiał zapewne cieszyć się dużym autorytetem w swojej wspólnocie. Mogło to mieć miejsce w Antiochii. Kierował on swoje dzieło najprawdopodobniej do wspólnoty, w skład której wchodzili chrześcijanie nawróceni tak z judaizmu, jak i z pogaństwa. Ostateczny tekst Ewangelii św. Mateusza (już w języku greckim) nie preferuje już zatem cech żadnej z tych grup.

 

Czas powstania ostatecznego dzieła Mateusza

Większość komentatorów, uwzględniając informacje nawiązujące do zburzenia Jerozolimy, przyjmuje czas po roku 70 jako najbardziej prawdopodobny dla ostatecznego zredagowania ewangelii. Wydają się na to wskazywać szczegóły świadczące o ostatecznym oddzieleniu się Kościoła od Synagogi. Być może miało to miejsce około 75-85 r.

Dla porządku trzeba wspomnieć, iż funkcjonuje też teoria, według której Ewangelia św. Mateusza powstała przed 70 r. Zdaniem niektórych badaczy powstała ona w roku 62 lub niewiele później; zdaniem innych wersja hebrajska ewangelii powstała w 50 roku, a grecka już w latach 55-60. Jednakże większość egzegetów sprzeciwia się tak wczesnej datacji i broni daty powstania po roku 70.

A zatem należy przyjąć, że najpierw powstała Ewangelia św. Marka, potem zaś, w efekcie pewnego procesu, Ewangelia św. Mateusza. Dzieło Marka – spisana katecheza Piotra – było najstarszym i bardzo szanowanym we wspólnocie pierwotnego Kościoła, dlatego też stało się w znaczącej mierze materiałem źródłowym dla Ewangelii św. Mateusza. Warto zwrócić uwagę, iż Mateusz powtarza dosłownie prawie całość materiału Markowego, choć Mateusz – czy też raczej drugi redaktor, który przepracował jego materiał – nierzadko poprawia styl dzieła Marka. A zatem pierwszą ewangelią było dzieło Marka, od którego Mateusz był zależny. Ewangelia Marka była zatem źródłem dla dzieła Mateusza.

Inną kwestia jest sprawa zależności – podobieństw między Ewangelią św. Mateusza i Ewangelią św. Łukasza. Powstały one niezależnie. Według znaczącej większości komentatorów, 200 wersetów wspólnego materiału dla Mateusza i Łukasza musiało więc pochodzić z innego źródła, do którego mieli dostęp obydwaj ewangeliści. Źródło to zostało przez badaczy nazwane źródłem Q[2].

Podsumowując, można stwierdzić, iż ostateczny redaktor Ewangelii św. Mateusza miał do dyspozycji materiał pochodzący z Mateusza pierwotnego – napisanego według świadectwa Papiasza w języku aramejskim – a także dwa inne źródła: Ewangelię św. Marka i niezachowane do naszych czasów źródło Q.

 

EWANGELIA MATEUSZA – EWANGELIĄ KOŚCIOŁA

Ewangelia św. Mateusza to pięć wzgórz, na które wychodzi Jezus, aby głosić Dobrą Nowinę – nowe prawo dla nowego ludu

Zasadniczo myśl teologiczna Ewangelii św. Mateusza koncentruje się wokół zagadnień dwóch wielkich bloków tematycznych: chrystologii i eklezjologii[3]. Rzecz jasna, że w dziele Mateusza komentatorzy wskazują także i inne niezwykle ważne tematy, przez które autor ukazuje obraz Jezusa – oczekiwanego przez Naród Wybrany Mesjasza. Cechą wspólną jednak wszystkich tematów teologicznych jest podkreślanie ścisłego związku Starego i Nowego Przymierza. Mateusz bardzo często podkreśla, iż Stare Przymierze wypełnia się w Nowym.

Ewangelia Mateusza i osoba Jezusa Chrystusa

006 Kościół św. Józefa[1029]Ewangelia św. Mateusza w sposób szczególny podkreśla, że w osobie Jezusa Chrystusa wypełniają się wszystkie starotestamentalne zapowiedzi. Stąd też ewangelista często poszczególne wydarzenia i wypowiedzi uzasadnia licznymi cytatami ze Starego Testamentu. Wszystkie one wykazują, że Jezus jest pochodzącym z rodu Dawida Mesjaszem. Każdy Izraelita winien na podstawie tego świadectwa przyjąć Jezusa jako Mesjasza. W innym przypadku staje się współwinny odrzucenia Jego niezwykłej miłości.

W Ewangelii św. Mateusza możemy wskazać cztery główne tytuły mesjańskie Jezusa: „Syn Dawida”, „Syn Boży”, „cierpiący Sługa Jahwe” i „Nowy Mojżesz”.

 

Syn Dawida

Tytuł „Syn Dawida” występuje najczęściej w Ewangelii św. Mateusza (9 razy). Autor celowo używa właśnie tego tytułu, wiedząc, iż dla Izraelitów określenie to było typowo mesjańskie. Dlatego też już na początku swojego dzieła, przedstawiając rodowód Mistrza z Nazaretu, Mateusz uroczyście ogłasza: „Rodowód Jezusa Chrystusa, Syna Dawida, Syna Abrahama” (Mt 1,1). W ten sposób Mateusz przypomina Bożą obietnicę, którą otrzymał Abraham (że z jego potomstwa wyjdzie Mesjasz Rdz 12,2n.), a także obietnicę daną Dawidowi (wieczną trwałość królestwa – 2 Sm 7,12).

Syn Boży

Również u Mateusza, częściej niż w Ewangelii św. Marka pojawia się drugi tytuł chrystologiczny „Syn Boży”. Podkreśla on nie tylko godność mesjańską Jezusa, ale także i Jego bóstwo. Nazwanie Jezusa „Synem Bożym” szczególnie doniośle jest ukazane w opisie chrztu (por. Mt 3,17) i przemienienia na górze Tabor (por. Mt 17,5), gdyż w tych scenach sam Bóg nazywa Jezusa swoim Synem. Jako Syn Boży, Jezus nazywa Boga swoim Ojcem (por. Mt 26,29) świadcząc, że relacja ta jest jedyna i całkowicie niezwykła, inna niż synostwo Boże wszystkich ludzi („mój Ojciec” – Mt 10,32) od synostwa innych („wasz Ojciec” – Mt 10,29).

Sługa Jahwe

Jezus jest przedstawiany przez ewangelistę jako cierpiący „Sługa Jahwe”, który jest wybrany przez Boga i zapowiedziany przez starotestamentalne pisma (por. Mt 12,18; 3,17). Bierze On na siebie cierpienia ludzi, aby ich skłonić do wiary. Znamienne jest, że Mateusz w cudach i znakach czynionych przez Jezusa widzi nie tyle Jego boską potęgę, ile dowód nadejścia czasu mesjańskiego i realizacji proroctw o cierpiącym Słudze Jahwe. Uwielbienie Syna Bożego nastąpi dopiero po Jego uniżeniu.

Nowy Mojżesz

Jezus jest „Nowym Mojżeszem”, który rzecz jasna, przewyższa swój typ – Mojżesza ze Starego Testamentu. Mateusz co prawda wprost nie używa tego tytułu, ale poprzez sposób ukazywania Jezusa wyraźnie dokonuje tego rodzaju utożsamiania. Świadczą o tym charakterystyczne jedynie dla Mateusza obrazy Jezusa – „Nowego Mojżesza” najpierw uchodzącego, a potem przybywającego z Egiptu do ziemi Narodu Wybranego. W zestawieniu tym Jezus jest „Nowym Mojżeszem”, który uwalnia swój lud nie tylko z niewoli egipskiej, ale nade wszystko z niewoli grzechu (por. Mt 1,21). Taki obraz Jezusa rozwija Mateusz w Kazaniu na Górze, gdzie porównuje Jezusa-Nauczyciela z Mojżeszem-Prawodawcą.

Teologia Kościoła – eklezjologia

Według zamysłu teologicznego pierwszej ewangelii Jezus Chrystus ma „swój lud” (Mt 1,21). Dlatego też z chrystologią ściśle łączy się eklezjologia. Mateusz, mówiąc o odrzuceniu Izraela jako konsekwencji odrzucenia przez niego Jezusa, ukazuje nowy lud Boży – nowy Izrael, który jest wspólnotą zdążającą do królestwa niebieskiego[4].

Ideę taką widać np. w Mateuszowej przypowieści o przewrotnych dzierżawcach winnicy (por. Mt 21,33-46). Nawiązując do proroka Izajasza (por. Iz 5,1-7), Mateusz wskazuje, że cały dom Izraela, a nie tylko jego przywódcy, są odpowiedzialni za śmierć i odrzucenie Chrystusa (por. Mt 27,25). Lud, który opowiedział się przeciw Jezusowi Chrystusowi, tym samym wydał wyrok również na siebie. Traci królestwo Boże, które jest nie tylko rzeczywistością oczekiwaną, ale także rzeczywistością już trwającą. Izrael miał do niego prawo jako lud przez Boga wybrany i jako szczególna Jego własność (por. Wj 19,5; Pwt 7,6). Odrzucając jednak Mesjasza, traci to dziedzictwo – tak to obecne, jak i przyszłe. Odrzucenie Jezusa jest wyborem, który zmienia bieg dziejów zbawienia. Izrael, odrzucając Jezusa, stracił wyłączne prawo bycia ludem Bożym. Od tego czasu przywilej ten został ofiarowany ludowi, który wyda owoce (21,43). W miejsce Narodu Wybranego, powstaje nowy naród – „Nowy Lud Boży”.


Kościół Nowym Izraelem – Nowym Ludem Boga

„Nowy Lud Boży” otwarty jest dla wszystkich, pochodzących tak z judaizmu, jak i z pogaństwa. „Nowy Lud Boży” jedynie w Ewangelii św. Mateusza zostaje nazwany Kościołem (gr. ekklesia: Mt 16,18; 18,17). Termin ten (od gr. czasownika ekkaleo – „wzywać”, „powoływać”; hebr. qahal), wskazuje, że „Nowy Lud Boży” jest zgromadzeniem zwołanym z inicjatywy Boga. Chociaż termin ekklesia występuje u Mateusza tylko trzy razy, to jednak myśl o Kościele przenika całe dzieło celnika z Kafarnaum.

Kościół Jezusa jest przez niego budowany etapami. Najpierw przepowiada nadejście królestwa niebieskiego i Kościoła (por. Mt 16,18). Gromadzi i przygotowuje do działania symboliczną wspólnotę dwunastu apostołów. Stanowią oni fundament „Nowego Ludu Bożego” – Kościoła. We wspólnocie tej szczególną rolę odgrywa Piotr, który w katalogu apostołów występuje jako pierwszy. Szczególnym podkreśleniem jego roli i znaczenia jest obietnica prymatu: „Ty jesteś Piotr (czyli skała) i na tej skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego” (Mt 16,18-19)[5].

Czas ustanowienia Kościoła Mateusz łączy bardzo wyraźnie z męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Dlatego też sercem tej wspólnoty jest tajemnica Jego ciała i krwi. Tajemnica starotestamentalnej Paschy zostaje zastąpiona tajemnicą nowotestamentalnej Paschy. Dlatego też w Ewangelii św. Mateusza słowa i gesty Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, nawiązujące do Pierwszego Wyjścia i Starego Przymierza, zawierają sens eklezjotwórczy. Pierwsze Wyjście i Stare Przymierze ukonstytuowały stary lud Boży, zaś Nowe Wyjście i Nowe Przymierze tworzą „Nowy Lud Boży” – Kościół. Stwórcą starego ludu Bożego był Bóg wyprowadzający Izraelitów z Egiptu. Stwórcą zaś nowego jest Bóg, który „Jezusa wskrzesił z martwych”. Pośrednikiem przy formacji starego ludu był Mojżesz, zaś pośrednikiem Bożym przy stwarzaniu nowego jest sam Jezus Chrystus. Ta wspólnota Jego Kościoła jest społecznością zdążającą do królestwa niebieskiego.

Wszystko to zaś ma dokonywać się w duchu miłości Chrystusowej. Przykazanie miłości ma bowiem w Ewangelii św. Mateusza znaczenie centralne. Jest ono podstawą dla każdego działania i zasadą interpretacji. Wszystko winno opierać się właśnie na przykazaniu miłości (por. Mt 22,34-40)[6]. Widać to w sposób szczególny w Kazaniu na Górze, gdzie przykazanie miłości staje się wyjaśnieniem i zasadą, nową normą etyczną dla każdego czynu ucznia Jezusa: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy” (Mt 7,12).

[1] Przyjęcie etapowości w formacji ewangelii nie jest czymś zaskakującym. Istnieją takie księgi zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. W Starym Testamencie w ten sposób formował się Pięcioksiąg Mojżesza. Od Mojżesza, który stoi u początku tego kompleksu ksiąg, aż do ostatecznej redakcji upłynęło około dziesięciu wieków (zob. M. Filipiak, Człowiek współczesny a Stary Testament, Lublin 1982, s. 30-34).

[2] A. Paciorek, Q – Ewangelia Galilejska, s. 20n.

[3] Zob. szerzej J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza, Lublin 1995, s. 16nn.

[4] Zob. szerzej: J. Kudasiewicz, Starotestamentalne motywy w eklezjologii Mateusza, w: Światła prawdy Bożej, red. E. Szewc, Łódź 1996, s. 139-156.

[5] Zob. W. Chrostowski, „Ty jesteś Piotr” (Mt 16,17-19). Biblijne podstawy prymatu papieża w Kościele, „Przegląd Powszechny” 105 (1988) z. 10, s. 7-23.

[6] J. Kudasiewicz, Jezusowe prawo miłości, „Ethos” 43 (1998) s. 58n.

Józef mąż sprawiedliwy… (Mt 1,18-25)

 

Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji Mt 1,18-25.

Cel medytacji: Przyjąć z pokorą wolę Bożą. Co to znaczy zawierzyć bez reszty Bogu?

 

Modlitwa na początek

Święty Józefie. Mężu sprawiedliwy,

Patronie zaskoczonych niespodzianą wieścią,

Patronie zmęczonych daremnym stukaniem do ciepłych domów,

drzwi pozamykanych,

Patronie uciekających po nocy pośpiesznie i wygnańców,

co żyją latami wśród obcych,

Patronie zatroskanych o przyszłość swych dzieci,

Patronie strwożonych, tak jak Ty, proroctwem,

Patronie zwykłych szarych ludzi, cierpliwie pogodnych,

ze spracowanymi, biednymi rękami, bezsłownie wiernych,

Patronie łagodny,

Święty Józefie – módl się za nami!

 

Pozdrawiam Cię, Józefie Święty, łaski Bożej pełen, Pan z Tobą. Błogosławionyś Ty spomiędzy mężów i błogosławiony Najczystszej Oblubienicy Twojej Maryi owoc, Jezus. Święty Józefie, Dzieciny Jezus Piastunie, Najświętszej Dziewicy Oblubieńcze, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

 

 

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Na początku, po spokojnej modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego, przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

„Historia tekstu”

005 Kościół św. Józefa[1030]Niezwykle ciekawe są same dzieje tekstu Mt 1,18-25. Badając dokładnie Mateuszowy przekaz, można stwierdzić, iż opowiadanie o zwiastowaniu Józefowi narodzenia Jezusa Chrystusa pochodzi z bardzo dawnej tradycji. W tekście Mt 1,18-25 można wyróżnić części, którym ostateczny kształt nadał sam ewangelista, ale można wskazać także fragmenty, które bez wątpienia należą do przed-Mateuszowego przekazu[1]. Być może, można tu mówić o dziele autora pochodzenia żydowskiego znającego dobrze zwyczaje i prawo żydowskie. Znał on także Stary Testament, stąd też bezpośrednie nawiązania do starotestamentalnych zwiastowań, szczególnie zaś do sceny z Rdz 16,11. Być może Mateusz nawiązuje także do innych przekazów, np. do opowiadania o narodzinach Mojżesza. Według przekazu Józefa Flawiusza Amram – ojciec Mojżesza – został powiadomiony właśnie podczas snu o narodzinach syna i roli. jaką miał on odegrać w przyszłości[2]. Inni badacze wzmiankują, iż ojciec Mojżesza oddalił swoją żonę, ale na skutek interwencji zobowiązał się przyjąć ją do siebie. W tym kontekście wskazane także zostaje, iż Mojżesz ma wybawić Izraela[3]. Wydarzenia jednak, które opisuje Ewangelia Mateusza, nie są opowiadaniami wymyślonymi przez Mateusza na wzór tych przekazów. Opowiadanie Mt 1,18-25 jest niewątpliwie przekazem historycznym.

Tematy dziewiczego poczęcia, poczęcie z Ducha Świętego, nadania dziecku imienia oraz podanie znaczenia imienia Mateusz przejął najprawdopodobniej z ustnej tradycji. Wydaje się, iż ewangelista dokładnie przepracował i ukształtował cały materiał dodając do niego charakterystyczne terminy czy też cytat z księgi proroka Izajasza.

Całość perykopy ujawnia cechy midraszu hagadycznego. Opowiadanie to służy ukazaniu postaci Jezusa jako Tego, który wypełnił zapowiedź Starego Testamentu (Iz 7,14 LXX). Mateusz przekazuje fakty, ale także ukazuje ich głębsze znaczenie. Wydarzenie zwiastowania Józefowi narodzin Jezusa staje się bardziej zrozumiałe poprzez światło pochodzące z Pisma. Sam zaś Józef zostaje ukazany jako wzór postępowania.

Wydarzenie przekazane przez Mateusza – choć trudne do empirycznego sprawdzenia historycznego – jest bez wątpienia narracją opierającą się na historycznym wydarzeniu. Znajduje się w centrum przekazu Mateusza. Swoje potwierdzenie ma także w narracji zwiastowania św. Łukasza (Łk 1,26-38). Stąd też niezasadnym jest odrzucanie czy kwestionowanie tego świadectwa niezwykłego wkroczenia Boga w historię świata i ludzkości. Całość przekazu wyraźnie ma na celu dać odpowiedź na zasadnicze pytanie: kto jest ojcem Jezusa?, oraz wyjaśnić, w jaki sposób postać Józefa łączy się z osobą Jezusa. Narracja ta kreśli przed nami także niezwykła postać ziemskiego opiekuna Jezusa.

„Znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”

Poprzez wyrażenie „z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak” ewangelista nawiązuje, ale i objaśnia werset Mt 1,16. Rodowód Jezusa kończy się bowiem krótkim stwierdzeniem, iż Józef był mężem Maryi, z której narodził się Jezus zwany Chrystusem.

Narracja relacjonująca narodzenie Jezusa rozpoczyna się od nakreślenia tła dla kolejnych wydarzeń. Stąd też Mateusz rozpoczyna narrację od przekazu: „po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła sie brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1,18).

Z tekstu wynika, że Józef i Maryja byli już sobie zaślubieni, jednak nie zamieszkali jeszcze wspólnie. A zatem zaistniał pierwszy etap zaślubin żydowskich (erusin). Ten etap zaślubin wywołał także skutki prawne. Zaślubieni mieli prawo nazywać się mężem i żoną. Drugi etap zaślubin (nissusin), a zatem uroczystość ślubna i później wspólne zamieszkanie, wspólne życie, miały miejsce później, po kilku miesiącach[4]. Zanim nastąpił ów drugi etap „Maryja znalazła się brzemienną”. Św. Mateusz – inaczej niż Łukasz – nie relacjonuje dokładnie, jak to się stało, iż Maryja stała się brzemienna. Stwierdza jedynie, iż stało się to „za sprawą Ducha Świętego” – co jest zgodne z przesłaniem anielskim przekazanym w trzeciej Ewangelii: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i Moc Najwyższego Cię osłoni” (Łk 1,35).

Być może podkreślenie Mateusza (zresztą dwukrotne Mt 1,18.20) „za sprawą Ducha Świętego” było odpowiedzią na rozpowszechniane, antychrześcijańskie opowiadanie, o nieprawym poczęciu Jezusa[5]. Podkreślenie niezwykłego faktu poczęcia Jezusa było także uprzedzeniem dalszych wydarzeń – ewangelista uczynił tak chcąc dać czytelnikowi jak najpełniejsze rozeznanie sytuacji.

Przenosząc się w czasy Józefa i stając się jednym z żyjących ówcześnie, zapomniawszy jednak na chwilę o wzmiance dotyczącej udziału Ducha Świętego w poczęciu Jezusa – co dla Józefa stanie się wiadomym dopiero później – gdy odczyta się jedynie suchy fakt, iż Maryja „wpierw nim zamieszkali razem, stała się brzemienną”, wtedy można dostrzec prawdziwy dramat Józefa. Przyczyną tej tragedii była osoba, którą Józef tak bardzo kochał.

„Józef był człowiekiem sprawiedliwym”

Gdy Józef dowiedział się, iż Maryja jest brzemienna, zamierzał oddalić ją. Ewangelista Mateusz podkreśli, iż Józef zamierzał oddalić Maryję potajemnie, gdyż „nie chciał narazić Jej na zniesławienie” (Mt 1,19). Znamiennym jest, iż chciał to uczynić „potajemnie” – bez rozgłosu, z dyskrecją, z miłością i z miłości ku Maryi.

Nie wiadomo jednak co dokładnie wiedział Józef na temat stanu Maryi. Czy wiedział jedynie o brzemienności swojej Oblubienicy? Czy wiedział także o niezwykłym poczęciu, o wkroczeniu w życie Maryi Boga w tajemnicy Ducha Świętego?

Część komentatorów twierdzi, iż Józef dowiedział się jedynie o brzemienności Maryi, że nic nie wiedział o nadzwyczajnych okolicznościach tego stanu. Jeśli tak, to postępowanie Józefa jest ze wszech miar niezwykłe. Jeśli bowiem nic nie wiedział o niezwykłym, dziewiczym poczęciu Maryi, to powinien był wnieść sprawę przed sąd. Jeśli Maryja była brzemienna, to w jego oczach była winna nieprawości. Chcąc zatem dojść winy, mógł zażądać dochodzenia i procesu. Gdyby zaś Maryi udowodniono winę – która w tym przypadku wydawała się być niewątpliwa – mógł otrzymać zwrot zapłaty, którą musiał wcześniej uiścić, mógł zatrzymać posag. Nade wszystko w oczach społeczeństwa zachowałby dobre imię. Zaistniała bowiem sytuacja naruszała prawa małżeńskie. Księga Powtórzonego Prawa wyraźnie stwierdzała, iż brak dowodów prawości u dziewicy był znakiem jej winy: „Jeśli oskarżenie to okaże się prawdziwym, bo nie znalazły się dowody dziewictwa młodej kobiety, wyprowadzą młodą kobietę do drzwi domu ojca i kamienować ją będą mężowie tego miasta, aż umrze, bo dopuściła się bezeceństwa w Izraelu, uprawiając rozpustę w domu ojca. Usuniesz zło spośród siebie.” (Pwt 22,20-21).

I dalej w Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: „Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. Usuniesz zło spośród siebie” (Pwt 22,23-24)[6].

Józef zatem mógł dochodzić swoich praw. Mógł dowiedzieć się, jak to się stało, iż jego prawna małżonka stała się brzemienna. Mógł też – i wręcz powinien – domagać się kary dla winnych. Józef jednak nie czyni tego. Postanawia oddalić Maryję. Czyni tak, gdyż szanuje świętość sakramentu małżeństwa. Inni wskazują – że czyni tak, bo zbytnio kocha Maryję i nie chce, by w jakikolwiek sposób mogła Ona ponieść szkodę. Nie chciał dowodzić swojej wierności Prawu, nie dbał o swoje dobre imię, nie chciał czegokolwiek zyskać kosztem Maryi. Nie chciał, by podejrzana w takim wypadku o wiarołomstwo Maryja została poddana upokarzającemu procesowi. Nie chcąc publicznego procesu, publicznych zarzutów, postanawia odejść – postanawia całą sprawę rozwiązać „po cichu”, bez rozgłosu. Można nawet powiedzieć – iż odchodząc w milczeniu, bez słów – Józef wręcz zdejmuje brzemię winy z Maryi, biorąc tę winę w milczeniu na siebie. Z jednej strony szanując świętość małżeństwa i będąc mężem sprawiedliwym – oddala Maryję. Jednak miłując Ją, nie pozwala, by spotkała Ją jakakolwiek kara. Być może, jak sugerują niektórzy, Józef czuł się winny, iż nie upilnował Maryi. W kulturze bowiem i tradycji Starego Przymierza najpierw ojciec, potem zaś narzeczony – byli odpowiedzialni za czystość kobiety, która była im powierzona w opiekę. Być może czuł się także i odpowiedzialny za to, że nie potrafił uchronić drogocennego naczynia, drogocennego daru, jaki został mu powierzony przez rodziców Maryi. Nie chciał, „by wytykano Ją palcami”. Zbytnio Ją kochał[7].

Niezwykły i straszliwy dramat Józefa. Z jednej strony nie zdołał uchronić, ustrzec powierzonej Jego pieczy kobiety; z drugiej jednak strony cała ta sytuacja dotyka Jego najbardziej wrażliwej części osobowości: był mężem sprawiedliwym – przywiązanym do przestrzegania Tory Pańskiej. A Tora dla takich kobiet, za jaką można było uznać Maryję, była bezwzględna.

Inni komentatorzy wskazują jednak, iż Józef mógł wiedzieć o poczęciu z Ducha Świętego. Będąc jednak człowiekiem sprawiedliwym – to znaczy będąc pełnym czci i bojaźni wobec Boga i Bożych tajemnic, których nie potrafił ogarnąć i pojąć – postanowił oddalić się potajemnie. Być może postanowił oddalić się tylko na pewien czas, by przemyśleć, by w samotności pomedytować nad tym wszystkim, czego się dowiedział. A być może postanowił rozstać się z Maryją, nie chcąc wyjawić innym Jej tajemnicy. Warto bowiem pamiętać, iż wyrażenie „nie chciał jej narazić na zniesławienie” (gr. deigmatidzo) może oznaczać także: nie chciał narazić jej na badanie, na dociekanie, na ujawnienie. Być może także na całość wydarzenia można patrzeć i tak: Józef, gdy dowiedział się, iż z Ducha Świętego w łonie Maryi począł się Syn Boży, będąc człowiekiem pełnym wiary i czując święty lęk przed Najwyższym, lękał się zbliżać do Tej, która stała się mieszkaniem dla Syna Najwyższego. Być może Józef nie potrafił pojąć wielkości tych spraw, stąd też wolał oddalić od siebie Maryję, którą miłował nad wszystko – ale której mógł się lękać – gdyż stała się Ona własnością Boga Najwyższego. A zatem decyzja Józefa, by dyskretnie oddalić Maryję oraz nie ujawniać Jej tajemnicy, była podyktowana „sprawiedliwością” – pełną czci bojaźnią wobec niezrozumiałych wyroków Bożych, dokonujących się przez Maryję.

W tym przypadku pojawienie się anioła Józefowi (Mt 1,20) nie łączy się z poinformowaniem Józefa o poczęciu z Ducha Świętego. Przez to objawienie dokonało się potwierdzenie dotychczasowej wiedzy Józefa, a także wskazanie na rolę, jaką miał on spełnić w historii Zbawiciela.

Trudno dziś wyrokować, trudno odpowiedzieć na pytanie: czy Józef rzeczywiście zamierzał oddalić Maryję z powodu czci i bojaźni wobec tajemnic Bożych, których nie czuł się godzien, czy też będąc mężem Bożym – będąc wiernym Bożemu Prawu, a z drugiej strony miłując Maryję, zamierzał odejść, gdyż chciał być wierny Bożemu Prawu w sprawie świętości małżeństwa?[8]. To, co nie ulega wątpliwości, to prawda, że był On mężem sprawiedliwym.

„Postawa Józefa – potwierdzeniem dziewiczego poczęcia”

W pierwszych wersetach Mateuszowej narracji Józef zostaje przedstawiony jako mąż o mocnych zasadach, jako człowiek sprawiedliwy i wierny Prawu Bożemu. Gotów był opuścić poślubioną niedawno małżonkę w imię uczciwości i sprawiedliwości. Jeśli zaś przyjmiemy, że znał tajemnicę Maryi, to Józef jawi się jako ten, który jest gotów zrezygnować z siebie, szanując świętość Tej, która została wybrana na Matkę Boga.

Jeśli powstrzymał się od tego kroku, to jedynie dlatego, że otrzymał pouczenie od samego Boga. Nieskazitelna prawość Józefa oraz jego jasne i stanowcze decyzje były gwarancją wiarygodności sytuacji. Wszystko to w zamyśle ewangelisty miało potwierdzać dziewicze poczęcie Syna Bożego. Wszelkie inne kalumnie, oskarżenia, które można odnaleźć w polemice pogańskiej i judaistycznej, patrząc na osobę Józefa, należy uznać za bezzasadne. Gdyby bowiem poczęcie Jezusa dokonało się w sposób nieprawy, Józef – jako mąż stanowczy i sprawiedliwy – oddaliłby z całą pewnością Maryję, nie zgodziłby się na życie w kłamstwie.

Argument z Pisma – już Izajasz zapowiadał, że w domu Dawidowym Dziewica porodzi Syna – uzupełnia i potwierdza dziewicze poczęcie.

 

„Anioł Pański ukazał mu się”

Gdy Józef powziął myśl o oddaleniu Maryi, Bóg posyła do niego anioła. To pojawienie się Bożego posłańca ewangelista przedstawia bardzo zwięźle. Znamienne jest, iż anioł przychodzi do Józefa podczas snu. Na kartach Biblii wielokrotnie spotykamy się z informacją o tym, że Bóg przekazuje niezwykle ważne wiadomości podczas snu człowieka. Bóg bowiem może przemawiać w widzeniach, ale i w snach (zob. Lb 12,6).

We śnie Bóg objawia się Abimelekowi, królowi Geraru, ostrzegając go przed zbliżeniem się do żony Abrahama (Rdz 20,3). Niezwykłych spotkań podczas snu doświadcza Jakub. Dzieje się tak, gdy wędruje do Charanu – tam właśnie we śnie widzi drabinę sięgającą do nieba, widzi też Boga, który oddaje mu na własność ziemię na której spoczywa i który obiecuje mu błogosławieństwo (Rdz 28,10-22). We śnie również anioł Pański poleca Jakubowi wracać do ziemi obiecanej (Rdz 31,11). Także w nocy, podczas snu nad potokiem Jabbok, ma miejsce tajemnicze zmaganie się Jakuba z samym Bogiem (Rdz 32,23nn.). W nocy, podczas snu, Bóg także wspomaga i posila Eliasza uciekającego z Karmelu ku Bożej górze Horeb, po walce z prorokami Baala i ustaniu suszy (1Krl 19,1nn.).

O doświadczeniu Boga księga Hioba mówi następująco: „Bóg się odzywa raz i drugi, tylko się na to nie zważa. We śnie i w nocnym widzeniu, gdy spada sen na człowieka, i w czasie drzemki na łóżku otwiera On ludziom oczy” (Hi 33,14-15).

Mowa Boga w czasie snu jest jednak delikatna i trudna do usłyszenia. Stąd też mowę tę może usłyszeć jedynie ten, kto jest wrażliwy i zdolny usłyszeć Jego głos. Sprawiedliwy o czystym sercu śni Boże sny. Taki właśnie był Józef. Cichy i pokorny Boży człowiek – mąż ze wszech miar sprawiedliwy.

Objawiający się anioł nazywa Józefa synem Dawidowym, raz jeszcze podkreślając w ten sposób (zob. Mt 1,1.16), iż Józef należy do królewskiej linii rodu Dawida. Anioł kieruje do Józefa wezwanie „nie bój się” – czy też dokładniej tłumacząc greckie wyrażenie me fobeomai – przestań się bać, lękać i nie bój się i lękaj się już nigdy więcej.

 

„Z Ducha Świętego”

Sercem orędzia anioła jest przesłanie: „z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20), co już wcześniej zaznaczył ewangelista we wprowadzeniu do historii. Czytając Mateuszowy opis warto zwrócić uwagę, iż w języku hebrajskim słowo „Duch” jest rodzaju żeńskiego, zaś w języku greckim rodzaju nijakiego. Zatem udział Ducha Świętego w poczęciu Jezusa nie może być rozumiany w duchu opowiadań mitologicznych – pozabiblijnych na zasadzie zrodzenia[9]. Duch Święty nie jest „Ojcem Jezusa”. Narodzenie Jezusa to „dzieło Trójcy świętej”. W komentarzach podkreśla się, że jest to nieprzenikniona Boża sprawa i Boża tajemnica. Ani Gabriel, ani Mateusz nie potrafią wyjaśnić, jak się to stało.

W greckim przekazie Mateusza nie ma rodzajnika przy wyrażeniu Duch Święty. Wskazuje to, że ewangelista przekazuje orędzie w duchu starotestamentalnych tradycji, gdzie Duch Święty – Duch Boga, rozumiany był nie tyle jako osoba – zgodnie z koncepcją trynitarną – ale jako moc Boga.

Wzmiankowanie o działaniu Ducha Świętego z pewnością ma na celu przywołanie pierwszych wersów Księgi Rodzaju – kiedy Duch Boży unosił się nad wodami, kiedy w symbolicznych siedmiu dniach dokonało się dzieło stworzenia. Kiedy bezład i chaos został zamieniony w raj z człowiekiem pośrodku (zob. Rdz 1,1-31). Zapewne do tego działania Ducha odnosi się orędzie skrupulatnie zapisane przez św. Mateusza.

Ten sam Duch, który dokonał niezwykłego dzieła w czasie prapoczątków świata, teraz sprawia dziewicze poczęcie w łonie Maryi. W wydarzeniu „poczęcia z Ducha Świętego” Jezusa sam Bóg interweniuje stwórczo. Jezus jest całkowicie darem Boga. Przychodzi On z góry, z woli i z zrządzenia Boga, nie zaś z woli i mocy człowieka. Ten który był odwiecznym Słowem, w wydarzeniu dziewiczego poczęcia staje się Ciałem (J 1,14). W Jezusie rozpoczynają się nowe dzieje świata.

 

„Nie bój się przyjąć Maryi”

Znamienne jest, że anioł nakazuje Józefowi, by ten nie lękał się wziąć do siebie Maryi. Anioł nie mówi – nie lękaj się wziąć do siebie Jezusa, nie lękaj się wziąć do siebie Tego, który począł się w łonie Twojej małżonki, ale wyraźnie mówi: nie bój się wziąć do siebie Maryi. Przesłanie anioła jasno wskazuje, iż wzięcie Maryi jest tożsame z przyjęciem Jezusa!

Maryja jest w przekazie Mateuszowym ukazana jako pośredniczka daru Bożego. Szczególne znaczenie ma także fakt, że po raz drugi ewangelista mówiąc i myśląc o Synu – o Jezusie, wymienia Jego osobę w łączności z Maryją, z Matką. Przyjmując Matkę Józef przyjmuje także i Syna.

Gdy raz oznajmiono Jezusowi: „Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą” (Łk 8,20), On im odpowiedział: „Moją Matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21). Każdy z nas zatem może być, jak Maryja, przyjęty przez Józefa. O każdym i każdej z nas mówi anioł Józefowi – nie bój się go przyjąć do siebie. Dzieje się tak wówczas, gdy tylko – jak Maryja – słucham i wypełniam słowo Boże…

„Nadasz Mu imię”

Narodzonemu z Maryi Synowi, Józef ma nadać imię. Nadanie imienia – co dokonywało się zazwyczaj w dniu obrzezania, ósmego dnia po narodzeniu (zob. Łk 2,21) – było tożsame z przyjęciem dziecka do rodu. Józef, syn Dawida, otrzymuje nakaz nazwania Dziecka, a tym samym uznaje Go za swoje własne. W ten sposób Jezus staje się prawnym potomkiem Dawida.

Nadać imię to znaczy wejść z kimś w związek. Józef ma nadać imię, które przekazuje mu sam Bóg. Bo to sam Bóg decyduje, jakie imię ma nosić Zbawiciel. Nadanie imienia w tradycji Starego Przymierza było wydarzeniem niezwykłej wagi. Imię bowiem wyrażało znaczenie i przeznaczenie życiowe danej osoby. Imię Jezus (hebr. Jeszua – Jehoszua) oznacza „Jahwe jest moim zbawieniem”. Tak więc imię Jezusa wskazuje na Jego rolę i misję, którą będzie zbawienie ludzi – uwolnienie od grzechów. Już zatem u początku dziejów Nowego Testamentu, gdy tylko Mateusz z całą wyrazistością podkreślił, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem – Chrystusem, że jest prawnym potomkiem Dawida i prawdziwym Izraelitą (potomkiem Abrahama), zostaje ukazana nowość i niezwykłość misji Jezusa. Żydzi oczekiwali, iż Mesjasz, podobnie jak niegdyś Mojżesz, wyzwoli swój lud z niewoli, jednak misja Jezusa jest całkiem inna. Jezus bowiem uwolni ludzi nie tyle z niewoli wrogów, co z niewoli grzechu. Wyzwoli nie tyle z niewoli politycznej, co z niewoli grzechów. Imię Jezus mówi o tym, kim Bóg pragnie być dla nas. Chce On być Bogiem bliskim i miłującym, Bogiem wiernym i zawsze pomocnym. Bogiem z nami.

Stąd też św. Piotr po zesłaniu Ducha Świętego z całą mocą woła: „każdy, kto wzywać będzie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Dz 2,21). Potem zaś, stojąc przed majestatem starszych z mocą stwierdza: „nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Prorok Jeremiasz zapisze: „Wszyscy od najmniejszego do największego poznają Mnie – wyrocznia Pana, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał” (Jr 31,34).

 

„Wypełniło się Słowo Pańskie”

To co się wydarzyło – jak podkreśla Mateusz – jest kontynuacją historii Izraela. Oto wypełnia się obietnica dana przez proroków. Mateusz przekazuje pogląd pierwotnego Kościoła o Biblii jako Księdze pochodzącej od Boga, przez pośrednictwo proroków. Prorok bowiem jest narzędziem w rękach Boga. Za pośrednictwem proroka przemawia sam Bóg.

Oto Panna pocznie i porodzi Syna” (Iz 7,15). Trudno dziś dokładnie wskazać, kogo miał na myśli prorok Izajasz, gdy zapisywał słowa o Pannie mającej porodzić Syna. Być może miał na myśli wtedy swoją żonę, czy też jakąś inną niewiastę. Być może myślał o małżonce króla Achaza, która miała mu porodzić syna (być może Ezechiasza), który miał być znakiem upadku wrogów władcy. Z pewnością początkowo w ten sposób patrzono na prorocką zapowiedź. Z czasem jednak, w kolejnych wiekach, w obiecanym potomku – tajemniczym Emmanuelu – Bogu z nami, zaczęto widzieć potomka Dawida, który miał przyjść i zaprowadzić królestwo sprawiedliwości i bezpieczeństwa. Mateusz widząc zgodność między tradycją o narodzeniu Jezusa a słowami Izajasza, włączył to proroctwo do tekstu Ewangelii. Przez to podkreśla dwa tematy. Potwierdza, iż Jezus został poczęty mocą Ducha Świętego – stąd też poczęcie to jest poczęciem dziewiczym. Drugim – ważniejszym jeszcze – jest nazwanie Jezusa imieniem Emmanuel – to znaczy Bóg z nami. W ten sposób bowiem zostaje podkreślone znaczenie i rola Jezusa. Jest On bowiem Bogiem, co więcej – jest Bogiem-z-nami. Wskazanie na stałą obecność Boga z nami jest niezwykle ważną prawdą w dziele Mateusza. Stąd też od tej prawdy rozpoczyna się cała Ewangelia: Jezus jest Bogiem z nami. I tą prawdą ewangelista kończy swoje dzieło: Jezus posyłając uczniów z misją nauczania i udzielania chrztu oznajmia: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Trzeba koniecznie zwrócić uwagę, iż w obu przypadkach Mateusz na określenie relacji bycia „z” używa przyimka – gr. metha. Przyimek ten oznacza odniesienie, intymność, zjednoczenie, pocieszenie radość, siłę – oznacza stałą obecność, trwanie. Stąd też Paweł Apostoł zawoła: jeśli Bóg jest z nami i dla nas, któż będzie przeciwko nam? (por. Rz 8,31).

„Uczynił jak polecił Mu anioł”

Ostatnie wersety Mateuszowego przekazu rozpoczyna grecki termin egeiro, który tłumaczy się jako wstać, powstać, ale można też go rozumieć i tłumaczyć jako – „powstać do życia”, „powstać z martwych”. A zatem można powiedzieć: Józef powróciwszy do życia – powróciwszy do życia ze swego zwątpienia, ze swego odrętwienia, z tego, co wywołało w nim doświadczenie niemocy – podejmuje decyzję i przystępuje do działania. Jest gotów do wypełniania tego wszystkiego, co przekazał mu anioł. Orędzie anioła i przyjęcie słowa Pisma stoją u początku działania Józefa – u początku jego nowego życia.

Józef wypełnia to wszystko, co nakazał Mu anioł. Choć niewątpliwie Józef cały czas był bohaterem Mateuszowego opowiadania o narodzeniu Jezusa, to jednak można odnieść wrażenie, że zniknął, jakby odszedł w cień. Opowiadanie Mateusza skupiło się bowiem na aniele, na Maryi, na Jezusie i wydarzeniach – zapowiedziach z Jezusem się łączących. Józef zaś, choć cały czas obecny, nie zwracał swoją osobą szczególnej uwagi. Nawet gdy wypełnia to wszystko, co polecił Mu anioł, również nie staje się bohaterem pierwszoplanowym. Wypełnienie anielskich wskazań wydaje się być dla czytelnika jak najbardziej oczywiste i nie budzi zdziwienia. Po prostu wziął On swoją małżonkę do siebie, Ta porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus.

Znamienne jest, że początek i koniec rozdziału, a także i historii Mt 1,18-25 łączy się z imieniem Jezus. Rozdział ten ukazuje, kim jest Jezus: Chrystusem, oczekiwanym synem Dawida, potomkiem Abrahama, błogosławieństwem dla wszystkich – jest Bogiem z nami, jest darem Bożym i samym Bogiem.

Mateusz podkreśla doskonałe posłuszeństwo Józefa. Jest On jak starotestamentalni patriarchowie. Jest On jak Mojżesz i Aaron. Bóg nakazał im pójść przed oblicze faraona i uczynić znaki, które im zlecił. Ci poszli i uczynili jak Bóg im nakazał (zob. Wj 76,1nn.). Józef jest doskonałym uczniem Pańskim. Gdy bowiem Jezus polecił uczniom, by przyprowadzili mu osiołka, ci poszli i uczynili tak, jak i Jezus polecił (Mt 21,1nn.). Gdy posłał uczniów, by przygotowali paschę, oni poszli i „uczynili tak, jak im polecił Jezus” (Mt 26,19). Również po zmartwychwstaniu jedenastu Jego uczniów udaje się „do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił” (Mt 28,16).

Józef jest takim właśnie cichym i posłusznym patriarchą, takim posłusznym uczniem. Jest wrażliwy na Boże słowo, ale jest też posłuszny – usłyszane słowo zamienia w czyn. Znamienne jest, iż słowo Boga skierowane do Józefa dokonało się dyskretnie i ledwie zauważalnie – w czasie snu. Józef jednak nie zastanawia się i nie roztrząsa, czy i jak rozumieć to słowo. On po prostu wypełnia natychmiast to, co zlecił Mu Pan. Słowo stoi u początku Jego działania.

„Wziął do siebie Maryję”

Pełen szacunku i miłości ku Maryi, Józef bierze Ją do siebie. Mateusz podkreśli – „i nie zbliżał się do niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1,25). Stwierdzenie „nie zbliżał się aż porodziła Syna” nie zakłada małżeńskich relacji w późniejszym czasie[10]. Co więcej, Ewangelista nie poucza o dalszym życiu świętej rodziny. Nie odnosi się także do kwestii trwałego dziewictwa Maryi. Mateusz pragnie jedynie raz jeszcze zaznaczyć, że poczęcie Jezusa było poczęciem dziewiczym. Podkreśla, że Jezus zrodzony jest według ciała z kobiety, zaś według Ducha jest Synem Boga. Józef zaś jest Jego ziemskim opiekunem.

Potem – po narodzeniu Syna, „któremu nadał imię Jezus” (Mt 1,25) – Józef właściwie znika z kart Ewangelii. Pojawi się jeszcze tylko na chwilę, gdy pouczony przez anioła, prowadzi Maryję z Jezusem do Egiptu, następnie zaś przyprowadza ich do Nazaretu. Jednak jego najważniejszym zadaniem było prawne przyjęcie Jezusa i nadanie Mu imienia. Spełnił to, co przykazał Mu anioł, po czym niepostrzeżenie znikł.

  1. Meditatio – spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas szczególniejszego spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w poznanej i zgłębionej historii. Jest to czas ponownego czytania i zastanawiania się, jak to słowo odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej przyglądania się sobie samemu i swojemu życiu.

 

Zaszczyty i uznanie….

Mówiąc o Józefie, o snach, można myśleć nie tylko o nowotestamentalnym Józefie – mężu Maryi, ale i o innym Józefie. Można myśleć o sprzedanym przez zazdrosnych braci Józefie, który potrafił właściwie odczytywać sny, który ocalił Egipt. Posłuszeństwo tym natchnieniom zaprowadziło go do wielkich zaszczytów. Dało mu sławę i władzę. Józef Egipski był prawdziwie wielkim i sławnym mężem. Józef mąż Maryi też umiał odczytywać sny, Jego postępowanie ocaliło jednak nie tylko jeden kraj – Egipt, ale cały wszechświat – i to po wszystkie czasy. Jednak Józef – mąż Maryi, nie stał się władcą, nie szukał i nie zakosztował zaszczytów podczas swojego życia. Tak naprawdę jednak zyskał i niezwykłą władzę, i niekończący się zaszczyt – stał się świętym i domownikiem w królestwie Jezusa Chrystusa. Królestwie Tego, który został przez Boga powierzony Jego opiece.

 

Cichy, wręcz niezauważony i pełen pokoju…

Z postawy Józefa, z tego wszystkiego co czyni, jak postępuje, emanuje cichość i spokój. Znamiennym jest, co zawsze podkreślają komentatorzy, iż mąż Maryi w całej Ewangelii nie wypowiada ani jednego słowa. Można by rzec – zawsze zamyślony, spokojny, cichy. Jest takim nawet gdy cierpi, nawet gdy ma podjąć niezwykle trudne decyzje. Jakże trudna i rzadka dziś cecha – być człowiekiem cichym.

W narracji Mt 1,18-25 Józef – choć bez wątpienia jest postacią pierwszoplanową – to jednak stoi cały czas w cieniu. Jest głównym bohaterem, ale Jego osoba nie absorbuje, nie koncentruje na sobie. Nasza uwaga kieruje się ku Maryi, ku tajemnicy poczęcia z Ducha Świętego, bardziej wpatrujemy się w tajemnicę Jezusa. Józef… Józef oczywiście też jest. Wypełnia to wszystko co zleca Mu anioł, ale wypełniwszy przydzielone Mu zadanie schodzi w cień. Józef nie jest typem „gwiazdora”, który zawsze i wszędzie musi być na pierwszym miejscu, o którym się mówi i który ma dużo do powiedzenia. Józef wypełnia to, co Mu Pan nakazuje i słucha.

 

Szukać dobra innych. Umieć kochać innych…

Nawet gdy powziął myśl o oddaleniu Maryi, postanawia to uczynić potajemnie – a zatem w cichości, bez zbytecznego rozgłosu. Cichy oblubieniec Maryi, który – jakikolwiek przyjąć powód, czy stan wiedzy Józefa – z miłości i sprawiedliwości szuka dobra dla Tej, którą kochał… Umieć szukać zawsze dobra dla innych. Umieć i chcieć by innym było dobrze.

Ciekawym jest, że Józef nie dochodzi swoich praw. Umie cierpieć, umie nie szukać zawsze swojej korzyści. To chyba jest dla każdego z nas szczególnie trudne. Krzywdy cierpliwie znosić…. owszem być uczciwym, żyć w prawdzie – ale tak by niekoniecznie zawsze moja korzyść była najważniejsza.

Patrząc na postawę Józefa względem Maryi… Piękny wzór dla małżonków – Józef, który mimo wszystko szuka dobra Tej, którą kocha. Prawdziwie troskliwy opiekun – i to nie tylko Jezusa ale tak samo i Maryi. Wierny i oddany.

 

Szanować tych, którzy są „własnością Boga”…

Maryja stała się „własnością Boga”. I Józef Tę „własność Boga” szanuję. Gdy dowiedział się, iż w Maryi za sprawą Ducha Świętego zamieszkał Najwyższy, z jeszcze większą miłością i szacunkiem – otacza Ją opieką, wsparciem. Józef, prawdziwy wzór człowieka szanującego Wybrańców Pana. Można by dziś rzec – czy umiem szanować i otaczać miłością tych, których Pan wybiera, którym powierza siebie. Często jest niezwykle trudnym szanować i cenić wybranych przez Pana do służby kapłańskiej i zakonnej w Kościele. Jest to trudne – ale warto się zastanowić się: Józef szanował i miłował Maryję. Ten szacunek i miłość stała się jeszcze piękniejsza, gdy dowiedział się, że Ona jest „własnością Boga”. Czy umiem szanować tych, których Pan wybiera sobie, czy umiem szanować siostry, kapłanów? Czy mam świadomość, że są oni „własnością Boga”?

 

Czy przeze mnie Bóg wchodzi w życie innych?

Jezus jest Bogiem z nami. Można powiedzieć, że w znacznej mierze jest to zasługa Józefa. On bowiem wypełnił zlecenie by przyjąć Maryję – przyjąć Jezusa, by włączyć Jezusa w królewską linię Dawidową, by nadać Mu niezwykłe imię. Imię, które znaczy „Jahwe jest moim zbawieniem”. Dzięki Józefowi mogło wypełnić się słowo proroka, dzięki Niemu Jezus został nazwany Emmanuelem – Bogiem z nami.

Jezus jest Bogiem z nami. W zakończeniu Ewangelii Mateusza czytamy słowa Jezusa: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni” (Mt 28,20). Dzięki Józefowi Bóg jest z każdym z nas. Kiedy popatrzę na moje życie – czy dzięki mnie Bóg jest z nami? Czy przez to jaki jestem, przez to wszystko co działam, czy przez moje życie, moje postępowanie, Bóg wchodzi z życie innych ludzi. Początek historii zwiastowania Józefowi niezwykłych narodzin łączy się z imieniem Jezus, w połowie tej historii wraca to imię, cała historia także kończy się od przywołania imienia Jezus. Czy żyję według zachęty św. Piotra „aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa” (1P 4,9).

Być jak Józef – być wzorem dla innych

Można uznać, iż Józef dla Mateusza stał się wzorem postaci słuchającej Boga. Wzorem człowieka, który wypełnia wolę Bożą. Józef dla Mateusza jest jak dla Łukasza Maryja. Mimo pojawiających się sugestii apokryficznych, bardziej zasadnym chyba jest uznanie, iż Józef był człowiekiem młodym. Poszczególne sceny i wydarzenia w Ewangelii wydają się pozwalać przyjąć taką opinię. Jeśli tak – to ciekawym jest to, iż Józef w tak młodym wieku był już tak dojrzałym…. Tak dojrzałym, że mógł służyć za wzór dla wspólnoty chrześcijan. Czy ja jestem wzorem, czy inni chrześcijanie, czy ludzi którzy żyją obok mnie, czy mogą zobaczyć we mnie wzorzec ucznia Pana?

Józef był otwarty na Boga. Dzięki temu mógł wszystko. Czy ja jestem otwarty na  Boga?

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze słowem Bożym teraz omawiam z Bogiem. Omawiam z Bogiem, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

Czas modlitwy i rozmowy z Panem…

Czas, by stanąć przed Panem by przepraszać, dziękować, by prosić…

Daj Panie, bym był otwarty – jak św. Józef. Bym był otwarty na to, co Ty chcesz do mnie mówić. Tak trudno mi słuchać Twojego słowa. Tak trudno znajdować ciszę, by móc Ciebie usłyszeć. Przepraszam, że w moim programie dnia, programie tygodnia, tak rzadko i tak mało czasu zarezerwowanego, by móc Ciebie słuchać. Tak trudno wzorem Maryi i Józefa, szukać spotkania z Tobą. A przecież Ty chcesz mówić do mnie. Chcesz mówić jeśli tylko dam Ci ku temu sposobny czas…

Każdy raduje się, gdy ma u innych uznanie, gdy spotykają go zaszczyty. Zaszczyty i uznanie… Jakże trudno Panie, wzorem św. Józefa, radować się tym co małe, pokorne i skromne. Umieć radować sie z wykonanego dobra i jedynie w Tobie szukać uznania… Po prostu spełniać dobrze swoją pracę, wypełniać to wszystko co powinienem, do czego mnie Ty posyłasz.

Umieć być cichym, wręcz niezauważonym… Ucz mnie Panie, by pociągało mnie to, co ciche i pokorne. Umieć słuchać, umieć być dla innych…

Tak trudno nie szukać siebie. Tak trudno być człowiekiem pełnym pokoju i dobra dla drugich… Umieć kochać innych….

Współczesny świat często zapomina o szacunku dla drugiego człowieka. Znamiennym jest, że Józef – jakkolwiek nie rozumiał niezwykłe poczęcie Maryi – szanował Ją. Szanować drugiego człowieka. Przepraszam Panie, za czas braku szacunku dla drugiego człowieka. Daj Panie, bym umiał szanować każdego bez wyjątku – choć czasami tak bardzo trudno… Każdy bowiem człowiek jest własności Boga. Szczególnie, bym umiał szanować „własność Boga”; bym umiał szanować Siostrę zakonną (współsiostrę), bym umiał szanować brata, kapłana (współbrata). Czy umiem dbać o to i o tych co należą do Boga… Bo oni przecież są „własnością Boga”.

 

Spraw Panie, byś przez moje życie – jak przez Józefa – byś mógł wchodzić w życie innych… Bym był Twoim narzędziem, bym mógł nieść Cię ludziom w sercu, w dłoniach, na wargach…

Daj Panie bym był dla innych jak św. Józef.

 

 

 

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po lectio – po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie – meditatio, po oratio – po modlitwie, następuje czas ciszy – bycie w ciszy z Bogiem.

 

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

Święty Józefie, Ty byłeś człowiekiem wiary – zawsze gotowym do przekreślania swoich planów, by wypełnić pragnienia Boga. Zrezygnowałeś z posiadania własnej rodziny, kiedy była potrzebna Twoja służba dla Jezusa i Jego Matki. Stałeś się przybranym Ojcem i opiekunem. Pod kierownictwem Ducha Świętego i Jego miłości spełniłeś rolę kochającego męża i ojca.

Twoje ciche wypełnianie woli Bożej pokazuje, jak można znaleźć pokój serca i siły duchowe. Wytrwałeś w szukaniu miejsca dla Jezusa, nie rezygnowałeś w biedzie betlejemskiej, nie straciłeś nadziei w czasie ucieczki do Egiptu i wierzyłeś dalej, kiedy Jezus zgubił się podczas pielgrzymki do Jerozolimy. W twojej miłości zawsze służyłeś, szukając dobra żony i Twojego Syna. Oddając własne życie w codziennej pracy i modlitwie, znalazłeś drogę do zrealizowania siebie. W ten sposób stałeś się przykładem dla nas wszystkich, którzy pragniemy uczyć się żyć i kochać.

Ziemski ojcze naszego Zbawiciela, przyjmij nas pod twoją szczególną opiekę. Pozwól nam doświadczyć Twojej silnej obecności i odczuć Twoją ojcowską miłość. Razem z Tobą pragniemy mieć serce dla tych, którzy są spragnieni miłości i bezpieczeństwa, którzy cierpią z powodu braku ojcowskiej opieki i rozbicia małżeństwa i rodziny. Bądź podporą dla zagubionych i pomóż znaleźć Boga tym, którzy doświadczają od ludzi zawodu lub zdrady.

Święty Józefie, pokaż nam drogę czystej miłości dla samotnych, abyśmy potrafili kochać szczególnie tych, których nikt nie kocha. Bądź z nami, abyśmy mogli pokazać spragnionemu światu miłość Ojca Niebieskiego.

 

opr. ks. Piotr Łabuda

[1] Istnienie takich przekazów potwierdza Łukaszowy opis zwiastowania (skoncentrowany na osobie Maryi; zob. Łk 1,26-38). Zob. szerzej: R.E. Brown, The birth of the Messiah. A Commentary on the infancy narratives in the Gospels of Matthew and Luke, New York 1993, s.154-163.

[2] Zob. Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, II,210-216.

[3] Zob. Exod rabba do Wj 1,15. Należy jednak mieć na względzie, iż opowiadanie o narodzinach Mojżesza nic nie mówi o dziewiczym poczęciu czy też o szczególnej interwencji Boga. A zatem nawiązania do opowiadania o narodzinach Mojżesza są – jeśli w ogóle – jedynie częściowe.

[4] Zob. Szerzej H.L. Strack, P. Billerbeck, Kommentar zum Neuen Testament aus Talmud und Midrasch, Bd. I, München 1922, s. 45-47; s. M. Friedman, Tradycja rodzinna w Judaizmie, CT 66(1996), z. 2, s. 39nn.; J. Łach, Dziecię się nam narodziło, Częstochowa 2001, s. 34nn.

[5] W przekazie zapisanym w Talmudzie Babilońskim Jezus był nieprawym synem Miriam i Pantery. Zob. Shab 104b; P. Schӓfer, Jesus in Talmud, Princeton 2007, s. 15nn. Orygenes zaś podaje, iż Celsus (polemista antychrześcijański) głosił, że „Matka Jezusa została odesłana przez cieślę, z którym była zaręczona, ponieważ dopuściła się cudzołóstwa z pewnym żołnierzem imieniem Patera” (Cels., 1,32). Pojawiające się imię Pantera wydaje się być zniekształceniem greckiego słowa parthenos – dziewica. Takie przekazy pochodzące z wczesnych pism żydowskich, bez podawania imienia żołnierza, powtarzane były przez współczesnych autorów żydowskich. Zob. Ben Chorin, Bruder Jesus. Der Nazarener in Jüdischer Sicht, München 1970, s. 34.

[6] „Lecz jeśli mężczyzna znalazł na polu młodą kobietę zaślubioną, zadał jej gwałt i spał z nią, umrze sam mężczyzna, który z nią spał. Młodej kobiecie zaś nic nie uczynisz. Młoda kobieta nie popełniła przestępstwa godnego śmierci” (Pwt 22,25-26).

[7] Zob. I. Gargano, Lectio Divina do Ewangelii św. Mateusza, Kraków 2001, s. 44.

[8] Zob. K. Romaniuk, „Józef mąż sprawiedliwy…” (Mt 1,19), CT 50(1980), z. 3, s. 25-34. Pewną podpowiedzią mogą tu być przekazy apokryficzne (przy zachowaniu zasadnej rezerwy względem tych przekazaów), w których Józef waha się i lęka wziąć za żonę Maryję, mając na względzie m.in. świętość małżeństwa. Zob. PsMt 8,1-5. Zob. K. Obrycki, M. Starowieyski, Ewangelia Pseudo-Mateusza, w: Apokryfy Nowego Testamentu. Ewangelie apokryficzne, red. M. Starowieyski, Kraków 2003, s. 302-304.

[9] Nie ma żadnego przykładu dziewiczego poczęcia w religiach pogańskich, który mógłby dać początek wczesnochrześcijańskiej idei dziewiczego poczęcia Jezusa.

[10] Świadczy o tym użycie partykuły „aż”, która w złożeniu z przeczeniem „nie” (w tekście gr. heos ou) nie zawiera idei granicy, na której kończy się poprzedni stan lub czynność (por. Rdz 49,10 LXX; Mt 10,23; Mk 9,1). Zob. A. Paciorek, Ewangelia według świętego Mateusza. Rozdziały 1-12, Częstochowa 2004, s. 96.

 

Proces Jezusa w przekazie Talmudu

Ks. dr hab. Piotr Łabuda

The trial of Jesus in the Talmud account

 

Abstract

The extracts treating of Jesus in the rabbinic literature included in the Babylonian Talmud describe the events from the life and public ministry of Master of Nazareth in a very peculiar way. The figure of Jesus is mentioned on the margin of other issues under discussion. Analyzing the report of Jesus’ death in the Babylonian Talmud it can be stated that the reference made to Jesus is of fragmentary character. Nevertheless it is not a literary fiction but a deliberate action of its authors. The text of the Babylonian Sanhedrin 43 a indicates the discrediting of Jesus of Nazareth and the community of his believers. According to the Babylonian Talmud Jesus was sentenced to death on suspicion of idolatry, magic and blasphemy.

We wprowadzeniu do polskiego wydania Talmudu Babilońskiego zostaje podkreślone, iż Talmud jest zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju, stad też trudno go porównać z czymkolwiek. Stwierdza, iż „jest on podstawowym zapisem tradycji ustnej judaizmu, dokonanym w okresie między II a VI wiekiem n.e. przez kilka pokoleń rabinów działających

w Erec Jisrael i Babilonii”1

Talmud z hebrajskiego lamad – nauka, studium, czytanie, to jedna z podstawowych, choć nie uznawana za świętą, w znaczeniu tekstu objawionego, księga judaizmu. Choć sami rabini stwierdzają, iż Talmud nie jest książką. „Słowo „księga” w odniesieniu do niego można używać jedynie w przybliżeniu, z braku lepszego, uzasadniając to faktem, że Talmud niewątpliwie przyjmuje postać kart zamkniętych między okładkami. W istocie rzeczy Talmud to sposób myślenia. To intelektualna idea, którą cechuje dynamizm i otwartość. To styl uprawiania nauki. To szacunek i zaufanie dla myślenia”2. Talmud, jak wskazują rabini, jest substancją i ideą Tory Ustnej, która jest duszą ożywiającą i stale aktywizującą tekst Tory Pisanej. Talmud jest egzegezą Tory, mającą na celu ustalenie, jak należycie wypełniać przykazania. Tora i Talmud uczą zrozumienia każdej rzeczy i przez ich pryzmat judaizm patrzy na świat. W przekonaniu rabinicznym „Talmud jest czymś więcej niż zbiorem praw, jest to mikrokosmos obejmujący, tak jak Biblia, niebo i ziemię. I zdaje się, iż cała proza i cała poezja, cała nauka, cała wiara i wszelka filozofia świata starożytnego… w nim się ześrodkowała”3

Tekst Talmudu powstawał na przestrzeni kilku wieków w dwóch wersjach: palestyńskiej i babilońskiej. Pierwszy z nich – Talmud Palestyński, nazywany także Jerozolimskim, ostatecznie został zredagowany w Palestynie około piątego wieku. Drugi – Talmud Babiloński, przyjął swój końcowy kształt na początku siódmego wieku w Babilonii4

Obok wskazań – mniej czy bardziej wyraźnych – odnoszących się do rodziny Jezusa, do Jego uczniów i samej działalności Mistrza z Nazaretu, ważnym jest talmudyczne odniesienie się do procesu i śmierci Jezusa. Odniesienie to znajduje się jedynie w przekazie Talmudu Babilońskiego (b. Sanh 43a). Celem niniejszego opracowania jest próba przedstawienia talmudycznego opisu śmierci Jezusa oraz odniesienie jej – dokonanie ze stawienia w jaki sposób wzmianki korespondują – czy też rozmijają się z przekazem Nowego Testamentu5

  1. Jezus w Talmudzie i Ewangelii

Nowy Testament i Talmud to dwa dzieła, które diametralnie różnią się tak co do formy jak i treści. Nowy Testament, napisany języku greckim, traktuje o życiu i dziele Jezusa Chrystusa Syna Bożego, począwszy od narodzenia, poprzez całą Jego zbawczą działalność, który kończy się odrzuceniem przez naród wybrany. Wyrokiem starszyzny i Poncjusza Piłata został skazany na śmierć. Ewangelie jednak podkreślają, iż Jezus Chrystus zmartwychwstał trzeciego dnia po ukrzyżowaniu, po czym wstąpił do nieba, posyłając swoich uczniów z misją głoszenia Dobrej Nowiny aż po krańce świata, aż po czas paruzji.

Talmud, to zasadniczo całość literatury rabinicznej, tj. prac pozostawionych przez rabbich – nauczycieli judaizmu między pierwszym a siódmym wiekiem naszej ery. Składa się z Miszny6 oraz Gemary7, której teksty obszernie precyzowały poszczególne fragmenty Miszny. Powstawały

w dwóch żydowskich ośrodkach teologicznych, stąd też istnieją dwa Talmudy: Jerozolimski

i Babiloński8.

Talmud, napisany głównie w języku aramejskim, stanowi obszerny zbiór tekstów, głównie natury prawnej. Teksty te zasadniczo zajmują się zawiłościami życia codziennego, zawierają rabiniczne interpretacje prawa judaistycznego. Gdy wspólnota uczniów Chrystusa, na mocy posłania Mistrza z Nazaretu, rozwinęła się i ostatecznie stała się potężną wspólnotą – religią, Talmud miał stać się dokumentem potwierdzającym, że nie zaszły żadne zmiany i dawne przymierze wciąż zachowywało swoją moc9. Obecnie powszechnie obowiązującym jest Talmud Babiloński10

Jezus, czy też osoby Mu bliskie – Jego uczniowie, Maryja – nie występują w Talmudzie w jednym spójnym opowiadaniu. Pojawiają się marginalnie jedynie w kilku miejscach11.. Można wskazać miejsca, gdzie bezpośrednio, czy też na zasadzie domniemania, pojawiają się odniesienia do osoby Jezusa Chrystusa. Przekazy te jednak nie wnoszą nic do historycznego obrazu Jezusa. Co więcej, dokonują pewnych zniekształceń. Są to obrazy – mniej czy bardziej wyraźne, czy raczej echa przedstawiania Jezusa w tradycji judaistycznej. Wydaje się, że szczególnie Babilońskie wzmianki o Jezusie i osobach łączonych z Mistrzem z Nazaretu, są zamierzonymi i osobliwymi kontropowieściami względem opowieści ewangelicznych. Być może zasadnym jest uznanie, iż umieszczający w Talmudzie Babilońskim, wzmianki o Mistrzu z Nazaretu i zdarzeniach łączących się z obrazem Jezusa, znali teksty – tradycje, czy to w formie pisanej czy przekazów ustnych, Nowego Testamentu. W miejscach nawiązujących do wydarzeń Nowego Testamentu, przekazy talmudyczne są polemicznymi kontropowieściami, parodiującymi historię Nowego Testamentu, szczególnie historię narodzin i śmierci Jezusa. Również jako kontroopowieść względem tajemnicy Zmartwychwstania, należy uznać talmudyczny opis o wiecznej karze Jezusa po śmierci12

Niewątpliwie należy rozróżnić między wcześniejszymi i późniejszymi tekstami talmudycznymi, a zatem między Talmudem Jerozolimskim i Babilońskim. Można bowiem zauważyć, iż w źródłach palestyńskich życie, dzieło i los Jezusa jest zasadniczo niewidoczny. Być może spowodowane to było tym, że po wydarzeniach wojny żydowsko-rzymskiej, jak również po nieudanym powstaniu Bar-Kochby, w społeczności żydowskiej Babilonii było więcej rabinów. Tak twórcy jak i odbiorcy tekstów byli rabinami i ich uczniami. Żydowska społeczność Babilonii była bardziej elitarna i okoliczności zewnętrzne niejako wspierały twórczość wrogą chrześcijaństwu. Żydzi palestyńscy nie byli aż tak zainteresowani takim dyskursem, bądź też nie mieli dostępu do akademickich rozważań rabinicznych.

Spośród najważniejszych odniesień do osoby Mistrza z Nazaretu  należy wymienić zakwestionowanie narodzin Jezusa z dziewicy Maryi13 jak również tożsamość Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego14. Karą, która spotkała Jezusa była śmierć  przez ukamienowanie

i powieszenie (b. Sanh 43 a-b) i później wieczna kara dla Niego w piekle (b. Git 57a). W sposób szczególnie wyraźny Talmud podkreśla nieprawe pochodzenie Jezusa, jak również śmierć i wieczną karę po śmierci, która jest wynikiem bałwochwalstwa i bluźnierstwa Jezusa Nazarejskiego.

Przekazy odnoszące się do osoby Jezusa są zasadniczo obecne jedynie w Talmudzie Babilońskim. Wzmianki o Jezusie, Jego uczniach czy rodzinie, pojawiają się nie wprost, jednak zawsze mają konotację negatywną. Talmud Palestyński pomija właściwie milczeniem istnienie i dzieje wspólnoty chrześcijan. Talmud Babiloński zaś, czyli wspólnota babilońska, wzmiankując osobę Jezusa czy też kwestie z Nim się łączące, wyraźnie dąży do ich deprecjonowania. Można odnieść wrażenie, iż przekazy te wskazują, iż szczycą się oni odpowiedzialnością za śmierć Jezusa, który był dla nich bluźniercą i bałwochwalcą. Wspólnota babilońska, składająca się zasadniczo

z elitarnej społeczności rabinów i ich uczniów, była wspólnotą pewną siebie i dążyła do rozprawy

z chrześcijaństwem.

Słaba judaistyczna wspólnota palestyńska, w znacznej mierze rozbita powstaniami, deportacją elit intelektualnych oraz ciemiężona przez Rzymian – dla których od 313 roku religia chrześcijańska była religią obowiązującą, zasadniczo nie zajmowała się sporem z chrześcijaństwem ani z jego historią. Pamiętać także należy o chrześcijańskiej wspólnocie, którzy z czasem stali się władcami Palestyny.

W Babilonii Żydzi, pod rządami dynastii Sasanidów, która trzecim wieku zastąpiła partyjską dynastię Arasacydów, uznawani byli – podobnie jak chrześcijanie – za heretyków. Kapłani zaratusztranizmu mieli poważny wpływ na władców swojego kraju15. Inne religie były prześladowane i niszczone16. Chrześcijanie jednak, byli uważani za szczególniejszych wrogów Persji17. Wiara bowiem w Jezusa Chrystusa była oficjalną religią cesarstwa rzymskiego, wrogiego Persji. Stad też chrześcijan podejrzewano o nielojalność wobec państwa i wrogość wobec Królestwa Sasanidów18. Żydzi, choć sami nie cieszyli się wolnością wiary, oczerniali chrześcijan podsycając nienawiść Persów względem ich, choć sami zasadniczo uznawali wartości bliskie chrześcijanom. Chcąc chronić siebie, Żydzi aktywnie wspierali prześladowanie chrześcijan przez Sasanidów19. Represje i prześladowania wydały się wytwarzać klimat sprzyjający i zachęcających Żydów do wyrażania swoich antychrześcijańskich odczuć, przez co zyskiwali oni także uznanie ze strony rządu perskiego20

Można zatem uznać, że tak religijne jak i polityczne uwarunkowania w jakich żyli Żydzi judaizmu po roku 70, rodziły wrogie postawy wobec Jezusa i Jego wspólnoty. Echo tych postaw można odnaleźć szczególnie w Talmudzie Babilońskim.

W centrum kerygmatu chrześcijańskiego znajduje się relacja wydarzeń pasyjnych: męka, śmierć, nade wszystko zaś zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa. Stąd stwierdzenie Apostoła Narodów: „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1Kor 15,14). Okoliczności poprzedzające sam proces oraz śmierć Jezusa relacjonowane są we wszystkich Ewangeliach (zob. Mk 15-16; Mt 27-28; Łk 22-24; J 18-21). Wydarzenia te obecne są także w kerygmacie pierwotnej wspólnoty, co przekazują Dzieje Apostolskie. Wydarzenia pasyjne są jednym z głównych tematów teologicznych pouczeń listów św. Pawła. W przekazie rabinicznego judaizmu to kluczowe dla chrześcijan wydarzenie jest akcydentalne. Można znaleźć jedynie jedną wzmiankę odnoszącą się do procesu i stracenia Jezusa oraz wzmiankę traktującą o karze, którą po śmierci ponosi Jezus. Wzmianka o skazaniu i śmierci Jezusa pojawia się jako część szerszej halachicznej dyskusji, która zasadniczo nie ma nic wspólnego z osobą Mistrza z Nazaretu. Postać Jezusa przywołana jest jako przykład pewnego odejścia od zwyczaju związanego z wykonaniem kary śmierci, w omówieniu Miszny traktacie Sanhedryńskim (b. Sanh 43a), który traktuje o procedurze kary śmierci.

  1. Proces i kara śmierci według nauki talmudycznej

 

W przekazie Biblii można znaleźć cztery prawomocne sposoby wykonania kary śmierci: ukamienowanie, spalenie, powieszenie (czy raczej pośmiertne powieszenie osoby ukamienowanej, jako forma publicznego potwierdzenia, iż wyrok śmierci został wykonany) oraz ścięcie mieczem21. Prawo Talmudyczne odstąpiło od kary śmierci przez powieszenie, dodało zaś karę uduszenia, jako niezależną karę śmierci22. Być może kara uduszenia, jak wskazuje Paul Winter, została wprowadzona przez rabinów, aby móc potajemnie wykonywać wyroki23  W Misznie traktatu Sanhedryn czytamy: „cztery śmierci zostały powierzone Beth Din: ukamienowanie (seqilah), spalenie (śerefah), mordowanie przez miecz (zasztyletowanie – hereg) i uduszenie (heneq)” (    Sanh 7,1a)24

 

Kara śmierci w przekazie b. Sanh 43a

 

Karę ukamienowania Miszna wyjaśnia następująco:  „Jeśli uznają go [oskarżonego] za niewinnego, zwolnią go, a jeśli nie, zostanie ukamienowany. Posłaniec pójdzie przed nim [obwieszczając]: ten i ten, syn tego i tego, zostanie ukamienowany, bo popełnił taką, a taką zbrodnię, a ten i ten są jego świadkami. Każdy, kto wie coś na jego obronę może przyjść

i powiedzieć to” (Sanh 6,I). Dalej Miszna mówi o mężczyźnie – sygnaliście z flagą, którego zadaniem jest wstrzymać egzekucję w wypadku gdyby znalazł się świadek, który mógłby świadczyć o niewinności skazanego.

Talmud Babiloński (b. Sanh 43a) komentując ten fragment Miszny uszczegóławia sposób wykonania kary. „Abaye powiedział: Musi on [posłaniec] powiedzieć też: tego i tego dnia, o tej i o tej godzinie, w takim, a takim miejscu (popełniono zbrodnię)25, na wypadek gdyby znalazł się ktoś, kto zna (inną wersję wydarzeń), aby mógł wystąpić i udowodnić, że (pierwsi świadkowie) są fałszywymi świadkami (celowo złożyli fałszywe świadectwo).

I posłaniec idzie przed nim w drodze na egzekucję: dosłownie przed nim, w jego drodze na egzekucje, lecz nie wcześniej

Jednakże (w odróżnieniu od tego) nauczano (tanya):

W (wigilię Szabatu)26 wigilię Paschy Jezus Nazarejczyk27 oni powiesili Go (tela’uhu). Posłaniec poszedł czterdzieści dni przed nim (obwieszczając): Jezus Nazarejczyk28  zostanie ukamienowany, bo uprawiał czary (kishshef  i podburzał (hissit) i zwodził (hiddiah) Izrael (ku bałwochwalstwu). Ktokolwiek może powiedzieć coś na jego obronę, niech przyjdzie i powie. Lecz jako że nikt nie przyszedł na jego obronę, powiesili go (w wigilię Szabatu)29 wigilię Paschy.

Ulla powiedział: Czy uważacie, by Jezusa Nazarejczyka30 można było wybronić? Był mesit (osobą podżegającą Izrael do bałwochwalstwa), o którym Łaskawy [Bóg] powiedział: nie będziesz miał miłosierdzia, nie będziesz taił jego przestępstwa (Pwt. 13:9).

W przypadku Jezusa Nazarejczyka31  było inaczej, bo był blisko rządu (malkhut) 32

Powyższy fragment przekazuje opinię babilońskiego amoraity z początku czwartego wieku, Rabbi Abayia, który wyjaśnia, iż znajdujące się w Misznie wskazanie „taka i taka zbrodnia”, powinno być bardzo dokładnie przedstawione. Posłaniec winien nie tylko wspominać o zbrodni, ale także dodać dzień, godzinę i miejsce, gdzie została ona dokonana. Tylko bowiem szczegółowy opis okoliczności zbrodni, gwarantuje wiarogodność nowych dowodów – innych świadków, którzy mogliby podważyć świadectwo, na mocy którego oskarżony został skazany.

Talmud Babiloński precyzuje także stwierdzenie Miszny:

„Posłaniec pójdzie przed nim” wskazując, iż posłaniec ma podążać fizycznie przed skazanym

w dniu egzekucji, a nie – gdyby rozumieć wyrażenie „posłaniec pójdzie przed nim” w sposób chronologiczny – np. dzień przed egzekucją.

Jednak, jak zapisze autor talmudyczny, od tego wskazania jest precedens, który miał miejsce

w przypadku Jezusa z Nazaretu. Wtedy bowiem posłaniec nie szedł przed Jezusem w dzień egzekucji, ale czterdzieści dni wcześniej. Wzmianka o czterdziestu dniach może oznaczać czterdzieści kolejnych dni przed egzekucją, bądź też czterdziesty dzień przed wykonaniem wyroku. Bez względu jednak na dokładne znaczenie wzmiankowanych czterdziestu dni – choć wydaje się bardziej zasadnym uznaniem, iż właściwsze jest przyjęcie „czterdzieści dni przed wykonaniem wyroku” – przykład ten stoi w sprzecznością z nauczaniem i rozumieniem Miszny przez anonimowego autora talmudycznego. Przypadek zatem Jezusa z Nazaretu staje się potwierdzeniem, iż dopuszczona jest znaczna przerwa między zapowiedzią posłańca a samą egzekucją. Sprzeczność między Miszną a wypowiedzią Tannaitów zostaje wyjaśniona w zmowie babilońskiego amoraity

z początku czwartego wieku (Rabbi Ulla) i jego anonimowym rozmówcą. Stwierdza on, iż Jezus miał wysoko postawionych przyjaciół. Żydzi zaś podjęli dodatkowe środki przed straceniem Go: wyszli ponad Prawo tak, aby żaden z Jego potężnych przyjaciół nie mógł oskarżyć ich stracenie niewinnego człowieka. I dalej zostaje stwierdzone, iż przypadek ten nie był ważnym precedensem, lecz raczej wyjątkiem, stąd też nie ma sprzeczności między Miszną a jej objaśnieniem33

W tej halachicznej rozmowie, która zasadniczo zajmuje się kwestią kary śmierci, można dostrzec szczegóły dotyczące oskarżenia i śmierci Jezusa. Przede wszystkim zostaje wskazane, iż Jezus został powieszony w wigilię Paschy, która według zapisku manuskryptu z Firenze, zbiegła się z wigilią Szabatu. Wzmianka o wigilii Szabatu wydaje się być jednak wtórnym dodatkiem – harmonizacją względem przekazu nowotestamentalnego. Rozmowa przekazuje, iż wymagane obwieszczenie skazania Jezusa na karę powieszenia zostało dokonane czterdzieści dni przed egzekucją. Jezus został stracony, bo uprawiał czary i podżegał Izrael do bałwochwalstwa. Nikt nie wystąpił w Jego obronie, choć miał bliskie kontakty z rządem (ma/kuta).

 

Kara śmierci w przekazie m. Sanh 6,4.

Na temat samego powieszenia wskazania można znaleźć w Sanh 6,4, gdzie dokładnie zostaje objaśniona procedura wykonania wyroku śmierci przez powieszenie:

„Wszystkich, którzy zostali ukamienowani również wieszano (nit/in) [później na drzewie]: słowa Rabbiego Eliezera. Jednakże Mędrcy powiedzieli: tylko bluźnierców (ha-me gaddef)

 i bałwochwalców (ha-‚oved avodah zarah) wieszano.

Mężczyzn wiesza się twarzą do ludzi, a kobiety zwrócone do drzewa: (tak brzmiały) słowa Rabbiego Eliezera. Mędrcy jednak powiedzieli: mężczyzn się wiesza, lecz kobiet się nie wiesza

(w ogóle) [… ].

Jak się wiesza?

W ziemię wbija się słup, z którego wystaje belka, związuje się mu ręce i wiesza. Rabbi Yose powiedział: słup opiera się o ścianę i wiesza się go tak, jak robią to rzeźnicy. Natychmiast go odwiązują. Jeśli bowiem zostanie (na drzewie) na całą noc, nie wolno tego robić, jak napisano: nie należy zostawiać ciała na drzewie [na noc], ale musi być pochowane tego samego dnia, bowiem ten, którego powieszono (talui) jest przekleństwem przeciw Bogu (qilelat elohim) (Pwt 21:23). To powiedział, na jakiej podstawie powieszono tego [mężczyznę]? Ponieważ przeklął Imię, Imię Niebios, zbezcześcił je” (m. Sanh 6,4).

Traktat m. Sanh 6,4 podaje szczegóły co do wykonania kary powieszenia. Pojawiają się jednak różne odpowiedzi na pytanie kto i w jaki sposób podlega tej. Rabbi Eliezer bowiem stwierdza, iż z zasady należy wieszać każdego, kto poniósł karę śmierci przez ukamienowanie. Mędrcy zaś chcieli ograniczyć tę procedurę do kary za bluźnierstwo i bałwochwalstwo. Jednak zarówno Rabbi Eliezer jak i Mędrcy wskazują, iż kara powieszenia jest karą pośmiertną, wykonywaną po ukamienowaniu. Wskazanie to jest zgodne z Pwt 21,22: „Jeśli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i powiesisz go na drzewie”.

Według Rabbiego Eliezera kara powieszenia dotyczy tak samo mężczyzn i kobiet. Płeć ma jedynie znaczenie co do kierunku, w który ma być zwrócona twarz wieszanego. W opinii jednak Mędrców kara powieszenia winna obejmować jedynie mężczyzn.

Miszna podaje także wskazania co do samego drzew na którym wieszano skazanego przestępcę. W przekazie Biblii drzewem tym mógł być słup (zob. Rdz 40,19) czy też szubienica (zob. Est 9,13) na którym wieszano skazanego. W opisie Miszny narzędzie kary przypomina szubienicę – słup wbity w ziemię, od którego odchodzi belka, być może blisko górnej części pala.

Na tej właśnie belce miał zostać zawieszony skazaniec. W opinii Rabbiego Yose narzędziem kary był słup, którego dół opierał się na ziemi, zaś góra na ścianie. Rabbi Yose wskazuje także, że przestępca wisi na nim tak jak zabite przez rzeźnika zwierzę, zatem najprawdopodobniej do góry nogami, ze stopami umocowanymi u góry słupa.

Przekaz m. Sanh 6,4 wskazuje także jak długo powinno ciało pozostawać na drzewie. Odwołując się w tym do tekstu Pwt 21,23: „trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać. Bo wiszący jest przeklęty przez Boga. Nie zanieczyścisz swej ziemi, danej ci przez Pana, Boga twego, w posiadanie”. Jednoznacznie zatem określa, iż przed końcem dnia egzekucji ciało powinno zostać zdjęte z krzyża i pogrzebane. Ciało nie mogło bowiem pozostać na drzewie przez noc.

Interpretując drugą część Pwt 21,23 Miszna wskazuje, kto winien być skazany na tę karę. Wydaje się, iż hebrajska formuła qilelat elohim (dosłownie: klątwę Boga) może znaczyć:

„przeklęty przez Boga”, ale także „przekleństwo przeciw Bogu”. A zatem na tę karę skazany jest ten, który jest przez Boga przeklęty, czy też ten, który przeklinał Boga – bluźnierca.

Według opinii autorów Talmudu Babilońskiego (m. Sanh 6,4), Jezus został najpierw ukamienowany, później zaś powieszony. Winą Jezusa było to, że uprawiał czary, podburzał

i zwodził Izraela ku bałwochwalstwu. W przekazie Miszny obok bluźnierców i bałwochwalców, również osoby uprawiające czary i skłaniające innych do takich praktyk, zasługiwały na karę śmierci (zob. m. Sanh 7,4; 7,10). Jezus zaś namawiał tak pojedynczych ludzi, jak i cały Izrael do bałwochwalstwa. Co więcej, On sam został przez Misznę nazwany czarownikiem – czyli nie tylko zwodził ludzi, ale sam praktykował magię.

Publiczne ogłoszenie zbrodni i danie możliwości, by świadkowie mogli bronić oskarżonego, co wynikało z zasad Miszny, zostało zachowane. Stało się to jednak nie w dzień sądu i egzekucji – posłaniec nie podążał bezpośrednio przed Jezusem, ale uczynił to czterdzieści dni przed wykonaniem egzekucji.

 

  1. Śmierć Jezusa. Talmud a Ewangelia

 

Świadectwa Talmudu i Ewangelii wydają rozmijać się ze sobą. Patrząc jednak z uwagą na teksty Talmudu i przekaz Ewangelii, można zauważyć pewną zależność między tymi przekazami.

– zarzut bluźnierstwa i bałwochwalstwa

Według Talmudu Jezus Nazarejczyk został oskarżony i skazany za praktykowanie czarów i bałwochwalstwo, jak również zachęcanie innych do tych praktyk. Jako też bałwochwalca został,  w duchu wskazań Miszny, nazwany bluźniercą (m. Sanh 6,4; 7,4).

W przekazie Ewangelii Sanhedryn zarzuca Jezusowi bluźnierstwo, gdyż uznał się za Syna Bożego34. Na podstawie oskarżenia Żydów, iż Jezus podburzał tłumy i chciał być królem lzraela, Poncjusz Piłat uznał Jezusa za człowieka niebezpiecznego politycznie35

W pismach nowotestamentalnych nie ma zarzutu, iż Jezus praktykował magię. Być może zarzut fałszywych świadków, według których Jezus chciał zniszczyć Świątynię, którą potem miał w trzy dni odbudować (Mk 14,58), mógł być odczytany przez autorów Talmudu, jako czarnoksięstwo. Podobnie cudotwórcza działalność Jezusa: liczne uzdrowienia, wypędzanie złych duchów, mogły być widziane i odczytane przez Mędrców jako znak czarów, bałwochwalstwa i opętania przez złego ducha36

Zarzuty wobec Jezusa, które stały się podstawą Jego skazania na śmierć, jedynie na pierwszy rzut oka wydają się być różne w Talmudzie i w przekazie Ewangelii. Porównywanie zarzutu bluźnierstwa w Nowym Testamencie i bałwochwalstwa Talmudzie Babilońskim wydaje się wskazywać, że autorzy Talmudu nie tyle posiadali własne źródło relacjonujące proces, skazanie i śmierć Jezusa, co raczej dokonali własnej interpretacji nowotestamentalnego przekazu.

 

– świadkowie i ogłoszenie

Egzekucja w przekazie Ewangelii wydaje się mieć swoje odzwierciedlenie w opisie zapisanym w Misznie, wedle której do skazania konieczni byli świadkowie, którzy byli przesłuchiwani, aby uniknąć fałszywych zeznań. W przekazie Marka i Mateusza, wyraźnie jest mowa o świadkach

i przesłuchiwaniu ich (Mk 14,55-59; Mt 26,59-60)37. Ostatecznie członkowie Sanhedrynu znaleźni wymaganych przez prawo dwóch świadków, którzy zgodnie oskarżyli Jezusa o zniszczenie i odbudowanie Świątyni w trzy dni (Mt 26,60; por. Mk 14,59). Jezus został także oskarżony  o bluźnierstwo, gdyż na pytanie Arcykapłana potwierdził, że jest Mesjaszem i Synem Bożym

(Mk 14,62; Mt 26,64). Cały proces, wyraźnie sfabrykowany, pomija procedurę poszukiwania przez posłańca świadków, którzy mogliby przedstawić ważne świadectwo, które podważałoby zeznania pierwszych świadków, które mogłyby doprowadzić do podważenia oskarżenia. Arcykapłan otrzymawszy w wypowiedzi Jezusa potwierdzenie zarzutu bluźnierstwa, wraz z Sanhedrynem skazał Go na śmierć i natychmiast przekazał rzymskiemu namiestnikowi, aby ten potwierdził wyrok skazujący i wykonał go. Poszukiwanie i powołanie świadków, jak nakazuje Miszna, mogłoby zaburzyć zaplanowany i sprawnie przeprowadzony „proces”.

W b. Sanh 43a jednak wraz ze wzmianką o skazaniu Jezusa położony jest szczególny nacisk na osobę posłańca, który ogłaszał (czy też ogłosił) egzekucję aż czterdzieści dni przed jej wykonaniem. W pierwszym rzędzie wskazanie takie wydaje się mieć na celu ukazanie, iż cały proces odbył się zgodnie z zasadami, jakie nakazywało prawo i jego interpretacja. A zatem był czas, a nawet czas ten był znacząco dłuższy od potrzebnego, by mogli zgłosić się świadkowie, którzy by zaświadczyli o niewinności Jezusa – o bezprzedmiotowości oskarżenia. Równocześnie tłumaczy to, dlaczego w Ewangeliach nie ma wzmianki o posłańcu. Ewangelista bowiem mówi o samych wydarzeniach bezpośrednio poprzedzających ukrzyżowanie. Posłaniec zaś swoje zadanie nakazane przez prawo wypełnił czterdzieści dni wcześniej. A zatem prawo zostało zachowane.

Można także przyjąć jeszcze inny powód wzmianki o czterdziestu dniach. Być może autorzy Talmudu, podkreślając iż posłaniec zapowiedział czterdzieści dni wcześniej egzekucję Jezusa, nie zaś bezpośrednio przed nią, chcieli zaprzeczyć, iż to Jezus przepowiedział wydarzenia, które miały nastąpić. W relacji bowiem św. Marka Jezus wyraźnie zapowiada: „Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 10,33-34). Jezus zatem wygłasza proroctwo, które – jak pokazują Ewangelie – wypełniło się w Jerozolimie.

Mając jednak na względzie wskazanie Talmudu, nie jest koniecznym uznanie, że Jezus jest prorokiem, który zapowie dział to wszystko, co miało zdarzyć się w Jerozolimie. Autorzy Talmudu wydają się wskazywać, iż to, co miało stać się w Jerozolimie, było wszystkim wiadome, gdyż żydowski sąd publicznie ogłosił swoją decyzję. Czterdzieści dni przed egzekucją wysłał posłańca, aby ten ogłosił wyrok. A zatem ogłoszenie dokonało się wcześniej, niż zapisano to w Misznie. Każdy mógł się spokojnie zastanowić. Każdy wiedział o wyroku – i jeśli tylko wiedziałby

 o jakiekolwiek dowodach niewinności Jezusa, mógł zapobiec sądowi i egzekucji. Było odpowiednio dużo czasu, by stanąć w obronie Jezusa Nazarejczyka. Nikt jednak nie przybył. Wszyscy wiedzieli o wyroku. Można także domniemywać, iż wszyscy się na ten wyrok zgadzali. Jezus zaś nie był żadnym prorokiem. Był oszustem. Udawał proroka, wszyscy zaś wiedzieli o tym, co miało wydarzyć się w Jerozolimie. To bowiem ogłosił czterdzieści dni przed egzekucją posłaniec.

– śmierć Jezusa

Między Nowym Testamentem a Talmudem są duże rozbieżności co do samej kary śmierci

 i egzekucji. W przekazie Ewangelii Jezus został ukrzyżowany zgodnie z prawem rzymskim. Według Talmudu, zgodnie z prawem rabinicznym, wydaje się, iż został ukamienowany i powieszony. Należy jednak pamiętać, że Talmud nie przekazuje obiektywnej, historycznej relacji o procesie i straceniu Jezusa. Bardziej zasadnym jest uznanie J. Maiera38, iż na wydarzenie ewangeliczne zostało nałożone późniejsze prawo rabiniczne. Sanhedryn bowiem nie mógł nałożyć i wykonać kary śmierci, ale musiał zwrócić się z tym do władz rzymskich, które stosowały prawo rzymskie, nie zaś rabiniczne. Jeśli tak, to powstaje pytanie, dlaczego Talmud zniekształca historyczną egzekucję? Dlaczego w miejsce ukrzyżowania sugeruje ukamienowanie i powieszenie? Rabini byli świadomi i wiedzieli, że ukrzyżowanie było standardową rzymską karą śmierci39. Wiedzieli także, że Jezus został ukrzyżowany nie ukamienowany i powieszony. Mimo tego jednak dozwalając – wskazują, iż mogło być inaczej.

Wydaje się, iż przekaz o śmierci Jezusa jest sednem polemicznej kontropowieści Talmudu względem narracji Ewangelii. Autorowi Talmudycznemu nie wystarcza fakt, że Jezus został skazany i stracony jak zwykły przestępca. Rabini pragną tę historię uczynić jeszcze bardziej dramatyczną. Pragnął odsunąć na bok polityczny wymiar zarzutów i kary wymierzonej Jezusowi przez Piłata. Stąd też, ignorując proces rzymski, ukazują Mistrza z Nazaretu jako skazanego w procesie żydowskim. Wskazują jedynie na proces przed Sanhedrynem, kreśląc go w duchu prawa misznowego. Jezus jest oskarżony i skazany za bluźnierstwo i bałwochwalstwo. Zwodził Izrael. Stąd też naród który zwodził poddał Go procesowi i stracili za to, że był bluźniercą. Twierdził, iż jest Bogiem. Stąd też kara śmierci zgodna z żydowskim prawem.

Poprzez taką interpretację zostaje wyraźnie podkreślone odrzucenie Jezusa przez lud żydowski. Talmud wydaje się przekonywać, iż Jezus zgodnie z żydowskim prawem, został pod dany procesowi i został stracony za bluźnierstwo. Jezus i Jego nauka – którą kontynuują uczniowie – zostaje definitywnie po tępiona i odrzucona. W talmudycznym przekazie Jezus jest heretykiem, który skutecznie zwiódł wielu Żydów. Zajęto się Nim jednak zgodnie z żydowskim prawem i został bez wątpliwości uznany za winnego.

Czas śmierci Jezusa

Baraita Talmudu Babilońskiego podkreśla konkretny dzień egzekucji: Jezus został powieszony w wigilię Paschy. Informację b. Sanh 43a potwierdza b. Sanh 67a40. Informacja ta jest zgodna z przekazem czwartej Ewangelii, która wskazuje, że proces Jezusa przed Piłatem nastąpił około południa, zaś wieczorem czternastego Nissan zaczynała się Pascha, (zob. J 19,14).

Jan także wskazuje na święto Paschy, która wypadała w Szabat, jako przyczynę prośby Żydów, by Jezusa i dwóch innych przestępców, pochować jeszcze tego samego dnia, czyli w piątek. Żydzi bowiem nie chcieli, aby ciała straconych pozostawały na krzyżu przez Szabat (zob. J 19,31). Wzmianka Jana odnosi się do Szabatu, jednak należy pamiętać, iż w tradycji żydowskiej ciała straconych nie mogły przebywać na krzyżu (drze wie), w żadną noc – nie tylko w noc szabatową41

– związki z rządem

Tekst Talmudu Babilońskiego zachowuje szereg szczegółów, które zdradzają doskonałą znajomość nowotestamentalnego przekazu o Męce Jezusa Chrystusa. Za taką wzmiankę należy uznać stwierdzenie, iż Jezus był blisko związany z rządem i stąd też posłaniec poszukiwał świadków czterdzieści dni przed egzekucją. Wskazanie to stanowi odpowiedź względem sprzeciwu rabbiego Ulli. Zarzut o bliskiej relacji Jezusa z władzami rzymskimi, paradoksalnie wydaje się mieć potwierdzenie w Nowym Testamencie42. We wszystkich bowiem czterech Ewangeliach rzymski namiestnik – Piłat, usilnie stara się ocalić Jezusa43

Próbuje uwolnić Go, dając do wyboru tłumowi kogo skazać: Jezusa czy zbrodniarza Barabasza44. Można zatem odnieść wrażenie, że potężnym protektorem Jezusa mógł być sam Piłat, który otwarcie dokładał starań, by przekonać Żydów, że nie znalazł dowodów, które mogłyby świadczyć o winie Jezusa. Daje wybór – Jezus lub złoczyńca Barabasz (Mk 15,6-15 par.; J 18,39- 40). W przekazie czwartej Ewangelii, po ubiczowaniu i szyderstwach w pretorium, Piłat wyprowadza Jezusa na zewnątrz i ponownie próbuje Go uwolnić: „Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy” (J 19,4). Również dalej Jan zaznacza: „Piłat usiłował Go uwolnić” (J 19,12). Dopiero wołanie Żydów: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi” (J 19,12), sprawia, iż namiestnik bojąc się reakcji Rzymu, wydaje Jezusa na stracenie.

Wskazanie Talmudu, iż Jezus był blisko z rzymskim rządem sugeruje, że jego autorzy znali nie tyle historyczny, co raczej nowotestamentalny przekaz wydarzeń45. Dziwnym może się jednak wydawać to, że taki przekaz Talmudu uwalnia rzymskiego namiestnika od winy za skazanie Jezusa i obciąża nią – podobnie jak to jest w Ewangeliach – samych Żydów. Trudnym zadaniem jest znalezienie odpowiedzi na powód, dla którego z zarzutu zostają oczyszczeni Rzymianie.

Być może, jak chcą niektórzy, Żydzi Babilońscy czwartego wieku, mieli mniej surowe podejście do rzymskiego porządku Palestynie, niż miało to miejsce kilka wieków wcześniej. Również jednak w czwartym wieku, m.in. za sprawą babilońskiego amoraity – Ulli, który przeprowadził się z Palestyny do Babilonii i często odbywał podróże między tymi terenami – znano sytuację panującą w ziemi narodu wybranego46. Dlaczego zatem Mędrcy Talmudyczni chcą wziąć na siebie winę za śmierć Jezusa?

Nie ulega wątpliwości, co potwierdza pytanie Ulli: „Czy uważacie, by Jezusa Nazarejczyka można było wybronić?”, że również w społeczności babilońskiej toczony był dyskurs odnośnie odpowiedzialności za egzekucję Jezusa. Jednak być może część Żydów Babilońskich chciała przyjąć na siebie odpowiedzialność za egzekucję Jezusa. Być może podkreślenie, iż śmierć Jezusa dokonała się za sprawą Żydów, było potwierdzeniem, że kara ta musiała się dokonać, gdyż Jezus Nazarejczyk był heretykiem i oszustem. Stąd też, choć rzymski namiestnik chciał Jezusa uwolnić, to – zdają się mówić Żydzi przez tekst Talmudu Babilońskiego – myśmy się nie poddali i dopilnowaliśmy, by bluźnierca i bałwochwalca otrzymał karę, na którą zasłużył. Co więcej, słowa Talmudu potwierdzają, że Żydzi są z tego dumni. Piłat bowiem starał się uwolnić Jezusa, ale został zmuszony do przyznania, iż Jezus z Nazaretu zasługiwał na stracenie. Zatem Żydzi nie są mordercami Mesjasza czy Syna Bożego, nie skazali na śmierć króla Żydowskiego, jak chciał tego Piłat, ale są wiernymi strażnikami prawa. Jezus został bowiem skazany zgodnie z procedurami prawa żydowskiego. Całe zatem wydarzenie nie jest powodem do wstydu ani żalu, ale tytułem do chwały i dumy. Jest to więc potwierdzenie nowotestamentalnej relacji – czy wręcz jej kreatywna wersja, która dumnie przypisuje Żydom odpowiedzialność za egzekucję Jezusa. Przesłanie b. Sanh 43a jest także całkowitym odwróceniem przekazanego przez Nowy Testament przesłania o wstydzie i winie Żydów. Przekaz ten wręcz podkreśla własną odpowiedzialność. Takie ujęcie jest całkowicie nowe. Żydzi bowiem zamiast bronić się, iż są winni śmierci Jezusa, wyraźnie podkreślają swój zamiar i swoją winę.

 

*     *    *

 

Fragmenty traktujące o Jezusie w literaturze rabinicznej, zwłaszcza Talmudzie Babilońskim, ukazują w specyficzny sposób ukazywania wydarzeń z życia i działalności Jezusa. Wydarzenia te nie zostały przedstawione, jako niezależna i jednolita narracja, ale rozrzucone są w kilku miejscach pozostawionej przez rabinów literatury. Postać Jezusa wspominana jest na marginesie innych poruszanych kwestii. Analiza jednak poszczególnych tekstów pozwala na wyciągnięcie pewnych wniosków.

Śledząc przekaz Talmudu Babilońskiego dotyczący śmierci Jezusa należy stwierdzić, że choć wzmianki o Jezusie są fragmentaryczne, to jednak nie są jedynie fikcją literacką, ale wynikiem zamierzonego działania autorów. W sposób szczególny przekaz b. Sanh 43a pokazuje wyraźny  i zamierzony cel – dyskredytację osoby Jezusa z Nazaretu i wspólnoty w Niego wierzących. Stąd też przekaz Talmudu o śmierci Jezusa można określić mianem własnej interpretacji tego, co relacjonują poszczególni ewangeliści. Interpretacji osobliwej, która była podyktowana jasno określonymi zamierzeniami. Rabini nawiązując do historii Jezusa przedstawiali nie tyle fikcję, co własną historię – własną interpretację. Przekaz ten w zaplanowany i szczegółowo opracowany sposób opowiada – nie to co się „naprawdę wydarzyło”, lecz to co zwróciło uwagę rabinów. Przekaz rabiniczny stanowi własne opowiedzenie nowotestamentalnej historii, jest literacką odpowiedzią na literacki tekst.

Bezpośrednim powodem skazania Jezusa na śmierć, w przekazie Talmudu Babilońskiego, był zarzut o bluźnierstwo, magię i bałwochwalstwo. Bluźnierstwo Jezusa – to, że nazwał się Mesjaszem, Synem Bożym (Mt 26,63-64) sprawiło, że musiał On ponieść śmierć. Odpowiedzialność za to ponoszą Żydzi. Talmudyczni mędrcy podkreślają to wyraźnie. Wyrok i egzekucja jest wyrazem ich dbałości o przestrzeganie Prawa. Proces i związane z nim wymagania wynikające z prawa, były przestrzegane. Każdy mógł stanąć w obronie skazanego. Nikt jednak taki się nie pojawił. Nawet protektorat władz rzymskich nic Nazarejczykowi nie pomógł. W obrazie Talmudu Babilońskiego, nie tylko Sanhedryn uznał Jezusa za winnego zarzucanych mu przestępstw. Tak uznała także cała Jerozolima, która czterdzieści dni wcześniej (lub też przez czterdzieści dni) usłyszała obwieszczenie posłańca. Stąd też w wigilię Paschy Jezus Nazarejczyk poniósł śmierć.

 

l S. Pecaric, L. Kośka, Talmud. Metodologia i historia w: Talmud Babiloński, red. S. Pecaric, L. Kośka, Kraków: Pardes 20l0, s. 20.

2  Tamże, s. 2l

3  E. Deutsch, Co to jest Talmud, Warszawa l905, s. 25

4 Szerzej na temat kształtowania się rabinizmu judaistycznego i Talmudu zob. W.  Tyloch, Judaizm, Warszawa: KAW  l987, s.   l48–l78; Cohen, Talmud. Syntetyczny wykład na temat Talmudu i nauki Rabinów dotyczących religii, etyki i prawodawstwa, Warszawa: Cyklady l995, s. 8–29; K. Pilarczyk, Rabbinizacja judaizmu we wczesnym okresie pobiblijnym w: „Pan moim światłem”. FS ks. prof. J. Chmiela, red. W. Chrostowski, Warszawa: Vocatio 2000, s. 286–304;  S. Pecaric, L. Kośka, Talmud. Metodologia i historia,  s.  20–98.

5 Niniejsze opracowanie powstało jako uzupełnienie i poprawienie opracowania P. Łabuda, Kara śmierci w przekazie Talmudu Babilońskiego, AnC  44(20l2), s. l47–l54.

6  Miszna (hebr. szanah – powtarzać, badać, uczyć się) oznacza nauki przekazywane ustnie i wpajane przez powtarzane. Jest rdzeniem konstrukcji Talmudu. Twórcami Miszny byli mędrcy zwani tanaitami (uczeni żydowscy zajmujący się komentowaniem Tory oraz dostosowywaniem jej zasad do zmieniającej się sytuacji i warunków życia. Działali w okresie od ok. 20 do 220 roku.). Zawiera głównie rozstrzygnięcia halachiczne, czyli prawne normy postępowania oparte na Torze (Halacha dosłownie znaczy „droga”; „kierunek w którym należy zdążać”; „drogę którą należy kroczyć”). Ostateczną postać nadał jej około 220 roku Juda ha-Nasi (to czego ha-Nasi nie włączył zostało określone mianem Berajta – aram. Nauka pozostająca na zewnątrz”). Miszna dzieli sie na sześćdziesiąt (inni sześćdziesiąt trzy) traktatów pogrupowanych na sześć części – porządków (sedarim – porządek): Zeraim – Nasiona; Moed – Wyznaczony czas; Naszim – Kobiety; Nezikin – Szkody; Kodszim – Świętości; Taharot – Czystości rytualne. Każda zaś część obejmuje kilkanaście traktatów (hbr. mascichtot). Pierwsze litery tych traktatów tworzą wyrażenie zmannakat – „czas zawieszony”. Będąc skrótem mnemotechnicznym równocześnie wyrażenie to przypomina o ponadczasowości – wiecznej uniwersalności Prawa. Zob. A. Cohen, Talmud s l8; M. Rosik, I. Rapoport, Wprowadzenie do literatury i egzegezy żydowskiej okresu  biblijnego i rabinicznego, Wrocław: TUM 2009, s. ll6–ll9; S. Pecaric, L. Kośka, Talmud. Metodologia i historia s 40–4l.

7 Gemara (hebr. gamar – uzupełniać, wyjaśniać) jest aramejsko-języcznym zbiorem rabinicznych komentarzy i objaśnień do Miszny, które były tworzone przez amoraitów (uczeni żydowscy komentujący wskazania tannitów). Na Gemarę składają się dwie części: Baraita, zawierająca nauki zewnętrzne (są to dyskusje łączące się z poszczególnymi paragrafami Miszny, często prezentujące inne opinie niż w Misznie) i Tosefta – która jest komentarzem i uzupełnieniem Miszny. Zob. A. Cohen, Talmud s. 23–24; M. Rosik, I. Rapoport, Wprowadzenie  s.  l26; S. Pecaric, L. Kośka, Talmud. Metodologia i historia s.4l–42.

8 Od czasu ukończenia Talmudu Babilońskiego aż do XI w. działalność prowadzili gaonim. Później w kolejnych wiekach powstają kolejne dzieła – już na terenie Europy: komentarze Rasziego, Tosafot oraz Acharonim. Zob. S. Pecaric, L. Kośka, Talmud.  Metodologia i historia  s 39–47.

9 Zob. P. Schäfer, Jesus in the Talmud, Princeton–Oxford: Princeton Univ. Press 2007, s. 2.

l0 W wydaniu Bromberga liczy 5894 karty w l7 tomach.  Zob. N. Kameraz-Kos, Święta i obyczaje żydowskie, Warszawa: Cyklady l997, s. l8, s. 1997.

ll Najstarszym jednolitym przekazem o życiu Jezusa z żydowskiego punktu widzenia jest polemiczny traktat Toledot Yeshu (Historia Jezusa), który jednak swój ostateczny kształt przyjął dopiero w Europie zachodniej w wiekach średnich. Sefer Toledot Yeshu nie jest jednak częścią literatury rabinicznej, nie jest uważany za tekst kanoniczny czy normatywny. Wydaje się, że do jego powstania przyczyniło się w różnych okresach czasu, wielu autorów. Przekaz ten mówi o Jezusie, synu Józefa i Maryi urodzonym w Betlejem w sposób lekceważący. Celowo zniekształca prawdy wiary chrześcijan, jak np. narodzenie Jezusa (w przekazie Jezus jest nieślubnym dzieckiem rzymskiego żołnierza), wskazuje, iż rzekome cuda, które czynił Jezus brały się z magicznej mocy pochodzenia egipskiego, bądź też z nadużycia imienia Bożego. Dzieło to jednak nie jest wliczane do Talmudu. Zob. R.E. Van Voorst, Jesus Outside the New Testament: An Introduction to the Ancient Evidence, Grand Rapids: W.B. Eerdmans Pub. 2000, l22–l28. Utwór traktuje Jezusa jako Osobę wyjątkową, która od młodości charakteryzowała się niezwykła mądrością, jednak nie szanował On starszych i mędrców. Zob. J. Dan, Toledot Yeshu w: Encyclopedia Judaica, vol. 20, red. M. Berenbaum, F. Skolnik, Detroit: Gale Virtual Reference Library 2006, s. 28–29; M. Rosik, Postać Jezusa w pozabiblijnej tradycji żydowskiej do czasów redakcji Talmudu AK l45(2005), z. 3, s. 420. J. Banak stwierdza, iż Talmud wypowiada się o Jezusie pogardliwie, często używając wyzwisk, co przyznaje także wielu współczesnych badaczy żydowskich. Zob. J. Banak, Świadectwa niechrześcijanskie o Jezusie Chrystusie, AK 74(l982), z 2, s. 264. Pierwszą całościową próbę zbadania rabinicznych tekstów o Jezusie i chrześcijaństwie w sposób krytyczny podjął H.L. Strack, Jesus, die Häretiker und die Christen nach den ältesten jüdischen An gaben, Leipzig: J.C. Hinrichs’sche Buchhandlung 1910.

l2 Zob. P. Schäfer, Jesus in the Talmud s 9.

 13 W przekazie b. Shab l04b (b. Sanh 67a) Jezus jest uznany za syna Stady (Stara), bądź Pandery, Jego zaś matka – Miriam określana  jest jako ta, która miała długie włosy, co jest wyraźnym symbolem i wskazaniem na niemoralne jej życie. Jezus w przekazie Talmudu jest uosobieniem złego syna i ucznia, który zszedł na złą drogę (b. Sanh l03a/b;  b.  Ber l7b).

l4 W kilku przekazach talmudycznych Jezus ukazany jest jako frywolny uczeń, który szukał towarzystwa nierządnic, stąd też został odrzucony przez swojego nauczyciela (b. Sanh l07b; b. Sot 47a). Jezus Nazarejczyk był też oskarżany przez swojego mistrza o uprawianie magii (b. Sanh l07b; b. Sot 47a). Również uczniowie Jezusa są heretykami, gdyż mówią słowa w imię Jezusa Nazareńskiego (b. AZ l7a; b. AZ 27b).

l5 Na terenach Królestwa Perskiego podstawową religią, podkreślająca antagonizm między dobrem a złem, charakteryzująca się kultem ognia, był zaratusztranizm. Zob. szerzej J.P. Asmunssen, Christians in Iran w: The Cambridge History of Iran, vol. III(2), red. E. Yarshater, Cambridge:  Cambridge  Univ.  Press  l983,  s.  924–948; T. Jelonek, Kultura Perska a Biblia, Kraków: Petrus 20l0, s. l28–l4l.

l6 Zob. J. Wiesehöfer, Ancient Persia, New York: I.B. Tauris 2004, l99

l7 Na temat statusu Żydów w społeczności perskiej za czasów Sasanidów zob. G. Widengren, The Status of the Jews in Sassanian Empire, Iranica Antiqua” l(l96l), ll7–l62.

l8 Zob. J.P. Asmunssen, Christians in Iran s 933; S.P. Brock, Christians in the Sasanian Empire, A Case of Divided Loyalties w: Syraiac Perspectives on Late Antiquity, red. S.P. Brock, Londres: Variorum l984,  s. l–l9.

l9 Chrześcijanom zarzucano nade wszystko odmowę czczenia świętych przedmiotów kultu zaratusztriańskiego: słońca i ognia, jak również odmowę spożywania pokarmów z zabijanych rytualnie zwierząt, grzebanie zmarłych w ziemi i głoszenie ideału dziewictwa. Zob. J.P. Asmunssen, Christians in Iran, s. 937–938.

20 Zob. P. Schäfer, Jesus in the Talmud  s. ll8–l22.

2l Powieszenie jako kara śmierci uważana jest w Biblii, jako nieżydowskie prawo (Rdz 4,23; Joz 8,29; 2Sm 2l,6-l2; Ezd 6,ll; Est 7,9). Szerzej na temat kary śmierci zob. H. Cohn, The Trial and Death of Jesus, New York: Harper and Row l97l, s. 2ll–2l7; H. Cohn, L.I. Rabbinowitz, Capital Punishment w: Encyclopedia Judaica, vol. 5, s. l42–l47.

22 Należy jednak pamiętać, że dyskusje o karze śmierci w literaturze rabinicznej są natury akademickiej, gdyż rabini nie mieli mocy wydawania kary śmierci.

23 Zob. P. Winter, On the Trial of Jesus, Berlin: W. de Gruyter l96l, 70–74.

24  Tłumaczenia tekstów własne.

25 Inni interpretują: „Takiego a takiego dnia, o tej i o tej godzinie, w takim i takim miejscu (przestępca) zostanie stracony.

26 Wzmiankę „wigilię Szabatu” przekazuje jedynie manuskrypt Talmudu Babilońskiego z Firenze.

27 Dosłownie Jesus Ha-Notsri – yrcwn. Imię usuwa Monachijski manuskrypt Talmudu Babilońskiego. Zob. szerzej M. Gunther, Jesus was close to the Authorities’. The Historical Background of a Talmudic Pericope, JTS 60(2009), s. 437–466.

28  Imię usuwa Monachijski manuskrypt Talmudu Babilońskiego.

29 Wzmiankę „w wigilię Szabatu” przekazuje jedynie manuskrypt Talmudu Babilońskiego z Firenze.

   30 Imię usuwa Monachijski manuskrypt Talmudu Babilońskiego.

3l  Imię usuwa Monachijski manuskrypt Talmudu Babilońskiego.

32  Zob. P. Schäfer, Jesus in the Talmud,  s. 65.

33 Zob. J. Maier, Jesus von Nazareth in der talmudischen Überlieferung, EdF 82, Darmstadt: Wissenschaftliche Buchgesellschaft   l978, s. 223.

34  Zob. Mk l4,6l-64; Mt 26,62-65; Łk 22,66-7l; J l9,7.

35  Zob. Mk l5,2.l2.l8.26.32;  Mt  27,l7.22.29.37.39-43;  Łk 23,2-5.35.37.39; J l8,33.37; l9,3.l2.l4-l5.l9.2l.

36 Sam Jezus wielokrotnie był oskarżany, iż jest opętany przez złego ducha (J 7,20; 8,48; l0,20), czy też, że działa znaki mocą złego ducha (zob. Mk 3,22; Mt l0,8; l2, 24.27-28; Łk ll, l5.l8-20).  Orygenes wzmiankuje także zarzuty pogańskiego filozofa Kelsosa, który przekonywał, iż Jezus był biedny i zatrudnił się do pracy w Egipcie, gdzie poznał sztuki magiczne. Później powrócił do Palestyny, gdzie opierając się o te sztuki nazwał się Bogiem. Zob. Orygenes, Contra Celsum, I, 32.

37  Rzecz jasna, co podkreśla szczególnie przekaz Marka, arcykapłani i cały Sanhedryn szukali świadectw, ale wielu spośród nich świadczyło fałszywie.

38  Zob. J. Maier, Jesus von Nazareth,  s. 227–228.

39 W traktacie Sanh 9,7 mówi o karze śmierci – powieszeniu żywej osoby, którą wykonywał nie-żydowski rząd. Zob. P. Winter, On the Trial of Jesus,  s. l62–l65.

40 Gemara b Sanh 67a mówiąc o kamienowaniu skazańca wzmiankuje w części manuskryptów Talmudu, oskarża Syna Stada (z Liddy lub tez w Liddzie) o bałwochwalstwo i przekazuje, że został on zabity w wigilię Paschy. Śmierć jednak według tego przekazu, miała nastąpić przez ukamienowanie. Mianem Syn Stada określano Jezusa: był on synem Miriam i Stada, choć według Talmudu poczęcie Jezusa miało dokonać się przez nierząd jego matki. Prawdziwym bowiem ojcem miał być Pandira (Padira czy też Pappos ben Juda). Zob. T. Herford, Christianity in Talmud  and Midrash, Edinburgh: Wiliams and Norgate l903, s. 37. 344.

4l Potwierdzeniem praktyki, że ciała zmarłych, nawet oprawców należało pochować przed zachodem słońca jest wskazanie Józefa Flawiusza, który o niegodziwości względem zmarłych (Ananosa i Jezusa), których „ciała nie uczczone pogrzebem, choć Żydzi tak bardzo dbali o chowanie zmarłych, że nawet zwłoki ukrzyżowanych z wyroku sądu zdejmowano przed zachodem słońca i grzebano”. J. Flawiusz, Wojna Żydowska, Warszawa, Rytm 200l, IV, 3l7–3l8.

42  Zob. M. Gunther, Jesus ‘was close to the Authorities’  s. 462–465.

43  W przekazie Mt 27, l9 Piłat czyni to pod wpływem żony.

44  Zob. Mk l5,9-l5; Mt 27,l7-26; Łk 23,l3-25; J  l8,38-l9,l6.

45 Inaczej J. Maier, Jesus von Nazareth, s. 231-232.

46  Zob. P. Schäfer, Jesus in the Talmud  s. 73.

 

 

 

Studium Biblijne – wykład 3

DZIEŁO ŚW. MATEUSZA. 

„PIERWSZA EWANGELIA”  

– NAJWAŻNIEJSZA KSIĘGA ŚWIATA

 

Św. Mateusz[883]Dlaczego „pierwsza ewangelia” i dlaczego najważniejsza?

Zwrot „najważniejsza księga świata” pochodzi z wypowiedzi Ernesta Renana, który w ten sposób podkreślił niezwykłą rolę Ewangelii św. Mateusza w liturgii Kościoła zarówno wschodniego, jak i zachodniego. „Pierwsza ewangelia” zaś dlatego, iż w większości manuskryptów pojawia się ona na pierwszym miejscu, zresztą podobnie jak w dzisiejszych wydaniach Nowego Testamentu.

Budowa dzieła Mateusza

Większość badaczy dzieli Ewangelię św. Mateusza na prolog, którym jest opis dzieciństwa Jezusa (por. Mt 1-2), epilog, na który składa się opis męki, śmierci i zmartwychwstania (por. Mt 26-28) oraz trzon dzieła, który składa się niejako z pięciu części, pięciu ksiąg (por. Mt 3-25)[1].

Przyjmujący taki układ Ewangelii św. Mateusza badacze wskazują, iż w samym dziele Mateusza można odnaleźć dane świadczące, iż podział zasadniczego korpusu ewangelii na pięć części wynikał z zamysłu autorskiego. Podkreślają oni, że wszystkie mowy znajdujące się w Mt 3-25 kończą się formułą: „I stało się, gdy Jezus dokończył tych mów” (por. Mt 7,28; 11,1; 13,53; 19,1; 26,1).

Wydaje się, że taki pięcioczęściowy podział wynika z głębokiego osadzenia autora w tradycji biblijnej[2]. W ten sposób wyraźnie nawiązał do pięciu ksiąg czy raczej „zwojów” (tzw. Megillot) kanonu żydowskiego (Pnp; Rt; Lm; Koh; Est). W sposób jednak szczególny do pięciu ksiąg Tory.

Cała Ewangelia (jeśli uwzględnimy prolog i epilog) liczy siedem części. Ten zamierzony przez ewangelistę podział nadaje całemu dziełu harmonię i równowagę, co mocno podkreślone zostało przez Papiasza. Każda z pięciu części zasadniczego korpusu dzieła – będąc niejako każdą częścią Nowego Prawa, Nowej Tory – składa się z sekcji narracyjnej i dydaktycznej. Podsumowując zatem nasze rozważania na temat struktury pierwszej ewangelii, należy stwierdzić, iż dzieło Mateusza złożyło się na coś w rodzaju Pięcioksięgu chrześcijańskiego, zawierającego Prawo Nowego Ludu Bożego. Prawodawcą tego Nowego Ludu jest Jezus Chrystus – nowy Mojżesz.

Strukturę zatem pierwszej ewangelii kanonicznej można przedstawić następująco:

  1. Program królestwa (por. Mt 3-7).
  2. Część narracyjna: Przygotowanie i początek działalności

w Galilei (por. Mt 3-4).

  1. Część dydaktyczna: Kazanie na Górze (por. Mt 5-7).
  2. Przepowiadanie królestwa (por. Mt 8-10).
  3. Część narracyjna: Misyjna podróż Jezusa (por. Mt 8-9).
  4. Część dydaktyczna: Mowa misyjna (por. Mt 10).

III. Tajemnice królestwa (por. Mt 11,1-13,52).

  1. Część narracyjna: Wiara w Jezusa i niewierność w stosunku do Niego (por. Mt 11-12).
  2. Część dydaktyczna: Mowa w przypowieściach (por. Mt 13,1-52).
  3. Kościół pierwocinami królestwa (por. Mt 13,53-18,35).
  4. Część narracyjna: Polemika z Izraelem i przygotowanie współpracowników (por. Mt 13,53-17,27).
  5. Część dydaktyczna: Mowa eklezjologiczna (por. Mt 18).
  6. Wypełnienie się królestwa (por. Mt 19-25).
  7. Część narracyjna: Podróż mesjańska Jezusa do Jerozolimy i ostatnie starcie z judaizmem (por. Mt 19-23).
  8. Część dydaktyczna: Mowa eschatologiczna (por. Mt 24-25).

 

Co na podstawie ewangelii można powiedzieć o autorze?

W tekście ewangelii nie ma żadnych informacji bezpośrednio odnoszących się do jej autora. Są w niej jednak pewne elementy, które wydają się wskazywać właśnie na Mateusza jako na autora ewangelii. Tradycja Kościoła, sięgająca już II wieku, przypisuje autorstwo Mateuszowi. Czyni to, odwołując się do całego Nowego Testamentu, w tym w sposób szczególny do samej ewangelii.

Mateusz jest wyliczany we wszystkich nowotestamentalnych katalogach apostolskich jako uczeń i apostoł Jezusa Chrystusa, jeden z Dwunastu (por. Mt 10,3 par.). Jednak tylko w pierwszej ewangelii do imienia Mateusz dodane jest małozaszczytne określenie „celnik”. Informacja, że Mateusz był celnikiem, pojawia się także w samym opisie jego powołania do wspólnoty uczniów Chrystusa (por. Mt 9,9). Mając to na względzie, słuszne wydaje się przyjęcie opinii, iż Mateusz – celnik z katalogu apostołów i celnik powołany w Kafarnaum – to jedna i ta sama osoba. Pamiętać jednak trzeba, iż w pozostałych ewangeliach synoptycznych imię powołanego celnika brzmi Lewi (por. Łk 5,27-32), który był synem Alfeusza (por. Mk 2,14-17). Czy zatem Lewi i Mateusz to jedna i ta sama osoba? Niektórzy komentatorzy odrzucają możliwość takiej identyfikacji. Można nawet spotkać opinie, według których Mateusz celnik nie jest autorem pierwszej ewangelii. Trudno jednak zgodzić się z takim stanowiskiem.

Jeśli przyjmiemy, że wszyscy synoptycy opisują to samo wydarzenie, to musimy się zgodzić, iż powołany przez Jezusa celnik, późniejszy ewangelista, nosił dwa imiona semickie, co było częstym zwyczajem w czasach Jezusa Chrystusa. Być może pracujący w Kafarnaum celnik nosił imię „Lewi”, a imię „Mateusz” nadał mu Jezus w momencie powołania go na apostoła. Jeśli tak, to nie dziwi fakt, że w spisie apostołów ewangelista występuje pod imieniem nadanym mu przez Jezusa. Marek zaś i Łukasz, opisując powołanie celnika z Kafarnaum nazywają go jego pierwszym imieniem – Lewi.


Kim byli celnicy?

Celnicy ściągali podatki na rzecz Rzymu. Tak działo się od czasu, gdy Herod Antypater podporządkował Judeę Rzymowi (około 63 r. przed Chr.). Jednym z obowiązków okupowanych państw, było odprowadzanie podatków i opłat należnych cesarzowi. Celnicy byli poborcami podatków. Wielu celników czerpało ze swojej funkcji duże korzyści, dopuszczając się licznych nadużyć. Z tej racji, a również z powodu kolaboracji z pogańskim okupantem, należeli oni do ludzi będących w powszechnej pogardzie. Uważani byli za zdrajców, stąd też traktowano ich na równi z publicznymi grzesznikami i poganami (por. Mt 9,11; 11,19; 18,17; 21,32). Kto zadawał się z nimi, sam stawał się nieczysty[3]. Z takiego środowiska wywodził się właśnie Mateusz.

Informacje pozabiblijne o dalszych losach ewangelisty w większości są niepewne. Po pracy apostolskiej w Palestynie wśród nawróconych z judaizmu Mateusz miał się udać na misje wśród pogan. Ojcowie Kościoła nie są zgodni, gdzie przebywał. Jedni wskazują na Persję, inni na Macedonię, Syrię, Egipt lub Etiopię. Najwięcej jednak danych historycznych przemawia za Etiopią. Tam właśnie – według Martyrologium rzymskiego – poniósł śmierć męczeńską[4].

Czy rzeczywiście celnik Mateusz był autorem pierwszej ewangelii?

Według tradycji chrześcijańskiej celnik Mateusz jest autorem pierwszej ewangelii. Najstarszym świadkiem takiego przekazu jest biskup Hierapolis Papiasz (ok. †130 r.). Pisał on: „Piotr stosował nauki do potrzeb słuchaczy, a nie dbał o związek słów Pańskich. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu, jeśli w szczegółach tak pisał, jak to się w jego przechowało pamięci. Mateusz zaś uporządkował logia w języku hebrajskim, a każdy tłumaczył je sobie, jak umiał”[5].

Interpretacja tego fragmentu jest dość trudna i nie ma wśród komentatorów pełnej zgody co do poszczególnych części tego starożytnego świadectwa. Można jednak na jego podstawie stwierdzić, iż po Ewangelii św. Marka, utrwalającą katechezę Piotra, kolejna powstała Ewangelia św. Mateusza.

Według Papiasza Mateusz uporządkował logia w „w języku hebrajskim”. Może to oznaczać, iż pierwotny tekst Ewangelii św. Mateusza powstał w języku aramejskim używanym wówczas w Palestynie (por. Dz 21,40; 22,2; 26,14; J 20,16). Ale nie można również wykluczyć, że została napisana w języku hebrajskim, który  – jak o tym świadczą teksty qumrańskie – w czasach nowotestamentalnych był używany dość powszechnie na potrzeby religijne. Być może jednak chodziło tu nie tyle o język, ile raczej o pewien specyficzny, semicko-judaistyczny, styl wyrażania. Termin bowiem „dialektos” w literackim języku greckim, z którym dobrze był obeznany Papiasz, oznaczał nie tylko język, ale i styl, sposób mówienia.

Terminem jednak kluczowym w wypowiedzi biskupa Hierapolis jest termin „logia” (ta logia). Jest on przedmiotem żywych dyskusji. Nie wiadomo bowiem, czy oznacza on tylko słowa i sentencje Jezusa, czy też „słowa i czyny”. Wydaje się jednak bardziej poprawne odnoszenie świadectwa Papiasza do całej Ewangelii św. Mateusza, a więc nie tylko słów, ale i czynów. Papiasz bowiem miał w swych rękach nie jakiś „zbiór wypowiedzi” Jezusa, lecz grecką Ewangelię według Mateusza, która wówczas znana była powszechnie w Kościele[6].

Innym dokumentem potwierdzającym, że to właśnie Mateusz był autorem pierwszej ewangelii, jest pochodzące również z II w. świadectwo Ireneusza. Stwierdził on: „Mateusz dla Hebrajczyków w ich ojczystym języku napisał i wydał Ewangelię, gdy Piotr  i Paweł głosili w Rzymie Ewangelię i zakładali Kościół”[7].

Ważnym szczegółem jest wskazanie przez Ireneusza języka  i czasu, kiedy powstało dzieło Mateusza. Według niego Ewangelia św. Mateusza została napisana w języku hebrajskim około 67 r.

Kolejnym świadectwem jest przekaz Orygenesa. Komentując Ewangelię św. Mateusza, stwierdza on: „Na podstawie tradycji dowiedziałem się w sprawie czterech Ewangelii, które jedynie jako niewątpliwe uznaje Kościół Boży pod niebem istniejący, że pierwszą z nich napisał ongiś celnik, a potem apostoł Jezusa Chrystusa, Mateusz, że wydał ją dla wiernych pochodzenia żydowskiego, a pisał w języku hebrajskim”[8].

W świadectwie tym na szczególną uwagę zasługuje uroczyste powołanie się na tradycję oraz wyraźna wzmianka o przeznaczeniu Ewangelii św. Mateusza, napisanej w języku hebrajskim, dla nawróconych z judaizmu.

Na podstawie innych świadectw dowiadujemy się, iż Mateusz najpierw głosił Żydom Dobrą Nowinę, potem zaś ją spisał, najprawdopodobniej w Palestynie[9]. Dopiero później dzieło Mateusza miało zostać przetłumaczone na język grecki.

Wszystkie powyższe świadectwa potwierdzają Mateuszowe autorstwo ewangelii. Miała ona zostać napisana w języku hebrajskim bądź też aramejskim na terenach Palestyny. W późniejszym czasie dokonano jej tłumaczenia na język grecki. Prawdopodobnie właśnie w greckiej wersji bardzo szybko upowszechniła się w całym Kościele. Powstała, według tych świadectw, jako pierwsza  w czasie, gdy Piotr i Paweł jeszcze głosili Ewangelię w Rzymie,  a więc najpóźniej między 64 a 67 r.

Kwestia wiarygodności świadectw

St Matthew Ap 4[884]Wielu współczesnych badaczy do pewnych kwestii zawartych w tych starożytnych świadectwach odnosi się sceptycznie. Nie zachował się ani jeden tekst Ewangelii św. Mateusza w języku hebrajskim. Również w samej ewangelii trudno znaleźć potwierdzenie, że jest to tłumaczenie z języka hebrajskiego, czy aramejskiego. Nie do utrzymania jest również wskazanie, iż Ewangelia św. Mateusza jest najstarszym przekazem o życiu i nauce Mistrza z Nazaretu. Znamienita większość egzegetów na podstawie badań uważa, że starszym od Ewangelii Mateusza jest dzieło Marka.

[1] Zob. J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza. Wstęp – przekład z oryginału – komentarz, Poznań-Warszawa 1979, s. 37-43; A. Lancellotti, Mateo. Versione-Introduzione-Note, Roma 31981, s. 7-12; D.R. Bauer, The Structure of Matthew’s Gospel. A Study in Literary Design, Sheffield 1988; G. Segalla, Evangelo e Vangeli, s. 42-67;  U. Luz, Das Evangelium nach Matthaus (Mt 1-7), Ziirich-Neukirchen 1997, s. 16-31.

[2] Na podstawie analizy literackiej można stwierdzić ścisły związek Mateusza ze Starym Testamentem i judaizmem.

[3] Zob. E. Badian, Celnicy, w: Słownik wiedzy biblijnej, red. B.M. Metzger,  M.D. Coogan, Warszawa 1996, s. 76-77.

[4] Zob. C.B. Ruffin, Apostołowie po Kalwarii, Gdańsk 1994, s. 128-132.

[5] Świadectwo Papiasza zachowało się u Euzebiusza w Hist. Eccl., III, 39,16.

[6] Zob. H. Langkammer, Wprowadzenie do ksiąg Nowego Testamentu, s. 382.

[7] Adv. Haer. 3,1,1, PG 7, 884n.

[8] Tekst Orygenesa został zachowany u Euzebiusza: Hist. Eccl.,VI, 25,4.

[9] Tamże, III,24,6.

 

Za przykładem Mędrców… (Mt 2,1-12)

z naszymi małymi światłami, szukajmy Światła

 

Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji Mateuszowego opisu pokłonu Mędrców (Mt 2,1-12).

Cel medytacji: Ukazać, iż każdy uczeń Chrystusa jest wezwany do poszukiwania Pana.

 

Modlitwa na początek

Boże, Ty za przewodem gwiazdy objawiłeś Jednorodzonego Syna swojego poganom, spraw łaskawie, abyśmy poznawszy Cię już przez wiarę, zostali doprowadzeni do oglądania twarzą w twarz blasku Twojego majestatu. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa Twoje Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg przez wszystkie wieki wieków.

 

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

 

Gdzie jest Jezus?

005 Grota Mleczna 1[885]Przekaz o pokłonie Mędrców, jak również cały drugi rozdział Ewangelii wg św. Mateusza, można zatytułować „poszukiwania Jezusa”. Cały bowiem drugi rozdział koncentruje się wokół pytania: „Gdzie jest Jezus?”. Mędrcy pytają bowiem gdzie narodził się Mesjasz? Słyszą wtedy wyraźną odpowiedź: W Betlejem, na co wskazują słowa zapowiedzi Pisma „Bo tak napisał prorok: I ty Betlejem…” (Mt 2,5). Później, gdy Józef dowiaduje się o niebezpieczeństwie, Święta Rodzina spieszy do Egiptu. Na domyślne pytanie, gdzie przebywał Mesjasz po narodzeniu, pada pośrednia odpowiedź: W Egipcie. „Z Egiptu wezwałem Syna mego…” (Mt 2,15). U końca wreszcie Ewangelii dzieciństwa na pytanie gdzie jest Jezus – Ewangelista odpowiada: W Nazarecie. „Tak miało się wypełnić słowo proroka: Nazwany będzie Nazarejczykiem” (Mt 2,23).

Niezwykle ważne pytanie „gdzie” zadają po raz pierwszy Mędrcy którzy przybyli do Jerozolimy. Ewangelista milczy o podróży Mędrców. Mateusza bowiem interesują oni od momentu przybycia do Jerozolimy, od momentu postawienia pytania: „Gdzie jest Nowonarodzony król żydowski?”. Mędrcy interesują Apostoła od chwili gdy pytają o drogę do Jezusa, gdy szukają z Nim spotkania.

Kreśląc historię o Mędrcach św. Mateusz podpowiada, że każdy winien wzorem mędrców utrudzić się, powinien poszukać drogi do Zbawiciela – jest rzeczą konieczną, by odnaleźć Boga-z-nami. Historia spieszących ze wschodu Mędrców zachęca by nieustannie szukać gdzie jest Jezus. Gdzie mogę Go znaleźć?

Bóg bowiem nieustannie szuka człowieka. Ciekawym jest, że pierwsze słowa wypowiedziane przez Boga do Adama brzmią: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). Zostały one wypowiedziane po to, by obydwaj mogli się spotkać.

W Betlejem

005 Grota mleczna 2 - skała[886]Narodzenie Zbawiciela, jak przekaże i św. Łukasz i św. Mateusz dokonało się w Betlejem. Tam Go znaleźli Mędrcy. Przekaz Ewangelii potwierdza również zbudowane z białego i różowego kamienia, rozłożone na dwóch wzgórzach, pokryte winnicami, gajami oliwnymi, migdałowymi, granatowymi, leżące około 10 km od Jerozolimy piękne miasteczko Betlejem[1]. Miasto to, dziś odgrodzone od Izraela ponurymi murami, na kartach Biblii wzmiankowane jest wielokrotnie. Po raz pierwszy Betlejem wspomniane jest w związku ze śmiercią Racheli (Rdz 35,19). Betlejem wzmiankowane jest także w Księdze Sędziów, jako należące do pokolenia Judy (Sdz 19,1-2). W Betlejem Rut Moabitka zbierała kłosy na polu Booza (zob. Rt 2,2-17), na polach betlejemskich Dawid pasł owce swego ojca Jessego Betlejemity (zob. 1Sm 16,11), tu także Dawid został namaszczony przez proroka Samuela na króla Izraela (1Sm 16,13). Leżące na granicy z pustynią judzką Betlejem było ufortyfikowane murami i wieżami. Filistyni przekształcili Betlejem w twierdzę (2Sm 23,14; 1Krn 11,16), którą później przejął i wzmocnił Roboam (2Krn 11,6). Księga proroka Micheasza zapowiada, że właśnie z Betlejem powstanie „Ten, który będzie władał w Izraelu” (Mi 5,1). Miasto to wzmiankowane jest także w bulli z okresu Pierwszej Świątyni Jerozolimskiej (1006-586 p.n.e.)[2].

Dla chrześcijan jednak Betlejem to nade wszystko miejsce narodzin Jezusa, to wydarzenia związane z tajemnicą Bożego Narodzenia. To miasto gdzie przybywa tysiące pielgrzymów by pokłonić się Bogu w miejscu, w którym Odwieczne Słowo w sposób widzialny zamieszkało między nami. Przybywają by w ciszy groty mlecznej modlić się w intencjach dzieci, by w ciszy Pola Pasterzy patrzeć na wiarę prostych ludzi. Betlejem to miasto ze wszech miar niezwykłe – dostojne, piękne, a równocześnie ze wszech miar gościnne. Czy zatem rzeczywiście mieszkający tu ludzie nie przyjęli Józefa i brzemiennej Maryi? Czy rzeczywiście nie udzielili im gościny? Przecież Ewangelista Mateusz zapisze, że Mędrcy przybywszy do Betlejem weszli do domu (Mt 2,11).

Miejsce narodzenia Jezusa zostało w swoisty sposób zaznaczone. Oto bowiem po upadku powstania Szymona Bar-Kochby (132-135 r.) cesarz Hadrian nakazał obudować grotę – miejsce narodzenia Jezusa – rzymską świątynią ku czci bożka Adonisa, by w miejscu gdzie narodził się Jezus opłakiwać śmierć faworyta Wenery. W 326 roku gdy do Betlejem przybyła św. Helena, matka cesarza Konstantyna. Nakazała ona zbudować w miejscu narodzin Chrystusa Pana bazylikę – miejsce to było niejako zaznaczone[3]. Betlejem było ośrodkiem życia monastycznego[4]. Do Betlejem w 384 roku przybył św. Hieronim i tu pracował nad przekładem Wulgaty. W 529 roku bazylika została zburzona podczas tzw. Powstania Samarytan (521-530). W 550 roku (inni podają 540 rok) cesarz Justynian I Wielki odbudował bazylikę, która swój kształt zachowała zasadniczo aż po dzień dzisiejszy[5].

Cisza samej bazyliki, grot św. Hieronima, klasztor św. Katarzyny, czy też ormiańska część kryjąca tzw. Szkoły św. Hieronima, zapraszają do modlitwy i medytacji Słowa.

 

Historia i teologia

Każde wydarzenie – i to sprzed dwóch tysięcy lat, i te, które wciąż dokonują się pośród nas, mają dwa wymiary – historyczny i symboliczny. W Biblii powiemy, iż poszczególne wydarzenia historyczne zawierają głębsze przesłanie – zawierają teologię, zamysł autora natchnionego, który przybliżając pewne wydarzenia pragnie nadać im głębsze znaczenie, pragnie by za pomocą wydarzeń historycznych pouczać, napełniać mądrością, pragnie prowadzić nas ku zbawieniu[6].

W ten sposób wydaje się, iż należy patrzeć na historię przybywających do Betlejem Mędrców. Wydaje się zasadnym uznanie, iż jeden z uczniów Jezusa – być może sam Mateusz Apostoł, wyjaśnia historyczne fakty: kreśli samo narodzenie Jezusa w Betlejem za czasów króla Heroda, ukazuje późniejsze Jego odrzucenie przez Izrael i równoczesne przyjmowanie nauki Mistrza przez pogan. Stąd też przekazuje on także wieści o wędrówce pogan do Jezusa, pisze o gwieździe, darach – wszystko to służy Mateuszowi by nakreślić niezwykły obraz Mistrza z Nazaretu, który jest prawdziwym Królem Świata.

Ewangelista Mateusz milczy o wydarzeniach w Nazarecie, milczy o podróży Świętej Rodziny do Betlejem. Być może czyni tak dlatego, by skoncentrować uwagę czytelników na Betlejem – mieście Dawidowym. Być może ewangelista pragnie podkreślić, iż Jezus, król Żydowski, pochodzi z Judy i w Judzie zostanie zabity. Jezus jest prawdziwym Królem Izraela. W sercu Izraela się rodzi, w sercu Izraela dokonuje się także Jego męka i śmierć.

Mateuszowy przekaz jest potwierdzeniem, że narodzenie Jezusa jest wydarzeniem w pełni historycznym i prawdziwym. Tak w Ewangelii wg św. Łukasza jak i w przesłaniu św. Mateusza zostają podane wskazówki, które pozwalają stwierdzić, iż narodzenie Mesjasza miało miejsce w Betlejem, w pokoleniu Judy (bo istniało też Betlejem w pokoleniu Zabulona zob. Joz 19,15), że miało to miejsce za czasów króla Heroda[7]. Mateusz opisuje także przybycie Mędrców ze Wschodu, przekazuje wydarzenia historyczne kreśląc na ich bazie przesłanie teologiczne. Zasadniczym bowiem celem ewangelistów jest przekaz Dobrej Nowiny Jezusa i o Jezusie. Wydarzenie to jednak umiejscawiają w konkretnym miejscu i czasie. Z całą mocą dowodzą oni historyczności tego wszystkiego w co wierzymy.

 

Św. Mateusz – ewangelista piszący do Żydów ale i pogan

005 Grota mleczna[887]Warto pamiętać, iż św. Mateusz kieruję Ewangelię do ludzi wywodzących się z judaizmu. Bazując na Ewangelii wg św. Marka, Apostoł Mateusz podkreśla, iż Jezus jest Nowym Mojżeszem, jest prawdziwym Zbawicielem, zaś Dobra Nowina – Ewangelia, jest niejako Nowym Przymierzem – Nowym Pięcioksięgiem. Stąd też w teologicznym spojrzeniu Mateusza, Herod przez zamiar zabicia Mesjasza przypomina faraona, który zamierzał zgładzić pierwszego wybawcę Izraela – Mojżesza. Herod zostaje też ukazany jako król, który nie może poszczycić się pochodzeniem z rodu Dawida. W ten sposób Mateusz zestawia Heroda i jego królestwo z Osobą i Królestwem Jezusa podkreślając, iż to Jezus jest prawdziwym Panem i Bogiem.

Mateusz pragnie także wskazać, iż Dobra Nowina przeznaczona jest także dla pogan. Stąd też w miejsce pokłonu pasterzy (Łk 2,8-20) Ewangelista wprowadza hołd pogańskich Mędrców z odległych krajów. Wydaje się, iż pierwotnie greckie określenie magos odnoszone było do perskich kapłanów, później, w czasach hellenistycznych w ten sposób określano przedstawicieli wschodniej teologii, filozofii i przyrodoznawstwa. Magowie w starożytności uważani byli za czarnoksiężników i szarlatanów. Postrzegano ich jednak pozytywnie, ceniąc ich za posiadaną wschodnią mądrość. Judaizm, choć odrzucał wszelkie praktyki czarnoksięskie, to jednak również z uznaniem patrzył na magów. Chrześcijaństwo przejęło od judaizmu negatywną ocenę, przeciwstawiając się przybierającemu z czasem na sile wszelkiemu irracjonalizmowi. Stąd też często przekaz o pokłonie magów odczytywany był jako podkreślenie, iż Chrystus jest kresem magii. W przekazie jednak Ewangelii wg św. Mateusza Magowie – Mędrcy, ukazani są pozytywnie. Są pobożnymi poganami pragnącymi oddać pokłon Jezusowi.

Przekaz o Mędrcach służy Mateuszowi by docenić znaczenie i wagę pogan. Również i poganie mogą odpowiedzieć wiarą na Ewangelię – jeśli tylko otrzymają taką możliwość. Pisząc do Żydów Ewangelista pokazuje, że naród wybrany nie jest jedynym – nie tylko ten lud jest w stanie odpowiedzieć wiarą na Boże Objawienie. Co więcej – można odnieść wrażenie, iż ci, którzy powinni uwierzyć – paradoksalnie – nie uwierzyli. Ci którzy byli pewni siebie, swojej wiary i swojego wybrania okazali się słabi – nie dostrzegli nadejścia Pana.

W tradycji Starego Przymierza można odnaleźć motywy kreślące obraz pogan poszukujących w Izraelu zbawienia (zob. Iz 2,2-3; 43,14 i in.). Już w księdze liczb można znaleźć opowiadanie o Balaamie, proroku ze Wschodu, zapowiadającym pojawienie się „gwiazdy z Jakuba” (Lb 24,17). Przybycie Mędrców do Jerozolimy wypełnia proroctwo Balaama o „gwieździe z Jakuba”. Oto Mesjasz Izraela został objawiony poganom, Król Izraela stał się panem „wielu narodów”. Obraz przybycia Mędrców do Betlejem przypomina także wizytę Królowej Saby u syna króla Dawida – u Salomona (1Krl 10,1-13). Jezus  bowiem, nowy i ostatni syn Dawida jest uosobieniem mądrości, której posiadaniem szczycił się król Salomon (Mt 12,42).

Ale przekaz o przybyciu Mędrców do Nowonarodzonego Zbawiciela nawiązuje także do sytuacji Kościoła otwartego na pogan i otoczonego wrogością ze strony Synagogi z powodu przynależności do Jezusa. Autor natchniony wskazuje, że gdy poganie przychodzą do Jezusa, Zbawiciela świata, są świadkami odrzucenia Jezusa ze strony Izraela, są świadkami przerażenia i złości Jerozolimy, która „zabija proroków i kamienuje tych, którzy są do niej posłani” (Mt 3,37).

Podobnie jak obecność czterech kobiet w genealogii Jezusa wskazywała na wejście pogan do Kościoła, tak też przybycie Mędrców zapowiada przystąpienie pogan do wspólnoty uczniów uznających Jezusa Mesjasza i Syna Bożego.

Mędrcy – Magowie – Królowie

Trudno dziś odpowiedzieć na pytanie ilu było owych mędrców, kim byli, skąd pochodzili. Na przestrzeni wieków, pod wpływem pobożności ludowej, powstało wiele legend i opowieści. Podawano, iż Magowie pochodzili z Arabii, inni wskazywali, iż Mędrcy pochodzili z Persji. W przekazach znaleźć można także odniesienia do Mezopotamii lub Etiopii. Również liczba mędrców długi czas była nieustalona. W Kościele zachodnim wcześnie ustaliła się liczba trzech, ale w Kościołach syryjskich mówiono o dwunastu wraz z towarzyszącym im orszakiem. Różnie także określano czas przybycia Mędrców do Betlejem. Mówiono o okresie dwóch lat po narodzeniu Jezusa, inni za św. Augustynem, mówili o trzynastym dniu od narodzenia Jezusa. W późnym średniowieczu powstała tradycja relikwii Trzech Królów, które zostały sprowadzone do Włoch (do Mediolanu) w okresie wojen krzyżowych, a które zostały przeniesione do Kolonii około 1164 roku przez cesarza Fryderyka Barbarossę, gdzie znajdują się po dziś dzień.

Mędrców często nazywa się królami. W średniowieczu otrzymali oni imiona: Kacper, Melchior i Baltazar[8]. W legendach średniowiecznych Kasper przedstawiany był jako młodzieniec bez brody, Melchior jako siwobrody starzec, Baltazar zaś jako ciemnoskóry. Legendy opowiadają o ich powrocie drogą morską i ich nawróceniu przez św. Tomasza.

 

Król Żydowski i gwiazda

Mędrcy pytają o drogę do Króla Żydowskiego. Przywołując mesjański tytuł Jezusa „Król Żydowski” Mateusz stawia pod znakiem zapytania tytuł królewski Heroda, który przecież był Idumejczykiem, i równocześnie podkreśla prawowitość królowania Jezusa. Mędrcy jakby nie zauważają królewskości władcy Jerozolimy – nie oddają mu hołdu. Oni bowiem szukają prawdziwego Króla. Króla, którego narodzenie obwieściła im tajemnicza gwiazda.

Pisząc o poszukujących Nowonarodzonego Mateusz przekazuje informację o gwieździe, którą Mędrcy ujrzeli na Wschodzie, a za przewodem której przybyli oni do Jerozolimy. Informacja o gwieździe pojawi się jeszcze w mowie Jezusa o końcu dziejów. Wtedy bowiem – u końca czasów – gwiazdy będą spadać z nieba (Mt 24,29). Odniesienie do niezwykłych wydarzeń kosmicznych znajdujemy także w opisie o śmierci Jezusa, kiedy to całą ziemię ogarnął mrok (Mt 27,45).

W przekazie jednak o narodzeniu Jezusa gwiazda zwiastuje i prowadzi ku radości (Mt 2,10). Wydaje się, iż św. Mateusz pisząc o gwieździe nawiązuje do rozpowszechnionego przekonania w starożytności wedle którego, każdy człowiek posiada swoją gwiazdę. Ludzie znaczący mają gwiazdę jasną, zwyczajni i prości – ledwie dostrzegalną. Jedna i druga pojawia się wraz z narodzinami człowieka i gaśnie wraz z jego śmiercią. Mędrcy szukają „Jego gwiazdy” (Mt 2,2).

Za wzmianką o gwieździe kryje się także odniesienie do starotestamentalnego proroctwo Balaama, proroka pogańskiego (Lb 23,7), który został wezwany przez króla Moabu, aby przeklinał Izraela. Bóg jednak sprawił, że Balaam wypowiedział błogosławieństwo: „Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska. Wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło” (Lb 24,17). Patrząc w przyszłość prorok widzi, jak z Jakuba (czyli Izraela) podnosi się Gwiazda (czyli Władca). Proroctwo Księgi Liczb spełniło się w Jezusie, „gwieździe nad Jakubem”.

Inni uważają, iż autor natchniony pisząc o gwieździe nawiązuje do motywu gwiazdy występującej w grecko-rzymskim świecie na monetach. Gwiazdę umieszczano nad głową władcy znacząc jego wielkość. Tak też miałby czynić Mateusz:  przekaz, że „gwiazda stanęła nad miejscem, gdzie było Dziecię” oznaczałby wtedy, że nowonarodzone Dziecię zostało przez Boga wybrane i wyznaczone na Króla. Przybywający ze Wschodu Mędrcy są znakiem że Jezus jest nie tylko Królem Syrii lub Babilonu, ale Królem całego świata.

Inni podkreślają, iż to nie byle kto, ale Mędrcy idą za wskazówkami gwiazdy. Patrzenie na gwiazdy, zachwycanie się bezkresem niebios i usiłowanie poznania ich, wnikanie w ich rytm i harmonię, zapoczątkowały zdobycze wiedzy ludzkiej. Rzeczywiście można powiedzieć, iż to niebo reguluje zjawiska ziemskie: ustala następstwo pór roku, miesięcy, dni i godzin, wyznacza pracę i odpoczynek, czas siewu i zbiorów, rozstawania się i odnajdywania, opłakiwania i święta. Mędrcy jednak nie zadawalają się obserwacją gwiazd w momentach ich pojawiania się, trwania i znikania. Dla nich wiedzą jest nie tylko obserwacja tego, co jest, ale zapytywanie się, co to znaczy.

Czy u podstaw teologicznej refleksji Mateusza znajduje się jednak jakieś historyczne, rzeczywiste zjawisko astronomiczne, zaobserwowane przez chrześcijan? Trudno to ocenić. Myśl ta jednak dała początek i zainspirowała do refleksji teologicznej. Trudno jednak byłoby wskazać, jakie było konkretnie to zjawisko[9]. Starsze opracowania wskazują, iż owa gwiazda, która powstała na wschodzi, towarzyszyła rzeczywiście wędrowcom – wyjątkowo tylko zgasła na czas wizyty w pałacu Heroda. Nie wydaje się jednak, by Mateusz pisząc o gwieździe myśli o konstelacji kilku gwiazd czy planet (np. jak wskazywał J. Kepler w XVI w. o koniunkcji Jowisza i Saturna w 7 wieku p.n.e.), gdyż grecki termin aster oznacza wyraźnie jedną gwiazdę. A zatem czy była to jakaś nowa, stała gwiazda, kometa (jak kometa Halley’a – ta jednak pojawiła się 12/11 r. p.n.e.), czy też jakiś meteor świetlny? Czy rację miał Orygenes wskazujący, iż ową gwiazdą była właśnie kometa? Czy był to – jak twierdzi św. Chryzostom widzialny samym Magom meteor świetlny? Trudno jednoznacznie powiedzieć.

Papież Franciszek uczy, iż Mędrcy „idąc za światłem, poszukiwali Światła. Gwiazda, która pojawiła się na niebie, rozpaliła w ich umyśle i w ich sercach światło, pobudzające do poszukiwania wielkiego Światła Chrystusa. Mędrcy wiernie podążali za tym światłem, które ich wewnętrznie przenikało, i spotkali Pana”. „Idąc za przykładem Mędrców z naszymi małymi światłami, szukajmy Światła i strzeżmy wiary.”[10].

Spotkanie z Herodem

Relikwiarz Trzech Króli w katedrze w Kolonii.[888]Mędrcy przybyli do Jerozolimy. A zatem nie tylko zobaczyli gwiazdę, ale zadali sobie trud, aby zobaczyć Tego, którego ta gwiazda wskazuje. Mędrcy są poszukującymi. Są prawdziwymi mędrcami w drodze – szukają mądrości. Ich poszukiwania nowonarodzonego Króla sprawiają, że – zapisze św. Mateusz – tak Herod, jak i cała Jerozolima przerazili się. Czy Jerozolima przeraziła się bo Herod zadrżał? A może również i lud Jerozolimy zadrżał na wieść o Nowym Królu?

Herod był niezwykle podejrzliwym królem. Nieustannie obawiał się o swoją władzę. Tekst Ewangelii potwierdza, iż Mateusz dobrze znał władcę Judei. W ostatnich latach swego życia Herod skazał na śmierć swych synów: Arystobula, Aleksandra i Antypatra. Nakazał także zgładzić faryzeuszy podejrzewanych o przygotowywanie spisku na jego życie. Lista zbrodni Heroda jest niezwykle długa[11].

W świecie starożytnym z szacunkiem odnoszono się do przepowiedni. Usłyszanych wieści Herod rzeczywiście mógł się obawiać – jego tytuł „król żydowski” był przecież owocem nieczystych starań i zbrodni. Stąd też przyjęcie przybyszów i jego zainteresowanie ich wieściami. Herod jednak nie zamierzał szukać prawdy. Szukał siebie.

Słysząc o poszukiwaniach Mędrców Herod wzywa arcykapłanów i uczonych aby zasięgnąć ich rady. Nie cieszył się on zbytnią popularnością wśród mieszkańców Jerozolimy. Stad też zapowiedź narodzin nowego króla lub Mesjasza winna w rzeczywistości wywołać wśród mieszkańców jedynie radość. Tak jednak się nie stało.

Wezwanych arcykapłanów i uczonych ludu Herod pyta o miejsce narodzenia się Chrystusa. Mędrcy bowiem nie wiedzą gdzie ma się narodzić Mesjasz. Potrzebują pouczenia – pomocy. Znamienne jest, że choć Żydzi przewyższają przybyłych wiedzą – znają bowiem i przepowiednie i miejsce narodzin oczekiwanego Mesjasza, to jednak ta wiedza nie prowadzi ich do właściwego celu. Nie prowadzi ich do spotkania. Paradoksalnie to poganie, a nie oni, oddają hołd Mesjaszowi.

U końca swojego dzieła Mateusz po raz kolejny napisze o zebraniu arcykapłanów i uczonych ludu (Mt 26,57). Czyni to niejako z przykrością, chcąc nie tyle ich napiętnować co pokazać ich hipokryzję, pokazać szukanie przez nich zaszczytów, swojej korzyści. Z dumą bowiem arcykapłani, uczeni, wyżsi urzędnicy świątynni, brali udział w spotkaniach, ucztach – nie umieli jednak spełniać tego, do czego zostali powołani – prowadzić lud do zbawienia. Przecież byli uczonymi ludu, mieli prowadzić lud ku zbawieniu – tymczasem nie pomogli, nie wskazali, nie rozpoznali Zbawiciela.

Jak zastanawiają się niektórzy komentatorzy, być może i sam Mateusz przed swoim nawróceniem należał do takich uczonych – uważanych za ludzi mądrych? Być może on sam zastanawiał się, czy wypełniał dobrze powierzone mu zadanie prowadzenia innych ku wierze?

Przytaczane przez arcykapłanów i uczonych proroctwa – zapowiedzi Starego Przymierza, wyraźnie prowadzą ku Zbawicielowi ku Betlejem. Oni jednak do Betlejem nie wyruszają.

Jezus – oczekiwanym Mesjaszem – Dobrym Pasterzem

Uczeni cytując proroctwa Starego Testamentu (Mi 5,1 oraz 2Sm 5,2) wskazują, że przyszły Król-Mesjasz nie będzie panował nad ludem, ale będzie go pasł, będzie się troszczył o niego bezinteresownie, będzie królem łagodnym (2Sm 5,2). Taki pasterz będzie przeciwieństwem każdego króla, w szczególności króla Heroda. Ewangelista kreśli niezwykły obraz Jezusa. Wskazuje, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem, Władcą Izraela (Mi 5,1) i równocześnie podkreśla, że Nowonarodzony Król jest Pasterzem swego ludu (2Sm 5,2).

 

Fałszywy Herod

Herod jest władcą obłudnym i przewrotnym. Stąd też potajemnie wezwał uczonych. Widoczne są jego złe zamiary względem Pasterza-Króla. Fałszywie prosi Mędrców, by w drodze powrotnej powiadomili go o miejscu narodzin Zbawiciela. Chce uczynić z Mędrców swoich wysłanników – chce za ich pomocą sprawić nieprawość – zło. Mateusz nie podaje, czy Mędrcy odpowiedzieli pozytywnie na wyrażone życzenie Heroda. Być może zachowanie Heroda nie wzbudziło ich podejrzeń.

Z punktu widzenia historycznego dziwnym jest, że Herod nie wysłał swoich ludzi, którzy towarzyszyliby, choćby z ukrycia, dalszej podróży Mędrców.

Smutnym jest, że Mędrcy udali się by oddać pokłon Temu, o którym mówiły proroctwa, uczeni zaś żydowscy, choć wiedzieli gdzie jest miejsce narodzin Mesjasza, nie wykazali żadnego zainteresowania – nie wyruszyli by spotkać Mesjasza. Niezwykłe jest też, że cała Jerozolima jest obojętna na to wszystko co się dokonuje. Radują się jedynie Mędrcy – wszyscy inni są całkowicie obojętni na wydarzenia, które się dokonują.

Opuściwszy dwór Heroda, Mędrcy ponownie spostrzegają gwiazdę, która prowadzi ich ku Betlejem. Czy rzeczywiście koniecznym był taki przewodnik. Wszak z Jerozolimy do Betlejem jest zaledwie kilka kilometrów. Czy rzeczywiście gwiazda zatrzymała się nad gospodą w której przebywała Święta Rodzina? Być może cały opis ukazujący gwiazdę za przewodniczkę Mędrców, należy traktować bardziej jako teologiczne zamierzenie Mateusza. Oto Mędrcy – a w ich osobach narody pogańskie, szukali w ciemnościach Jezusa. Bóg nagradza ich poszukiwania, ich starania i daje im gwiazdę – daje im światłość, która prowadzi ich do Zbawiciela.

 

Pokłon Zbawicielowi

Kulminacyjnym momentem opisu ewangelicznego jest pokłon. Mędrcy odnajdują Dziecię z Matką w domu. Brak wzmianki o Józefie podkreśla szczególną pozycję Maryi. Warto zaznaczyć, że formuła „Dziecię i Jego Matka” pojawia się w drugim rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza pięć razy (zob. Mt 2,11.13.14.20.21). Można by rzec, zawsze przy Jezusie jest Jego Matka. Znamiennym jest, iż jedynie za pierwszym razem ewangelista wymienia imię Maryi (Mt 2,11). W pozostałych miejscach w miejsce imienia wymieniona jest godność Matki. Macierzyństwo Maryi staje się tytułem godności.

Zobaczywszy Jezusa, ewangelista zapisze, że „bardzo się uradowali” (Mt 2,10). Bóg jest Miłością. A gdy się znajdzie miłość, gdy doświadczy się miłości nastaje czas radości. Radość jest znakiem obecności Chrystusa. Tam gdzie On jest, tam jest radość. Jest ona przekazywana każdemu, kto miłuje, kto znajduje skarb (Mt 13,44), kto spotyka Żyjącego (Mt 28,8-9). Smutek jest znakiem nieobecności Boga.

Mędrcy oddają pokłon. Św. Mateusz napisze, że Mędrcy proskyneo – a zatem padli na twarz, oddali pokłon należny bogom, królom czy też szczególnie ważnym osobom. Termin ten pojawia się w Ewangelii wg św. Mateusza tam gdzie przychodzą do Jezusa potrzebujący, prosząc Go o pomoc – wsparcie. Pokłon oddają Mistrzowi uczniowie gdy dostrzegają w Nim Pana. Pokłon oddaje trędowaty, który przychodzi prosić Jezusa o oczyszczenie (Mt 8,1-4). Pokłon oddaje Jezusowi zwierzchnik synagogi Jair, gdy przychodzi do Jezusa prosząc Go: „Panie, moja córka dopiero co skonała, ale przyjdź i połóż na nią rękę, a żyć będzie” (Mt 9,18-26). Przejęci lękiem i zadziwieni uciszeniem burzy na jeziorze i wichru pokłon oddają Jezusowi Jego uczniowie (Mt 14,22-33). Oddając zaś pokłon Panu wyznają – „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14,33). Pokłon oddaje Jezusowi kobieta kananejska prosząc o uzdrowienie ciężko chorej córki, którą nękał zły duch (Mt 15,21-28). Pokłon oddaje Jezusowi także matka synów Zebedeusza – Salome, prosząc Mistrza, by jej synowie mogli zasiąść w Jego królestwie po prawej i lewej stronie (Mt 20,20-23). Pokłon oddają Jezusowi także niewiasty doświadczając prawdy o Zmartwychwstaniu (Mt 28,9). Pokłon Zmartwychwstałemu oddają wreszcie Apostołowie, gdy przychodzi do nich Zmartwychwstały (Mt 28,17).

Pokłon ten wskazuje na godność Jezusa który jest Synem Bożym (Mt 1,21; 2,15), Synem Dawida (Mt 1,1) i Emmanuelem (Mt 2,23).

 

Złożyli dary

Stary Testament wielokrotnie zapowiadał czas, gdy nadejdą poganie by złożyć dary królowi Izraela. Psalmista pisze o królach, którzy upadną na twarz przed Królem-Mesjaszem, pisze o wszystkich narodach służących i składających mu swe dary (Ps 72). Prorok zaś Izajasz zapowiada pielgrzymowanie wszystkich narodów i królów do światła z niezwykłymi darami: złotem i wonnościami (Iz 60,1-6). Autor Ewangelii pisze o niezwykłych darach: złoto, kadzidło i mirra. Kadzidło jest żywicą pachnących drzew rosnących w Arabii, Indiach i Somalii. Żywicę tą zbierano z ponad dziesięciu gatunków drzew z domieszką ziołowych aromatów. Kadzidło używane było nie tylko jako przyjemny środek zapachowy, ale miało być również symbolem wznoszącej się do Boga modlitwy. Mirra jest również żywicą pochodzącą z balsamowych drzew w Arabii i Etiopii. Był to starożytny środek leczący i gojący rany. Jedno i drugie stosowane było w kulcie, w praktykach magicznych oraz w celach kosmetycznych. Wraz ze złotem stanowiły najbardziej kosztowne przedmioty starożytności[12].

Widząc Jezusa Mędrcy „otworzyli swe skarby” (Mt 2,11). Skarbem u Mateusza jest serce człowieka. Gdzie jest twój skarb, tam będzie też serce twoje (Mt 6,21). Przybywszy do Boga-z-nami Mędrcy otwierają nade wszystko swoje serca. Jezus może w nich stać się. Symbolicznie dla Mateusza Mędrcy otworzyli swoje serca i ofiarowali to, co one zawierały. Złoto – bogactwo widzialne, przedstawia to, co się posiada. Kadzidło – to symbol bogactwa niewidzialnego jak Bóg, przedstawia to, czego się pragnie. Mirra – maść lecząca rany i zapobiegająca gniciu ciała, przedstawia to, kim się jest. Otwierają zatem przed Bogiem to, co posiadają, swoje pragnienia i niedostatki. A Bóg wchodzi w ich skarby.

W II wieku św. Ireneusz z Lyonu tłumaczył, że podarowane przez Mędrców złoto to znak królewskiej godności Jezusa, kadzidło znak Jego Boskości, mirra zaś była zapowiedzią śmierci Jezusa na krzyżu. Według Złotej Legendy Mędrcy mieli podarować złoto dla ubogiej Maryi, kadzidło aby zniwelować nieprzyjemny zapach stajni, mirrę zaś by wzmocnić ciało Jezusa i odpędzić to co niebezpieczne dla zdrowia.

Inni komentatorzy widzą w darach symbole godności królewskiej (złoto), kapłańskiej (kadzidło) i wypełnienia proroctw mesjańskich (mirra). Dary miały być też świadectwem tego, że Mędrcy uwierzyli w Chrystusa, który jest prawdziwie Bogiem (złoto), prawdziwie człowiekiem (mirra) i prawdziwie Królem (złoto).

Złożone trzy dary były podstawą powstania tradycji o trzech Mędrcach-królach. W ten sposób Mateusz stwierdza, że Nowonarodzony król jest Panem całego świata i wszystkie narody składają Mu należny hołd. Jedynie Izrael odrzucający Jezusa stanowi ostry kontrast na tle narodów pogańskich.

Wrócili inna drogą

Po złożeniu darów Mędrcy otrzymują we śnie nakaz, by wyruszyli w drogę powrotną inną drogą. Mateusz wskazuje, że to sam Bóg prowadzi tych, którzy oddali cześć Mesjaszowi. Sam Bóg niweczy zbrodnicze zamysły Heroda. Mędrcy odchodzą. Patrząc na Ewangelię św. Łukasz można powiedzieć, iż radosny powrót pasterzy (Łk 2,20) w Ewangelii św. Mateusza jest ucieczką Mędrców przed prześladowaniem. Być może jest to wskazanie i pouczenie Ewangelisty dla prześladowanych chrześcijan. Historia Mędrców – ich pobożność, złożone przez nich dary – niewątpliwie jest wskazaniem, iż ludzi pobożnych, ludzi szukających wytrwale Pana, Bóg ma w swojej opiece.

Inną drogą wrócili do swojej ojczyzny. Mateusz podkreśli inność tej drogi, gdyż oni już spotkali Jezusa. I dlatego idą inną drogą. Już nie tą, na której szukali Go, nie znając Go. Teraz już idą tą, na której znaleźli Tego Kogo szukali. Mędrcy już nie są tacy jak przedtem. Znaleźli miejsce, „gdzie” narodził się Król. Miejscem tym stało się ich serce. Mają zatem już ze sobą nowe niebo i nową ziemię, nasienie, które poniosą, gdziekolwiek pójdą.

  1. Meditatio – spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas baczniejszego spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w poznanej i zgłębionej historii. Jest to czas ponownego czytania i zastanawiania się, jak to słowo odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej przyglądania się sobie samemu i swojemu życiu.

 

Gdzie jest Jezus?

Mędrcy, Herod, arcykapłani, uczeni ludu – wszyscy patrzą na Jezusa, wszyscy w jakimś sensie Go szukają. „Gdzie jest Jezus?”. Czy ja poszukuję spotkania z Jezusem? Czy ja szukam gdzie jest Jezus?

Patrząc na poszukujących Jezusa Mędrców, patrząc na Heroda, arcykapłanów, uczonych ludów, patrząc na zatrwożone całe święte miasto Jerozolimę, trzeba nam się zastanowić – gdzie w moim życiu jest miejsce Boga? Jakie miejsce w moim życiu zajmuje Jezus?

Mędrcy – poszukujący Prawdy

Mędrcy, to nade wszystko przykład ludzi poszukujących Prawdy. Nie składają hołdu wielkiemu Herodowi – szukają drogi do Prawdziwego Króla. Nie tylko zobaczyli gwiazdę, ale zadali sobie trud by znaleźć Prawdziwego Króla.

Czy ja szukam drogi do Prawdziwego Króla? Czy ja szukam Prawdy, czy chcę żyć w Prawdzie? Jaka jest prawda o moim życiu, jaka jest prawda o mnie? Tak często służę tym, którzy są mi potrzebni, z których mogę coś mieć.

Papież Franciszek zachęca nas „Idąc za przykładem Mędrców z naszymi małymi światłami, szukajmy Światła i strzeżmy wiary.” Czy jestem człowiekiem poszukującym Światła? Czy strzegę swojej wiary?

Prawda

Mateuszowy opis jest opisem prawdziwym wydarzeń, którym to wydarzeniom Mateusz nadaje interpretacje teologiczną. Mateusz jednak czyni to dla dobra Ewangelii. Opis przybycia Mędrców ma być pomocą dla wszystkich szukających Chrystusa. Czy w moim życiu i ja kieruję się zawsze prawdą? Czy jestem zawsze darem – pomocą dla innych? Czy umiem mówić o innych zawsze prawdę – czy umiem dla innych szukać dobra? Obmowa… oszczerstwo….

 

W Betlejem

Mędrcy znaleźli Nowonarodzonego Króla w Betlejem. Bet Lehem – dom chleba. Jezus rodzi się w domu chleba. Można by rzec, że wciąż się dla nas rodzi, że wciąż na nas czeka w tajemnicy Chleba. Jakie jest moje spotykanie się z Nim – z Nim, który czeka na nas w tajemnicy chleba. Mędrcy szukali, zadali sobie trud, chcieli znaleźć drogę do Jezusa – chcieli się z Nim spotkać. Herod – zajęty knuciem, dbałością o siebie, o swój tron i władzę, uczeni ludu – dbający o swoje wygody, swój dobrobyt – oni wszyscy nie znaleźli czasu – tak naprawdę nie mieli ochoty, by pójść do Betlejem, by spotkać się ze Zbawicielem. Czy i ja tak często nie jestem człowiekiem obojętnym. Obojętnym na sprawy Boga i sprawy drugiego człowieka?

On, który jest w tajemnicy każdego Kościoła, w tajemnicy codziennej modlitwy – On, który na nas czeka. Jak często przychodzę, by Go znaleźć? Nie tylko dalekie Betlejem zaprasza nas do ciszy i modlitwy. W każdej świątyni możemy znaleźć tajemnicę Narodzenia Jezusa, w każdej świątyni mogę znaleźć miejsce spotkania z Nim. Tylko czy ja mam czas? Czy ja chcę spotkać się z Chrystusem?

 

Pewni siebie Żydzi – nie rozpoznali Jezusa

Niezwykłym było i w pewnej mierze wciąż jest przekonanie Izraelitów o swoim wybraniu. Niezwykłym jest także to, że mając starotestamentalne zapowiedzi, mając proroctwa, będąc narodem wybranym, nie rozpoznali czasu nadejścia Pana. Byli tak bardzo pewni siebie – a jednak nie rozpoznali. Czy i ja nie jestem zbytnio pewny siebie. Czy i ja nie uważam się we wszystkim i dla wszystkich ze znawcę? Czy umiem patrzeć na siebie krytycznie? Czy umiem słuchać trudnych uwag o swojej osobie? Czy umiem przyjmować krytykę, rady, pouczenia?

 

Gwiazda i pomoc

Gwiazda była dla Mędrców pomocą. Prowadziła poszukujących do Jezusa. Czy jestem dla innych ludzi taką prawdziwą gwiazdą? Czy prowadzę innych ku dobremu? Zadaniem każdego z nas jest wspierać innych w drodze ku zbawieniu. Czy czynię to? Czy pomagam innym w drodze do zbawienia? A może jestem pustą gwiazdą – gwiazdą która szuka siebie i swojego dobra.

Przybywający do Jezusa Mędrcy darzą Go hojnie darami: złotem, kadzidłem i mirrą. Czy umiem być człowiekiem hojnym? Czy umiem dzielić się z innymi tym co posiadam – czy umiem hojnie dawać innym, gościć przychodzących do mnie? Czy umiem czynić to bezinteresownie?

Może jestem jak ów Herod – niby zatroskany o innych, ale w rzeczywistości troszczę się tylko o siebie i swoje dobro – o to, by mi było dobrze, bym ja miał.

Oddać pokłon Bogu

Spotkanie Boga sprawia w Mędrcach radość. Człowiek który stara się żyć blisko Boga jest radosny. Bo Bóg, który jest Miłością sprawia w nim radość. Jeśli umiesz się radować – to znaczy, że jesteś blisko Boga. Smutek bardzo często jest znakiem nieobecności Boga. Owa radość płynie ze spotykania się z Bogiem – czy mam czas na spotykanie się z Bogiem – na to by oddawać Mu pokłon?

Ci którzy oddają się Bogu w opiekę, są bezpiecznymi. Pan ma w opiece tych, którzy się Go boją (Ps 25,14; 33,18; 85,10; 103,11.13; 147,11). Mędrcy wrócili inną drogą – bo człowiek, który spotka się z Bogiem, wchodzi na inną drogę…

 

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze słowem Bożym, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków, teraz omawiam z Bogiem. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

 

Czas modlitwy i rozmowy z Panem.

Czas, by stanąć przed Panem by przepraszać, dziękować, by prosić…

Nowonarodzony

Bądź uwielbiony Panie, Ty który przychodzisz, aby być ze mną, aby być Emmanuelem – Bogiem-ze-mną. Czas Bożego Narodzenia, to szczególny czas, by Cię adorować, by Cię wielbić za Twoje narodzenie. Ty, będąc Bogiem ogołociłeś siebie i przyjąłeś postać sługi. Narodziłeś się jako ubogi człowiek, w ubóstwie, w niedostatku. Pełen pokory doświadczyłeś ludzkiej nędzy, doświadczyłeś samotności, odrzucenia, pogardy, obojętności. Bądź uwielbiony Panie, że chciałeś dotknąć naszej ludzkiej biedy, naszych trosk, naszego cierpienia, ubóstwa. Stałeś się pośród nas – więcej – stałeś się jednym z nas. Doświadczyłeś wszystkiego oprócz grzechu. W uniżeniu i doświadczeniu kruchości, ubóstwa, niedostatku, obojętności – pozostajesz oddany Bogu, bez grzechu, bez zwątpienia. Wielbię Cię Nowonarodzony Panie i proszę o ufność, proszę o moc do trwania w łasce.

Prawda

Św. Mateusz przekazuje prawdziwą historię. Królowie szukają Prawdziwego króla. Herod jednak nie szuka prawdy – szuka siebie. Panie przepraszam Cię za brak prawdy w moim życiu. Przepraszam za kłamstwa, oszustwa, za obmowy, oszczerstwa. Tak trudno Panie żyć prawdą i w prawdzie. Tak trudno Panie mówić dobrze i dobre o innych. Tak trudno w każdym szukać i dostrzegać dobro. Ucz mnie Panie być dobrym.

 

Gdzie jest Jezus?

Mateuszowy opis zaprasza każdego, by zadać sobie pytanie „gdzie jest Jezus?”. Panie, patrząc na moją codzienność pragnę Cie przepraszać. Przepraszać za moją obojętność – obojętność na Ciebie i na drugiego człowieka. Pragnę przepraszać, że tak rzadko szukam Ciebie, że tak rzadko mam czas, by szukać Twojego Światła. Tak często zapominam o Tobie, o konieczności – o ważności poszukiwania Ciebie – Ciebie, który dajesz pokój. Jakie miejsce Panie zajmujesz w moim życiu? Tak wiele spraw, tak wiele osób sprawia, że Ty nie jesteś najważniejszy. Tak często nie mam ochoty by zbliżać się do Ciebie, by szukać Cię. Ważniejszym dla mnie jest wygoda, spokój, dostatek, przyjemność – dbałość o siebie samego, o swoje ja. Panie za to odsuwanie Ciebie na drugi plan – przepraszam.

 

Mędrcy

Proszę Panie, bym był jak owi Mędrcy – bym nieustannie pragnął Ciebie szukać, bym szukał Twojego światła. Twoje bowiem światło Panie daje pokój i radość, daje siłę. Szukać Ciebie – szukać Prawdy o Bogu, służyć Tobie. Spraw bym nie zrażał się, bym wytrwale wracał do Ciebie. Proszę, bym umiał modlić. A gdy modlitwa jest trudna, gdy nie daje radości, gdy o niej zapominam – spraw Panie, bym powracał.

Proszę Cię Panie, bym umiał także być jak owi Mędrcy być człowiekiem szczodrym, bym umiał dzielić się z innymi tym co posiadam. Daj, bym był jak chleb – bym był dobry, użyteczny, bym dla innych był smaczny, pomocny – jak chleb. Naucz mnie Panie bezinteresowności. Daj bym umiał innych prowadzić do Ciebie.

Słuchać

Pewny siebie Herod, cała Jerozolima, nie umiała rozpoznać Twojego przyjścia. Obojętni i równocześnie pewni siebie – zatroskani o siebie. Jestem Panie człowiekiem pewnym siebie. Tak trudno mi słuchać innych. Tak trudno mi być człowiekiem mądrym, który potrafi słuchać rad innych, tak trudno słuchać mi Twojego głosu w Kościele. Tak trudno mi radzić się innych – słuchać rad, które mogą mi pomóc. Sam wiem wszystko najlepiej. Sam mam receptę na wszystko. Na wszystkim się znam, wszystko umiem, o wszystkim i wszystkim chcę radzić. Niech inni mnie słuchają.

Panie – naucz mnie słuchać, naucz mnie być pokornym, cichym. Ucz mnie szanować każdego człowieka. W każdym bowiem człowieku mieszkasz Ty. Ty tak często pragniesz mówić do mnie przez innych. A mi tak trudno słuchać innych, tak trudno innych cenić.

 

Moje Betlejem

Ty Panie nieustannie się rodzisz. Ty codziennie zstępujesz na ziemię by być Bogiem-z-nami. Wielbiąc Ciebie – obecnego w tajemnicy tej świątyni, w tajemnicy wszystkich Kościołów świata, proszę równocześnie, bym miał czas, by spotykać się z Tobą. Ty wciąż na mnie czekasz, by mnie umacniać, by karmić mnie Sobą, by napełniać mnie Twoją łaską. Każdy Twój Kościół to tajemnica modlitwy – modlitwy ciszy, modlitwy Eucharystii, modlitwy sakramentu pokuty. Ty tu jesteś – w tym Betlejem, w tym Domu Chleba. Panie dziękuję za dar Twojego tu, w tej świątyni bycia.

 

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po lectio – po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie – meditatio, po oratio – po modlitwie, następuje czas ciszy – bycie w ciszy z Bogiem.

 

 

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę, mój Boże, Tobie ufam: niech nie doznam zawodu! Niech moi wrogowie nie triumfują nade mną! Nikt bowiem, kto Tobie ufa, nie doznaje wstydu; doznają wstydu ci, którzy łamią wiarę dla marności. Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek!  Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj, bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca, i w Tobie mam zawsze nadzieję. (Ps 25,1-5)

 

opr. ks. Piotr Łabuda

 

[1] Zob. M. Bednarz, P. Łabuda, Po drogach Ziemi Świętej. Przewodnik, Tarnów 2015, s. 84-90.

[2] Zob.  Earliest Archaeological Evidence of the Existence of the City of Bethlehem already in the First Temple Period, za: www.antiquities.org.il (02.01.2015 r.).

[3] Choć warto pamiętać, iż kult pogański, profanujący to święte miejsce, nie trwał długo, gdyż już w III w. Orygenes wspomina o „grocie żłóbka w Betlejem”, wskazując na nią jako na dowód prawdziwości tego, co przekazuje o narodzeniu Jezusa Ewangelia. Zob. D. Baldi, W Ojczyźnie Chrystusa. Przewodnik po Ziemi Świętej, Kraków-Asyż 1993, s. 163.

[4] W pobliżu Betlejem można nawiedzić niezwykle dostojne: klasztor św. Teodozjusza – który ma być zbudowany na miejscu gdzie Mędrcy otrzymali ostrzeżenie od Anioła, by nie wracali do Jerozolimy, ale inną drogą udali się do ojczyzny; klasztor św. Saby czy też ruiny klasztoru św. Eutymiusza. Wszystkie one swoimi początkami sięgają IV wieku.

[5] W 614 roku Betlejem zostało zniszczone przez Persów, jednak sama bazylika nie poniosła szkody. Również najazd arabów pod wodzą kalifa Omara w 638 roku nie wyrządził bazylice szczególniejszych strat. W XII wieku bazylika została rozbudowana przez krzyżowców.

[6] Zob. szerzej A. Paciorek, Ewangelia według świętego Mateusza. Rozdział 1 – 13. Wstęp. Przekład z oryginału. Komentarz, Częstochowa 2005, s. 105-117.

[7] Herod Wielki zmarł najprawdopodobniej na krótko przed świętem Paschy w 4 roku przed naszą erą (zob. np. Cz. P. Bosak, Postacie Nowego Testamentu. Słownik-konkordancja, Poznań-Pelplin 1996, s. 167). Stąd też i rok narodzenia Jezusa należy przesunąć na czas wcześniejszy. W 525 r., pochodzący z rzymskiej prowincji Scytia Mniejsza (dziś Rumunia), mnich Dionizy Mały (Dionysius Exiguus), żyjący w Rzymie prawdopodobnie w latach 496-545, ustalił datę narodzenia Jezusa na 753 r. od założenia Rzymu (25 grudnia), a 754 r. uznał za 1 rok ery chrześcijańskiej, dzisiaj zwanej niekiedy naszą erą lub erą dionizyjską. Dziś wiadomo, że Dionizy pomylił się w swoich obliczeniach, i że Jezus urodził się kilka lat wcześniej. Rok nazywany rokiem 1. traktujemy więc jako umowny początek kalendarza. Dziś badacze uznają, iż zasadnym jest przyjęcie narodzin Jezusa około 3/2 r. p.n.e., zob. szerzej: G. Szamocki, Data narodzenia Jezusa Chrystusa, w: Żyjemy dla Pana, red. W. Chrostowski, Warszawa 2006, s. 340-363.

[8] Kreślona na odrzwiach domów litery K, M, B nie pochodzą jednak od imion Mędrców: Kacpra, Melchiora i Baltazara, ale od łacińskiego błogosławieństwa Christus Mansionem Benedicat – „Niech Bóg błogosławi temu domowi”. Św. Augustyn tłumaczył te litery inaczej, jako wyznanie Christus Multorum Benefactor – „Chrystus dobroczyńcą wielu”.

[9] Zob. szerzej J. Rumak, Adoracja Magów (Mat. 2,1-12), Ateneum Kapłańskie 42(1950), s.5, s. 396-398.

[10] Papież Franciszek, Idąc za światłem, poszukiwali Światła, L’Osservatore Romano 2(2014), s. 40.

[11] Dość obok rzezi niemowląt, czy zabójstwa synów, wymienić jeszcze morderstwo jednej ze swoich żon, brata, matkę.

[12] Zwyczaj święcenia złota i kadzidła w święto Trzech Króli pojawił się około XV/XVI wieku. Poświęconym złotem dotykano szyi, by ustrzec się przed chorobami. Poświęconym kadzidłem – w Polsce najczęściej żywicą z jałowca – okadzano całe domy i gospodarstwa, łącznie z oborami, żeby symbolicznie zabezpieczyć je przed chorobami i nieszczęściem.

 

 

Studium Biblijne – wykład 2

TEOLOGIA EWANGELII ŚW. MARKA

Czy Ewangelia św. Marka przekazuje nam historię Jezusa Chrystusa?

Zdjecie 032[763]Analizując Ewangelię św. Marka, jej formę, ale i treść, trzeba powiedzieć, iż pisząc ją, Marek miał jasno wyznaczony cel. Nie zamierzał on stworzyć „dziejów Mistrza z Nazaretu”. Rzecz jasna, ukazywał wydarzenia historyczne, ale czynił to po to, aby na ich bazie ukazać niezwykłą osobę – Jezusa Chrystusa, prawdziwego i jedynego Pana i Zbawiciela. Ponadto Marek wytyczył sobie cel katechetyczny. Można nawet powiedzieć, że jego dzieło jest pewnego rodzaju podręcznikiem dla katechistów. Już w pierwszym zdaniu Marek daje do zrozumienia, że jego celem jest ukazanie osoby Jezusa jako Chrystusa, Syna Bożego oraz Jego Ewangelii[1].

Jak Marek rozumie termin „ewangelia”?

Samo określenie „ewangelia” (euangelion) to termin, który można nazwać specyficznie Markowym. Marek bowiem najczęściej spośród ewangelistów go używa. Dla niego „Ewangelia” jest „Ewangelią Jezusa Chrystusa” (Mk 1,1). Można powiedzieć, że najstarsza ewangelia jest czymś więcej niż jedynie relacją o Jezusie. Jest ona bowiem przepowiadaniem i głoszeniem Jego orędzia. Zbawienie, które dokonuje się w Jezusie i przez Jezusa, jest dla Marka rzeczywistością już trwającą. Dobra Nowina jest także, określana przez Marka jako „Ewangelia Boga” (euaggelion tou theou). Rozpoczęcie mesjańskiej działalności Jezusa, zapowiedź Jego królowania staje się „dobrą nowiną Boga”. Jej zwiastunem jest Jezus. Owo zbawcze dzieło Boga realizuje On, przynosząc odpuszczenie grzechów (por. Mk 2,5), prowadząc do wspólnoty z Bogiem (por. Mk 2,16), lecząc chorych, przezwyciężając śmierć (por. Mk 5,1-43), czy też zapowiadając królowanie Boga (por. Mk 5,1).

Czytając kolejne passusy dzieła Markowego, można stwierdzić, iż słowo „Ewangelia” otrzymuje nowy sens. Jezus poucza swoich uczniów: „Kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa” (Mk 8,35). Następuje zatem utożsamienie między Jezusem i Ewangelią: „z powodu Mnie” – „z powodu Ewangelii”. Jezus Chrystus i Ewangelia stanowią bowiem jedność. Można odnieść wrażenie, iż dla Marka „Ewangelia jest Jezusem”. Jezus stanowi centralny temat Ewangelii. Ewangelia reprezentuje i wręcz uobecnia Jezusa Chrystusa. Jest ona „dobrą nowiną Jezusa Chrystusa”, który ją przekazuje i równocześnie jest jej przedmiotem.

Wreszcie termin „Ewangelia” pojawia się w tekście dzieła Markowego jako imperatyw. Wspólnota Kościoła, podobnie jak jego Założyciel, ma głosić Ewangelię wszystkim ludziom. Tak więc Kościół Markowy to wspólnota misyjna, która głosi Ewangelię „wszystkim narodom” (Mk 13,10; 14,9).

„Ewangelia” łączy się także z nauczaniem Jezusa o królestwie. Zaraz na początku Marek napisał, iż „Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Boga” (Mk 1,14). Jest rzeczą znamienną, iż w wielu rękopisach (świadkach tekstu) po słowie „Ewangelia” zostaje dodane dookreślenie „królestwa”. Dodatek taki ma uświadomić, iż treścią przepowiadania Mistrza z Nazaretu była Ewangelia królestwa Boga. Głosząc Dobrą Nowinę, objawiał On bowiem uczniom tajemnice królestwa. Aby osiągnąć je, konieczne było przyjęcie tak Jezusa, jak i Jego nauki – Dobrej Nowiny. Między bowiem Jezusem Chrystusem i Ewangelią istnieje nierozerwalny związek.

Warto także zwrócić uwagę, iż swoistego rodzaju sygnałem ważności dla Marka terminu „Ewangelia” jest samo jego umiejscowienie w dziele. Termin „Ewangelia” można znaleźć bowiem w najważniejszych częściach: na początku (por. Mk 1,1; 1,14-15), w centrum (por. Mk 8,35; 10,29) oraz w części końcowej Ewangelii (por. Mk 14,9; 16,15). W ten sposób określenie „Ewangelia” pełni rolę swoistego rodzaju zwornika w dziele Markowym.

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (1,15)

W powyższym wezwaniu uwidaczniają się dwie niezwykle ważne kwestie. Przede wszystkim Jezus nakazuje nawrócić się i wierzyć w Ewangelię wszystkim. Używa w tym celu liczby mnogiej czasu teraźniejszego: nawracajcie się i wierzcie. A zatem wezwanie to zachowuje aktualność w stosunku do całej wspólnoty Kościoła, którą tworzą wszyscy uczniowie. Wiara w ujęciu Marka jest wielkim darem Bożym i prawdziwym źródłem życia. Stąd też tak wielki nacisk ewangelista kładzie na wiarę w Jezusa. W stwierdzeniu tym należy zaznaczyć, iż Markowi nie chodzi jedynie o przyjęcie Ewangelii Jezusa jako prawdy, ale o pełne zaufanie Mistrzowi z Nazaretu.

Według niektórych Ewangelia św. Marka była swoistego rodzaju podręcznikiem dla katechumenów[2]. Wydaje się jednak, iż Marek adresował swoje dzieło do wszystkich, którzy pragnęli (i wciąż pragną) wierzyć. Także i dla tych którzy upadli, jednakże chcą wrócić do Jezusa Chrystusa.

Jezus Chrystus – centrum Dobrej Nowiny Marka

W centrum Ewangelii św. Marka znajduje się osoba i dzieło Jezusa Chrystusa. Jak powiedzieliśmy, te dwie rzeczywistości, będąc jednością, są nierozdzielne. Marek, tworząc ewangelię, chciał odpowiedzieć na pytanie: Kim jest Jezus Chrystus? Dlatego też w centrum dzieła umieszcza wyznanie Piotra koło Cezarei Filipowej: „Tyś jest Mesjasz” (Mk 8,29). Swoją naukę o Jezusie Chrystusie Marek ukazuje w trzech tytułach Mistrza z Nazaretu: Syn Boży, Mesjasz i Syn Człowieczy.

Syn Boży

002 Miejsce narodzenia[703]     Warto zwrócić uwagę, iż Ewangelia św. Marka z jednej strony podkreśla  człowieczeństwo Jezusa, z drugiej zaś ukazuje Bożą potęgę Jego działania, co  sprawia, iż uczniowie podziwiając Go, odczuwają bojaźń. Szczególnym jednak  tytułem, którym Marek określa osobę Mistrza z Nazaretu jest „Syn Boży”.

Tytuł „Syn Boży” miał zapewne sens mesjański, jednak Marek, pisząc z perspektywy  paschalnej, rozumiał go bardziej w znaczeniu teologicznym.

Tytułu tego Jan Marek używa zaraz na początku swojego dzieła (por. Mk 1,1).  Można  powiedzieć, że zaczynając pisać Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie chciał on od razu przybliżyć czytelnikowi pierwszą i najważniejszą tajemnicę: Jezus jest „Synem Bożym”. Tytuł ten przewija się przez całe Markowe dzieło (por. Mk 1,1.11; 3,11; 5,7; 9,7; 12,6; 13,32; 14,61). Swoim Synem nazywa Jezusa Bóg Ojciec w czasie chrztu i wydarzeń na górze Tabor (por. Mk 1,11; 9,7). W ten sposób określają Go duchy nieczyste i opętani (por. Mk 3,12; 5,7), najwyższy kapłan (por. Mk 14,61), setnik pod krzyżem (por. Mk 15,39).

Określenie „Syn Boży” było znane już wcześniej w tradycji Starego Przymierza. Na kartach Biblii Hebrajskiej tytuł ten nadawano aniołom (por. Hi 1,6), Narodowi Wybranemu (por. Wj 4,22; Oz 11,1; Jr 31,9), pobożnym Izraelitom (por. Pwt 14,1; Oz 1,10) czy też przywódcom narodu (por. Ps 82,6). Tytuł „Syn Boży” odnoszony był również do Mesjasza (por. 1 Krn 17,13; Ps 2,7; 89,27). Znamienne jest jednak, iż oznaczał on synostwo przybrane, mające źródło w specjalnym powołaniu i misji. Tytułowi „Syn Boży” można nadawać sens mesjański.

Jednak dla wspólnoty Kościoła tytuł „Syn Boży” miał głębsze znaczenie. Ukazywał bowiem „jednorazową i swoistą w swoim rodzaju relację Jezusa do swojego Ojca niebieskiego, co z kolei stanowi podwaliny dla dalszych refleksji o równości Chrystusa z Ojcem”[3]. Dlatego też, jak się wydaje, w treści najstarszej ewangelii, tak mocne podkreślenie prawdy, że „Jezus jest Synem Bożym”. Autor drugiej ewangelii jednak nie tylko stwierdza synostwo Boże Jezusa, ale również je uzasadnia. Nie robi tego jednak za pomocą długich mów i wywodów teologicznych, ale opisując czyny i znaki Jezusa.

Według niektórych badaczy na wyeksponowanie przez Marka tytułu „Syn Boży” miał wpływ fakt, iż jego dzieło adresowane było do mieszkańców Rzymu, do których w sposób szczególny przemawiała moc i potęga. Ponadto przez zaakcentowanie Synostwa Bożego i Jego mocy w dziele Marka zgorszenie krzyża zostaje jakby złagodzone.

Mesjasz

005 Grota Mleczna 1[705]Tytuł „Mesjasz” (gr. christos, hebr. mesziach), choć występuje w dziele Marka dość rzadko, odgrywa bardzo ważną rolę. Potwierdzeniem takiej opinii może być fakt, iż w centrum drugiej ewangelii[4] znajduje się wyznanie wiary w mesjańską godność Mistrza z Nazaretu. Wydarzenie w Cezarei Filipowej ma szczególne znaczenie w objawianiu mesjańskiego charakteru Jezusa oraz w odkrywaniu tej godności przez uczniów.

W Starym Testamencie „Mesjasz” to Król z pokolenia Dawida, który miał nadejść pod koniec czasów, by utrwalić królestwo Boże na ziemi. Miał być On obdarzony nadzwyczajnymi darami i przymiotami, zaś Jego powszechne panowanie miało mieć charakter religijny. W czasach Nowego Testamentu nadzieje mesjańskie były bardzo żywe w Narodzie Wybranym. Nadzieje te jednak dotyczyły nie tylko sfery religijnej. Miały bowiem one również zabarwienie polityczne (np. wspólnota qumrańska[5]). Być może właśnie dlatego tytuł „Mesjasz” nigdy nie pojawia się w ustach Jezusa, chociaż inni określają Go właśnie w ten sposób. Co więcej, gdy Jezus jest nazywany „Mesjaszem”, nie sprzeciwia się temu, ale nakazuje milczenie lub też wyjaśnia właściwe znaczenie tego tytułu. Nakaz milczenia o prawdziwej godności Jezusa nazywa się sekretem mesjańskim. Jest on najbardziej charakterystycznym tematem teologicznym dzieła Marka. Widać to szczególnie przy wyznaniu Piotra: „On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?». Odpowiedział Mu Piotr: «Tyś jest Chrystus». Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili” (Mk 8,29-31).

Ów nakaz milczenia odnosi się do trzech różnych sytuacji: Nakaz milczenia dawany złym duchom, które wiedziały, kim On jest (por. Mk 1,25.34; 3,12); nakaz milczenia, który Jezus kieruje do uzdrowionych, np. z trądu, czy nawet przywróconych do życia (por. Mk 1,44; 5,43; 7,36; 8,26); wreszcie nakaz milczenia dla apostołów i uczniów (por. Mk 8,30; 9,9).

Mówiąc o tzw. sekrecie mesjańskim, trzeba pamiętać, iż opisy zawierające takie wydarzenia nie są tworem Marka czy też dziełem popaschalnej wspólnoty Kościoła. Nie wydaje się bowiem, by apostołowie i pierwsi uczniowie Jezusa po męce, śmierci i zmartwychwstaniu Mistrza umieścili w swoich przekazach rzeczy, które nie miałyby oparcia w prawdziwym „wydarzeniu Jezusa”. Ich głoszenie Dobrej Nowiny zasadzało się na słowach i gestach samego Jezusa. A zatem tzw. sekret mesjański w sposób szczególny odnosi się do samego Jezusa, który miał świadomość mesjańską i żył jako ukryty Mesjasz.

Wielokrotnie podejmowano temat szczególnego zainteresowania Marka tzw. sekretem mesjańskim. Niektórzy uważali, iż należy go uznać za konstrukcję apologetyczną pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej, która wprowadzając ją starała się usprawiedliwić i uzasadnić pokorny i ukryty charakter życia Jezusa. Według tych badaczy „sekret mesjański” nie jest odbiciem rzeczywistości historycznej, ale teologiczną ideą, która powstała w łonie pierwotnej wspólnoty, a którą to ideę Marek dopracował i wkomponował w dzieje Mistrza z Nazaretu.

We współczesnych badaniach już bardzo niewielu uczonych uważa tzw. sekret mesjański za kompozycję literacko-teologiczną autora czy też pierwotnej wspólnoty. Właściwie powszechną jest opinia, iż Ewangelia św. Marka przekazuje prawdziwy obraz Jezusa. Potwierdza to nakaz milczenia odnoszący się do „sekretu mesjańskiego”, który znajduje się w relacji Ewangelii św. Mateusza, a którego nie ma w dziele Marka (por. Mt 9,27-31).

Mówiąc o „sekrecie mesjańskim” w dziele Marka, należy pamiętać, że objawienie Boga jest nieustannym odkrywaniem Jego tajemnicy. Jezus, mając świadomość, iż to objawienie nieustannie się rozwija, uszanował taki zamysł Bożej ekonomii w tym, co mówił i robił. Chcąc jednak bliżej wyjaśnić powód tajemniczego milczenia Jezusa na temat swojej godności mesjańskiej (i zobowiązywania do tego innych), należy zwrócić uwagę na uwarunkowania historyczno-religijne tamtego czasu. W pierwszym wieku, po kilkudziesięciu latach niewoli rzymskiej (od 63 r. przed Chr.), nadzieje mesjańskie Izraela były niezwykle żywe. Zasadniczo jednak odnosiły się do spraw politycznych – oczekiwania Mesjasza, który przychodząc, obdarzyłby swój naród wolnością. Taką koncepcję mesjanizmu podsuwał Jezusowi szatan w czasie kuszenia na pustyni. Jezus jednak tę wizję zdecydowanie odrzucił. Gdyby Jezus ukazał swoją godność mesjańską, Żydzi mogliby błędnie odebrać Jego osobę i misję, co groziłoby polityczną rewoltą. Musiał On przygotować uczniów do właściwego rozumienia swojej misji. Nakazywał milczenie, aby przeszkodzić błędnemu pojmowaniu mesjanizmu i niepożądanej reakcji ludu.

Rzecz jasna, iż nigdy nie sprzeciwiał się, gdy apostołowie nadawali Mu tytuł Mesjasza, ale zawsze odnosił się do takich wypowiedzi z rezerwą, nakazując milczenie albo wiążąc go z innym tytułem: „Syn Człowieczy”[6].

Syn Człowieczy

„Syn Człowieczy” to najczęściej spotykane określenie Jezusa w Ewangelii św. Marka. Inaczej niż tytuł „Mesjasz” używany jest on wyłącznie przez samego Jezusa. Odnosi się on do postaci z Księgi Daniela (por. Dn 7,13). Jak wskazuje kontekst, chodzi tam o wysłannika Jahwe, który stworzy królestwo Boże trwające na wieki.

W ujęciu Marka Jezus identyfikuje się tu z postacią Syna Człowieczego z Księgi Daniela, podkreślając swą transcendencję, a zarazem łączność z Bogiem. Ma On do wypełnienia dzieło, którego istotnym elementem będzie sąd nad światem. Pewnego rodzaju novum Ewangelii św. Marka jest to, iż Jezus – Syn Człowieczy nie jest postacią przynależną wyłącznie do czasów eschatologicznych, lecz obecną w świecie już od momentu inauguracji królestwa Bożego.

Jednak na Jezusowy tytuł „Syn Człowieczy” można także patrzeć przez pryzmat wydarzeń pasyjnych. Jezus bowiem używa tytułu „Syn Człowieczy”, zapowiadając swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Syn Człowieczy ma do wypełnienia misję na ziemi, która od Niego będzie wymagać ofiary: „Syn bowiem Człowieczy nie przyszedł, żeby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45). Jezus, podobnie jak cierpiący Sługa Boży, odda siebie na okup za wszystkich. Oczywiście, dla Żydów współczesnych Jezusowi było to coś niezwykłego i niepojętego. Nigdy bowiem w judaizmie nie łączono tytułu Syna Człowieczego z tytułem cierpiącego Sługi Jahwe.

Być uczniem Chrystusa

Zdjecie 030[762]W Ewangelii św. Marka termin „uczeń” występuje bardzo często. Należy on do centralnych tematów teologicznych Marka. Potwierdzeniem tego mogą być również liczne pouczenia, które na kartach drugiej ewangelii Jezus kieruje do swoich uczniów. Ponadto warto zwrócić uwagę, iż w relacji Marka Mistrz z Nazaretu otoczony jest zawsze uczniami: On ich powołuje (odwrotnie niż miało to miejsce w tradycji rabinistycznej, gdzie to uczniowie wybierali sobie nauczycieli), głosi Ewangelię, posyła, poucza i udziela napomnień.

W zamyśle teologicznym Marka „uczeń” oznacza w pierwszym rzędzie tego, który został powołany przez Jezusa i towarzyszył Mu w Jego działalności ziemskiej (por. Mk 3,7). Uczniami jednak są także wszyscy ci, którzy kontynuowali zadania uczniów. Uczeń to zawsze osoba, która podąża – naśladuje swojego Mistrza, idzie za Nim, mając Go zawsze niejako przed swoimi oczami. Dlatego też w drugiej ewangelii uczniowie Jezusa Chrystusa ukazani są jako przykład znajdujący się w zasięgu możliwości jego uczniów wszystkich czasów. Być może właśnie dlatego w odróżnieniu od Mateusza, który skupia się na ich doskonałości, Marek pokazuje także słabości uczniów. Tacy bowiem uczniowie – ze swoimi niedoskonałościami – są wzywani przez Jezusa do działania: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mk 8,34).

[1] Obszerniej na temat teologii Ewangelii św. Marka zob. J. Kudasiewicz, Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego (Mk 1,1), RT 43 (1996) z. 1, s. 89-109; J.D. Kingsbury, The Christology of Mark’s Gospel, Philadelphia 1989; K. Scholtissek, Die Vollmacht Jesu. Traditions und redaktionsgeschichtiliche Analyse zu einem Leitmotiv markinischer Christologie, Münster 1992.

[2] Nazwanie Ewangelii św. Marka „podręcznikiem inicjacji chrześcijańskiej” pochodzi od kard. C.M. Martiniego. Według niego jest ona ewangelią katechumena. Ewangelia św. Mateusza jest katechizmem Kościoła, Ewangelia św. Łukasza– ewangelią ewangelizatora, zaś Ewangelia św. Jana – ewangelią dojrzałości chrześcijańskiej (zob. D. Dziadoń, Ewangelie jako podręczniki inicjacji chrześcijańskiej według kard. C.M. Martiniego, w: Prorok potężny czynem i słowem, s. 279-293).

[3] H. Langkammer, U podstaw chrystologii Nowego Testamentu, Wrocław 1976, s. 53n.

[4] Określenie „Druga Ewangelia” odnoszone jest do Ewangelii Marka, jako że w kanonie pism nowotestamentalnych, za sprawą św. Augustyna, znajduje się ona na drugim miejscu, po Ewangelii św. Mateusza.

[5] Zob. P. Łabuda, Qumran. Osada, wspólnota i pisma znad Morza Martwego, Wrocław 2009.

[6] H. Langkammer, Syn Człowieczy w ewangeliach synoptycznych, w: Mesjasz w biblijnej historii zbawienia, red. S. Łach, M. Filipiak, Lublin 1974, s. 137-146.

Porodziła swego Syna (Łk 2,1-20)

 Poniższa lectio divina jest propozycją medytacji Łk 2,1-20. Można jednak medytacje te podzielić na dwie części: Łk 2,1-7 oraz Łk 2,8-20.

Cel medytacji: Być wierzącymi świadkami Nowonarodzonego na wzór pasterzy. Umieć słuchać i głosić, pamiętając o nadziei zmartwychwstania.

Modlitwa na początek

Panie Jezu Chryste, oto przychodzisz na ziemię jako Pan i Król całego stworzenia. Szczęśliwi ci, którzy są gotowi wyjść na Twoje spotkanie. Przygotowując się na Twe przyjście, ofiarujemy Tobie nasze pełne miłości oczekiwanie i naszą modlitwę. Pośród cierpień i niepewności naszych czasów przyzywamy Twojej obecności. Ożywieni nadzieją nowego nieba i nowej ziemi, kierujemy nasz wzrok ku temu, co wieczne, nieprzemijające i święte. Prosimy, abyś nawiedził nas swoją łaską i ubogacił swą obecnością. Prosimy za wszystkich ludzi, którzy z nadzieją oczekują Twojej pomocy, łaski i miłosierdzia. Niech wszyscy na całej ziemi zaznają radości Twojego przyjścia. Prosimy także za tych, którzy jeszcze Ciebie nie znają i nie wierzą. Wylej na nich strumienie ożywczej łaski, udziel im darów pokoju i poznania Twojej nieskończonej miłości. Zechciej przyjąć nasze modlitwy. Panie, przyjdź, aby uwolnić nas z ziemi wygnania i połącz nas kiedyś w Twoim chwalebnym królestwie, gdzie z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki wieków.

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

„Do Betlejem…”

004 Klasztor św. Katarzyny[704]Betlejem – (arab. Bait Lahm, hebr. Bet Lehem – dom chleba) po raz pierwszy jest wspomniane na kartach Biblii w związku ze śmiercią Racheli (Rdz 35,19). Okolice Betlejem pamiętają dzieje Moabitki Rut i Booza (Rt 1,22-4,13). Tutaj przybył prorok Samuel i namaścił Dawida na króla Izraela (1Sm 16,4-13). Tutaj nade wszystko narodził się Jezus Chrystus (Łk 2,1-8). Miejsce narodzenia jest znane i potwierdzane od samych początków chrześcijaństwa. Św. Hieronim przekazuje, że cesarz Hadrian, dążąc do usunięcia z Palestyny jakichkolwiek śladów „nowej religii”, chciał również położyć kres kultowi w Betlejem. Stąd też, w miejscu, gdzie gromadzili się chrześcijanie, by wspominać tajemnicę narodzenia Chrystusa, nakazuje posadzić gaj poświęcony Adonisowi, „by opłakiwano śmierć faworyta Wenery w tym samym żłobie, gdzie po raz pierwszy usłyszano kwilenie Syna Bożego, który stał się dziecięciem dla naszego zbawienia”[1]. Kult pogański nie trwał jednak długo, skoro w I połowie IV wieku św. Hieronim opisuje przybycie do Betlejem Pauli, byłej rzymskiej patrycjuszki: „Przybyła do Betlejem i wchodząc do groty Zbawiciela zobaczyła świętą gospodę Dziewicy i stajenkę. Wylewając łzy radości mówiła: Witaj Betlejem, domie chleba, w którym narodził się ów Chleb, który z nieba zstąpił. Ja uznana zostałam za godną całować żłóbek; modlić się w grocie, w której Dziewica Rodzicielka wydała Bożą Dziecinę”[2].

W 326 roku, z fundacji cesarza Konstantyna i jego matki św. Heleny, wzniesiono nad grotą narodzenia potężną bazylikę, która została zburzona po dwóch wiekach podczas powstania Samarytan w 529 roku, a następnie odbudowana za panowania cesarza Justyniana w 540 roku i po dziś dzień zachowuje ten sam kształt. W jej centrum znajduje się grota, w której srebrna gwiazda wskazuje miejsce narodzenia Jezusa: „Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus Est” (Tu narodził się z Maryi Dziewicy Jezus Chrystus).

„Prawdziwa historia…”

Narodzenie Jezusa jest centralnym wydarzeniem w narracji Ewangelii Dzieciństwa. Znamienne jest, że o ile św. Łukasz tylko jednym zdaniem wspomina o narodzeniu Jana Chrzciciela (Łk 1,57), to narodzeniu Jezusa poświęca o wiele więcej miejsca, relacjonując towarzyszące mu okoliczności historyczne, geograficzne i obyczajowe. W opisie narodzenia Jezusa (Łk 2,1-7) można dostrzec szczególną budowę. Najpierw bowiem Łukasz ukazuje całe Cesarstwo Rzymskie, wspominając o spisie ludności. Dalej redaktor zaprasza nas, byśmy skoncentrowali się na Galilei i Judei, gdzie przenosi nas, informując o wypełnianiu dekretu cesarskiego przez Żydów. Potem zwraca uwagę czytelnika już w stronę Betlejem, rodzinnego miasta Jozefa, a wreszcie koncentruje się na osobie Maryi i narodzonym przez Nią pierworodnym Synu. W ten sposób przyjście Jezusa na świat zostaje ukazane na tle historii powszechnej zostaje.

Opowiadanie przekazane przez Łukasza nastręcza jednak wiele problemów natury historycznej[3]. Sprawą wciąż dyskutowaną jest sama historyczność spisu ludności, który został przeprowadzony w Judei za panowania króla Heroda[4]. Mateusz bowiem nie wspomina o jakimkolwiek spisie. Co więcej, czytając Mateuszową Ewangelię Dzieciństwa, można odnieść wrażenie, że Józef i Maryja mieszkali w Betlejem. Dopiero zaś później – już po narodzeniu Jezusa – z motywów politycznych, najpierw udają się do Egiptu, potem zaś do Nazaretu (por. Mt 2,1.13-22). Być może Łukasz, pisząc o spisie, nawiązuje do wydarzenia, które miało miejsce nieco później (około 6 roku, po wygnaniu Archelaosa). Może wspomniany przez Łukasza spis dokonał się na rozkaz króla Heroda, który chciał uaktualnić rejestry państwowe, a ewangelista połączył oba te spisy? Niewątpliwie ogłoszony został jakiś spis, jednak Łukasz nie zajmował się nim i nie podawał w związku z tym bliższych informacji na jego temat. Nie pisał przecież kroniki politycznej świata, ale relację z narodzin Pana.

Zaskakująca jest także wzmianka Łukasza dotycząca tego, że Józef nie znalazł stosownego miejsca dla brzemiennej Maryi. Przekaz taki stoi bowiem w sprzeczności tak z gościnnością wschodnią, jak też z faktem, że pochodzący z Betlejem Józef musiał tam mieć jakąś rodzinę. Zgodnie z nakazem cesarskim spisy dokonywane były w miejscu zamieszkania lub tam, gdzie miano jakieś posiadłości ziemskie. Tymczasem opis Łukasza zdaje się sugerować, że Józef nie ma w Betlejem godziwego mieszkania dla siebie i swojej rodziny. Szukając odpowiedzi na te wątpliwości komentatorzy wskazują, iż Łukaszowy przekaz być może jest jedynie echem wspomnień związanych z wydarzeniami towarzyszącymi narodzeniu Jezusa. Łukaszowi bowiem nie chodzi o aptekarski sposób rekonstrukcji faktów. Pewne jest natomiast, iż celem całego opowiadania jest ukazanie teologicznego znaczenia wydarzeń. Stąd też, pojawiające się w tekście liczne symbole i obrazy, które z czasem stały się źródłem pobożności ludowej[5].

Z drugiej jednak strony czy możliwe jest, by autor trzeciej Ewangelii pozwolił sobie na kreowanie wydarzeń towarzyszących narodzeniu Jezusa dla swoich potrzeb teologicznych? Z całą pewnością za historyczne należy uznać wymienione przez Łukasza miasta, osoby cesarza Augusta, Kwiryniusza, spis ludności czy samo miejsce narodzenia Jezusa[6]. Być może rzeczywiście nie było godnego miejsca, by mógł się w nim narodzić Jezus, niezwykłe ale również możliwe jest również to, że pierwszymi, którzy chcą Mu oddać hołd, są prości pasterze. Autor ewangelii informacje te wplata celowo, mając w tym określony zamysł teologiczny. Trudno sobie wyobrazić, by były one jego tworem, by były całkowicie ahistoryczne.

Mówiąc o historyczności poszczególnych wydarzeń biblijnych należy pamiętać o nauczaniu Kościoła w tym względzie: „Ewangelie (…) podają wiernie to, co Jezus, Syn Boży, żyjąc wśród ludzi, dla wiecznego ich zbawienia rzeczywiście uczynił i czego uczył aż do dnia, w którym wzięty był do nieba (por. Dz 1,1-2). Apostołowie po wniebowstąpieniu Pana przekazali słuchaczom to, co On powiedział i czynił, z pełniejszym zrozumieniem, którym cieszyli się, pouczeni chwalebnymi wydarzeniami życia Jezusa oraz światłem Ducha prawdy oświeceni”[7]. A dalej w Konstytucji Dei Verbum czytamy: „Święci zaś autorowie napisali cztery Ewangelie, wybierając niektóre z wielu wiadomości przekazywanych ustnie lub pisemnie, ujmując pewne rzeczy syntetycznie lub objaśniając, przy uwzględnieniu sytuacji Kościołów, zachowując wreszcie formę przepowiadania, ale zawsze tak, aby nam przekazać szczerą prawdę o Jezusie”[8].

Dywagując zatem nad historycznością poszczególnych narracji warto mieć na względzie, iż ewangeliści chcieli wyrazić szczerą prawdę, co jednak nie oznaczało relacjonowania wszystkich faktów. Autorzy natchnieni, pisali bowiem historię zbawienia. Ukazywali zdarzenia z myślą o odbiorcach i ich drodze ku zbawieniu. Stąd też wybierali ze zdarzeń historycznych tylko te, które mogły posłużyć przedstawieniu prawdy zbawczej; wprowadzali także do opisów takie elementy, których kontekst historyczny trudno dziś określić. Dla tak ujmowanej historii – jako historia zbawienia – daty i fakty czy też osoby, stanowią niejako element drugorzędny, choć dla współczesnego czytelnika nastawionego krytycznie, czytelnika szukającego w tekstach natchnionych jedynie historycznych zdarzeń, często właśnie owe wydarzenia są najważniejsze. Tymczasem – jak podkreśla to Łukasz w prologu – jego celem jest przekonać adresata do uwierzenia (zob. Łk 1,1-4).

„Stało się zaś…”

Całość Łukaszowej narracji o narodzeniu Jezusa rozpoczyna się od greckiego sformułowania egeneto de – co można dosłownie tłumaczyć jako „stało się zaś”; „zdarzyło się zatem”. Sformułowanie to nie jest tłumaczone na język polski (co jest właściwe i poprawne). Jest to bowiem formuła, której się nie tłumaczy, gdyż w tradycji języka greckiego służyła ona do zaznaczenia nowego wydarzenia, do podkreślenia, iż rozpoczyna się coś całkowicie nowego – w odróżnieniu do tego co do tej pory miało miejsce, co do tej pory opisywano. Takie wyrażenie (gr. egeneto), podkreślające rozpoczęcie się nowego wydarzenia – nowej historii, Łukasz umieszcza także na początku sceny zwiastowania narodzin Jana Chrzciciela (Łk 1,5). Podobnie i na początku relacji o narodzinach Jezusa ewangelista – chcąc niejako oddzielić to wszystko, co do tej pory już się wydarzyło – zaznacza: „stało się zaś”. Po wyrażeniu tym – po podkreśleniu, iż rozpoczyna się całkiem nowe i niezwykłe wydarzenie – Łukasz opisuje dzieje spisu, który miał miejsce za czasów cesarza Augusta.

Dla oddzielenia relacji o narodzeniu Jezusa od poprzedzających wydarzeń – zwiastowań, wydarzeń w Ain Karem i narodzin Jana Chrzciciela, które przygotowywały i prowadziły do tego najważniejszego i niezwykłego wydarzenia: narodzin Jezusa Chrystusa – Łukasz używa zwrotu „w owym czasie” (Łk 2,1). Przez użycie go jeszcze mocniej zostaje podkreślona doniosłość wydarzenia, które się dokona i jego niezwykłe znaczenie w historii zbawienia[9]. Relacjonując wydarzenie narodzenia Jezusa Chrystusa, Łukasz podkreśla, że ma to miejsce w „owym czasie” – czasie, który jest ze wszech miar przełomowym w całej historii zbawienia, ponieważ dokonuje się w nim narodzenie Zbawiciela.

Opis wydarzenia narodzin Jezusa Chrystusa Łukasz zamieszcza na tle historii powszechnej. Wzmiankuje osobę cesarza Oktawiana Augusta i jego namiestnika, spis ludności – którego celem było zweryfikowanie stanu ewidencji poszczególnych prowincji cesarskich.

Przez takie nakreślenie tła Łukasz wskazuje, że zbawienie dokonuje się w konkretnym miejscu i czasie. I w ten konkretny czas i miejsce wchodzi Zbawiciel. Gdy na świecie panuje bogactwo, moc i pełna pychy władza, On rodzi się jako ubogi, pokorny, jako Ten, który przychodzi, by służyć. Wielkie przedsięwzięcie spisu światowego ludzi, okazuje się być fragmentem planów Bożych. Władza, która poprzez spis dąży do coraz lepszego funkcjonowania, do coraz lepszej organizacji życia świata, nieświadomie sprawia, że wypełniają się proroctwa; Mesjasz może narodzić się w Betlejem.

Bóg wypełnia to, co obiecał człowiekowi. Każde Jego słowo jest prawdą. Spełnia się zawsze to, co On mówi. Można powiedzieć: jakże małe są największe nawet ludzkie wydarzenia, wobec detalu w Bożym planie. On jest Bogiem wiernym i prawdomównym.

„Udał się Józef wraz z Maryją…”

W ten Boży plan wpisane są osoby Józefa i Maryi. Znamienny jest fakt, że plan Boży wypełnia się poprzez posłuszeństwo wobec kaprysów władzy świeckiej. Rodzina nazaretańska jest posłuszna nakazom władzy świeckiej. Posłuszna, gdyż to posłuszeństwo nie stoi w sprzeczności z żadnym Prawem Bożym.

Nie wgłębiając się w kwestię datacji i okoliczności spisu, należy zwrócić uwagę, iż Łukasz celowo podkreśla pochodzenie Józefa, który wywodzi się z Betlejem, czyli z miasta Dawidowego i z rodu Dawida. Odnosząc do Betlejem określenie „miasto Dawidowe”[10] Łukasz nawiązuje do przekonania pierwotnego Kościoła do tego, że Jezus jest drugim Dawidem, dzięki któremu spełniły się zbawcze obietnice. Podkreślenie zaś małego Betlejem jest widocznym nawiązaniem do proroctwa Micheasza, który zapowiadał, że właśnie z Betlejem „wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności” (Mi 5,1).

Autor trzeciej Ewangelii nie pisze natomiast nic o tym, dlaczego Maryja, będąc brzemienną i spodziewając się rozwiązania, towarzyszy Józefowi w drodze do Betlejem. Przecież jako kobieta nie była zobowiązana do uczestniczenia w spisie. Być może wybrała się dlatego, że w takiej chwili oboje chcieli być razem. Warto jednak pamiętać, iż ściśle rzecz biorąc, Maryja wciąż jeszcze była „narzeczoną” Józefa i nie mieszkała z nim wspólnie (wskazuje na to użyty przez autora grecki termin emnesteumene – „narzeczona”, „poślubiona”). Udzielenie odpowiedzi na pytanie: dlaczego Maryja wyruszyła wraz z Józefem? – jest bez mała niewykonalne. Ewangelia milczy na ten temat, gdyż Łukasz nie przywiązuje wagi do tej kwestii, bowiem chciał pokazać, że Maryja pochodząca – podobnie jak jej krewna Elżbieta – z kapłańskiego rodu Lewiego, udaje się do Betlejem wraz z Józefem i zostaje niejako adoptowana przez ród Dawida. Zaś Jej Syn – chociaż jest Synem Bożym – może również na prawach adopcji nazywać się Synem Dawida, a tym samym należy do królewskiego rodu, z którego miał nadejść zapowiadany i oczekiwany Mesjasz.

Narodzenie się Jezusa w czasie spisu ludności ma również wymiar polityczny i społeczny, bowiem Jezus zapewne został zapisany z księgach Cesarstwa Rzymskiego, dzięki czemu stał się oficjalnym obywatelem państwa. Otrzymał przez to określone prawa i zobowiązania. Na teologiczną głębię tej prawdy wskazuje Orygenes: „Koniecznym było, aby i Chrystus został zapisany na listę mieszkańców całego świata, aby, zapisany razem ze wszystkimi, uświęcił wszystkich i wpisany do rejestru świata udzielił światu łączności ze sobą”[11]. Wydarzenie narodzenia, mające w tle przekaz o spisie powszechnym, uświadamia także czytelnikom, kto jest prawdziwym Panem historii. Nie jest nim cesarz August, sprawujący władzę nad Imperium Rzymskim, ale Bóg, który stał się człowiekiem. On w swej dłoni dzierży losy całego świata. On panuje także nad cesarzem i jego namiestnikami oraz posługuje się jego decyzjami, aby doprowadzić do spełnienia swej woli, do której należy zapowiedziane przed wiekami narodzenie się Jego Pomazańca w Betlejem.

„Wypełnił się czas…”

Po raz drugi Łukasz w tym fragmencie używa greckiego wyrażenia egeneto de – „zdarzyło się”, „wydarzyło się zaś”. Po raz kolejny ewangelista chce powiedzieć: uwaga, oto zaczyna się coś niezwykłego, całkowicie nowego i niewiarygodnego. Owa nowość zostaje wyrażona w bardzo prostej formie: „nadszedł dla Niej czas rozwiązania. Urodziła swego pierworodnego Syna” (Łk 2,6-7). To właśnie ten fakt, a nie pierwszy, wielki światowy spis ludności, jest centrum wszystkiego. Od tego momentu historia ludzkości dzielić się będzie na czas „przed” i „po”. Oto bowiem Stwórca daje się swojemu stworzeniu w swoim Synu, który staje się naszym Bratem.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż rozpoczynając opis samego wydarzenia narodzenia Jezusa, Łukasz stwierdza, że stało się to en to einai autous ekei, czyli dosłownie tłumacząc: „w ich przebywaniu tam”. A zatem ewangelista wskazuje, że narodzenie miało miejsce nie wtedy, gdy Józef z Maryją zbliżali się do Betlejem, gdy – jak to chce pobożność ludowa – szukali gorączkowo miejsca do zamieszkania. Oni już mieszkali w Betlejem, już tam byli. Łukasz jest tu oszczędny w słowach, nie wyjaśnia i nie zajmuje się tym, gdzie Józef i Maryja się zatrzymali. Wskazuje jedynie, iż zatrzymali się w Betlejem dłuższy czas. I właśnie wtedy, gdy przebywali w Betlejem, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. W stwierdzeniu „urodziła swego pierworodnego Syna” Łukasz niejako zawiera zaproszenie dla każdego z nas, by podejść i „dotknąć” Nowonarodzonego. Jest to zaproszenie do kontemplacji.

Wyrażenie przetłumaczone w Biblii Tysiąclecia jako „nadszedł dla Maryi czas”, w tekście greckim dokładniej brzmi: „wypełniły się dni jej porodu” (eplesthesan hai hemerai tu tekein auten). Poprzez takie sformułowanie Łukasz akcentuje nie tyle czas kalendarzowy – nieubłagany upływ czasu, którego nie da się zatrzymać (gr. chronos), co raczej wypełnienie się czasu i przyjście na świat oczekiwanego Mesjasza.

„Urodziła swego pierworodnego Syna”

Przyjście na świat Jezusa opisane jest niezwykle prosto, jakby ewangelista chciał nadać temu wydarzeniu nutę cichości, jakby chciał owo narodzenie otoczyć milczeniem.

„Urodziła swego pierworodnego Syna”. Nowonarodzony jest prawdziwie pierworodny. Jest On pierworodnym wobec całego stworzenia (Kol 1,15), „pierworodnym pośród wielu braci” (Rz 8,29), którzy już teraz są dziećmi Boga, dzięki Temu, który nie wstydzi się nazwać ich swymi braćmi (Hbr 2,11).

Zasadniczym celem Łukaszowego stwierdzenia, iż Jezus jest pierworodnym Synem Maryi, nie jest wskazanie, że był On jedynym Synem Maryi[12]. Ma ono natomiast wskazać, iż ma On prawa i przywileje zarezerwowane dla syna pierworodnego. Jako taki jest On bowiem poświęcony Bogu i należy do Boga (zob. Wj 13,2; Lb 3,13).

Dalej ewangelista stwierdza, iż Maryja owinęła dziecko. Łukasz nie pisze dokładnie, w co Maryja owinęła Jezusa, choć najczęściej tłumaczenia dodają ten zapis jako: „owinęła Go w pieluszki”, choć z pewnością ewangelista nie mówi o pieluszkach we współczesnym rozumieniu tego słowa. Warto pamiętać, że w czasach Jezusa nowo narodzone dziecko najczęściej było owijane w dwa kawałki miękkiej tkaniny: jednym głowę, drugim resztę ciała. Było to wyrazem troski matki o dziecko, by nie cierpiało zimna i by można było je przenosić bezpiecznie z miejsca na miejsce.

W opisie Łukasza pojawia się żłóbek, do którego zostaje złożony Jezus. Użyty na określenie miejsca położenia Jezusa grecki termin fatne jest trudny do jednoznacznego przełożenia. Słowo to może bowiem oznaczać zagrodę, do której zapędza się trzodę albo też żłób – zagłębienie wykute w skalnej grocie. Może także odnosić się do pewnego rodzaju kosza, który był używany w podróży. Mając na względzie wyrażenie: Maryja „położyła Go” można mieć pewność, iż Łukasz ma na myśli nie tyle grotę, co pewnego rodzaju żłóbek. Co to mógł być za żłóbek?

Warto zwrócić uwagę, że określenie „żłób” zwykle prowadzi nas do skojarzenia z szopą, stajenką, grotą, w której przebywały zwierzęta. Tradycyjna pobożność dodaje do tego obrazu wołu i osiołka[13]. Obrazu takiego jednak nie da się tak prosto wydobyć z Łukaszowego przekazu, bowiem ewangelista nie mówi nic o stajence ani o zwierzętach. Wzmiankuje jedynie nazwę fatne, którą zwyczajowo tłumaczy się jako „żłób”: Maryja „położyła Go en fatne (w żłobie)”. Mówiąc o żłóbku, trzeba jednak mieć na uwadze kontekst kulturowy. Ludy semickie wiodły raczej koczowniczy tryb życia, więc pewne sprzęty codziennego użytku musiały być transportowane przez podróżujących ludzi.

W związku z tym nie wydaje się, by terminem fatne ewangelista określał kamienny czy też przymocowany na stałe żłób, do którego przywiązywano zwierzęta. Żłóbek ten (gr. fatne) winniśmy sobie wyobrazić raczej jako przenośny kosz, a biorąc pod uwagę to, że dźwigało go zwierzę, mógł to być podwójny kosz, który na czas podróży można było praktycznie przewiesić przez grzbiet zwierzęcia, co pozwalało mu zachować równowagę[14]. Kosz z jednej strony grzbietu mieścił rzeczy podróżne, zapasowe ubrania, okrycia nocne, być może sprzęty codziennego użytku, rzeczy potrzebne do pracy. Natomiast kosz znajdujący się z drugiej strony – o który zapewne o wiele bardziej dbano – służył do przechowywania żywności, przede wszystkim chleba. Rzecz jasna, by zabezpieczyć żywność przed kurzem, mogła być ona zawinięta w chusty, a na wierzch kładziono siano. Najprawdopodobniej to siano było także pokarmem dla zwierząt. W tym właśnie żłobie – koszu, w którym także zwyczajnie przechowywano żywność – chleb, został położony Jezus, narodzony w Betlejem – w domu chleba, Jezus, który stanie się dla nas Chlebem Życia.

Maryja „położyła Jezusa w żłobie”. Warto zwrócić uwagę, iż użyty przez Łukasza grecki termin anaklinen – „położyła”, używany był często na opisanie czynności kładzenia się do posiłku[15]. Jezus jednak nie jest położony przy stole, jak ten, który spożywa, ale na miejscu, z którego się je, czyli w żłóbku. On bowiem jest Pokarmem. Bóg daje się nam jako pokarm.

„Nie było miejsca…”

„Nie było dla nich miejsca w gospodzie”. W scenie narodzenia Łukasz używa greckiego słowa katalyma, które oczywiście można tłumaczyć jako „gospoda”, „zajazd”, ale oznacza ono także „pokój”, „salę”, „pomieszczenie”. Pisząc o położeniu Jezusa w żłóbku, ewangelista zaznacza, iż Maryja uczyniła tak, gdyż nie było dla nich miejsca w „en to katalyma” – co zasadniczo tłumaczy się „w gospodzie”. Bardziej jednak zasadne wydaje się tłumaczenie, iż nie było dla Józefa i Maryi miejsca w pokoju, w pomieszczeniu. Użycie słowa „pokoju” wydaje się być w pełni uzasadnione. Łukasz bowiem na określenie gospody, używa greckiego terminu pandocheion (zob. Łk 10,34). Co więcej, gdy Łukasz opisuje miejsce spożycia Ostatniej Wieczerzy – salę, pokój osobny, używa właśnie terminu katalyma. Pomijamy tu całe ludowe wyobrażenia, które kształtowane były pobożnością i fantazją ludową przez kolejne wieki: szopa, stajenka wypełniona zwierzętami, czy też opuszczona i stojąca na uboczu surowa grota. Wyobrażenia te – jak to już kilka razy zostało wskazane – nie mają oparcia w tekście Łukasza. Ewangelista bowiem wskazuje tylko, że narodzenie dokonało się najprawdopodobniej w miejscu (pokoju podróżnym), w którym Józef i Maryja już przez jakiś czas mieszkali po przybyciu do Betlejem, a w którym nie było odpowiednich warunków na czas porodu. Być może miejsce to – ów pokój – było niższą częścią gospody, być może była to część domu będąca grotą (pamiętajmy, że w owym czasie domy bardzo często przylegały do grot, które wykorzystywano jako część domu – np. część przeznaczona na magazyn, na pomieszczenie dla zwierząt). Trzeba pamiętać, iż Łukasz przez wzmiankę o braku miejsca w gospodzie, chce jedynie podkreślić skromne i ubogie warunki, w jakich doszło do narodzin Mesjasza. Zbyt wielka ilość szczegółów mogłaby zaciemnić cały obraz. Pominięcie ich tworzy atmosferę ciszy i spokoju. Jezus rodzi się ogołocony z Boskiego majestatu, w zwykłych okolicznościach, wręcz niezauważony. Dopiero aniołowie ogłoszą Jego przyjście na świat i zaproszą do uczestnictwa w tym wydarzeniu pasterzy, by stali się świadkami narodzin Mesjasza.

Należy jednak pamiętać, że dla autora trzeciej Ewangelii okoliczności narodzin są sprawą drugorzędną, aczkolwiek nieobojętną. Koncentruje się on bowiem zasadniczo na samym narodzeniu. Wzmianka o owinięciu noworodka i złożeniu w prostym żłobie pełni tylko funkcję pomocniczą. W centrum Łukaszowego przesłania znajdują się Maryja i Jezus. To bowiem narodzenie jest istotą, jest owym oczekiwanym od wieków wydarzeniem.

„Anioł Pana ukazał się pasterzom”

Pasące się przez cały dzień owce na noc były przez pasterzy zapędzane do zagród otoczonych płotem z kolczastych krzewów, do grot lub w miejsca, w których mogły być bezpieczne. Sami pasterze nocowali w prowizorycznych szałasach, w jaskiniach czy nawet i pod gołym niebem. Często nie byli właścicielami stada. Często za niewielką opłatą najmowano ich, by pilnowali owiec przed złodziejami czy też drapieżnymi zwierzętami. Są to zatem ludzie prości, ubodzy.

Takim właśnie prostym ludziom ukazuje się anioł Pański. Św. Łukasz przedstawia to objawienie jako objawienie samego Boga, stąd też wzmianka o towarzyszącej aniołowi światłości. Światłość bowiem w symbolice biblijnej jest atrybutem Boga. Jest ona wyrazem tego, co niematerialne, nieuchwytne, czego nie można dotknąć, dlatego kieruje myśl ku naturze Boga (zob. Ps 104,2). Łukasz podkreśla, iż źródłem światłości, która rozświetliła ciemność nocy, była chwała Pana.

Kwestia często poruszana przez komentatorów dotyczy tego, dlaczego anioł ukazał się właśnie pasterzom. Jak uważają niektórzy, dzieje się tak, by dowartościować ludzi prostych i ubogich. Opinie takie wydają się być zasadne, gdyż dzieło Łukaszowe w wielu miejscach podkreśla wartość ludzi ubogich i stan ubóstwa. Bóg nie objawia się bowiem mądrym i uczonym (Łk 10,21), ale „wybrał właśnie to, co w ocenie świata nie jest szlachetnie urodzone, co jest wzgardzone, co nie jest, aby unicestwić to, co jest” (1Kor 1,28). On sam, jak pisze św. Paweł, będąc bogaty, dla nas stał sie ubogi, aby nas ubóstwem swoim ubogacić (2Kor 8,9).

Inni wskazują, iż pasterze – podobnie jak wielcy patriarchowie, jak Mojżesz (zob. Rdz 21,10-13; 47,3; Wj 3,1-4) – zostają wybrani, by spotkać samego Boga. Jeszcze inni uważają, że również urodzony w Betlejem praojciec Jezusa – Dawid, przed wyborem na króla był pasterzem owiec (zob. 1Sm 16,11). Ponadto starotestamentalni prorocy zapowiadali, iż oczekiwany Mesjasz będzie pasterzem Izraela. Obiecywali oni, że w czasach ostatecznych Bóg ustanowi jednego pasterza, który zaprowadzi w narodzie ład i pokój (zob. Ez 34,23-31; Mi 5,3-4).

Być może także – jak wskazują inni – adresatami całego Łukaszowego przesłania są wszyscy ludzie, którzy są ubodzy, dopóki nie uwierzą i nie spotkają swojego Zbawiciela. Pasterze stanowią zatem pewien wzorzec człowieka, chrześcijanina. Inni wreszcie stwierdzają, iż pasterze są wzorem dla pasterzy Kościoła. Winni oni, za przykładem owych betlejemskich stróżów, stać na straży powierzonych sobie trzód – winni czuwać i być zawsze otwarci na objawiającego się Boga.

„Ogłaszam Wam radość wielką”

Anioł ogłasza pasterzom Dobrą Nowinę: „dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasza, Pan. W orędziu anioła słowo „dziś” wyraża niezwykle głęboką prawdę teologiczną. W centrum całej historii ludzkości i zbawienia jest Jezus, który właśnie się narodził. Do Niego zmierzała cała przeszłość, z Niego także bierze początek cała przyszłość. Długi okres oczekiwania Mesjasza właśnie się skończył i rozpoczął się ostatni etap dziejów zbawienia. To dziś jest też ostrzeżeniem dla adresatów: spieszcie się dopóki trwa wasze dziś, byście zdążyli wejść do Bożego odpoczynku (por. Hbr 4,11). „Dziś” narodzin Zbawiciela dokonuje się wszędzie tam, gdzie orędzie o nich jest głoszone i przyjmowane, podobnie jak zdarzyło się to w życiu pasterzy, którzy natychmiast udali się w drogę, aby Go zobaczyć.

Tożsamość Nowonarodzonego określona jest trzema tytułami. Jest On Zbawicielem (gr. soter) – jest to tytuł który był zarezerwowany jedynie dla Boga i odnosił się do Bożego działania. Jezus jest Mesjaszem (gr. Christos – namaszczony ) – oczekiwanym przez Stary Testament królem i arcykapłanem – potomkiem króla Dawida (zob. 2Sm 7,12). Jest On także Panem (gr. kurios) – termin ten w greckim tekście Starego Testamentu znajdował się na miejscu imienia Bożego, które traktowano jako święte i niewymawialne. W języku religijnym „Pan” to synonim Boga. Narodzony w Betlejem Zbawiciel jest zatem nie tylko Mesjaszem – oczekiwanym wysłannikiem Boga, ale jest On Panem – samym Bogiem. Niemożliwe staje się rzeczywistością: „oto dziś narodził się Bóg”.

Znakiem dla pasterzy jest „Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. Dla Łukasza orędzie to jest centrum – to najważniejszy obraz. Stąd też ewangelista powtarza to, co już nakreślił wcześniej w scenie narodzenia (Łk 2,7). Znamienne jest, iż dla pasterzy znakiem nie jest objawienie anielskie – cudowna interwencja Boga, ale sam Nowonarodzony. Pójście i zobaczenie Go będzie potwierdzeniem, iż słowa anioła o narodzeniu Zbawiciela, Mesjasza i Pana są prawdziwe.

„Chodźmy i zobaczmy”

Postawa pasterzy jest niezwykła. Są oni przykładem dla każdego ucznia Chrystusa. Pasterze bowiem uwierzyli, zanim zobaczyli. Spośród wszystkich osób, które do tej pory pojawiły się na kartach Ewangelii Dzieciństwa, są oni szczególni. Nie wątpią bowiem jak Zachariasz, nie zadają żadnych pytań, jak to uczyniła Maryja. Po prostu, przyjmują słowa anioła, które odczytują jako wezwanie i nakaz wymagający natychmiastowego spełnienia. Z całym zaufaniem przyjmują jako absolutną prawdę to, co im zostało powiedziane. Stąd też – jak zapisze Łukasz – wstają i wyruszają. Do Betlejem udają się nie po to, by przekonać się, czy to, co mówił anioł, było prawdą, ale by zobaczyć to na własne oczy. Można powiedzieć, że oczami wiary już zobaczyli, gdyż uwierzyli w to, co oznajmił im anioł. Najważniejsza jest właśnie ta wiara, a wszystko, co zobaczą oczami ciała, będzie dla nich nagrodą za tę wiarę. Pasterze, w tej ufności i pełnym zawierzeniu usłyszanym słowom, bardzo się spieszą, wzajemnie dodają sobie odwagi, zachęcają się do tego, by pójść i zobaczyć to, co przekazał im anioł. Ich wiara i trud poszukiwania zostają wynagrodzone: „znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie” (Łk 2,16).

Z tego fragmentu dotyczącego pasterzy można by wysnuć wniosek dotyczący naszej relacji do słowa Bożego: najpierw potrzebne jest słuchanie, po którym można wyruszyć na spotkanie. A kiedy to nastąpi – wtedy jest czas głoszenia.

„Opowiedzieli o tym, co zostało im objawione”

Aby dojść i odnaleźć Nowonarodzonego, pasterze musieli zostawić to wszystko, co mieli. Musieli też utrudzić się, by odszukać Go. Widząc jednak złożone w żłóbku Niemowlę, rozpoznają w Nim objawionego im Pana. I o ile w czasie zwiastowania anielskiego milczeli, teraz zaczynają mówić. Tym samym stają niejako w miejscu anioła i kontynuują jego misję. Przekazują dalej to wszystko, co im powiedziano o tym Dziecięciu. Po raz pierwszy w Ewangelii Dzieciństwa zdarza się, iż osoby, którym została ogłoszona Dobra Nowina, dzielą się swą wiedzą, wiarą i radością z innymi.

Opowiadanie pasterzy wywołuje zdumienie z powodu niezwykłej treści słów, jak również dlatego, że to właśnie oni – zwykli pasterze, stali się odbiorcami i przekazicielami Bożego objawienia. Kolejne słowa Łukasza: „wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu” wydają się sugerować, iż radosna nowina o Dziecięciu już zaczyna się rozchodzić.

Całe opowiadanie o narodzeniu Jezusa kończy się powrotem pasterzy do swoich zajęć, podobnie jak wcześniejszy opis wizji anioła kończy się ich odejściem do nieba. Jak po przekazaniu orędzia o Nowonarodzonym Zbawicielu aniołowie śpiewali hymn uwielbienia na cześć Boga (Łk 2,13-14), tak wracający pasterze – gdy zobaczyli i opowiedzieli wszystko, co usłyszeli o Niemowlęciu złożonym w żłobie – chwalą i wysławiają Boga za wszystko, czego doświadczyli tej nocy i czego stali się naocznymi świadkami. Przykład aniołów wielbiących Boga staje się natchnieniem dla ludzi i kształtuje w nich postawę czci i uwielbienia w stosunku do Zbawcy. Swoją postawą pasterze zdają się mówić, że aby się stać głosicielem Dobrej Nowiny o Chrystusie, nie potrzeba specjalnego urzędu czy też szczególnego wykształcenia. Każdy, kto słyszy radosne orędzie o zbawieniu i zaczyna autentycznie żyć jego treścią, czuje potrzebę przekazania go innym. Pasterze stali się „aniołami”, czyli głosicielami tej radości, która przeznaczona jest dla wszystkich ludzi. Ta relacja Łukasza ma określone zadanie, ewangelista pragnie wprowadzić swojego czytelnika w rolę świadka, wskazując na ważne etapy w dochodzeniu do tej roli: uważne i uporządkowane słuchanie, a potem wpatrywanie się w oblicze Boże.

Łukasz wskazuje także drogę dla wspólnoty Kościoła. Orędzie winno skłaniać do słuchania, słuchanie do zobaczenia, potem zaś ma następować przekazywanie Tej Nowiny „aż po krańce ziemi” (Dz 1,8).

„Maryja zachowywała i rozważała w sercu”

Inną postawę zdaje się zajmować Maryja, która strzeże – przechowuje w pamięci i rozważa w swoim sercu to wszystko, co się wydarzyło i co usłyszała. Ukazana jest Ona jako wierząca, która mimo tego, że dobrze zna wszystkie fakty, nie pomija żadnego usłyszanego słowa. Zachowuje wszystkie i strzeże ich jak skarbu w głębi swojego serca. Jej postawa jest właściwa tym, którzy z głoszenia słowa czynią swoją codzienną meditatio.

Ciekawe jest wskazanie części komentatorów, którzy stwierdzają, iż medytacja Maryi jest wskazaniem, że również Ona potrzebowała posługi pasterzy[16]. Dopiero bowiem słowa pasterzy – w opinii badaczy – pozwoliły Jej w całej pełni uchwycić sens tego wszystkiego, co się dokonało: kim jest Dziecię, które Jej się narodziło. Rozważała wszystkie te fakty, sprawy i słowa. Taka interpretacja może wskazywać, że Łukasz chciał zwrócić uwagę odbiorcy na to, iż każdy z nas potrzebuje posłuchać innych.

„Od narodzenia … po grób, do zmartwychwstania”

Właściwie w każdym elemencie, w każdym słowie Łukaszowego opowiadania o narodzeniu Jezusa można dostrzec odniesienie, echo narracji śmierci i zmartwychwstania Jezusa.

Maryja porodziła i owinęła nowonarodzonego i złożyła w żłobie, natomiast w relacji dotyczącej końca ziemskich dziejów Chrystusa Łukasz zapisze, iż Józef z Arymatei udał się do Piłata, poprosił o ciało Jezusa: „Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie wykutym w skale” (Łk 23,53).

Można powiedzieć, iż owinięty w pieluszki i złożony w żłobie Jezus kieruje uwagę czytelnika na wydarzenia pasyjne, gdzie ciało Jezusa, zdjęte z krzyża i owinięte w płótno, zostaje złożone w grobie. Można powiedzieć, że w jakimś sensie wydarzenie, które miało miejsce w Betlejem, łączy się z grotą, która pojawia się u końca życia Mistrza z Nazaretu. Ziemskie życie Jezusa zamknięte jest w tajemnicy tych dwóch grot: zaczyna się od pokory ziemi i kończy się także na pokorze ziemi.

Jednak tak, jak Łukasz nie kończy opowiadania o narodzeniu Jezusa w scenie narodzenia, tak i nie kończą się dzieje Jezusa w tajemnicy grobu. Oto bowiem, jak pasterze idą ku Betlejem, by zobaczyć Dziecię owinięte w pieluszki i leżące w żłobie, tak i anioł w dniu zmartwychwstania zwiastuje radość wielką, którą trzeba pójść i zobaczyć – pusty grób i leżące tam płótna. Jak pasterze w noc narodzenia Pańskiego ujrzeli owinięte Dziecię i cała kraina dziwiła się temu, co mówili pasterze, tak i spieszący do grobu Piotr zobaczył leżące płótna, w które owinięte było ciało Pana, po czym „wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało” (Łk 24,12). W scenę narodzenia, przez wzmiankę dotyczącą żłóbka – fatne, wpisuje się także tajemnica chleba. Uczniowie zdążający ku Emaus, poznają Pana przy łamaniu chleba – poznają Go dzięki znakowi chleba, po czym, jak pasterze, wracają i świadczą o Nim.

Jakże inaczej brzmią w tej perspektywie słowa: „wziął chleb, i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!»” (Łk 22,19). Narodzony i złożony w koszu na chleb Pan, daje siebie w tajemnicy chleba tym wszystkim, którzy zechcą w Niego uwierzyć i rozpoznają w Nim Zbawiciela, Mesjasza i Pana, którzy zechcą potem głosić Tę tajemnicę.

  1. Meditatio – spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas baczniejszego spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w poznanej i zgłębionej historii. Jest to czas ponownego czytania i zastanawiania się, jak to słowo odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej przyglądania się sobie samemu i swojemu życiu.

Zbawienie dokonuje się w konkretnym miejscu i czasie. Ciekawe jest jednak to, że Bóg staje się Bogiem z nami – staje się Emmanuelem, obierając sobie cichość i ubóstwo małej miejscowości, małego Betlejem. Rodzi się z dala od gwaru i wszystkich wielkich tego świata. Przychodzi na świat całkowicie ogołocony z Bożego majestatu. Przychodzi właściwie niezauważony, ale staje się częścią tego świata, staje się jego obywatelem – otrzymuje jako obywatel określone prawa i zobowiązania. Dokonało się to w czasie spisu.

Mijają systemy polityczne naszego świata, powstają i upadają kolejne monarchie i cesarstwa. Niewielu stosunkowo wie, kim był Kwiryniusz, a ile zdań moglibyśmy powiedzieć o innych wielkich tego świata? A Bóg wciąż trwa, jest wyraźnie obecny w życiu i codziennych rozmowach ludzi, w różnym kontekście pojawia się współcześnie w środkach masowego przekazu. Jest Panem historii. Bóg, który stał się człowiekiem. On panuje nad narodami i wszystkimi, którym się wydaje, że dzierżą władzę. On – narodzony w ubogim Betlejem. On, który ukazał się jako ubogi. Tak trudno docenić i być z „tymi ubogimi tego świata”. Św. Paweł napisze: „Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych!” (Rz 12,16). Wszak Bóg objawił się prostym i ubogim pasterzom, nie zaś możnowładcom. Czy pamiętam o tym?

Józef z Maryją wypełniają nakaz władzy. Idą, aby się dać zapisać. Spełniają te zarządzenia władzy, które są zgodne z ich wiarą. Niezwykłe jest to, że Maryja towarzyszy Józefowi, choć jako kobieta – i to jeszcze w stanie błogosławionym – nie była zobowiązana do uczestniczenia w tym spisie. Jednak chciała po prostu z nim być, chciała być z tym, którego kochała. Czy umiem być z drugim, z tymi, którzy mnie darzą miłością? Czy umiem za miłość odpłacać miłością? Życie nie po to przecież jest, by tylko brać.

Bóg daje się nam jako pokarm w tajemnicy chleba. Narracja narodzenia pięknie opisuje Jezusa złożonego w żłóbku, w miejscu, gdzie podróżujący chowali chleb. Jezus nieustannie staje się dla mnie Chlebem dającym życie. Jaki jest mój szacunek dla chleba – tego powszedniego, ale szczególnie dla tego Chleba dającego życie?

Istotą czasu Bożego Narodzenia jest to, by w ciszy adorować Nowonarodzonego. Zbyt wielka ilość podejmowanych zajęć i prac, zbyt intensywne przygotowania i całe zabieganie sprawia, że można zagubić to, co jest istotą tego czasu. On wciąż czeka, by Go adorować, czeka w tajemnicy każdego kościoła, w którym przecież jest, w którym mieszka. Czy mam czas, by przyjść i adorować Nowonarodzonego? Jak wyglądał mój świąteczny czas? Czy jest to rzeczywiście czas spotkania z narodzonym Jezusem – a może i u mnie nie ma miejsca i czasu dla Niego?

Każdy z nas jest za kogoś i za coś odpowiedzialny. Każdy z nas zatem jest pasterzem. Czy jestem rzeczywiście odpowiedzialnym pasterzem? Czy troszczę się o to, co mi powierzono i o tych, którzy są pod moją pieczą?

Współczesnemu człowiekowi trudno uwierzyć w Boga, ale jeszcze trudniej uwierzyć Bogu. Tak ciężko przychodzi nam dziś wiara, że On zawsze chce naszego dobra; uwierzenie i zawierzenie Mu – Panie czyń co chcesz, oto jestem gotów, by pełnić to, co Ty zamierzyłeś. Czy jest we mnie pasterska postawa wiary, wiary prostej i bezgranicznej? Czy umiem w każdej sytuacji życia powiedzieć: Panie czyń co chcesz, bo wierzę w Ciebie?

Pasterze usłyszeli, wyruszyli i spotkali Nowonarodzonego, po czym zaczęli głosić to, co zobaczyli i w co uwierzyli. Słuchać, spotkać i dawać świadectwo. Te trzy elementy winny być sensem życia każdego chrześcijanina. A zatem, czy słucham tego, co Bóg chce mi powiedzieć, czy staram z Nim być, a wreszcie – co chyba jest najtrudniejsze – czy jestem Jego świadkiem? Czy potrafię się trudzić, aby słuchać, spotykać się z Nim? Czy potrafię i chcę się trudzić, by być Jego świadkiem? Czy jestem w tym wzorem dla innych? Aby być głosicielem Dobrej Nowiny o Chrystusie, nie potrzeba specjalnego urzędu czy też szczególnego wykształcenia. Trzeba tylko chcieć.

Czy wzorem Maryi umiem słuchać każdego człowieka? Czy umiem medytować nad tym, co usłyszę, rozważać to w swoim sercu? A może uważam, że wszystko już wiem i nie potrzebuję, by ktokolwiek pouczał mnie o czymkolwiek? Czy czasami nie jestem zawsze najmądrzejszy?

Autor trzeciej Ewangelii w sposób niezwykły łączy narodzenie Jezusa ze złożeniem Go do grobu i zmartwychwstaniem. Trzeba, byśmy mieli świadomość, że od chwili urodzin nieustannie zmierzamy ku śmierci. Nasze życie jednak nie jest drogą ku śmierci, ale ku zmartwychwstaniu. Stanie się tak jednak, gdy nasze życie będziemy przeżywać z wiarą. Czy jestem zawsze gotów na spotkanie Pana? Czy kiedy pomyślę o spotkaniu z Nim w chwili śmierci i spojrzę teraz na moje życie, to mogę mieć nadzieję, że dostąpię zmartwychwstania ku wiecznej chwale żywych?

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze słowem Bożym, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków, teraz omawiam z Bogiem. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

Staję zatem przed Panem na modlitwie, by przepraszać, dziękować i prosić….

Przepraszam Panie, iż często nie pociąga mnie to, co małe, proste, ubogie. Przepraszam, iż często szukam tego, co głośne, co bogate. Tak trudno być ubogim i z ubogimi – ubogimi ciałem i duchem. Daj Panie, bym w duchu słów Pawła Apostoła – nie szukał wielkości, daj, by pociągało mnie to, co pokorne.

Maryja chciała być z Józefem. Panie spraw, bym umiał kochać tych, z którymi dane jest mi żyć, bym umiał być dla drugich darem. Daj, bym jak Maryja kochał i szukał dobra drugich, dobra każdego, z którym żyję.

Tajemnica Chleba Życia – On stał się dla mnie i wciąż staje się Chlebem. Czym jest dla mnie Eucharystia? Pomyśl i przepraszaj za zaniedbania, dziękuj za ten dar i proś.

Istotą czasu Bożego Narodzenia jest spotkanie z Nowonarodzonym. Jakie było to moje Boże Narodzenie. Przepraszaj, dziękuj i proś.

Pan ustanawia mnie pasterzem. Jestem za coś i za kogoś, może za wielu, odpowiedzialny. Panie, naucz mnie bycia dla innych pasterzem. Przepraszam Cię także, iż tak często jestem złym pasterzem.

Tak trudno jest być dziś słuchającym, a potem głoszącym Dobrą Nowinę. Być świadkiem wciąż rodzącego się i wciąż żyjącego Chrystusa. Za to, że nim nie jesteśmy – przepraszajmy, i prośmy, byśmy stawali się jego słuchaczami i głosicielami.

Czy umiem jak Maryja słuchać i medytować? Przepraszaj i proś….

Daj Panie u kresu moich dni dobrą i spokojną i śmierć. Daj Panie u końca czasów udział w tajemnicy zmartwychwstania….

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po lectio – po poznaniu słowa, po spojrzeniu na siebie – meditatio, po oratio – po modlitwie, następuje czas ciszy – bycie w ciszy z Bogiem.

 

Modlitwa na zakończenie medytacji

O Zbawicielu, Królu nasz i dawco prawa, nadziejo i zbawienie wszystkich ludów, przyjdź i zbaw nas, Panie, nasz Boże. Ty jesteś Słowem Boga, które stało się Ciałem, które zamieszkało między nami dla naszego zbawienia. Ty jesteś naszą pociechą i umocnieniem w ziemskiej pielgrzymce. Pomóż nam, Jezu, przyjąć tajemnicę zbawienia sercem prostym i czystym. Pozwól nam obficie czerpać z Twego Boskiego życia, które nam przyniosłeś. Naucz nas, na wzór Twojej Matki, słuchać i wiernie zachowywać słowo Boże. Niech nasza modlitwa wyjedna pokój uciśnionym, ubogim i maluczkim. Niech radują się, bo tak bardzo ich kochasz. Niech ludzie całej ziemi uwierzą i przyjmą Cię. Usłysz, o Panie, te nasze modlitwy dla chwały Twojego imienia, który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

[1] D. Baldi, W ojczyźnie Jezusa, Kraków-Asyż 1992, s. 163.

[2] Św. Hieronim, List 108 do Eustochium, w: Do Ziemi Świętej. Najstarsze opisy pielgrzymek do Ziemi Świętej (IV-VIII w.), red. P. Iwaszkiewicz, Kraków 1996, s. 102-103.

[3] Zob. szerzej J. Łach, Dziecię się nam narodziło, Częstochowa 2001, s. 97-104.

[4] Znane były bowiem tylko spisy lokalne – obejmujące swym zasięgiem co najwyżej jedną prowincję. Ze źródeł zaś historycznych nie wynika informacja o powszechnym spisie, który miałby na celu spisanie ludności całego Cesarstwa Rzymskiego. Trudno też stwierdzić, iż był wymóg, by zapisu należało dokonywać w miejscu pochodzenia.

[5] Zob. F. Mickiewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Rozdziały 1 – 11, s. 160.

[6] Zob. K.S. Krieger, Die Historizitӓt des Census des Quirinius, Biblische Notizen 87(1997), s. 17-23.

[7] Dei Verbum, V,19; zob. Instrukcja Papieskiej Komisji Biblijnej Santa Mater Ecclesia, AAS 56(1964), s. 715.

[8] Dei Verbum, V,19.

[9] Łukasz takiego wyrażenia używa jedynie w Łk 2,1; 4,2; 5,35; 21,23; Dz 2,18.

[10] Choć zasadniczo miano „miasto Dawidowe” odnoszone było do Jerozolimy, która została zdobyta przez Dawida i przez niego ustanowiona stolicą Izraela (zob. 2Sm 5,7.9; 6,10.12). Zob. F. Mickiewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Rozdziały 1 – 11, s. 162

[11] Orygenes, Hom. Luc, 11,6.

[12] Choć grecki termin prototokos w starożytnych tekstach występuje często jako synonim monogenes – jednorodzony (zob. Ezd 6,58; PsSal 13,8; 18,4). Jak wskazują komentatorzy, zwrot prototokos spotykany jest również na nagrobkach kobiet, które umarły po urodzeniu swego pierworodnego syna. Był on także odnoszony do synów kobiet, co do których wiadomo było, iż nie mogły mieć innych dzieci. Cob. R.E. Brown, The birth of the Messiah: a commentary on the infancy narratives in the Gospels of Matthew and Luke, New York-Doubleday 1979, s. 398; S. Jankowski, „Porodziła swego pierworodnego Syna…” (Łk 2,7), „Seminare” 18(2002), s. 121-138.

[13] Ta tradycja pochodzi z opisu PsMt 14,1 oraz nawiązaniem do tekstu proroka Izajasza „wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie” (Iz 1,3).

[14] Zob. I. Gargano, Lectio Divina do Ewangelii św. Łukasza (2), s. 12-14.

[15] Zob. S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 67.

[16] Zob. I. Gargano, Lectio Divina do Ewangelii św. Łukasza (2), s. 25.

opr. ks. Piotr Łabuda

zdjęcia: ks. Piotr Łabuda

 

Pytanie konkursowe:

  W Ewangelii św. Marka opisane jest rozmnożenie chleba.

  Ile razy Jezus rozmnożył chleb i ilu było ludzi?

 

 

 

 

 

Studium Biblijne – wykład 1

EWANGELIA ŚW. MARKA – EWANGELIA O JEZUSIE CHRYSTUSIE, SYNU BOŻYM

Budowa najstarszej ewangelii

Ewasw-marek-2447ngelia św. Marka jest najkrótszą ewangelią. Trudno przecenić jej wagę. Pamiętajmy, iż kolejni ewangeliści: Mateusz i Łukasz uczynili z Ewangelii św. Marka podstawę dla swoich dzieł. Ewangelia św. Marka posiada niezwykłą wartość nie tylko jednak ze względu na znajdujący się w niej bardzo stary materiał – przekaz życia i dzieła Jezusa Chrystusa, ale także ze względu na budowę, która umożliwiła przekazanie teologii o niezwykłej głębi.

Rozpoczynając zatem omawianie pierwszej kanonicznej ewangelii, należy na samym początku zwrócić uwagę na jej specyficzną budowę. Ukazanie struktury Markowego dzieła da pojęcie o zawartym w nim materiale i o towarzyszących autorowi celach. W przeszłości popularny był pogląd A. Loisy’ego, według którego dzieło Marka było „zlepkiem cudów, pouczeń i wspomnień”[1]. Jednak dokładna refleksja nad ewangelią „podyktowaną przez Piotra” daje wyraźny jej obraz jako zwartej całości. Zamiar ten widoczny jest nie tylko w doborze materiału zamieszczonego w księdze, ale i w samej strukturze, którą autor jej nadał. Marek opracował swe dzieło w oparciu o precyzyjny plan.

Biorąc pod uwagę miejsce opisywanych wydarzeń, można wyróżnić następujące części dzieła Markowego:

1,1-13             – Wprowadzenie

1,14-5,43        – Jezus w Galilei

6,1-9,50          – Jezus podróżuje po Galilei oraz poza jej granicami

10,1-52           – Droga do Jerozolimy

11,1-13,37      – Jezus w Jerozolimie

14,1-16,8        – Męka i zmartwychwstanie

Biorąc pod uwagę jej wymiar teologiczny, można zauważyć, iż Marek celowo dzieli swoje dzieło na dwie części, poprzedzone prologiem oraz zwieńczone zakończeniem[2]:

Prolog (1,1-13).

  1. Objawianie tajemnicy Mesjasza (1,14 – 8,30)

            – Jezus a naród izraelski (1,14 – 3,6);

            – Jezus a uczniowie i krewni (3,7 – 6,6a);

            – Jezus objawia się uczniom (6,6b – 8,30).

  1. Wyjaśnianie tajemnicy Syna Człowieczego i Jego dzieła (8,31 – 16,8)

            – droga Syna Człowieczego (8,31 – 10,52);

            – Syn Człowieczy objawia się w Jerozolimie (11,1 – 13,37);

            – Męka i zmartwychwstanie Syna Człowieczego (14,1 – 16,8).

Zakończenie (16,9-20)[3].

Czy rzeczywiście autorem pierwszej ewangelii jest św. Marek?

Warto zwrócić uwagę na starożytnych autorów (tzw. świadectwa zewnętrzne), którzy przekazują dość sporo informacji na temat autora Ewangelii i niej samej. W opracowaniach naukowych po zapoznaniu się ze świadectwami zewnętrznymi zwykło się poddawać analizie samą księgę, by również w niej odnaleźć liczne wskazówki na temat autora. Są to tzw. świadectwa wewnętrzne.

Sama Ewangelia nie wymienia imienia autora. Czyni to dopiero tradycja, która jednomyślnie przypisuje autorstwo ewangelii Markowi[4]. Jest to znamienne, gdyż nie należał on do grona apostołów. Stąd też i świadectwa tradycji są dla nas jeszcze bardziej wiarygodne, gdyż „gdyby autor tej Ewangelii był wymyślony, przypisano by ją raczej któremuś apostołowi, aby jej dodać znaczenia”. Próby podważania autorstwa Markowego są sporadyczne i spotykają się ze zdecydowanym sprzeciwem większości komentatorów[5].

Marek i tradycja Kościoła

Mówiąc o Ewangelii św. Marka, należy szczególną uwagę zwrócić na kwestię zależności jego dzieła od apostołów Piotra i Pawła. Najstarszym świadectwem tradycji, jest wypowiedź Papiasza, biskupa Hierapolis we Frygii, przekazana przez historyka Euzebiusza. Biskup Papiasz komentuje świadectwo prezbitera, którego Ireneusz nazywa „uczniem Pana”. Według niektórych badaczy uczniem tym był Jan Apostoł lub któryś z uczniów z kręgu Janowego. W przekazie Euzebiusza czytamy: „To zaś powiedział prezbiter: Marek, który był tłumaczem Piotra, spisał dokładnie wszystko, co zachował w pamięci, ale nie według tego, co mówił i czynił Pan. Ani bowiem Pana nie słyszał, ani nie należał do Jego grona i tylko później – jak już wspomniałem – był towarzyszem Piotra. Otóż Piotr stosował nauki do potrzeb słuchaczy, a nie dbał o związek słów Pańskich. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu, jeśli w szczegółach tak pisał, jak się to w jego pamięci przechowało. O jedno się tylko bowiem starał, by nic nie opuścić z tego, co słyszał oraz by nie napisać jakiejś nieprawdy”[6].

W oparciu o Historię Kościoła Euzebiusza można ustalić, że Papiasz gromadził wiadomości najprawdopodobniej między 90 a 110 r. Z jego przesłania można wyciągnąć następujące wnioski:

„Marek był tłumaczem Piotra”. Grecki termin hermeneutes[7], którego użył Euzebiusz, ma podwójne znaczenie. Według starożytnych poeci byli osobami, którzy umieli przekładać – tłumaczyć przesłania bogów, gdyż działali pod wpływem natchnienia. W takim ujęciu Marek był tłumaczem Piotra, uległ jego inspiracji w trakcie pisania ewangelii. Będąc zatem sekretarzem apostoła, przekazał następnym pokoleniom nauczanie Piotra. Bardziej jednak przekonującym jest rozumienie terminu tłumacz jako pracę osoby, która przekłada jakiś tekst z języka obcego na język znany czytelnikom (por. 1 Kor 14,28). Być może zatem Marek tłumaczył słuchaczom posługującym się językiem greckim katechezę Piotra.

„Marek spisał dokładnie wszystko”. Należy podkreślić, iż Papiasz nie dowodzi, że to Marek napisał ewangelię. O tym bowiem wszyscy jemu współcześni wiedzieli. Zamiarem biskupa było natomiast przedstawienie sposobu pisania tego dzieła.

„Marek wszystko, co zachował w pamięci, ale nie według tego, co mówił i czynił Pan”. Kolejny fragment świadectwa Papiasza jest opisem metody, którą przy pisaniu obrał Marek. Prawdopodobnie bowiem zestawiano dzieło Marka z Ewangelią św. Mateusza i wyciągano wniosek o niepoprawności ujęcia Marka.

 

Ewangelia o autorze

sw-marek446Analiza ewangelii uzupełnia świadectwo Papiasza. Według większości komentatorów pewne szczegóły wskazują, że napisała ją osoba dobrze znająca kulturę i zwyczaje żydowskie. Ponadto Ewangelię św. Marka cechuje bezpośredniość, żywość i plas­tyczność. Można zatem wnioskować, że jest to relacja naocznego świadka. Wiele opisanych w niej wydarzeń mógł zapamiętać tylko naoczny świadek (np. opis modlitwy w Getsemani czy zaparcia się Piotra). W kilku także opisach można odnieść wrażenie, że w opowiadaniu nastąpiła zmiana formy z pierwotnej pierwszej osoby liczby mnogiej na późniejszą, trzecią osobę liczby mnogiej. Oznacza to, że pierwotnie narratorem był ktoś, kto należał do otoczenia Jezusa i opowiadał w pierwszej osobie liczby mnogiej. Autor poza tym wiele miejsca poświęca osobie św. Piotra (por. Mk 9,2; 14,26-31.37.66-72; 16,8). Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że ewangelista opisuje wydarzenia rzucające cień na Szymona (por. Mk 8,32-33; 9,5; 14,37). Wydaje się to być wyraźnym potwierdzeniem, iż na powstawanie ewangelii duży wpływ miał właśnie Apostoł Piotr, który nie krył swoich słabości. Dlatego też niektórzy wprost nazywają ją „Ewangelią Piotra”[8].

W Ewangelii św. Marka można dostrzec także inne źródła, z których autor drugiej ewangelii korzystał. Jest wiele fragmentów, które nie pochodzą od Piotra, ale z tradycji Kościoła. Do takich źródeł można zaliczyć m.in. tzw. streszczenia (summaria) działalności Jezusa (np. 1,14n.; 3,7-12; 6,6b), które pochodzą z tradycji Kościoła lub są dziełem redakcyjnym samego Marka; czy też tzw. perykopy Piotrowe (np. Mk 1,16-20 – Mt 4,18-22; Mk 9,2-8– Mt 17,1-8; Mk 10,35-40 – Mt 20,20-23).

Marek jako samodzielny autor

Nie można Marka uważać tylko za sekretarza św. Piotra. Takie rozumienie związku Marka z Piotrem byłoby niezgodne z genezą ewangelii i z jej treścią. Ogranicza bowiem wkład redakcyjny Marka i nie docenia znaczenia Kościoła pierwotnego dla formowania się ewangelii.

Według niektórych badaczy pewien wpływ na osobę Marka miał również Apostoł Narodów, św. Paweł. Teksty biblijne często wspominają o związkach Marka z Apostołem Narodów (por. Dz 13,5; 15,38; Kol 4,10; Flm 24). Dlatego według nich Ewangelia św. Marka jest Pawłową interpretacją pierwotnej tradycji chrześcijańskiej. Istnieje rzeczywiście szereg terminów wspólnych obu autorom. Jednakże ich ilość jest mimo wszystko dość niewielka. Dlatego też raczej nie można mówić o bezpośredniej zależności literackiej i teologicznej Ewangelii św. Marka od Pawła. W czasie powstawania Ewangelii św. Marka były już napisane wszystkie listy Pawłowe. Jeśli zatem Marek faktycznie nimi by się posługiwał, to lista terminów wspólnych byłaby zapewne obszerniejsza.

Warto także zwrócić uwagę, iż w Ewangelii św. Marka brak jest wielu słów i terminów specyficznych dla św. Pawła (agape – miłość; apokalypsis – objawienie; gnosis – wiedza; dikaiosyne – sprawiedliwość, usprawiedliwienie; nomos – prawo; kauchasthai – chlubić się)[9].

Przeciw zbyt daleko idącej zależności Marka względem Apostoła Narodów przemawia także brak w jego dziele tematów specyficznie Pawłowych, takich jak np. zniesienie starego Prawa, usprawiedliwienie przez wiarę, życie w Duchu Świętym, nawrócenie Żydów (por. Rz 11,25-36). W ich dziełach widać też różną tradycję eucharystyczną (por. Mk 14,22-25; 1 Kor 11,23-26).

Biorąc to wszystko pod uwagę, trzeba stwierdzić, że podobieństwa terminologiczne i tematyczne pochodzą ze wspólnych źródeł, z których obaj autorzy mogli korzystać. Oczywiście, nie można wykluczyć, że Marek znał przynajmniej niektóre listy św. Pawła.

Trzeba więc powiedzieć, że mimo iż Marek stykał się z Piotrem i Pawłem, to jednak nie był ani zwykłym stenografem Piotra, ani tym bardziej dzieło jego nie jest jedynie refleksem paulinizmu. Był on prawdziwym ewangelistą, pisarzem i teologiem, który korzystał z bogatej tradycji Kościoła, przekazywanej i strzeżonej przez naocznych świadków.

Co wiemy o autorze najstarszej ewangelii?

oltarz-w-bazylice-sw-marka448Marek, któremu tradycja przypisuje autorstwo najstarszej ewangelii, jest osobą dość często wymienianą na kartach Nowego Testamentu[10]. Autor Dziejów Apostolskich nazywa go Janem bądź Markiem lub też Janem Markiem. Był pochodzenia żydowskiego. Matką jego była Maria, zamożna niewiasta jerozolimska, w której domu zbierali się pierwsi chrześcijanie (por. Dz 12,12-17). Jest prawdopodobne, iż w tym domu mieścił się Wieczernik, Marek bowiem zachował najwięcej szczegółów o Wieczerniku (por. Mk 14,13-17). Jeśli tak, to również to on był osobą niosącą dzban wody (por. Mk 14,13). Niektórzy przypuszczają, że również to on był młodzieńcem, który w lnianym okryciu szedł za Jezusem po aresztowaniu Go w Getsemani (por. Mk 14,50-52). Czy w takim razie był też świadkiem trwogi konania w Ogrodzie Oliwnym? Jest to możliwe, zważając na fakt, iż jedynie w Ewangelii św. Marka jest odnotowane to wydarzenie. Prawdopodobnie Marek wcześnie zetknął się z Piotrem. Potwierdzeniem tego może być fakt, iż właśnie do domu matki Marka udał się Piotr po opuszczeniu więzienia jerozolimskiego (por. Dz 12,12), gdzie zastał wielu chrześcijan na modlitwie. Według wielu badaczy został przez Piotra ochrzczony.

Marek był także krewnym Barnaby i z tego względu zetknął się z Pawłem. Dołączył do apostołów, kiedy wyruszyli oni do Antiochii (por. Dz 12,25), później zaś towarzyszył im w pierwszej podróży misyjnej (por. Dz 13,5). Dotarł z nimi jednak tylko do Perge w Pamfilii, skąd z bliżej nieznanych powodów powrócił do Jerozolimy (por. Dz 13,13). Prawdopodobnie z tego powodu Paweł nie chciał zabrać go w drugą podróż misyjną (por. Dz 15,37-38). Na tym tle doszło do sporu, w wyniku którego obaj apostołowie się rozdzielili. Barnaba wraz z Markiem udał się na Cypr, zaś Paweł z Sylasem, a potem i Tymoteuszem udał się przez Syrię do Cylicji (por. Dz 15,39-40). Po raz kolejny Marek spotkał się z Apostołem Narodów około 62 r. w czasie jego pierwszego uwięzienia w Rzymie (por. Kol 4,10; Flm 24). Stamtąd udał się prawdopodobnie do Efezu, bowiem w czasie drugiego uwięzienia w Rzymie Paweł, pisząc do Tymoteusza, prosił go: „Weź Marka i przyprowadź z sobą; jest mi bowiem przydatny do posługiwania” (2 Tm 4,11). A zatem w latach sześćdziesiątych Marek był w Rzymie. W tym czasie (około 63-64 r.) Ewangelista był również współpracownikiem Piotra, o czym on sam zaświadczył: „Pozdrawia was […] Marek, mój syn” (1 P 5,13). Określenie „syn” oznacza w tym przypadku pokrewieństwo duchowe. Piotr, który ochrzcił Marka, miał prawo nazywać go „swym synem”. Według starożytnych tradycji Euzebiusza i Hieronima Marek był założycielem i biskupem Kościoła aleksandryjskiego. Kościół czci Marka Ewangelistę jako męczennika, jednak nie ma pewnych wiadomości o czasie i rodzaju jego śmierci.

Adresaci Ewangelii św. Marka

Gdy powstawała Ewangelia św. Marka, zapewne istniały już zbiory słów Jezusa Chrystusa oraz opowiadania o pewnych wydarzeniach z Jego życia. Nie były to jednak opisy całoś­ciowe. Jan Marek jako pierwszy nadał „wydarzeniu Jezusa” skończoną literacką formę. Można powiedzieć, iż stworzył gatunek literacki zwany „ewangelią”. Rzecz jasna, iż nie zamierzał on pisać historii życia Jezusa we współczesnym tego słowa znaczeniu. Jego przesłanie nie zawiera wszystkich – być może nawet dostępnych mu wiadomości dotyczących Mistrza z Nazaretu. Jan Marek podaje bowiem jedynie wybrane słowa i czyny Jezusa, aby przekonać i utwierdzić odbiorcę, że Jezus jest prawdziwym Zbawicielem i że przyniósł On ludziom zbawienie. Dlatego też, idąc za wieloma badaczami, można Ewangelię św. Marka nazwać wyznaniem i świadectwem wiary.

Według św. Hieronima Marek napisał ewangelię „na prośbę braci w Rzymie”. Analiza jej treści może potwierdzać jego świadectwo. Hieronim sugeruje, że adresaci ewangelii byli pochodzenia pogańskiego i mieszkali w Rzymie. Potwierdzają to dwie charakterystyczne cechy tego dzieła: akcentowanie przez Marka tematu powołania pogan do zbawienia, oraz objaśnianie elementów semickich występujących Ewangelii[11]. Potwierdzeniem takiego określenia adresatów może być również i to, iż Stary Testament cytowany jest w dziele Marka bardzo rzadko (18 razy) i zasadniczo z Septuaginty.

Na rzymskich adresatów Ewangelii św. Marka mogą wskazywać także liczne latynizmy obecne w tekście. Do najważniejszych z nich należą: modios (łac. modius – 4,21) – korzec; legion (łac. legio 5,9.15) – legion; denarion (łac. denarius – 6,37; 12,15; 14,5) – denar; kensos (łac. census – 12,14) – podatek; ksestes (łac. sextarius – 7,4) – miara wynosząca pół kwarty; praitórion (łac. praetorium – 15,16) – pretorium; kantyrion (łac. centurio – 15,39) – setnik. Obok słownictwa łacińskiego w tekście Ewangelii św. Marka widoczne są zwroty i związki składniowe typowe dla języka łacińskiego. Również i sposób ukazywania osoby Jezusa Chrystusa, podkreślający Go jako Syna Bożego i Pana, wydaje się wyraźnie wskazywać na rzymskich adresatów Ewangelii św. Marka.

Czy Ewangelia św. Marka jest najstarszym tekstem nowotestamentalnym?

Starszymi pismami nowotestamentalnymi od Ewangelii św. Marka są listy apostoła Pawła. Według tradycji Marek spisał ewangelię po śmierci Piotra i Pawła. Św. Ireneusz informuje, że „po ich śmierci Marek przekazał na piśmie to, co Piotr głosił”[12].

Jeżeli rok 64 przyjmie się za najbardziej prawdopodobną datę śmierci Piotra, to Ewangelia św. Marka nie mogła powstać wcześniej. Potwierdzeniem tego założenia wydaje się być również jej treść, szczególnie zaś akcentowanie cierpień i prześladowań uczniów Jezusa (por. Mk 8,34; 10,38; 13,9-13), co – jak wszystko wskazuje – ma związek z prześladowaniami, jakie miały miejsce za cesarza Nerona (64-68 r.)[13]. Bliższe określenie czasu powstania Ewangelii św. Marka możliwe jest po szczegółowej analizie treści. Na jej podstawie znamienita większość autorów przyjmuje, iż najbardziej prawdopodobnie Ewangelia św. Marka powstała między 64 a 70 r.[14].

Gdzie powstała?

Trudno jest wskazać miejsce przebywania Marka w czasie pracy nad ewangelią. Judea i Galilea raczej nie wchodzą w rachubę z powodu występujących w niej nieścisłości natury geograficznej. Przeciwko Palestynie jako miejscu powstania ewangelii, przemawia to, że w tym czasie toczyła się w niej wojna.

Większość badaczy uznaje Rzym za prawdopodobne miejsce powstania Ewangelii św. Marka. Taka opinia opiera się na świadectwie Papiasza, który podaje, że ewangelia została napisana w Rzymie, niebawem po śmierci męczeńskiej Piotra: „Mateusz napisał swoją ewangelię pośród Hebrajczyków w ich własnym języku w czasie, kiedy Piotr i Paweł głosili Ewangelię w Rzymie i zakładali Kościół. Po ich śmierci Marek, uczeń i tłumacz Piotra, przekazał nam na piśmie to, czego nauczał Piotr”[15].

Potwierdzeniem przekonania Papiasza może być informacja zawarta w 1 P 5,13, gdzie Marek nazwany jest „umiłowanym synem”, zaś miejsce, z którego list został wysłany – „Babilonem” (tak w języku pierwszych chrześcijan nazywano Rzym). Wydaje się, iż ewangelia mogła być napisana po zamieszkach, jakie nastąpiły po śmierci Nerona (68 r.) oraz wojnie żydowskiej (66-70 r.). Według innych Ewangelia św. Marka mogła powstać na terenach Syrii.

[1] Zob. A. Loisy, L’Evangile selon st. Marc, Paris 1912, s. 9.

[2] H. Langkammer, Ewangelia według św. Marka. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, Lublin 2001, s. 76.

[3] Warto zwrócić uwagę, na co wskazuje większość badaczy, iż zakończenie Mk 16,9-20 jest kanoniczne, tzn. natchnione, ale nie jest autentyczne, tzn. nie jest dziełem ewangelisty Marka. Perykopy tej jest brak w dwu najważniejszych kodeksach (B, S) oraz w wielu starożytnych tłumaczeniach, (np. w syryjskim, armeńskim). Nie ma również logicznej łączności między 16,8 a 16,9. Wydaje się, iż perykopa ta jest syntezą innych opisów objawiających osobę Chrystusa. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że właściwe zakończenie Ewangelii św. Marka znajduje się w 16,8, natomiast obecne zakończenie – kanoniczne pochodzi z początku II w. Jest ono dziełem któregoś z uczniów, który cieszył się w Kościele powagą i autorytetem (zob. E. Ćwierz, Kanoniczne zakończenie Ewangelii Marka (16, 9-20), w: Prorok potężny czynem i słowem. Księga Pamiątkowa dla Ks. J. Kudasiewicza, red. B. Szier-Kramarek, G. Kramarek, K. Mielcarek, Lublin 1997, s. 83-88).

[4] Zob. W.J. Harrington, Klucz do Biblii, Warszawa 1982, s. 340; O. Cullmann, Zarys historii ksiąg Nowego Testamentu, Warszawa 1968, s. 31; Z. Poniatowski, Źródła do wczesnego chrześcijaństwa, w: Katolicyzm starożytny jako forma pierwotnego chrześcijaństwa, red. J. Keller, Warszawa 1969, s. 80n.

[5] H. Langkammer, Ewangelia według św. Marka, s. 33.

[6] Euzebiusz z Cezarei, Hist. Eccl., III, 39,15-16.

[7] Oznaczający tłumaczyć, przekładać, wyjaśniać, ale także i interpretować; zob. R. Popowski, Wielki słownik grecko-polski Nowego Testamentu. Wydanie z pełną lokalizacją greckich haseł, kluczem polsko-greckim oraz indeksem form czasownikowych, Warszawa 31997, s. 233.

[8] Zob. J. Kudasiewicz, Ewangelie synoptyczne, s. 114.

[9] Pełny wykaz wspólnych terminów podaje K. Romaniuk, Zagadnienie paulinizmów w Ewangelii Marka, CT 45 (1970).

[10] Zob. J. Kudasiewicz, Święty Marek ewangelista jako pisarz i teolog, „Znak” 29 (1977) s. 1279-1304.

[11] Np. wyjaśnia faryzejski zwyczaj obmywania rąk i naczyń. Wyjaśnia okoliczności tych czynności (por. Mk 7,15). Mówiąc także o pewnych czynnościach rytualnych, czy obrzędowych – świątecznych wyjaśnia niektóre z nich: „Przygotowanie, czyli dzień przed szabatem” (por. Mk 15,42; 14,12).

[12] Adv. haer., III, 1.

[13] Zob. J. Kudasiewicz, Święty Marek ewangelista jako pisarz i teolog, s. 1304.

[14] Mówimy tu o ustaleniu ostatecznego tekstu tej ewangelii. Wysuwa się bowiem hipotezy o istnieniu wcześniejszych wersji Ewangelii św. Marka, które mogłyby nawet pierwotnie funkcjonować w języku hebrajskim. Zob. J. Carmignac, La naissance des Evangiles synoptiques, Paris 1984, s. 73.

[15] Ireneusz, Adv. haer., III, 1.

Zwiastowanie (Łk 1,26-38)

 

Poniższe opracowanie – lectio divina Łk 1,26-38 – jest szkicem, propozycją medytacyjnego czytania Łukaszowego opisu Zwiastowania.

Cel medytacji: rola Słowa w rozeznawaniu problemów, w poszukiwaniu drogi życia. Słowo Boże, wsparciem w poszukiwaniu drogi, w trudnościach i kłopotach.

Modlitwa na początek:

Duchu Święty, Boże, Miłości Przedwieczna Ojca i Syna! Racz zesłać mi owoc miłości, abym Cię godnie kochał; radości, abym się napełnił świętą pociechą; pokoju, dla zupełnego ukojenia mej duszy; owoc cierpliwości, do cierpliwego znoszenia wszystkich doświadczeń. Udziel mi gorliwości w pracy i służbie Bożej; dobroci, która by mnie czyniła miłym dla wszystkich; mądrości, abym umiał unikać grzechów; łagodności, abym z pokorą przyjmował od moich bliźnich wszelkie zło. Ześlij mi owoc wiary, abym mocno wierzył słowu Bożemu; skromności, abym się zachowywał przykładnie we wszystkim; wstrzemięźliwości i czystości, abym zachował ciało w świętości, jaka należy się Twemu przybytkowi. Spraw, abym zachowując na ziemi czyste serce, zasłużył na to, by oglądać Cię w niebie i cieszyć się z Tobą na wieki. Amen.

  1. Lectio – czytanie i zrozumienie Pisma

Po modlitwie, przyzwaniu Ducha Świętego, przeczytajmy tekst, aby jak najlepiej go poznać i zrozumieć. Czytamy i poznajemy tekst.

„Do Nazaretu…”

Nieznane i nieobecne na kartach Starego Testamentu miasto Nazaret, po raz pierwszy zostaje wspomniane w Ewangelii św. Łukasza, w relacji dotyczącej zwiastowania. Było ono pogardzane przez współczesnych Jezusowi, a swój rozkwit i sławę zawdzięcza chrześcijaństwu. Dziś jest to duże miasto, którego krajobraz tworzą charakterystyczne rzędy białych domów, ustawionych na przemian z pasami zieleni oliwek, migdałów i fig. Nazaret – z hebrajskiego necer (latorośl, pęd, pączek) – to rzeczywiście kwiat Galilei.

Bazylika usytuowana jest na lekko opadającym zboczu. W czasie badań archeologicznych natrafiono tu na liczne ślady starożytnej osady (z epoki brązu). Znaleziono liczne zbiorniki na zboże, cysterny na wodę, prasy do wyciskania winogron i żarna, co wskazuje na to, iż Nazaret był osiedlem rolniczym. W czasach Chrystusa zamieszkane było przez ubogą ludność.

Już od pierwszych lat najbliżsi Jezusa – Jego krewni, rodzina – zachowywali pamiątki i wspomnienia. Rolę szczególną odgrywali zapewne potomkowie rodziny św. Józefa i rodziny Najświętszej Maryi Panny. Ich domy prawdopodobnie stały się w krótkim czasie miejscami kultu. Szczególne znaczenie miały dwa takie miejsca – jedno związane z pamięcią Maryi i zwiastowania, drugie z pamięcią św. Józefa i lat młodzieńczych Jezusa. Oba te sanktuaria, bazylika zwiastowania i kościół św. Józefa, istnieją do dziś.

Warto wspomnieć kilka starożytnych świadectw. Męczennik Konon, który poniósł śmierć w Azji Mniejszej za panowania cesarza Decjusza (249-251), powiedział przed śmiercią: „Jestem z Nazaretu w Galilei, jestem z rodziny Chrystusa, którego czczę od czasów moich przodków”[1]. Św. Hieronim, opisując pielgrzymkę Pauli po Ziemi Świętej wspomina także o jej przybyciu do Nazaretu. Miasto to nazywa on „kolebką Pana”[2]. Pątniczka Egeria w 384 roku widziała „wielką i wspaniałą grotę, w której żyła Maryja”.

Szczególnie ciekawym świadectwem jest wspomnienie anonimowego pielgrzyma z Piacenzy, który w swoich zapiskach z około 570 roku zanotował: „Przybyliśmy do miasta Nazaret, w którym jest wiele rzeczy cudownych. Znajduje się tu w synagodze arkusz, na którym Pan stawiał swe pierwsze litery. W tej samej synagodze jest też belka, na której siadywał razem z dziećmi. Belka ta została przez chrześcijan przesunięta i podniesiona, Żydzi zaś w żaden sposób nie mogli jej poruszyć ani wynieść na zewnątrz. Dom świętej Maryi zamieniony jest na bazylikę, a z Jej szat płynie tu wiele błogosławieństwa. W owym mieście kobiety żydowskie są tak powabne, że nie można między Żydówkami znaleźć w tym kraju piękniejszych. Mówią, iż użyczyła im tego święta Maryja, gdyż uważają się za jej krewniaczki. Podczas gdy Żydzi nie są przychylni chrześcijanom, tu wszyscy pełni są życzliwości”[3].

Innym niezmiernie ciekawym świadectwem jest opowiadanie Arkulfa, biskupa pochodzącego z Galii, który pielgrzymował po Ziemi Świętej i tak przedstawił Nazaret: „Miasto Nazaret położone jest na górze i posiada wielkie kamienne budowle, pomiędzy nimi zaś dwa olbrzymie kościoły. Jeden z nich, wzniesiony w środku miasta, stoi w tym miejscy, gdzie kiedyś był dom, w którym wychowywał się Pan, Nasz Zbawiciel. Inny kościół wzniesiono w miejscy, gdzie znajdował się dom, do którego przybył Archanioł Gabriel i gdzie w owej godzinie spotkał błogosławioną Maryję i mówił do niej”[4].

Wszystkie te starożytne świadectwa wyraźnie wspominają miejsce, gdzie dokonało się zwiastowanie i Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami (J 1,14).

„W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela… do Dziewicy”

Ewangelista Łukasz relacjonując wydarzenie zwiastowania na samym początku osadza je w konkretnym miejscu i czasie. Wskazówka chronologiczna rozpoczynająca cały opis ściśle łączy tę scenę z wydarzeniami bezpośrednio ją poprzedzającymi – z zapowiedzią narodzin Jana Chrzciciela. W Łk 1,24 Łukasz bowiem informuje, iż Elżbieta pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. W szóstym zaś miesiącu od poczęcia Jana, Bóg posyła anioła Gabriela z drugą, jeszcze bardziej niezwykłą misją.

Być może, jak twierdzą niektórzy, to Łukaszowe wskazanie – „w szóstym miesiącu” – można też odczytywać symbolicznie. Oto szósty dzień w Księdze Rodzaju jest dniem stworzenia człowieka. Jest też ostatnim dniem tygodnia, w którym można pracować, siódmy bowiem dzień, z ustanowienia samego Stwórcy, jest dniem odpoczynku (Rdz 1,31; 2,2; Łk 13,14). W związku z tym, jak wskazuje Księga Wyjścia, są sytuacje, gdy w szóstym dniu należy pracować podwójnie, szczególnie gorliwie, by następnego dnia cieszyć się zasłużonym wypoczynkiem (Wj 16,5.22.29). Szósty rok, w zapisie Księgi Kapłańskiej, jest ostatnim rokiem przed rokiem szabatowym, który z kolei jest rokiem błogosławieństwa i Bożej łaski (Kpł 25). Być może zatem Łukaszowe wskazanie, iż zwiastowanie ma miejsce w szóstym miesiącu, poza historycznym umiejscowieniem tego wydarzenia, jest także wskazaniem na to, że właśnie dobiega czas wszelkich przygotowań poprzedzających ostateczne wypełnienie się największych Bożych obietnic starotestamentalnych.

O ile miejsce i okoliczności ukazania się anioła Zachariaszowi zostały przedstawione niezwykle szczegółowo: miejsce święte, w czasie uroczystej liturgii kadzenia, gdy cały lud modlił się na placu świątynnym (zob. Łk 1,8-11), to w przypadku zwiastowania Maryi nie wiadomo nawet, czy miało ono miejsce w domu czy poza domem. Można odnieść wrażenie, iż zapowiedź narodzin Syna Bożego dokonała się w całkowitej prostocie i powszedniości dnia, bez uroczystej oprawy.

Sam zwiastun niezwykłej nowiny zachowuje się inaczej. Przybywając do Zachariasza uroczyście dokonuje ogłoszenia swojej godności: „Ja jestem Gabriel, stojący przed Bogiem. I zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę radosną nowinę” (Łk 1,19). W scenie zaś zwiastowania, Łukasz wymienia tylko jego imię: „Gabriel”, by czytelnik wiedział, o kim jest mowa. Sam jednak anioł nie przedstawia się Maryi, jakby to było całkowicie zbędne.

Różnica w przekazie wiadomości dotyczy także adresatów. Zapowiedź narodzin Jana Chrzciciela anioł przekazał ojcu – Zachariaszowi, natomiast zapowiedź narodzin Jezusa zostaje przekazana Matce. Być może Łukasz podkreśla przez to, iż w przeciwieństwie do Elżbiety Maryja pocznie swego Syna bez udziału męża. Wybrani na rodziców Jana, byli w podeszłym wieku, co więcej – Elżbieta – jak podkreśla ewangelista – była bezpłodna. Maryja zaś była młodą dziewczyną, dziewicą zaręczoną z Józefem, który pochodził z rodu Dawida (por. Mt 1,18). Informacje o Maryi i Józefie z rodu Dawida są niezwykle oszczędne. Łukasz jakby chciał podać tylko to, co było niezbędne i najważniejsze. Maryja – z hebr. oznaczało „Wspaniałość”; „Umiłowana przez Jahwe”; czy jak twierdzą inni „Moim krewnym jest Najwyższy”. Józef – z hebr. oznaczało „Jahwe zgromadził” (dom lub inne dobra; por. Rdz 30,24). Uwaga, iż Józef pochodził z rodu Dawida jest bardzo istotna, nawiązuje bowiem do licznych starotestamentalnych obietnic. Ewangelista jednak nic więcej nie mówi o Maryi i Józefie. Dla niego bowiem centrum całego zdarzenia leży w niezwykłym przybyciu i spotkaniu Bożego posłańca – Gabriela, i Maryi.

„Raduj się – pełna łaski – Pan z Tobą”

Pierwsze słowa, które anioł kieruje do Maryi, kryją niezwykły przekaz, niezwykłe bogactwo teologiczne. Łukasz pisze, że anioł wszedłszy do Niej powiedział: chaire. Nie zupełnie poprawne jest tłumaczenie tego zwrotu jako „zdrowaś” czy też „Bądź pozdrowiona”. Bardziej dokładne jest inne przetłumaczenie greckiego czasownika chairein – radować się. Anioł przychodząc do Maryi zachęca ją: raduj się! To wezwanie anioła wskazuje na początek czasu radości – czas Jezusa, czas zbawienia, jest bowiem czasem radości. Wezwanie anioła nie ma zwykłego znaczenia „witaj”, ale jest nawiązaniem do tekstów prorockich (zob. Jl 2,21; So 3,14; Za 9,9), w których Bóg przez swego wysłannika wzywa lud do radości z powodu zbawienia, które niebawem nadejdzie.

Zazwyczaj pierwszymi słowami objawiającego się Boga było wezwanie „nie lękaj się”, „nie bój się”. Dzieje się tak zawsze, gdyż spotykając Boga człowiek odczuwa najpierw lęk, natomiast radość jest owocem spotkania. Przychodzący do Maryi anioł wzywa Ją do radości, gdyż obiecana i oczekiwana chwila nadeszła. Można powiedzieć, iż anioł wzywa Maryję, by się radowała, bo również Bóg się raduje – Maryjo, miej swój udział w Jego radości! Radość Boga jest wielka, gdyż nareszcie może On cieszyć się ze swych stworzeń (Ps 104,34). Maryja może powiedzieć nie tylko „niech Pan będzie moją radością” (Ps 104,34), ale wręcz, „Pan jest moją radością”. Źródłem i motywacją radości Maryi jest Jej duchowy stan, który anioł określa jako kecharitomene (polskie „pełna łaski”), a także fakt obecności Bożej – anioł mówi „Pan jest z Tobą”. Maryja już w pozdrowieniu anioła otrzymuje informację, że jego orędzie, z którym do Niej przybywa, niesie radość.

Wezwana do radości Maryja, zostaje nazwana kecharitomene („pełna łaski”). Wyrażenie to trudno oddać w języku polskim krótkim terminem. Stąd też wielu komentatorów stara się przetłumaczyć ten grecki termin w sposób opisowy. Dlatego w różnych komentarzach pojawiają się zwroty: „przepełniona łaską”, „która jesteś najbardziej wyróżniona i obdarzona łaską”; „której udzielono szczególnej łaski”. Najbardziej adekwatnym tłumaczeniem tego greckiego terminu wydaje się być wyrażenie „Ty, która zostałaś przemieniona przez łaskę”. Bóg bowiem, aby przygotować Maryję do macierzyństwa Bożego, obdarzył Ją pełnią łaski, która Ją oczyściła i uświęciła. Została Ona wewnętrznie przemieniona przez łaskę, by stać się matką Mesjasza – co więcej, by stać się matką, pozostając dziewicą. Anioł w swym pozdrowieniu uświadamia Maryi stan, który jest skutkiem Bożego działania w Niej. Maryja jest tą, którą Bóg napełnił i przemienił łaską i którą od wieków wybrał do wypełnienia niezwykłego dzieła. Stąd też niektórzy, mając na względzie teologiczny sens greckiego terminu kecharitomene, tłumaczą go: „raduj się Ty, któraś od wieków była przez Boga wybrana i obdarzona łaską”[5].

Drugim powodem radości Maryi, o czym mówi Gabriel, jest bliskość Pana. Maryja jest jedyną osobą, do której zostaje skierowane zapewnienie Pan jest z Tobą. W słowach tych anioł wskazuje na szczególną relację, która powstała miedzy Nią a Bogiem i która ściśle się łączy z działaniem Bożej łaski w Jej życiu. Zwiastowanie zatem narodzin Jezusa należy traktować również jako powołanie Maryi do spełnienia ważnej misji w dziele zbawienia. Pan jest z Tobą – człowiek zawsze pragnął być z Bogiem. Każda religia rodzi się z tego pragnienia: spotkać się z niedostępnym Bogiem. W tajemnicy zwiastowania Najwyższy uniża się. Niezgłębiony i Niezmierny staje się tak mały, że może być przyjęty i poczęty w łonie Dziewicy. Radość Boga, który jest miłością polega na tym, by być z umiłowaną. Skoro zaś człowiek nie jest zdolny by być z Bogiem, Bóg zdecydował się być z człowiekiem – stąd też wychodzi mu naprzeciw, by ostatecznie doprowadzić go do bycia z Nim w raju (zob. Łk 23,43).

„Ona zmieszała się na te słowa”

Nie przybycie anioła, ale jego słowa wywołały w Maryi wewnętrzne poruszenie. To poruszenie – zmieszanie, jest różnie komentowane. Niektórzy wskazują, iż słowa anioła wywołały w Maryi wewnętrzne poruszenie, wewnętrzny niepokój. Konieczne jednak jest dokładniejsze przyjrzenie się reakcji Maryi na słowa przesłania anielskiego. Autor Trzeciej Ewangelii bowiem niezwykle misternie konstruuje wiersz 1,19. Pisze, iż na słowa anioła Maryja dietarachthe (co tłumaczone jest jako „zmieszała się”), po czym dodaje, iż Maryja zaczęła dialogidzeto – zaczęła rozmyślać, rozważać nad tym wszystkim.

Chciejmy najpierw zastanowić się, jak dokładniej oddać grecki termin, którym Łukasz opisuje reakcje Maryi. Ewangelista notuje, iż Maryja dietarachthe – w polskim tłumaczeniu oddane jako „zmieszała się”[6]. Za pomocą tego czasownika (gr. dietarachtche) opisywano wzburzenie się morza wywołane trzęsieniem ziemi. Można powiedzieć więc, że coś naprawdę wstrząsającego wydarzyło się w duszy Maryi. Można postawić sobie pytanie, co wywołało to zmieszanie, to zakłopotanie? Maryja była Dziewicą poślubioną Józefowi z rodu Dawida, ale – jak sama dalej mówi – jeszcze nie stała się w pełni jego małżonką. Tymczasem ma być w stanie błogosławionym. Księga Powtórzonego Prawa w dwudziestym drugim rozdziale wyraźnie mówi, iż jeśli mąż stwierdzi: „«Poślubiłem tę kobietę, a zbliżywszy się do niej, nie znalazłem u niej oznak dziewictwa», i jeśli oskarżenie to okaże się prawdziwym, bo nie znalazły się dowody dziewictwa młodej kobiety, wyprowadzą młodą kobietę do drzwi domu ojca i kamienować ją będą mężowie tego miasta, aż umrze, bo dopuściła się bezeceństwa w Izraelu, uprawiając rozpustę w domu ojca. Usuniesz zło spośród siebie”. (Pwt 22,14.21). Maryja zatem mogła czuć niepokój, lęk a wręcz wzburzenie, obawiając się o swoje życie. Ponadto zapewne inne były jej marzenia i oczekiwania. Prawdopodobnie, jak każda młoda izraelska kobieta, marzyła o domu, rodzinie. Tymczasem Boże wezwanie, Boży dar, wszystko zmieniał. Zapewne także zastanawiała się, co o tym wszystkim pomyśli Józef, co uczyni?

„i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie”

Znamienne jest, iż zaraz po stwierdzeniu „Maryja zmieszała się [czy też wzburzyła się] na słowa (…)”, św. Łukasz jakby uzupełnia: „i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1,29). Warto zwrócić uwagę na użyte w tekście greckim czasy. Pisząc: „Maryja zmieszała się” – ewangelista używa tzw. aorystu, czyli czasu podkreślającego jednorazowość i w pewnym sensie przeszłość. Można by opisowo powiedzieć: „Maryja raz, na krótką chwilę zmieszała się, zaniepokoiła się słowami Gabriela”. Kiedy jednak Łukasz dopowiada, iż Maryja rozważała, co miałoby znaczyć pozdrowienie anioła, to pisze, że Maryja dialogidzeto – używa tu czasu imperfectum, który wskazuje nie tyle na dokonanie czy niedokonanie, ale na trwanie. A zatem Łukasz odnotowuje, iż Maryja „rozważała”, czyli przez pewien, bliżej nieokreślony czas, trwała na rozmyślaniu, czy też, jeśli dokładnie przetłumaczy się grecki termin dialogidzeto, Maryja dialogowała w sobie, rozmyślała, „rozmawiała ze słowem, które do Niej skierował anioł”.

Łukasz zatem wyraźnie wskazuje, iż krótkie i chwilowe zmieszanie, zaniepokojenie Maryi natychmiast przechodzi w rozmyślanie nad słowami Bożymi. Zaniepokojona tym, co usłyszała, zaczyna niezwykłą medytację. To rozmyślanie najpierw dotyczy Tego, co właśnie zamieszkało w Jej sercu, w Jej wnętrzu. To bowiem, co powiedział Jej anioł wyrażało wielką Jej godność, ale nie zawierało żadnego uzasadnienia tego niezwykłego szacunku, z którym zwracał się do Niej wysłannik Boży, nie zawierało żadnego wytłumaczenia, dlaczego Bóg tak to zamierzył.

Można powiedzieć, iż to rozważanie stoi u początku niezwykłej drogi, która prowadzi Maryję do przyjęcia tego trudnego Bożego daru. Medytacja nad tym, co powiedział Jej anioł, sprawia, iż Maryja mówi: „niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38).

„Znalazłaś łaskę u Boga… Poczniesz i porodzisz Syna”

Milczenie Maryi, spowodowane niezwykłym przesłaniem i wezwaniem sprawia, że Gabriel odsłania przed Maryją istotę swojego posłannictwa. Wszystko to jednak poprzedza wezwaniem „nie bój się” (Łk 1,30). Grecką formułę me fobu (nie bój się), której używa tu Łukasz, można odczytać jako zachętę anioła, by Maryja już odtąd nie lękała się. Słowa te można by przetłumaczyć następująco: od tej chwili przestań już lękać się, gdyż znalazłaś łaskę u Boga. Słowa te, w obliczu Jej onieśmielenia, mają dodać Maryi otuchy. Nie powinna się o nic obawiać, gdyż „znalazła łaskę u Boga” – skoro jest „przemieniona przez łaskę”, to zasługuje na to, by otrzymać szczególne dary. I to właśnie potwierdza anioł. Znalazłaś łaskę u Boga, to znaczy otrzymałaś dar od Boga.

Rozpoczyna się niezwykła lectio divina Maryi, przez które prowadzi Ją anioł. Bowiem aby stało się to wszystko, co zamyślił i zamierzył względem Maryi Bóg, konieczna była medytacja, którą cały czas prowadzi Maryja. Anioł zaś – można tak to nazwać – niejako prowadzi ją podsuwając kolejne fragmenty, kolejne najbardziej znaczące stronice Pisma Świętego. Z całą pewnością Maryja jako pobożna Izraelitka swoje myśli, pytania zwraca ku słowom Pisma Świętego.

U początku tej niezwykłej medytacji anioł niejako zachęca Maryję, by sięgnęła do Księgi Izajasza. Być może wskazanie: „znalazłaś łaskę u Boga”, skierowało właśnie serce i myśl Maryi do tekstu Księgi proroka Izajasza: „Izraelu, mój sługo, Jakubie, którego wybrałem sobie, potomstwo Abrahama, mego przyjaciela! Ty, którego pochwyciłem na krańcach ziemi, powołałem cię z jej stron najdalszych i rzekłem ci: «Sługą moim jesteś, wybrałem cię, a nie odrzuciłem». Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą” (Iz 41,8.10). Słysząc zapewnienie anioła: „znalazłaś łaskę u Boga” na myśl Maryi mogły przyjść kolejne wersety tekstu księgi Izajasza. „Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: «Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą». Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela” (Iz 41,13-14).

Być może na wieść „oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” w sercu Maryi otworzyły się słowa Księgi Sofoniasza: „Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela: król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego. Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz – On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (So 3,14-15.17).

Gabriel zapowiada poczęcie i narodzenie się Syna, który „zostanie nazwany Synem Najwyższego” (Łk 1,32). Łukasz wyraźnie nawiązuje do Iz 7,14 (LXX), gdzie prorok mówi: „Oto dziewica pocznie i urodzi syna i nazwą go imieniem Emmanuel”. Anioł bowiem mówi Maryi: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” (Łk 1,31). Synem Maryi będzie zatem Jezus (hebr. Jehoszua czy Jeszua), co znaczy „Bóg zbawia”. Można też dojrzeć w tym obwieszczeniu Gabriela odniesienie do Księgi Samuela (2Sm 7,11-14), gdzie Bóg obiecuje Dawidowi wzbudzenie potomka, który zbuduje dom, którego tron Bóg utwierdzi na wieki, któremu Bóg będzie Ojcem, a owo dziecię będzie dla Boga Synem.

„Jakże się to stanie”

Maryja ma pewne wątpliwości. Inaczej jednak niż u Zachariasza. Ów bowiem wątpił, czy w ogóle jest możliwe to, co obwieścił mu podczas ofiary kadzenia anioł Gabriel. W Maryi też jest cień wątpliwości – ale Ona nie wątpi, iż stanie się to, co mówi anioł. Ona pyta: jak to się stanie? Maryja wie, że Bóg dokonuje w historii ludzkiej rzeczy niemożliwych i wierzy w Jego wszechmoc. Chce jedynie zrozumieć „w jaki sposób”, by przygotować się i przyjąć Jego działanie.

To, co mówił Gabriel, było po ludzku czymś absolutnie niemożliwym do spełnienia. Maryja zatem, nie mogąc zrozumieć tego wszystkiego, nie wiedząc, jak dokona się to, o czym usłyszała, pyta: „jakże się to stanie, skoro nie znam pożycia z mężem” (Łk 1,34). Czy to pytanie Maryi może znaczyć, że przypomniała sobie proroctwo Izajasza o „dziewicy, która pocznie i urodzi syna” (Iz 7,14)? A jeśli powiązała to proroctwo z sobą, to czy usiłuje rozwiązać problem pogodzenia tego proroctwa mesjańskiego z Jej małżeństwem z Józefem? Nie wydaje się.

Bardziej zasadne jest wyjaśnienie, iż to pytanie Maryi: „jakże się to stanie, skoro nie znam pożycia z mężem” odzwierciedla sytuację, w której Maryja znajduje się w chwili zwiastowania. Jest już zaręczona z Józefem, czyli jest Mu już zaślubiona, jednak jeszcze nie zamieszkała z Nim, nie dokonało się jeszcze uroczyste wprowadzenie Jej do domu męża. Od spisania zaś kontraktu (od zaślubin) do wspólnego zamieszkania i wspólnego życia, powinno minąć około dwanaście miesięcy. Maryja zatem wiedząc, iż jeszcze nie zamieszkała w domu Józefa i być może jeszcze nie szybko to nadejdzie, nie rozumie, jak się ma dokonać to, o czym mówi anioł.

„Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię”

Sposobem na rozwianie wątpliwości Maryi jest niezmiennie medytacja Pisma Świętego, którą dalej prowadzi anioł: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię”. Gabriel wskazuje, że poczęcie Jezusa dokona się nie przy współudziale mężczyzny, ale dzięki interwencji „Ducha Świętego”, dzięki „Mocy Najwyższego”. Wskazując na Ducha, anioł Gabriel kieruje serce i myśli Maryi ku dziełu stworzenia, kiedy „ziemia była bezładem i pustkowiem; ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1,2). Gdy Maryja rozmyślała nad tym, jak to się stanie i usłyszała: „Duch Święty zstąpi na Ciebie”, bez wątpienia wspomniała dzieło stworzenia. Jako wierząca niewiasta znała przekaz o dziele stworzenia, kiedy Duch Boży unosił się nad wodami; Duch – który nosi w sobie energię, moc dającą początek wszelkiemu życiu. Mówiąc o Duchu Świętym, który zstąpi, Gabriel nie określa dokładnie sposobu działania Ducha, ale zapowiada jego obecność, która zawsze niesie ze sobą skutki przekraczające ludzkie możliwości.

Pierwsze wyrażenie: „Duch Święty zstąpi” odsyła do nocy stworzenia, do nocy, o których pobożni Izraelici opowiadają w ramach opowieści paschalnej, którą Żydzi co roku przekazują sobie w czasie Paschy.

Drugie miejsce, przywołane przez anioła, mówi o nocy wyjścia z Egiptu opisanej w Księdze Wyjścia. Kiedy bowiem faraon przybliżył się do uciekających Izraelitów, ci zaczęli głośno wołać, lękając się tego, co ich czeka. Mojżesz zaś odpowiada: „nie bójcie się, a zobaczycie zbawienie od Pana” (Wj 14,13). Pan zaś posyła swojego anioła, który staje między uciekającymi Izraelitami a ścigającymi ich wojskami egipskimi. I dla Izraelitów słup obłoku staje się jasnością, zaś dla wojsk faraona, ciemnością (Wj 14,19-20). Pan otoczył swój lud opieką. Moc Najwyższego osłoniła lud. Tej właśnie nocy – w noc wyjścia z niewoli egipskiej, naród wybrany stał się narodem Pana. Tej nocy Izrael narodził się na nowo z mocy Najwyższego. W tajemnicy nocy paschalnej rozpoczynają się dzieje nowego narodu.

Inni wskazują, iż wyrażenie „Moc Najwyższego osłoni cię” odsyłało myśli Maryi do ostatniego rozdziału Księgi Wyjścia, kiedy to na polecenie Boga, Mojżesz wznosi przybytek, który okrywa obłok i który zostaje napełniony chwałą Pana. Moc Najwyższego wypełnia Namiot Spotkania. „Obłok Pana za dnia zakrywał przybytek, a w nocy błyszczał jak ogień na oczach całego domu izraelskiego” (Wj 40,38). W tajemnicy przybytku zamieszkuje Bóg, który jest ze swoim ludem. Obłok jest znakiem, iż Moc Najwyższego zamieszkuje pośród ludu, który Bóg sobie wybrał i który będzie chronił, z którym będzie w trudnych i radosnych chwilach.

Te myśli musiały się rodzić w Maryi, gdy Gabriel podsuwał jej te obrazy: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i Moc Najwyższego osłoni cię” (Łk 1,35). Maryja prowadzona przez anioła po drogach Pisma Świętego, krok po kroku odkrywa niezwykły zamiar Boga. Ona ma być Arką Przymierza, w której Duch Święty stworzy „Święte, które będzie nazwane Synem Bożym”. Moc Najwyższego osłoni Ją i w Niej zamieszka. Symbole te wyrażają pełną mocy opiekę Bożą. Zstąpienie Ducha Świętego na Maryję i osłonięcie Jej Bożym cieniem oznacza tajemniczą interwencję Ducha, przychodzącego z wielką mocą. Skutkiem działania tej mocy jest powołanie do istnienia w łonie Maryi nowego życia.

Świętość Jezusa jest konsekwencją działania Ducha Świętego. Poczęte przez Maryję dziecko jest święte, ponieważ pochodzi bezpośrednio od Boga i należy do Boga, co Łukasz wyraża tytułem „Syn Boży”. To bowiem Bóg jest przyczyną macierzyństwa Maryi. Przyjęty pod serce i potem w Betlejem narodzony Syn jest Synem Najwyższego.

Maryja została poprowadzona i wprowadzona przez lectio divina w najgłębsze zrozumienie niezwykłej tajemnicy. Medytowanie biblijnych obrazów podsuwanych przez anioła doprowadziło Maryję do punktu, w którym uświadomiła sobie, iż to, co się w Niej dokonuje, miało już miejsce w dziejach narodu wybranego.

 

„Dla Boga nie ma nic niemożliwego”

Chociaż Maryja nie prosiła anioła o szczególny znak potwierdzający prawdziwość jego słów, wysłannik Boży chce nadać swemu orędziu jeszcze większą siłę. Znakiem tym ma być dla Maryi Jej krewna Elżbieta, która będąc już w podeszłym wieku i będąc niepłodną, za sprawą Bożego zrządzenia staje się matką. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). Ta pieczęć – „dla Boga nie ma nic niemożliwego” – dopełnia całe przesłanie anioła. Dziewicze poczęcie w łonie Maryi jest tak samo możliwe dla Boga, jak stworzenie świata z nicości, jak przeprowadzenie wybranego przez Boga narodu przez Morze Czerwone, jak zamieszkanie Najwyższego wśród swojego ludu, czy wreszcie jak możliwe było, by niepłodna Elżbieta w swojej starości mogła począć syna.

Stwierdzenie kończące uroczyste orędzie Gabriela: „dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” jest wyraźną aluzją do Księgi Rodzaju (Rdz 18,10-15), gdzie sam Bóg obiecywał Abrahamowi, że urodzi mu się syn. Sara jednak to oświadczenie Boga przyjęła ze śmiechem, nie wierząc w to, co oznajmił Pan. Stąd też Bóg, jakby z nutą zniecierpliwienia pyta i stwierdza: „Dlaczego Sara się śmieje? Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?” (Rdz 18,13-14). Tak w tekście Rdz 18,14, jak i w Łk 1,37 użyty jest termin rhema, który w pierwszym znaczeniu oznacza „słowo”, „wypowiedź”, ale też może znaczyć „wydarzenie”, „sprawa”. Zatem wypowiedź Boga w Rdz 18,14 można przetłumaczyć: „Czy jest jakieś słowo u Boga pozbawione mocy?”, zaś wypowiedziane do Maryi przesłanie anioła można oddać jako: „u Boga bowiem żadne słowo nie jest pozbawione mocy”. Rzeczywiście bowiem każde słowo pochodzące od Boga zawiera w sobie moc tworzenia rzeczywistości, każdy jego zamysł staje się wydarzeniem i nic nie jest w stanie przeszkodzić w jego realizacji. Być może to niezwykle mocne Łukaszowe podkreślenie wszechmocy i skuteczności słowa Bożego, jest przeciwstawieniem się ewangelisty opiniom, które już w jego czasach kwestionowały dziewicze poczęcie Jezusa.

Bóg, który stworzył wszystko z nicości, który sprawił, że Izrael narodził się na nowo, przechodząc przez morze, który dał syna Zachariaszowi na wzór Abrahama w jego starości, zdolny jest dokonać rzeczy najświętszych, rzeczy największych.

„Oto ja służebnica Pańska”

Słowa „oto ja służebnica Pańska” (Łk 1,38) są wyraźną, świadomą zgodą Maryi na wszystko, co wobec niej zamierzył Bóg. Jest to zgoda na fakt, iż będzie musiała Ona dzielić los Syna, który ma się narodzić zgodnie z zapowiedziami wynikającymi z pieśni Sługi Pańskiego u Izajasza. Zgoda Maryi jest także akceptacją działalności, pasji a wreszcie i krzyża.

Medytacja, która dokonała się we wnętrzu Maryi pozwala na odkrycie sensu Jej osobistego powołania. Wszystko to, co po ludzku było niepewnością, staje się jasne – choć rzecz jasna niełatwe. Maryja przyjmuje i uznaje to wszystko, co przygotował Jej Bóg. Jest gotowa na przyjęcie tego wszystkiego.

Maryja nazywając siebie „służebnicą Pańską” (gr. doule kyriu) posługuje się określeniem, które w tradycji Starego Testamentu miało bardzo bogate znaczenie. Oznaczał niewolnika pozbawionego wszelkich praw i bezwzględnie wypełniającego wolę swojego pana. Ale grecki termin dulos był także zaszczytnym tytułem wielkich postaci powołanych przez Boga do spełnienia ważnych dzieł (Abraham Ps 105,42; Mojżesz Wj 14,31; Pwt 34,5; Jozue 24,30; Sdz 2,8; Dawid 2Sm 3,18; 7,5). W Nowym zaś Testamencie słowo dulos jest terminem honorowym, który określa pełną przynależność człowieka do Boga, doskonałą wierność i całkowite oddanie się na służbę Panu[7].

W ustach Maryi wyrażenie „służebnica Pańska” wyraża Jej pokorę, posłuszeństwo i pełną zgodę na powołanie oraz misję powierzoną Jej przez Boga. Równocześnie jednak włącza Ją do grona największych sług Pańskich.

„Niech mi się stanie według twego słowa” nie jest tylko zwykłą akceptacją czy też biernym poddaniem się czemuś co jest nieuchronne i od czego nie da się uciec. Słowa Maryi są życzeniem i pragnieniem spełnienia się usłyszanej zapowiedzi. Słowa te zawierają wiarę Maryi w moc Bożego słowa, jak też wolę współpracy z Bogiem i tym, co On przewidział w stosunku do Niej.

To wyznanie wiary kończy scenę zwiastowania i następuje odejście anioła, który poprowadził w Maryi niezwykłe lectio divina – niezwykłą medytację Słowa. Ta medytacja sprawiła, iż Maryja przyjęła i zrozumiała to wszystko, co anioł jej przekazał.

Apostoł Paweł stwierdza: „Jeśliśmy bowiem z Nim wespół umarli, wespół z Nim i żyć będziemy” (2Tm 2,11). I rzeczywiście warto zwrócić uwagę, że kolejna scena Ewangelii Łukaszowej: pójście Maryi do Elżbiety (Łk 1,39-56), zaczyna się od stwierdzenia (dokładnie zacytujmy początek Łk 1,39): anastasa de Mariam … Powstawszy Maryja zaś (w tych dniach pospiesznie pobiegła w góry z pośpiechem [z gorliwością] do miasta w Judei i weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę). A zatem całość narracji sceny nawiedzenia rozpoczyna się od stwierdzenia: Maryja wstała. Ale to stwierdzenie można rozumieć nie tyle w znaczeniu – Maryja wstała i poszła, co szerzej: Maryja wstała – wstała z martwych; wstąpiło w nią życie! Grecki bowiem czasownik anistemi ma znaczenie wstać, powstać, ale także zmartwychwstać. Można powiedzieć, iż scena zwiastowania sprawiła w Maryi zmartwychwstanie. Mając w sobie Życie, pragnie tym Życiem się dzielić. Smutek i niepewność zmieniają się w tajemnicę powstania z martwych – w tajemnicę nowego życia.

  1. Meditatio – spojrzenie i przemyślenie siebie w świetle słowa Bożego

Medytacja, to czas spojrzenia na siebie. To czas spojrzenia na moje miejsce w tej przypowieści. Trzeba raz jeszcze czytać i zastanawiać się, jak to, o czym mówi tekst, odnosi się do mojego życia. W tej części naszej medytacji będzie więcej ciszy, więcej patrzenia na siebie, na swoje życie.

Scena zwiastowania relacjonuje niezwykłe wydarzenie. Posłaniec Pański przekazuje Maryi niezwykły zamiar Boży. Ma Ona stać się matką Syna Najwyższego. Scena ta jest podpowiedzią Łukasza dla adresata dzieła, dla Teofila. Ewangelista chce bowiem przekonać, dziś bliżej nieznanego Teofila, by ten przekonał się, by uwierzył w to co usłyszał (zob. Łk 1,1-4). Opowiadanie o Maryi ma na samym początku Ewangelii stać się dla Teofila wzorcze.

Kim jest ów Teofil? Historycznie zapewne jest to jakiś chrześcijanin, którego autor Ewangelii pragnie umocnić – przekonać do nauki, którą usłyszał. Patrząc szerzej: Teofil: theos – Bóg; fileo – miłować, przyjaźnić się. A zatem Łukasz pisze Ewangelię do każdego kogo można określić mianem przyjaciela Boga; do każdego, kogo trzeba umocnić, przekonać do tego co wie, co poznał. Łukasz pisze swoje dzieło do tych wszystkich, którzy mają w sercu jakieś niepokoje, smutki, lęki.

W tym wszystkim dzieje Maryi są wzorcem. Ona bowiem też usłyszała, ona też dowiedziała się niezwykłych rzeczy. Ona też wahała się. To co przekazał jej posłaniec Boży, napełniło ją niepokojem. Zmieszała się czy wręcz nawet wzburzyła na jego słowa. Kolejne jednak wydarzenia – niezwykła medytacja Słowa Bożego sprawiają, iż jej wnętrze napełnia się pokojem. Przyjmuje to co zwiastuje jej anioł. Co więcej, napełniona Słowem, mając w sobie Życie, niejako budzi się do życia. Niepewność i wszystkie trudności, kłopoty, troski – wszystko to przezwycięża modlitwa i medytacja Słowa.

Wróćmy na chwilę do tekstu i przeczytajmy go raz jeszcze spróbujmy przy każdym zdaniu na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad sobą. Wstawmy się w miejsce Maryi, by popatrzeć na siebie. Na swoje kłopoty, niepokoje, trudności.

  1. Na samym początku, niezwykle ważne pytanie: Czy mogę o sobie powiedzieć, tak jak o Maryi, że staram się być „człowiekiem żyjącym w łasce”. Czy mogę powiedzieć, iż ze mną jest Pan?
  2. Maryja zmieszała się. Tak wiele w moim życiu jest niepokoju, spraw trudnych. Te szczególnie niepokojące mnie sprawy….
  3. Maryja zaniepokoiła się, ale zaraz zaczyna medytować, dialogować z aniołem, ze słowami które Bóg do Niej kieruje. Czy jak Maryja szukam wsparcia w modlitwie i medytacji. Miejsce modlitwy w moim życiu. Nie tyle mówi, co słucha. Modlitwa jako czas słuchania Pana.
  4. Anioł podsuwa Maryi Słowa. Czy szukam wsparcia i pomocy, czy szukam rozwiązania i zrozumienia swoich kłopotów z Pismem Świętym?
  5. Czy jak Maryja umiem zawierzyć się Panu: Panie wiem, że chcesz mojego dobra, wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej – choć czasami jest trudno zrozumieć to wszystko co dzieje się we mnie i wokół mnie. Czy mogę powiedzieć – gdy spojrzę na mojej życie – że jestem Bożym człowiekiem, Bożym sługą?
 

III. Oratio – zwrócenie się do Boga

To, co poznałem w sobie, w konfrontacji ze Słowem Bożym, omawiam z Bogiem. Modlę się tym, co poznałem w czasie dwóch pierwszych kroków. Może to być czas przeproszenia, podziękowania, prośby.

Staję zatem przed Panem na modlitwie, by przepraszać, dziękować i prosić….

Panie, czy jestem, czy staram się być pełnym Twojej łaski? Czy gdy utracę stan łaski, spieszę do kratek konfesjonału? Przeproś i proś, byś był „człowiekiem łaski”; by z Tobą zawsze był Pan.

Przedstaw Panu swoje troski – szczególnie te, które bardzo Cię niepokoją. Twoje sprawy trudne, myśli, które napełniają Cię strachem, niepokojem.

Moja modlitwa. Czy modlę się? Czy modlitwa jest tylko moim mówieniem czy jest też czas słuchania. Pomyślałem – zobaczyłem jak to wygląda i za to przepraszaj, dziękuj i proś Pana. Przedstaw – powiedz Panu jaka jest twoja modlitwa i posłuchaj co On chce ci powiedzieć.

Daj Panie, bym wzorem Maryi szukał odpowiedzi na pytania i moje troski w Twoich Słowach. Na modlitwie i medytowaniu, myśleniu z Tobą – w Twoich Słowach.

Czy jestem Jego sługą. Czy chodzę Jego drogami. Przepraszaj, dziękuj i proś.

Te sprawy: moja świętość życia, moje niepokoje, moja modlitwa i słuchanie Pana w Jego Słowach, moje bycie Jego sługą, służebinicą …. niech to będzie naszą teraz modlitwą. Przepraszaniem, dziękowaniem i prośbą. A po chwili, niech się stanie ciszą. Słuchaniem co On chce do mnie powiedzieć.

  1. Kontemplatio – czas bycia sam na sam z Panem

Po poznaniu Słowa, po spojrzeniu na siebie i po modlitwie, następuje czas ciszy – bycie z Bogiem.

Modlitwa na zakończenie medytacji

Maryjo, cała przeczysta! W Tobie i przez Ciebie Bóg do nas mówi. Wyproś nam serce proste, napełnij nas swoja radością. Dziewico mówiąca FIAT i śpiewająca MAGNIFICAT, uczyń nasze serca tak przejrzystymi jak Twoje.

Maryjo, cała pokorna, ukryta w tłumie, otoczona tajemnicą, pomóż nam nieść światu Dobrą Nowinę i zanurzyć się w Tajemnicę Chrystusa, abyśmy mogli dzielić się Nim z naszymi braćmi.

Maryjo, cała wierna, Ty bez przerwy szukałaś oblicza Pana, Ty przyjęłaś Jego tajemnicę i rozważałaś ją w sercu swoim. Ty żyłaś zgodnie z tym, w co uwierzyłaś, i byłaś wzorem stałości w próbie i w uniesieniu radości. Pomóż nam być wiernymi naszym zobowiązaniom, być dobrymi i wiernymi sługami Twego Syna aż do ostatniego dnia naszego życia na ziemi.

Amen

 Opracował ks. Piotr Łabuda

[1] J. Murphy-O’Connor, Przewodnik po Ziemi Świętej, Warszawa 2001, s. 356.

[2] Św. Hieronim, List 108 do Eustochium, 13.

[3] Anonim z Piacenzy, Opis pielgrzymki do Ziemi Świętej, 5, w: Do Ziemi Świętej. Najstarsze opisy pielgrzymek do Ziemi Świętej, opr. P. Iwaszkiewicz, Kraków 1996, s. 240.

[4] Opowieści biskupa Arkulfa, XXVI,1-5, w: Do Ziemi Świętej, s. 334-335.

[5] Szerzej na ten temat zob. Święty wyjątek. Niepokalane poczęcie Maryi, red. J. Królikowski, Kraków 2004.

[6] Zob. I. Gargano, Lectio divina do Ewangelii św. Łukasza, Kraków 2001, s. 56nn.

[7] Zob. Łk 1,48; 2,29; 4,29; 16,17; Rz 1,1; Flp 1,1 i in.

 

Pytanie konkursowe

W jednym z listów Apostoła Pawła – Marek jest nazwany współpracownikiem Pawła, który to list?